(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)
Dawno nie było przemyśleń o nieprzemyśleniach w przemyśle. Chyba mam ostatnio jakiś ogólny brak refleksji, grzybnię kory czołowej, i całkowitą bezmyślność - jednak zrozumcie, próbuję mimikry i wpisania się trend, przecież mamy czas matur, audytów, i w ogóle. Ale komcionauta pod poprzednią notką przypomniał mi, że o konsultingach już sitcomy kręcą, co w połączeniu z lekką gorączką przed audytem na TS16949, tudzież pociechą z tego, co mam na co dzień w emaliach, skutkuje, że tera uleję panu hurtowo.
Fady (czyli mody i chwilowe głupoty, ang. fads) w zarządzaniu, przemyśle, czy konsultingach inżynierskich, są pewnie tak stare jak te dziedziny. Ale w obecnym świecie managementu na kontrakcie, przemysłu produktywności i outsourcowanych konsultingów są one znacznie bardziej. Fachowo, jako mądrzy ludzie rzekli, fady poznaje się po ostrym spadku ilości publikacji w ciągu paru lat po eksplozji danego pomysłu wśród konsultingów tier one i topowej kadry zarządzającej. Ale problem bardziej w tym, że dany fad, nawet jak już go fakowcy zapomnieli i nikt nie publikuje, to nieraz kołacze się latami po trafionych nim instytucjach, biznesach czy fabrykach, tudzież, że te nieco mniej kumate kadry i konsultingi tier szabanaście, wdrażają go ciągle i ciągle; kiedy już wszyscy normalni ludzie zdążyli zapomnieć, i uprawiają co najwyżej ciszę nad rozkładającymi się zwłokami "świetnego" pomysłu sprzed dekady czy dwu.
Ale najnajbardziej mnie wpienia, gdy w ramach fadu wpiera mi się coś, co znane jest powszechnie, i to od dziesięcioleci. A czasem od ełonów. Bo o ile można przyjąć, że świeży pomysł jakiegoś mądrali ma sens, więc poeksperymentujmy na żywym organizmie biznesu, najlepiej za cudze pieniądze i na cudzym ryzyku, skoro taka desperacja - to jednak nie chwytam, skąd biorą się konsultingi i fakowcy wpierający za ciężki szmal rozwiązania stare jak świat. Znaczy, skąd się biorą, to wiem, ale jakie ciemniaki im za to ciężkim szmalem płacą...
Tu może zarzucę krótką listę, podpowiadającą po czym poznać biznes/management fad w moim świecie (a nie w tym naukowym, z zależnością od ilości publikacji i cytowań):
1. Buzzwordy, zbyt wielkie słowa i żargon wyjęty z dupy - jak dostaję emalię, że ktoś jest odpowiedzialny za "specjalistyczne rekrutacje międzynarodowe z obszaru inżynierii", "projekty wymagające kompetencji techniczno-językowych", "skuteczne wprowadzanie na rynek pracy absolwentów", to sorasy, jakoś mam wrażenie, że gupi jakiś i ma mikroptaszka. Albo małe cycyki. Albo małego ptaszka i małe cycki. Bo ludzie normalni jednak "zatrudniają inżynierów, również absolwentów" i "znają angielski". I niekoniecznie "kreują dużą wartość dodaną w organizacji" ale może raczej "są pracowici". "Znają się na księgowości" a nie "mają rozbudowaną świadomość finansową". Itd itd. Generalnie, jeśli muszę sobie czyjeś wypowiedzi tłumaczyć z corporate speaku na ludzki, to przestaję słuchać. Rzekłem.
2. Jeśli zauważasz, że konsultingi tier 1 i 2 nagle i na gwałt szukają ludzi z obyciem w danym temacie, to już wiesz, że fad napada. A jeśli komuś się wydaje, że nieee, oni tak tylko wdrażają, oczywiście dla dobra klienta i gardło sobie podrzynając, najlepsze możliwe praktyki biznesowe - to ma rację, wydaje mu się. Bo FYI przecież nie jest to ich celem - pliz, pliz, nie mylimy pijaru z publicystyką, reklamy ze sprzedażą, a konsultingu z zarządzaniem czy inżynierią.
