(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)
Kolega przedstawił grubo ponad stuletni elektryczny samochód zaprojektowany do bicia rekordu (cóż, jednak strasznie nędznie zaprojektowany) - co mi przypomniało, że dawno miałem napisać o moim ulubionym samochodzie elektrycznym. Co za niespodzianka, też ponad stuletnim. Tylko dla odmiany - nieźle zaprojektowanym.
Firma
Baker Electrics powstała w 1899, dokładnie wtedy kiedy elektryczny samochód pobił 100km/h, w celu budowy zwykłych elektrycznych samochodów - po 20 latach robiła ich coś 17 modeli, od otwartych roadsterów po coupe i ciężarówki (do 5 ton!). Założyciel, Walter C. Baker, też miał fioła na bicie rekordu "elektrykiem", i już w 1902, czyli 3 lata po nierozgarniętym Jenatzym z notki kolegi, zaprezentował
Road Torpedo, 
i od ręki pobił rekord na poziomie 120km/h. A oficjalnie, doszedł, bodaj zmodernizowaną wersją, do 166km/h niepobitych przez ponad 60 lat. A nieoficjalnie, jeździł około 200km/h. Ale po drugim wypadku, tragicznym dla widzów, przestał się ścigać.
Jego cygaro jest jakby przeciwieństwem cygara Jenatzego - niskie, kierowca i "graty" wewnątrz opływu, naturalnie opływowe koła o solidnej pneumatyce, no i pierwsze użycie pasów bezpieczeństwa ever w samochodzie (bez tego raczej nie przeżyłby pierwszej kraksy Torpedy), plus imponujący napęd. Co ogólnie sugeruje, że inżynier Baker był w projektowaniu znacznie lepszy niż ścigant Jenatzy.
Ale ja nie o tym, to wcale nie jest mój ulubiony samochód elektryczny. Mój ulubiony to kanciate coupe Baker Electric z ok. 1909, chyba pierwszy "kabinowy" Baker, po serii różnych
couches. Potem, ok 1913 powstał jego podobny większy brat, fullsize automobil.

Samochodzik nie ma wielkich osiągów, ale jest niezwykle solidny, ma niskowydajną, ale masakrycznie odporną baterię niklowo-żelazową (wynalazek Edisona dedykowany dla Bakera), bardzo solidne silniczki, wystarczający moment do jazdy nawet pod górkę, i ogólnie spełnia założenia - a podstawowe było takie, że miał być miejskim pojazdem dla pań. Stąd kabina mieszcząca kapelusz, i nastawienie na zero kłopotów i technikaliów przy obsłudze (a w tamtych czasach przy benzyniaku czy parowcu było co robić z narzędziami, i usyfić się nieraz trzeba było...); i wymiary ułatwiające manewrowanie i parkowanie; relatywnie komfortowe zawieszenie, no i mocno pluszowe wnętrze.
Urocze autko i na zdjęciu to jeżdżący oryginał, niektóre jego ogniwa mają ponad 100 lat, silniki bodaj też.
Nic z tego, i tak pieniądz gorszy wyparł lepszy - genialne projekty nie uratowały firmy Baker, ich samochody były drogie i już w latach 20 przegrali konkurencję, wykupiono ich około 1913, wkrótce zaorano. A potem wygrały benzyny, potem diesle - legenda mówi, że już w 1896 Edison, który przecież robił mnóstwo w elektrykach, m.in. świetne baterie dla Bakera, napisał do Henryego Forda "Electric car is dead"...
PS. Na zdjęciu to mój oczywisty idol, Jay Leno - świr, właściciel muzeum i warsztatu (ba, to fabryka raczej) moto. W tematach około-moto już mu nawet nie zazdroszczę, tylko kiwam ze zrozumieniem ceberkiem - bo to po prostu ja, tylko dwadzieścia lat starszy i dwadzieścia razy bogatszy. Chwała mu i sława. A jego refleksje o starych autkach m.in. Bakerze, tutaj.