(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Ciąg dalszy, po ciągu poprzednim.
Dzisiaj kategoria pomysłów na ryzykowną elektryfikację miast i wsi (temat muzyczny - ??? no brak pomysłu, totalny (edit - komcionauta wynorał bardzo słuszne "Ride of Lighting"))
Wstęp - szeroka publiczność ma na ogół jakieś tam pojęcie o napięciu, z naciskiem na "wysokie", i że baterejka ma niższe niż to co w gniazdku, a to na wysokich słupach to większe niż w gniazdku; ale zupełnie nie ma obycia z prądem i mocą. Więc, w ramach dokształcania generała publicznego, malutkie uproszczone pouczające zestawienie rzędów wielkości i mocarności mocy elektrycznej:
100W = większa żarówka, nowoczesny tv, w przybliżeniu nic
1000W czy jedno kilo waty = grzejnik, mikrowela, duża wiertarka, mała krajzega - możliwe niewielkie ogniska, malutkie pożary, niezbyt głośne trzaski
10kW = mały dom, niewielka maszyna przemysłowa - spodziewane pożary, stopienie różnorodnych różności, niewielkie wybuchy; nie patrzymy w łuk elektryczny!
100kW = w teorii moc średnio wypasionego samochodu spalinowego; sporawej maszyny, nawet jakiegoś pieca przemysłowego - w razie czego, lepiej być oddzielonym od efektownie palących się silników, kabli, wybuchających grzałek, itp. przynajmniej blachą lub ścianą, albo paroma metrami, bo z bliska grozi szpital, nawet jeśli nie doszło do porażenia prądem, wystarczy udar i promieniowanie
1000kW=1MW=megawata = koleje i tramwaje, transformator blokowo-osiedlowo-wioskowy, albo wydziałowy w przemyśle lekkim, w ciężkim - pojedyncze urządzenie, piec itp. Górna strefa mocy spotykanych przy "normalnych" napięciach, takich "jak w domu". Normalna praca (pole elektromagnetyczne) może powodować, że kable się ruszają, szyny urywa z izolatorów, latają nieduże metalowe elementy (nakrętki, śrubokręty). Odpowiednio, praca nienormalna, czyli usterki, są efektowne wizualnie i akustycznie, ale z bliska nie radzę oglądać, bo mało kto przeżywa. Z daleka, można, i jest co opowiadać.
kilka MW i wszystko ponad = transformatory dzielnic, małych miast, fabryk, pojedyncze maszyny przemysłu nie bez powodu zwanego ciężkim; z reguły średnie i wysokie napięcia, zupełnie nie "jak w domu" - domena zawodowców, gdzie jeśli coś się dzieje "porcelana płynie, ziemia się pali, a stal znika". Wybuchy, fajerwerki, efekty specjalne, kałuże płonącego szkła, extra i superos - dlatego nikt normalny w energetyce zawodowej nie pracuje.
Czas na zmyślone porady:
- 12v samochodzie wydaje się (i w zasadzie jest) bezpieczne - zmienisz zdanie, jak położysz klucz itp. narzędzie zwierając akumulator - bo 600A prądu wcale już takie bezpieczne nie jest. Nie mówiąc, że szkoda klucza.
- technika trakcyjna, czyli napęd elektryczny pojazdów, także niskonapięciowa, jak w wózkach widłowych itp. jest wredna - bo prądy z baterii są jw. a momenty rozwijane przez napędy są okrutne (jakoś ten wózek czy inna lokomotywa musi ruszyć) - dlatego nie bawimy się takimi rzeczami, pozostawiając je zawodowcom. Gdyż inaczej, mogą być nieliche problemy nie tylko z włączeniem "wynalazku" bez wybuchu i pożaru, ale też z zatrzymaniem, bez katastrofy. Bo np. silnik dużego wózka widłowego jest w stanie urwać mocowania od dużego silnika spalinowego, tudzież przeważnie nie ma "w okolicy" żadnego hamulca, który go zatrzyma, więc jeśli nie przewidziano odpowiedniego wyłącznika, kręci się do urwania/upalenia kabli, albo rozbicia urządzenia.
- zanim utniemy jakiś kabelek na istniejącym obiekcie, a nie nówkę z krążka ze sklepu, upewniamy się o braku napięcia. Serio. A najlepiej zapewniamy sobie tzw. "widoczną przerwę izolacyjną", czyli wyciągamy wtyczkę, zabieramy bezpiecznik, odłączamy kabelek za wyłącznikiem itp. Bo nie ma głupszej miny, niż mina elepstryka, który tnie coś, co mu wybucha w rencach - bo wyłączył niewłaściwy kabelek; koledzy włączyli mu z powrotem, zanim zaczął, itd. Chociaż, nie, jest głupsza mina - mina elektryka, który jak już mu wybuchło i przejrzał na oślepione oczęta, nie sprawdza, tylko tnie jeszcze raz, bo przecież jak wyrwało pół kabla, to już bezpiecznik na pewno poleciał i nie ma napięcia - a tu niespodzianka, nie poleciał, bo solidni koledzy podłączyli dla pewności kabelek np. pod 100A zamiast 16A. Nie mówiąc, że z kombinerek czy obcinaczek niewiele zostaje.