3. Podobnie jw. kiedy ktoś nagle oferuje, za kasę, certyfikacje i autoryzacje dla niewymaganej prawem aktywności X, to już wiesz, że X to fad. I zupełnie nieważne, czy to ISO, audyt księgowy, czy TS16949, itd itp. (skądinąd, normy techniczne i branżowe też bywają tylko eleganckim zbiorem fadów, bo, o czym często się zapomina, też nie zawsze są wymagane prawnie). Ale najżałośniejsze, jak się konsultingi we własnym fadcirclu, tfu, fapcirclu obdarowują papierkami CMC czy podobnymi.
4. Jeśli w firmie znienacka powstają stanowiska czy job descriptions odwołujące się w nomenklaturze do fadu - wiedz, że opór jest bezcelowy, zostaniecie zfadowani.
5. Jeśli metryka jaką mierzy się skutki aktywności X nie jest związana z poprzednią/ standardową/ ustaloną metryką, za to kłóci się ze zdrowym rozsądkiem, to na 90% aktywność X jest fadem. Jak proponowana metryka kłóci się nie tylko ze zdrowym rozsądkiem, ale poprzednią/standardową metryką, to fad na 99% procent (1% zostaje na nowy genialny pomysł pomierzenia biznesu czy przemysłu). A jak proponowana metryka nie ma umocowania w czymkolwiek poza własnym widzimisiem proponującego i dużą ilością buzzwordów i machania rękami, to fad na 99.99%. Powyższe brzmi nieco zawile, to może praktyczny przykład z życia - pytamy konsultanta o poprzedni engagement, i jak tam z efektami, na co dostajemy dumny tekst, że wydajność poszła 25% w górę. Na co następuje powszechne kiwanie głowami, oklaski, podziw, tada, i dzieci w strojach regionalnych z kwiatami. No ale niekoniecznie u mnie, bo ja się pytam, czy serio tam zaczęli produkować 25% więcej SZTUK, czy zwolnili 25% załogi? Na co okazuje się, że takie proste pytanie jest dla konsultanta jak kop w jaja, i w ogóle jestem niedobry i hamulcowy, a wydajność można liczyć na więcej sposobów, niż się wam i Bogini śniło.
6. Jeśli tylko da się użyć (ze względu na niekompatybilność branż i przemysłów), to niezłym testem fadu jest stary dobry i piękny test samozwrotności - jak wam ktoś za kasę wpiera pomysł X, to pierwsze pytanie: czy i jak wdrożył pomysł X w swoim biznesie, np. wpierania ludziom pomysłów X. Czyli - jak wam konsultant wpiera agile management, to czy już robi swoje projekty agile? (BTW serio, po 10 latach w IT "agile" właśnie staje się modnym w biznesie i przemyśle...) Czy jak proponuje wam knowledge management, to ma wdrożony u siebie KM? Czy jak uważa, że macie burdel i trzeba wprowadzić 5S, to znaczy, że może wam pokazać swoją firmę (i laptopa...) z wdrożonym 5S? Itd itd. Nie uwierzycie, jak często przyłożenie proponowanej metodologii do proponenta rozkłada propozycję i proponującego. Najbardziej spektakularne jakie mi się zdarzyło, to chyba było z 5 whys - ale trzeba zrozumieć, miałem zły dzień, konsultant był Francuz, szczegółowa propozycja wyjątkowo chu...wa - stąd zdążyłem publicznie przyłożyć zaledwie 3 "dlaczego?" do jego pomysłu (w sumie - tak jak nas szkolił wcześniej), i już pierdolnął drzwiami (no dobra, wirtualnie, bo na hali fabrycznej nie ma drzwi) i poszedł na skargę i wypłakać tako rzeke kierownictwu.
(Zrobiło się długo i nudno, więc może starczy o rozpoznawaniu wzorca fadów - o maksymalnie wkurzającym sprzedawaniu prehistorycznych pomysłów jako fadów inną razą. Aha, to zdjęcie na górze, to siedziba główna konsultingu, u którego ostatnio wysoki management mojego pracodawcy zamawia ankiety i opracowania nt. czy pracownicy usłyszeli i zrozumieli to, co wysoki management do nich rzecze. Thats I call serious busy busy business.)