(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)W ramach tagu "nazakupy" popiszę sobie i innym nie o tym co było, a o tym co mogłoby być, czyli wysmaruję specyficzne zestawienia dreamcars. Specyficzne, bo będę leciał po klasach czy kategoriach powszechnie rozumianych, ale z zawężeniem do modeli i roczników ulubionych na moim "szrocie". Stąd nie liczcie na lamborghini czy inne bentleye, czy inne prawdziwe supercars itp. raczej na 10-20 letnie złomki, ale takie - mające coś w sobie i w cenach zakupu osiągalnych praktycznie dla każdego, kogo stać na cokolwiek paroletniego na kołach (o utrzymaniu pogadamy innym razem). Oczywiście moim zdaniem. Przy okazji spróbuję sobie i czytelnikom wytłumaczyć czemu te, a nie inne.
Zacznę od, moim skromnym zdaniem, korony motoryzacyjnego stworzenia, czyli klasy GT albo personal luxury. Korona stworzenia, bo prowadzi się i jeździ się tym ogólnie rzecz biorąc najprzyjemniej; może dziwne że tak twierdzę, ale jest to motoryzacyjny wszechkompromis. Dla mnie Grand Turismo definiuje - samochód zrobiony dla kierowcy a nie dla pasażerów, nadwozie raczej duże i raczej coupe, kabina raczej 2+2, układ napędu raczej FR, osiągi raczej wyższe niż przeciętne, i komfort oraz gadżety na miare limuzyn, no i trochę stylu i szyku. Z powodów jak wyżej we wstępniaku, z pola widzenia wypadają natychmiast kosztowne aston martiny, lambo, bentleye czy inne veyrony. Z powodów ogólnego meh, a czasem bleh, wypadają tańsze/starsze i popularniejsze modele, jak porsche 928, czy toyota soarer/lexus SC, czy jaguary. I co zostaje w moim rankingu z czapy?
Miejsce 3 - Mercedes Benz CL

Wielu sie skrzywi, że co to za GT, toć to przyciężki bunkier W140, tyle że z zaspawanymi drzwiami. I w sumie racja. Skądinąd, ja nie jestem wielki fanem mercedesów. Jednak uczciwość kazała mi go umieścić tak wysoko, wyżej niż bardziej stylowe wozy z lat 90, bo niewątpliwie jest to prawdziwy autobahn ekspress, który spełnia założenia GT, a przy tym bije na głowę solidnością i "skutecznością" większość rasowych GT. Może jest przyciężki, fizycznie i "optycznie", ale genialne V8 i bardzo dobre zawieszenia dają radę (jak komuś mało, w odwodzie jest jeszcze nieco bezsensowna V12, jak na zdjęciu, bo to CL600). Gadżetami i komfortem obdzielić moża ze 3 sedany segmentu E, i jeszcze by właściciele uważali, że mają wypasione i ciche wersje. I nawet mi się z zewnątrz podoba (ok, o wnętrzu lepiej nie rozmawiać). A przy tym najrozsądniejsze, czyli CL500 z końca pierwszej serii (coś jak na zdjęciu), można mieć na dzień dzisiejszy za nieco poniżej 20kzł w dobrym stanie, i ponieważ to popularne MB, to jest ich do wyboru do koloru. Okazja stulecia, jeśli ktoś chce mieć cechy GT ze względnie tanim utrzymaniem i serwisem.
Miejsce 2 - BMW 8

Inny niemiecki ekspres autostradowy, tyle że jakby przeciwieństwo poprzedniego MB - egzotyka i względnie "lekki", bo jeśli W/C140 ma ksywkę "bunkier" to seria 8 bmw powinna mieć ksywkę "myśliwiec", w porównaniu. Jedyne zastrzeżenie jakie mam, to że jest kapeczkę za mały, jak na moje pojęcie o GT czy personal luxury, no i koszta, niebagatelne koszta serwisu i utrzymania. Bo w zakupie to jeszcze jeszcze, chociaż oczywiście nie ma wielkiego wyboru jak MB, i ceny znacznie wyższe (za roczniki bliżej 20 lat, a nie 12-14, trzeba ponad 20kzł), ale dla zdeterminiowanego maniaka seria 8, szczególniej rozsądna V8 w 840, jest całkiem osiągalna. A wrażenia, styl, osiągi - nadal bardzo wysoka półka, za porównywalny pojazd paroletni trzeba wyłożyć jakieś 10x większy kufereczek stóweczek, i wcale niekoniecznie będzie wszechstronnie lepszym GT. Skądinąd BMW nie lubię jeszcze bardziej niż MB, nieprawdaż...
Miejsce 1 - Lincoln Mark VIII

Czyli zaskakujące ultymatywne GT z USA. Nie włoszczyzny gran turismo, nie niemieckie ekspresy, ale kawał uczciwego personal luxury made in America. Pod koniec lat 80, na bazie wieloletniego doświadczenia z fordem thunderbirdem, który definiował ten segment w USA przez parę dekad, FoMoCo dał zielone światło projektowi powiększonej platformy TBirda, na której miały powstać luksusowe coupe Lincolna ew. Mercury. Czego efektem był porażający mark VIII jak ze zdjęcia (no dobra, to jest poliftowy 1998, znacznie ładniejszy i jeszcze bardziej egzotyczny, niż pierwsza seria). Jakość i komfort z najwyższej półki, eleganckie niezależne zawieszenie (żadnych typowych amerykańskich głupot a la wóz drabiniasty, jak w mustangach czy camaro), bardzo dobre silniki V8 DOHC, praktycznie nie ustępujące bmw czy mercedesowi czy lexusowi z epoki. Wszystko opakowane fenomenalnym, moim zdaniem, stylem - i nie, nie idzie mi tylko o amerykański chrom, czy wielkość - idzie o linię, proporcje, wnętrze.


W moim świecie chyba tylko maserati czy aston martin wyprzedza powyższe obrazki pod względem stylowego GT - cała reszta segmentu, nowsze czy starsze, odstają znacznie na minus.
A przy tym wszystkim, ceny zakupu rzędu 15-20kzł, i względnie łatwe utrzymanie, ogólnie mniej więcej jak mercedesa CL, bez porównania np. z BMW z miejsca 2. Ok, jak już się takiego mark VIII polifta 1997-98 znajdzie, bo z tym w PL a nawet w Niemczech, może być ciężko, import z USA może być całkiem sensownym pomysłem, jeśli ktoś takiego pragnie i pożąda.
Najważniejsze pytanie jakie mi się nasuwa na deser, to "dlaczego ja jeszcze nie mam pod domem takiego mark VIII, ale tak naprawdę?"...