(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Nie wiem czemu tak późno piszę o pewnych wykonawcach - pewnie jestem z natury skryty albo się wstydzę. Ale nieuniknienie nadciąga - Moby!
Około 2000 roku byliśmy już nieco zblazowani muzycznie i zakręceni przeprowadzkami pod Wawę, i wydawało się, że #po30 utkniemy w swoich "starych" gustach muzycznych z pacholęctwa, jak wielu przed nami. A tu nagle - elektro-pop-blues z jakimiś bardzo czarnymi samplami znad Missisipi, plus przeurocze klipy animowane, czyli - Moby!
Zakochaliśmy się rodzinnie; nawet młode, które nie do końca jeszcze ogarniały muzę "na poważnie". Przyszło zakupić "Play" i rozkoszować się, bo praktycznie każdy kawałeczek tej płyty to perełka. A nalepeczka "little idiot" to jedyna nalepka jaką miałem w życiu na samochodzie...
Potem "18" troszeczkę ostudziła, ale to raczej dlatego że trudno przebić "Play". Potem przyszła genialna "Hotel", które może już nie cała, ale miejcami na pewno nie ustępuje "Play". A np. ten kawałeczek jest moim ogólnym rozbudzaczem i zakazany przy jeździe samochodem RWD:
Ostatnie trzy płyty przyjęliśmy gorzej, Moby albo odlatywał nam gdzieś "w bok", albo trochę za słabe po prostu były. Ale tak czy owak, zawsze miło posłuchać jego genialnych kawałków, i zawsze czekamy, że znowu dostarczy wzruszeń jak 10 i 5 lat temu. Bo potrafił, oj potrafił, jak w tym klipie, który jest na pewno w moim top five, a jak się zastanowić, to może i na samym szczycie, bo to już zależy od mojego nastroju, a nie od mojej listy: