Z okazji zapakowania w stary piecyk nowego GeForca, w miarę wydajnego, ostatnio dopadło mnie granie w zaległości. Na pierwszy ogień poszedł Far Cry 3.
Ludzie, jaka to wspaniale zrobiona niedobra gra.
Ale po kolei może.
(Generalnym punktem odniesienia niniejszej "recenzji" jest Far Cry 2, będący jak dla mnie wzorcowym kompromisem sandboxu-fabuły-cRPG w realiach "realistycznej" strzelanki, fabularnie osadzonej współcześnie. Rzekłem.)
Zupełnie wstępnie - odlotowe menu i interfejsy opcji itp. FC3 mam tam, gdzie ich miejsce, czyli w dupie. Bo nie budują nic, ani klimatu, ani gry, tylko przeszkadzają. Ale przeszkadzają niewiele, więc to drobiazg. (BTW pokrewnych - muzę można zapisać na plus, dostarcza i daje radę)
Inna sprawa, że od samego początku, z powodu interfejsu, pewnych drobiazgów sterowania itp. miałem wrażenie, że jest z tą grą coś dziwnego i nie tak - dopiero po chwili dotarło do mnie, że czuję się jakbym grał na konsoli albo programie licho sportowanym z konsoli (bo też tak oto zapewne jest). Za czym generalnie nie przepadam, zgadnijcie czemu nigdy nie miałem konsoli. Ale po jakimś czasie deko się przyzwyczaiłem, więc też jest to drobiazg.
Na początku oczywiście zaobserwowałem wymiatającą grafikę, fizykę, mechanikę, tudzież technicznie (zarówno w sensie cyberowym jak i aktorskim) świetnie zrobione postacie. Ale jak już mi nieco przeszły zachwyty (a przeszły mi jakoś szybko), zacząłem, pomiędzy całkiem fajnym graniem, nieco się wkurzać, albo bardzo się wkurzać, albo i hiperovermegawkurzać.
Bo grafa może i wymiata technicznie, ale to co widzimy, to jakieś popierdoły są (przekolorowane, przesłodzone, przerysowane, przemglone, przebłyszczone - no chyba im to konsultowali od strony wideo Bay i Abrams).
Bo fabuła jest nie dość, że nierealnie odjechana, to nie jest również nawet w połowie tak chora czy insane, jak spodziewałem się po różnych szumnych zapowiedziach, trailerach czy recenzjach. A przy tym tak nieliniowa jak autostrada w USA.
Bo elementy mistyczno-erotyczno-nawiedzone, zamiast dodać smaku czy kolorytu, zrobiono na przemian nachalnie i nieudolnie, więc tylko dodają żeny i czynią grę i świat gorszymi, zamiast budować to cośtam, co miały budować. Ja wiem, że od czasu "Prey", co i rusz ktoś usiłuje zrobić z byle strzelanki mistyczną historię wojownika i tak dalej, ale wiecie, to jest dość ambitne i trudne zadanie, i przeważnie wychodzi z tego badziew, więc trudno pojąć, dlaczego co i rusz ktoś się tak kaleczy.
Bo jedyne co jest "realistyczne" w FC3, to pewne niewielkie braki i trudności w sprzęcie i innych zasobach na początku gry. Cała reszta jest un-rea-listic na maxa, a nawet znacznie dalej niż by mi do pały przyszło, szczególniej po FC2; ba, trudno uwierzyć, ale FC3 chyba przebija pod tymi względami FC1.
Bo AI wrogów jest na poziomie sprzed 10 lat i nie stanowi żadnego wyzwania.
Bo w ogóle w tej grze jakoś nie ma fajnych i sensownych, a przy tym fabularnie solidnie umocowanych, wyzwań. Co dość niezwykłe, bo przecież "na papierze" i nominalnie, dodatkowych misji, minigier, wątków czy raczej płaszczyzn rozgrywki, jest w FC3 zylion, no co dwa kroki i jak nasrane. Tylko, że nie rozgarnięte - powstaje dojmujące wrażenie, że koniecznie chcieli zrobić grę dla wszystkich i tysiąc słoni do tego. Tyle, że zapomnieli o co chodzi w porządnej grze typu sandbox-cRPG, i nagle Skyrim okazuje się bardzo porządnym sandboxem i znacznie mądrzej skonstruowany pod tym względem.
Bo minigry czy wstawki interaktywne, polegające na niezwiązanym z normalnym sterowaniem czy światem gry (więc z doświadczeniem gracza) klepaniu na tempo w spację czy prawy-lewy klawisz myszy wg. wskazówek na ekranie, powodują, że opada mi wskazówka żenometru i nie wiem czy śmiać się czy płakać nad pomysłami tfurcuf i poziomem graczy konsolowo-współczesnych (bo chyba do nich to targetowano, gdyż albowiem na pewno nie do mnie).
Bo co znacznie gorsze, powyże minidebilnegry i interakcje skrzyżowano miejscami nie tyle z fabułą czy rozgrywką, co z nieśmiertelną chujozą wszechczasów (a szczególniej w czymś, co pretenduje do sandboxa i/lub RPG), czyli Walką Z Bossem Na Końcu Levelu. Ja rozumiem, że kręci to małe dzieci i popieprzonych munczkinów, żeby był wyraźny koniec etapu i Wielka Wala i kupa itemów w nagrodę, ale może jednak w singlowej grze cRPG jest to pomysł debilny.
Bo wstawki interaktywne są nierówne jak droga gruntowa na zadupiu mazowieckim - co druga jest genialna, ale co trzecia ssie. A obsysa maksymalnie, jeśli zaraz po niej raczej się ginie niż przechodzi do dalszego etapu, a przecież nie mam nic innego w życiu do roboty, jak oglądanie piąty raz przemowy Vaas'a, która była fajna ale tylko za pierwszym razem.
Bo morały fabularne itp. są na poziomie 13 latka. No ale o to akurat nie można mieć zbytnich pretensji, w końcu pewnie to jest target gier jak ta, a nie goście 30 lat starsi.
Dobra, mógbym to ciągnąć jeszcze trochę, ale starczy marudzenia. Doszedłem gdzieś w okolice połowy gry, wyzwania przeważnie sam se muszę wymyślać; było parę momentów, kiedy naprawdę bliski byłem ciepnięcia FC3 w kąt na dłużej (gdyby FC2 nie został w PL to bym już pewnie grał w znacznie fajniejszą dwójeczkę, a FC3 poleżakowałby sobie).
Oczywiście, jest też trochę jasnych punktów, ale ledwo starcza ich na wolę kontynuacji. Tudzież mam nadzieję, że będzie lepiej w grze, a przynajmniej, że nie będzie jeszcze gorzej...
Podsumowując, jak mawia
Człowiek, Który Się Zna: gra to system interaktywny zbudowany w odpowiedniej technologii i odpowiednimi środkami wyrazu, dostarczający graczowi przeszkody/wyzwania i narzędzia do ich pokonania.
Far Cry 3 olśniewa technologią, nieco kuleje interakcją, obsysa środkami wyrazu, dostarczając graczowi furę niezbyt adekwatnych narzędzi do pokonania zyliona przeważnie głupawych i bezsensowych, a czasem idiotycznych i nudnych, wyzwań.
A co ciekawe, chyba tylko mnie Far Cry 3 się nie podoba.