(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Obiecany ciąg dalszy historii oczywiście zmyślonych, po ciągu poprzednim.
Tym razem nacięcia, ścięcia i wycinanki, albo "cztery palce w umywalce, czyli gdzie jest kciuk" (podkład muzyczny: temat z "Piły"):
- na początek i rozgrzewkę: nieoczywista zaleta samochodów z automatyczną skrzynią biegów - znacznie łatwiej takim, w raze czego, dojechać na pogotowie, mając jedną rękę/nogę do dyspozycji, kiedy druga broczy, jest zawinięta w chusteczkę, albo zawinięta w chusteczkę na tylnym siedzeniu.
- palce zawsze warto pozbierać, w miarę możność schłodzić, i dostarczyć lekarzom razem z delikwentem - serio, nie ma nic smutniejszego niż paluszek, który samotnie został na miejscu zdarzenia. Najwyżej lekarze wyrzucą zbędne paluszki do utylizacji.
- luźno zwisające poły kurtek, fartuchów, kufajek itp. legandzkich ubrań roboczych są wrogiem człowieka pracującego piłą - a jeśli już, to warto zawczasu przemyśleć, co puści pierwsze, ubranko wciągnięte w piłę lub napęd, czy ręka, noga, klata. Bo naczelna zasada mówi, że piła zatrzymuje się z reguły ostatnia.
- często uchwyt wiertarki daje się do zaciśnięcia przyhamować ręką, bo wiertarka ma nieduży moment. Ale jesli ktoś nie jest biegły w obliczeniach przełożeń, momentów, popędów i innych takich nieprzyzwoitości, tudzież przejawia IQ na takim poziomie, że nie zauważa, że wiertara górnowrzecionowa 3m wysoka spoko obraca nieprzykręcone 50kg imadło, to niech przyjmie ogólną zasadę, że nie przyhamowujemy uchwytu wiertarki ręką. Bo potem trzeba go będzie odwinąć z wrzeciona, i choć 7 krotne złamanie reki, aż po obojczyk, jest efektowne i można się pochwalić znajomym, to chyba jednak nie warto.
- jeśli heblarce nie daje się ustawić noży, bo albo czepia nimi o stół, albo ma extra wibrację, nie zaczynamy pracy. Gdyż duża wibracja plus heblarka równa się latajace w koło kawałki drewna i mielone palce. A palec jednak nie odrasta.
- jeśli jesteś głuchy, czy półgłuchy (albo masz przyrośnięte do uszu słuchawki z umcyumcy), rozważ czy warto bawić się piłą czy heblarką, szczególnie jeśli to porządna i dobrze wyważona maszyna, szczególnie z małymi narzędziami. Bo już niejednemu się wydawało, że piłka czy noże stoją, i wygodnie oparł się w zamiarze o stół, w praktyce o piłę. A tłumaczenie konsylium nad pomieloną ręką "nie słyszałem piły, panie dochtorze" jest wyjątkowo żałosne.
- ciężkich noży, wyostrzonych na brzytwę, nie kładziemy wysoko i niepewnie, szczególnie pracując obok młotem czy wiertarką. Gdyż od wibracji zaraz robi się "Dom latających sztyletów", i mało pocieszające, że zabrało się stopę z tego miejsca gdzie nóż wbił się na 1cm w dębowy parkiet, kiedy wcześniej jednak przeleciał się po ręce.
- tarcze i piłki kupujemy raczej markowe i solidne, a im tarcza większa, tym musi być mniej rusko-chińska, i bardziej solidna. Bo wiara w osłony tarcz (nawet te namacalnie istniejące, a nie magiczno-wirtualno-niewidzialne), i że wyłapią to, co się rozleci - to piękna religia, ale po co liczyć od razu na cuda. Szczególnie, kiedy tarcza złośliwie rozlatuje się na duże solidne kawałki, niczym turbina z Iła, i wyskakuje spod osłony - jeśli jedna połówka przelatuje 30 metrów, to nie chcecie dostać tą drugą. Bo jak powiada poeta "człowiek boi się spojrzeć tam gdzie dostał i czy jeszcze ma rękę".
- pracując "w ręcach" czymkolwiek większym niż dremelek, czyli frezarką ręczną czy nawet wiertarką z frezem/tarczą, z nieosłoniętym narzędziem "do góry" czy "do siebie" warto zawczasu rozważyć, w którą stronę to wszystko się kręci, jak podrywa narzędzie i w ogóle jakieś opancerzenie własnej osoby. Okulary to dobry pomysł na początek, ale może się okazać niewystarczający, kiedy np. kawał freza wystrzeliwuje w szyję. Bo potem, jak powiada poeta, "człowiek boi się spojrzeć w dół, czy i jak bardzo czerwono leci spod brody".
- pracując dużym młotem przy twardej stali, solidnym betonie czy kamieniu, podstawą są nie bicepsy, czy mięsień najszerszy grzbietu, ale okulary. Gdyż te wszystkie efektownie latające iskry i drobinki, zostawiające dziury i szramy w rękach, twarzy czy ubraniach, niekoniecznie zatrzymują się na gałce ocznej. A życie z drzazgą, nawet za cudem uratowanym okiem, jest niekomfortowe - np. przez dłuższy czas nie można ani kichnąć, ani pierdnąć, ani dzieciaka na ręce wziąć, bo oko może zrobić puff.
- każdy "góźdź żelazny", przebity przez deskę czy płytę jest największym wrogiem człowieka poczciwego, do momentu wyciągnięcia, zagięcia lub ścięcia. Znaczy, gwoździa, nie człowieka. Ci którzy beztrosko gwoździ nie szanują i nie zaginają, mają po pierwszej budowie łby jak zsumowana cała kompania Kmicicowa, i od czasu do czasu próbują dziarsko maszerować z deską przymocowaną do stopy, rzeczonym gwoździem, na który wdepnęli. Apeluję, nie idźcie tą drogą.
- z pogranicza elektryki - choć najnaturalniejszą metodą nacinania izolacji grubych i bardzo grubych kabli jest "do siebie", robimy to "od siebie", choćby było niewygodnie. I nie idzie mi o draśnięcie się nożem w brzuch czy klatę czy po rękach, bo to wyciska najwyżej pare łez z twardziela, a blizny dodają mężczyźnie uroku. Bardziej idzie o tętnice udowe, w które trafienie się jest wyjatkowo niekomfortowe, szczególnie kiedy daleko od Boga, ludzi i szpitala, i mało kto może po czymś takim snuć wspomnienia, jak to szybko się stało, że się tak mocno zesrało.
- na deser najbardziej frapujący, moim zdaniem, sposób usunięcia sobie macek, palców, i innych tego typu rzeczy - zaczepienie się drobnym fragmentem jestestwa podczas zeskoku/upadku. Mało kto potrafi zawisnąć na palcu, a nawet wytrawni skałkarze i Chuck Norris nie potrafią złapać się palcem w locie za konstrukcję czy budowlę, znaczy może i potrafią, ale podobnie jak u zwykłego człowieka, wytrzymałość zakleszczonego palca na zrywanie może przekroczyć przyłożone obciążenia. I następuje efektowny acz bolesny trach. Stąd warto uwaznie ocenić, czy młodzieżowo skakać/spadać, czy jednak zejść statecznie.
CDN