(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)
Nazywam się Boni, mam 40 lat, i jestem nałogowym automobilistą. A może nałogowym automatykiem/majsterkowiczem. A może zakupoholikiem. A może wszystkim na raz.
Moje zachowania i postawy spełniają w 99% warunki dla uzależnienia psychicznego, i to na granicy definicji medycznych, dla
zachowań ryzykownych, wymykających się spod kontroli, z całym zespołem uzależnienia, czyli
osłabieniem woli i
kompulsją do poszukiwania środka zaspokojenia, z
natrętnym myśleniem aż do
zaniedbania obowiązków, ze
zwiększaniem dawki środka zaspokajającego, z
samooszukiwaniem się i mechanizmami obronnymi wobec konsekwencji brania.
Po głębszym zastanowieniu, nie idzie tylko o samochody as is, czy jazdę, czy prędkość, czy wolę mocy (tu - silnika), pewnie, to jest fajna aktywność, ale znam fajniejsze. Nie idzie też tylko o szpan, o opad szczęk znajomych, rodziny, ludzi w pracy czy na ulicy, pewnie, to niezły ego-boost, ale znam tańsze. Nie idzie o majsterkowanie, o przedmiot do działania, o to że można dłubać, tuningować, mieszać, przerabiać mechatronikę i automatykę, i wszystko, i efekt jest fajny, przynajmniej dla majsterkującego, i satysfakcje olbrzymie - hm, tu problem, bo jedyne większe jakie znam to budowanie sobie domów. Nie idzie tylko o nowość i zakupoholizm, bo przecież są tańsze zakupy i zaspokajanie pędu nowości, choćby turystyka.
Ale zbieg powyższego czyni mnie uzależnionym, i chyba coraz ciężej.
Nie pomaga oczywiście brak wsparcia przez rodzinę i znajomych - gdyby porównywać z sytuacją alkoholika, to kochana żona, zamiast pomóc mi w odwyku, pomaga wtaszczyć co lepsze alkohole, skrzynkami, i polewa mi, żebym nie był smutny. Córka ma pociechę, zamiast pomóc w terapii. Dalsza rodzina, jak to przy uzależnieniu, nie ma pojęcia o co kaman. Koledzy z pracy, zamiast pomóc, to uderzają w ton "no co, nie napijesz się?" i jeszcze podkładają flaszkę "zobaczymy czy wypije duszkiem, i czy się przewróci, hahaha". Itd.
A z drugiej strony, legalność, zalew reklam i łatwego dostępu do mojej używki, powoduje, że nie sposób uniknąć atakowania abstynencji przez obrazy i wyobrażenia - w zasięgu ręki i paru klików są tysiące i tysiące "działek".
A najciekawsze, że moja podświadomość wyczuwała zagrożenie abstynencji już dwa tygodnie temu i popełniła
o tym notkę, której nie rozumiałem, bo byłem przekonany, że wszystko jest ok, a nawet że wyzdrowiałem. Jakże typowe dla nałogowca. A potem najważniejsza rzecz na świecie mi pękła, i wola skierowała się z abstynencji na zaspokojenie uzależnienia...
Teraz mam kaca, i doła po "strzale", i racjonalizuję, że mogło być znacznie drożej i gorzej; i będę musiał mocno przemyśleć nałóg i swoje zasraniutkie życie psychiczne. Znowu.
Z drugiej strony - nasz świeżo kupiony, aktualnie 6 samochód, czyli poniższe Camaro '95 - jest śliczny, i jest w nim tyle do dłubania... a debet się kiedyś spłaci.