Tradycyjny wypad przed-zimowy do Polski był przeciętnie normalny.
Domu nadal nie pozbyliśmy się, więc przyszło ogarnąć w nim parę tematów (nawłoć kanadyjska prosi się o napalm, osiki o piłę, dach o nowy dach). Z powodu popi... struktury cenowej biletów Luftwaffe, tfu, Lufthansy, byłem w PL ponad tydzień, stąd odwiedziłem rodzinę nieco bardziej niż zwykle - no i przejechałem się przez Polskę nieco bardziej niż zwykle.
Polskie drogi szybkiego ruchu robią się naprawdę przyjemne i kompletne (no, prawie, i tu patrzę z wyrzutem na Skarżysko Kamienną). Ludzie jeżdżą jakby nieco normalniej - ale może za mało po Warszawie jeździłem tym razem. Miejsca znane mi doskonale z poprzednich dekad robią się powoli obce, bo przybywa czy zmieniają się budynki i infrastruktura.
Ale w wielu innych miejscach i zakresach wydaje się, że czas w Polsce stoi w miejscu, że to są późne '90 co najwyżej.
Nie pomagał festiwal geriatryczno-nekromantyczny w radiu, którego nasłuchałem się w samochodzie: nowa płyta Małgorzaty Ostrowskiej? tradycyjne przedświąteczne skrzypienie Briana Adamsa? nowa płyta Leonarda Cohena?? nowy singiel George'a Michaela?? (wiem, film jest); nadal Niedźwiedzki, Kaczkowski, Sytner w Trójce? "WHAT YEAR IS IT?!"
A propos samochodu - Toyota Yaris nówka średniowypasiona to jest zły samochód. Ale najlepszy ze wszystkich kompaktów w tej klasie, jakie ujeżdżałem w wypożyczalniach i pożyczakach za ostatnie 5 lat.
Chyba najciekawsze drobiazgi "podróżnicze" trafiały się tym razem w kontekście latania - jakieś akcje "dziewczyna 110% snowflake vs. Lufhansa", czy "powinienem zagrać w lotto, skoro mi wylosowuje królewskie siedzidła przy wyjściu ewakuacyjnym", czy podstępna dwukrotna zmiana bramki wyjściowej we Frankfurcie, czy też "panie pilocie, klapa się panu telepie!"; ale nic bardzo krytycznego. No może snowflake z nadbagażem została trafiona krytycznie, ale to przecież nie był mój problem; nawet zacząłem pisać jakiś miniesej inspirowany tą akcją, w temacie nieogaru modnie unikalnych dzieci mli-mli (jeśli ktoś nie kojarzy - "Powrót z gwiazd", Lem), ale mi przeszło, bo ileż można i jw. nie jest to mój problem, wielostronnie.
Niestety, po powrocie od razu wpadłem we młyn pracowy, no co za poruta i gdzie moje tradycyjne "1 dzień rozruchu na luzie po każdym 1 tygodniu urlopu"?!
Ale czego się nie robi dla kawałka wypłaty.