(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Jakoś dopiero niedawno, w skali kilku miesięcy, odkryłem rzecz zupełnie zdumiewającą, ale chyba tylko dla mnie - otóż okazuje się, że w XXIw. w internetowych kręgach całkiem kumatych ludzi (z różnych stron świata, co ciekawe, ale oczywiście z PL mam najwięcej obserwacji) pewne pojęcia i zjawiska umysłowe funkcjonują jak w jakimś XIXw, i to w jego początkach. Co oczywiście, można złożyć na karb #upadekedukacji i machając rękami ponarzekać na edu, ale może jednak nie tylko. Bo poza oczywistymi bolesnymi dziurami w edukacji, i niskim progiem wejścia w rozważania czy dyskusje światopoglądowe w intehnethsach, niepokojące jest cofnięcie pewnych argumentacji czy świadomości o 150 czy nawet 200 lat, i to po obu (a może lepiej - po wielu) stronach dyskusji i sporów. A ponieważ wcale a wcale mi się to nie podoba, bo m.in. wcale mi się nie podoba jakaś ideologiczna "powtórka z XXw. rozrywki" to będę se tu i teraz ulewał na różne strony sporów światopoglądowych, prawe i lewe, czarne, czerwone i tęczowe, w ramach edukacji i pociechy duchowej:
0) Rozróżniajcie, dobrzy ludzie, rozmowę czy dyskusję, od bezargumentowego przerzucania się wyznaniami wiary wyjętymi z dupy, czy z innych autorytetów, ergo napierdalanki i ustawki, co? Bo albo aspirujemy do jakiejś cywilizacji i inteligencji, i rozmawiamy, niech nawet z ogniem i erystyką - albo ustalmy se od razu, że jesteśmy stadem wrednych i wkurzających małp naczelnych, i przemoc rządzi i panuje. Znaczy, oczywiście, że jesteśmy tym stadem, i nie żadne tam wolność równość braterstwo, czy wiara nadzieja miłość, tylko kajdanki pała kałach - ale może przynajmniej w rozmowach i dyskusjach spróbujcie nie mieszać tych dwu systemów walutowych?
1) Stąd, jeśli już przyjmiemy paradygmat rozmowy i argumentacji, to - wierzysz w Pana? albo wierzysz w Pana Boga? W przyrodzoną godność człowieka? W Naród Polski? W równość? W chemtrailsy? W słowa Jezusa? W sprawiedliwość społeczną? W słowa Mahometa? W materializm? W słowa Buddy? W wolność? Superos i gratulacje. Ale zapamiętaj raz na zawsze - ponieważ każdy w coś tam wierzy, to: twoja wiara, to tylko twoja wiara. Każdy światopogląd, każda filozofia życiowa, polityczna, czy religia, w sensie prywatnej myśli i wiary, jest RÓWNIE MAŁO WARTA jako ARGUMENT W DYSKUSJI (inaczej mówiąc - NIE MA PRAWDZIWYCH LUB FAŁSZYWYCH ŚWIATOPOGLĄDÓW). Możesz z nią żyć, niech ci się sprawdza; możesz ją trochę propagować nawet, bo mamy jakąś tam wolność wypowiedzi podobno - ale nie argumentuj z DOWOLNEJ wiary, proszę, bo to wstyd i żena. A jeśli już nie potrafisz odróżnić subiektywnej argumentacji ze swojej wiary, od argumentacji z rzeczy intersubiektywnych, jak logika czy empiria czy pragmatyzm, nie rób siary i idź sobie. I nie, argumentacja że "bo tak jak ja wierzy milion moherów" albo"milion gejów" albo "milion Polaków" JEST WADLIWA w dyskursie ludzi cywilizowanych, gdyż tak sprowadza się dyskusję, na skróty, do "ile macie dywizji" albo "kto ma więcej pałkarzy", w najlepszym wypadku "kto wygrał wybory", i dyskurs prędzej niż później staje się niecywilizowany.
2) Z powyższego - skąd nadajecie, ludzie, przez maszynę czasu z roku 1800, że nagle wraca powszechnie retoryka klerykalno-antyklerykalna, która, wydawałoby się, leży już dawno w grobie, powiedzmy od czasów Marksa, a nawet Feuerbacha? Dlaczego nagle prawie nikt nie odróżnia religii w sensie wiary i światopoglądu od religii jako instytucji i organizacji, a przy tym wszyscy nagle znowu nie wiadomo po ki ch... odróżniają religię w sensie wiary, od światopoglądu i ideologii??? Jasiu, wężykiem - jak wyżej, KAŻDY światopogląd jest równie dobry (tj. równie prawdziwy/fałszywy) w ramach umowy społecznej o wolności myśli, słowa i ustroju prawa. I możemy se o nich dyskutować z rozkoszą i do woli, i może nawet ktoś kogoś do malutkiej zmiany światopoglądu przekona. A jeśli negujesz samą umowę społeczną, wypracowaną przez dwa wieki i jeziora krwi i krwawicy, umowę o wolności myśli, słowa i prawie, to won do Somalii czy innej Korei Pn., i nie rozmawiam z tobą.
Natomiast oczywiście że CZYNY ludzi (w tym - w jakimś zakresie sposoby propagowanie własnego światopoglądu), ich SKUTKI, tudzież INSTYTUCJE stojące na tych światopoglądach, o, to jest inna bajka - jak najbardziej podlegająca argumentacji złe/dobre, prawdziwe/fałszywe, itd itd. jak już se podefiniujemy jakieś intersubiektywne kryteria ofkors.
Więc wal se śmiało, towarzyszu, w Kościół Katolicki, ale opanuj się może deczko, waląc w każdego, kto przyznaje się do jakiejkolwiek religii - bo z tego, że ci ktoś wmówił, że wszystkie religie to zło i jeden ch..., nie znaczy, że Kościół Katolicki czy inne State Shinto, or compatible, które twoim zdaniem warto zaorać, z tych czy innych względów, mają COKOLWIEK wspólnego z wiarą/światopoglądem Kowalskiego czy innego Toyoty. A jeśli Kowalski czy Toyota wprost odżegnuje się od KK czy SS (albo, tak zupełnie na marginesie, przyznaje się do niezorganizowanej religii nie-teistycznej...), to może jednak przemyśl i przymknij się, towarzyszu, jak nie z powodów logicznych, to chociaż z powodów taktycznych.
Podobnie, czarni - cywil-księże, czy inny faszysto, wal se, w obecnym ustroju mniej czy bardziej legalnie, w tę swoją cywilizację śmierci czy inne demokratyczne państwo prawa, za grzechy i rozpasanie, ruję i porubstwo, czy inne wolności dla pedałów, ale opanuj się może z waleniem w czyjś prywatny światopogląd, bo ten akurat jak dupę, każdy ma swój. I jeśli nie chcesz być wysłany ze swoimi tezami, tam gdzie wysłano twoich mentalnych pradziadków czy dziadków, czyli na drzewo, na którym rośnie opium dla ludu (albo na gilotynę, albo pod mur, w zależności od siły rewolucji i wagi pradziadkowych "zasług"), wymyśl jak argumentować BEZ gadki w stylu "bo nie masz prawa ponad moje prawo Objawione, a Jan Paweł Drugi jest jego prorokiem". Gdyż dopiero taka argumentacja będzie piękna i dobra, i może nawet kogoś przekona, a argumentacja z talibanu czy z krucjat, czy z dowolnej cenzury, w tym "cenzury myśli", to jest żadna argumentacja.
4) Dlaczego powyższe punkciki wydają mi się na tyle ważne, żeby je przelać na ekran? Bo spotykam coraz częściej ich wypaczenie w dyskusjach w necie, a każda próba ich ominięcia powoduje upadek dyskusji wprost w napierdalanie się bez sensu i bez żadnej intersubiektywnej argumentacji (a jeśli ktoś w ogóle neguje dyskusję jako sposób argumentacji i neguje możliwości, tudzież potrzeby, przekonania oponenta, to po co w ogóle rozmawiać, może lepiej spotykać się z bejzbolami w jakims małpim gaju - tyle, że po stronie oponentów może czasem niespodziewanie trafić zawodowe Oddziały Prewencji or compatible, wystawione przez demokratyczne państwo prawa...), albo uwikłanie dyskusji w sprzeczności kontroli myśli totalizmów, od fanatyzmów religijnych po komunizmy (bo sprzecznością jest dyskusja o tym, że nie warto/wolno dyskutować, tylko trzeba uwierzyć/przyjąć prawdziwy czy najlepszy czy dobry czy jedyny właściwy światopogląd, i zupełnie nie ważne, czy ma on pieczątkę imprimatur czy Biura Politycznego).
5) "Ale przecież to nie była żadna poważna dyskusja, tylko taki żarcik, docinki, polewka, lolerka, podłubanie mema, beznapinkowe leczenie K60.0, i w ogóle o co cho, zią?". Jasne - zupełnie jak mój powyższy tekst.