- w ogóle, w nieznanym obiekcie (albo i w znanym, ale zmiennym, z normalnych powodów, albo z nienormalnych kolegów) - przyjmujemy założenie, że wszystko jest podłączone i przewymiarowane 10x za mocarnie (takie założenie jest realistycznie, paranoiczne - razy 30). To chroni nas przed niespodziankami typu zasilenie paru lamp oświetlenia "złapane" domowym przedłużaczem z szyn rozdzielni 300A, albo zasilanie małej rozdzielnicy na budowie, "złapane" z 600A suwnicy "bo była obok". Gdyż naczelna zasada mówi - "jeśli bezpiecznik spada, elepstryk zawsze znajdzie se mocniejsze zasilanie". Co potem niefajne, w razie zwarcia czy przeciążenia - pamiętajcie, elektrownia wyłączy się ostatnia, jak już wszystko się wam zjara.
- używanie tzw. "testerów", czyli elementów przeciążających zasilanie (np. kiedyś - topiki wytoczone z miedzi/mosiądzu, obecnie - zwieranie wyłączników tzw. eSów np. szczypcami), żeby ustalić co i gdzie się zwarło, jest gupie (a do szukania zwarć są prawdziwe testery). Gdyż czasem i owszem, uparte zwarcie czy przeciążenie, elegancko wychodzi ze ściany, razem z myszami i kominiarzem, albo z maszyny, razem z silnikiem czy grzałkami (tak czy owak z hukiem i dymem) - ale jak się trafi przewymiarowane zasilanie, jak w puncie powyższym, to będzie głęboki kanał, i dużo zniszczeń. Gdyż stopione szczypce, którymi zwarło się 600A suwnicę, to będzie ten najmniejszy problem.
- "drutowanie" bezpieczników zasługuje na oddzielną małą książkę, i jakiś doktorat z psychologii, a może i psychiatrii, więc z konieczności w skrócie - chociaż popularne porcelanowe topiki Bi, popularnie drutowane, odeszły do lamusa, nadal trafia się na miniaturowe topiki w sprzęcie RTV/AGD zdrutowane jak w najkoszmarniejszym koszmarze, podobnie w samochodach. Co jest proszeniem się o mały pożar (w samochodzie - niekoniecznie mały...). Gorsza sprawa jest w przemyśle/rozdzielniach, gdzie przemysłowe bezpieczniki Bm i podobne łatwo zastępuje się kawałkiem bednarki, nawija się drut miedziany na, wciska zamiast nich taśmę miedzianą, albo i szpadel z obciętym trzonkiem - inwencja ludzka granic nie zna. A potem są koszta, koszta, koszta...
- co do porażeń - odkąd obowiązkowe w zasilaniach domowych są wyłączniki różnicowo-prądowe, tzw. różnicówki, ograniczające prąd rażenia do wartości nie-śmiertelnej, w domach zrobiło się bezpieczniej. Ale w przemyśle itp. niekoniecznie, więc trzeba uważać, bo byle gniazdko, czy byle urzadzenie, może zabić. A w warunkach np. mokrych, może zabić łatwiej. Stąd najniebezpieczniejsze ciągle są budowy itp. Dlatego jeśli widzimy gotującą się kałużę, przez którą przechodzi "utonięty" kabel, nie lecimy go wyciągać raz dwa, bo szkoda kabla i w ogóle - podchodzimy do tematu z rozwagą, najpierw wyłączając cholerstwo w pizdu. A jeśli nie da rady / za daleko / ch... zwarli wyłącznik, podchodzimy do tematu kałuży baardzo ostrożnie, "po suchym" (buty! albo np. po suchej desce), i z suchym/izolacyjnym kijem czy szpadlem, żeby wyciągnąć dziadostwo z wody. Itp. itd.
- co do wysokich napięć - poza samochodem benzynowym (zapłon KOPIE!) i zabawami szokerami policyjnymi, normalny człowiek nie ma już zbytnio okazji zetknąć się z wyższym napięciem - kiedyś wrażeń dostarczały telewizory i monitory CRT, wyposażone w układy wysokiego napięcia. Z byle czarno-białego 15kV potrafiło wzruszyć do łez i do zapomnienia języka w gębie, a kto nie dostał 30kV z porządnego trafopowielacza, to jeszcze wcale w życiu prądem nie dostał - ale nie ma co wzdychać za starymi ciekawymi czasami, bo i bolało, i goiło się paskudnie. A co do WN w przemyśle i poza zasięgiem normalnego człowieka - mało kto przeżywa wypadki na średnim, no chyba, że jako operator koparki, która wydłubała kabel średniego napięcia (ale przeważnie łyżka koparki potrzebna jest potem nowa, czasem też remont obrotnicy...). Wszyscy inni na ogół polegną na posterunku; cywile włażący cholera wie po co ("bo mu piłka tam wpadła...") na średnie i wysokie, na słupy i do rozdzielni, także.