(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Nie wiem skąd podłapałem Ladytron, zdaje się, że od kogoś znajomego, może w sieci. Ale nie przyjęli się od razu, bo, pomimo wszelkich nostalgii za latami kiedy byłem piękny, młody i miałem włosy również na głowie, to pykanie w proste syntezatorki było nieco za proste. I pomimo fajnego śpiewania dziewczyn, byłem nieco na "nie", zresztą, z podobnych powodów nie ma na moich codziennych playlistach wczesnych Depeche Mode.
Ale potem, jak w wielu przypadkach z tagu #muza, zobaczyłem w jakiejś tv muzycznej to:
I zrobiłem się totalnie yes, yes, YES, bo muza nie była już tak siermiężna, a teledysk to cudo. I od tego czasu mniej więcej Ladytron yest wszędzie w moich odtwarzaczach. Najbardziej robi mi właśnie płyta Witchin Hour, Velocifero trochę mniej, ze starszych pojedyncze kawałki.
Pretekstem jest nowa płyta Gravity the Seducer, która wydaje mi się, jak Velocifero, całkiem całkiem, choć niektóre kawałki trochę nudne - ale te kilka extra dostarcza wystarczająco: