NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2015-03-15, niedziela
Tagi:  film     
___________________________________

(ciąg dalszy po, czyli przegląd filmów "nowych" roku bezpańskiego 2015)

(minor spoilers alert!)

Birdman - chyba pierwszy obrazek w naszym tegorocznym cyklu, który był po prostu i wielostronnie dobry. Czy bardzo dobry, no, tu można się zastanawiać. Keaton i Norton genialni, fabuła zakręcona zarówno w sensie po-mo (bo wiadomo, to powinien być nie Birdman a Batman, grany przez Keatona ponad 25 lat temu, ale pewnie prawa autorskie itepe. no i zdaje się cała czwórka głównych aktorów jakiegoś superbohatera czy superbohaterkę kiedyś grała), także w sensie wizji Broadwayu i, że tak powiem, "zaplecza" Broadwayu, no i w sensie wizji i schizy głównego bohatera. Samo piękno i dobro, poza złą końcówką, i to wielokrotnie złą, powiedzmy - można ten film zakończyć w 3 czy 4 miejscach na 2 czy 3 sposoby, i każdy byłby lepszy niż to, na co się zdecydowali twórcy. Ale poza tym szczegółem, wymiata.

Fargo (serial) - zajął nam kilka tygodni, ale warto było. Nie wiem na ile Cohenowie partycypowali "tak naprawdę", ale jest duch i moc dawnego "Fargo", tylko znacznie lepiej rozłożone w czasie i przestrzeni, także w przestrzeni opowieści. Fabuła jest nieco inna, i też dobrze, bo nie sztuka rozdmuchać film do serialu. Aktorzy bardzo dobrzy - Freeman czy Thornton nie są może aktorami wszechczasów, ale jak casting wsadzi ich we właściwe role, to są samograje; Allison Tolman i Colin Hanks jako "niestandardowy" law enforcement wymiatają; nawet drugi i trzeci plan jest boski. Można by się minimalnie czepiać, że końcówka, że nieprawdopodobieństwa, że zarówno serial jak film ogrywają bardzo zgrane motywy - i co z tego, na tle typowej niestrawnej papki holyłuda czy nawet seriali, to są wyżyny wyżyn. Poleca się.

Gravity - był hype, były oczekiwania, jest bardzo średnio i miałko. Lubię Bullock, Clooney też daje radę, no ale to co kazano im zagrać to głównie głupoty. Zresztą, nie są przecież głównymi bohaterami, gdyż są nimi w tym filmie eksploracja kosmosu na niskich orbitach i rozpadające się pojazdy kosmiczne. Niby zaleta, że "rzeczywiste" tym razem i z Ziemią w tle, a nie startrekowo-starwarsowe z Naboo w tle, ale okazuje się, że twórcom filmów to praktycznie nie robi różnicy. A kasa spalona na efekty specjalne i wybuchi w kosmosie jak zwykle nie wystarczy, żeby film był do rzeczy. Ilość nieprawdopodobieństw (co gorsza, nie tylko technicznych), deuxes of machines, "nadludzkim wysiłkiem wydostała się z opresji (i natychmiast się rozebrała z kombinezonu)" itp. zjawisk przekracza w "Gravity" stężenia znane z bohaterskiego kina radzieckiego. Ogólnie, rozczar.

Total Recall (2012) - czyli zaległy dla nas remake klasyka Verhoevena, z klasyki P.K. Dicka. Wersja skrócona recenzji - to zły film jest. Wersja wydłużona - to bardzo bardzo zły film jest. Verhoeven nadrabiał dziury fabuły, świata przedstawionego i budżetu swoimi spaczonymi pomysłami i brawurą, i było to w 1990 w miarę świeże i dawało radę. W 2012 dorzucili do dziur odziedziczonych po Dicku i Verhoevenie 712kg głupoty i bzdur, w sensie S i F w SF, ale też w sensie strategii i taktyki, tudzież motywacji i "twistów" fabuły; dorzucili tyle bezsęsu i to niepotrzebnie, że po prostu ręce opadają. I podobnie jak w innych nowych SFach, obejrzanych w tym cyklu, poprawna gra Farrella, Beckinsale, Biel czy Cranstona nie jest w stanie utrzymać w kupie piramidalnej bzdury.


Poza konkurencją: miałem fazę na "Terminatory", więc obejrzałem trzy prawie ciurkiem i a) są lepsze niż pamiętałem po latach b) Cameron jest bardzo dobry w te klocki (czasem - niestety, ale przy "Terminatorach" - całe szczęście) c) Wojtek Orliński kiedyś, na spotkaniu "post-baryłkowym" (devirtu grupy usenetowej prfsff), po wywiadzie z Cameronem (IIRC na tle produkcji przez C. "Solaris") opowiadał i zalewał się, jak to Cameron napinał się i srożył, że "Terminatory" są dramatem egzystencjalnym a nie zwykłą napierdalanką SF, co trudno było znieść i nie wybuchnąć nawiedzonemu Jamesowi śmiechem w twarz. I wtedy nawet się z WO zgadzałem i też się obśmiałem. Ale po latach i ponownym obejrzeniu "T." jednak Cameron miał wiele racji, to są dramaty, nie tylko egzystencjalne, ale na wielu poziomach (na poziomie wyboru a obowiązku, hybris i nemezis, związków ludzi i maszyn, dylematu Kasandry, itd); może nie nawiększe i najlepiej opowiedziane na świecie, ale niezłe, całkiem niezłe, znacznie lepsze niż wiele innych; plus bonusowo rozpierducha i SF.




Wpisz dane i komentarz:

Autor:

Hasło:

albo CAPTCHA dla niezarejestrowanych:

Polska nazwa pierwiastka o liczbie atomowej siedem:

Treść:

Formatowanie: [b] pogrubienie [/b], [i] kursywa [/i], [u]podkreślenie[/u], link: URL lub [a="URL"]tekst[/a], nie używać nawiasów {} i tagów HTML. Max długość ok. 9000 znaków.


laisar
Tue, 28 Apr 2015 12:59:28
Gravity - niestety faktycznie takie se, chociaż być może bardziej względem rozdmuchanych oczekiwań? W każdym razie szkoda o tyle, że bez nadludzkiego wysiłku była szansa na całkiem fajne filmidło.




 

Engine: Anvil 1.08   BS