(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)
In the heat of the night
In the heat of the day
Dzisiaj na spacerze 35 w cieniu, ile w słońcu, nawet nie chcę wiedzieć...
When I close my eyes
When I look your way
Kiedy zamykam oczy, myślę, jak oni mnie widzą. Kiedy otwieram, też.
When I meet the fear that lies inside
When I hear you say
Tłumy ludzi i pojazdów na przepalonym słońcem Sholinganalur - a już zapomniałem, że istnieje
litania do strachu z "Diuny"
In the heat of the moment
Say, say, say
Właściciel sklepiku z telefonami, który nie rozmawiał po angielsku, ale i tak dogadaliśmy się, i poprawił mi to, co odpadło ze starej nokii. Za darmo.
Some day, some day, some day - Dominion
Come a time
Komisariat Sholinganalur i policjanci o manierach i postawie co najmniej Johna Wayne
Some day, some day, some day - Dominion
Wielka terenówka wpychająca się "na dotyk" między biedaków, nie zostawiająca nawet 10cm luzu.
Some say prayers
Ciekawe, czy ten porwany Włoch, co go właśnie łaskawie maoiści wypuścili w Orissie, się modlił. Chyba dla mnie dobrze, że Tamilskie Tygrysy podobno do szczętu rozbite.
Some say prayers
Zasuszony dziadek modlący się na śmietniku, pardon, poboczu drogi ECR.
Now I say mine
Szczęśliwiec który właśnie kupił używany motocykl w przydrożnym komisie
In the light of the fact
On the lone and level
Sand stretch far away
Faktem jest, że wody tu strasznie brakuje, i będzie brakować bardziej.
In the heat of the action
In the settled dust
Umorusana i zabiedzona dziewczynka bawiąca się kiedyś czerwonym, teraz brudnym i zniszczonym, motylem na sznurku.
Hold hold and say
In the meeting of mined
And down in the streets of shame
Słowa nie oddają tego wstydu - a to jest niezbyt biedna dzielnica i miasto. I przeciętnie luksusowy hotel, do którego uciekam.
In the betting of names on gold to rust
Okuta brama ze złotą tablicą - skromna minipałacowa rezydencja, zaledwie dyrektora politechniki.
In the land of the blind
Be...King, king, king, king
Czarny spory sedan, którego szofer na luziku, blokując dwa pasy, parkuje w środku motoryzacyjnego cyklonu, zwanego parkingiem lotniska Chennai - i żaden mundurowy, którzy przeganiają taksówkarzy i prywatne, nawet się nie zbliża. Chyba nawet nie muszą patrzeć na służbowe tablice, czarny samochód z zarosiałym od klimy dachem i umundurowanym na biało szoferem jest przecież i tak nie do ruszenia, z definicji.
Some day, some day, some day - Dominion
Come a time
Nie wiem czy gdzieś można jeszcze bardziej przekonać się, że nie dla wszystkich; i jak bardzo umowna jest umowa o równości wszystkich ludzi. Ale pewnie można, podobno w Bombaju jeszcze łatwiej.
Some day, some day, some day - Dominion
Elegancki lity betonowy płot, po którego wewnętrznej stronie leje się ciągle tak cenna tu woda. Pewnie pomaga na kurz niesiony od czteropasmowej Old Mahabalipuram.
Some say prayers
Dzieciak niosący stary baniak z wodą, modlący się, żeby nie zgubić korka-szpuntu wystruganego z jakiejś łodygi.
Some say prayers
Głośny wybuch za mną. Skurcz wszystkiego, "strach zabija duszę". Ach, to tylko opona wybuchła w jakiejś cysternie (benzyna chyba). Pomedytowali, pomodlili się, i pojechali na rozwalonej.
Now I say mine
Nie dałem grosza nikomu z żebraków, choć niektórzy po azjatycku natarczywi. A może właśnie dlatego. Bo moje.
Bardzo rzadko nie wiem, co i po co piszę, normalnie obracam zdania po 5 razy, żeby być pewnym, że wyrażam to, co chcę powiedzieć. Ale o Sister of Mercy nie mam pojęcia jak pisać. Powyższe to impresja z dzisiaj. Teledysk (naprawdę, nie ważne, że arabski a nie indyjski) i słowa mi się kołatały w czasie spaceru, bardziej niż muza nawet. A potem chowam się w nowoczesnym klimatyzowanym hotelu, w cenie za dobę jak w Polsce, czyli małej miejscowej miesięcznej wypłaty, STREETS OF SHAME i zastanawiam się, czy mam siły pisać o równości i godności DOMINION! czy mnie szlag trafi BE KING, ach, tutaj, to raczej "be maharaja". I wtedy trafiam na
notkę gothmuchy, z którym flejmiłem parę dni temu o jakieś głupoty. I mi mózg zupełnie zlasowało.
Co to ja chciałem... na SoM uczyłem się angielskich idiomów i pisania ze słuchu. "Floodland" rządzi i panuje, trafił mnie idealnie, obuchem, kiedy byłem nastolatkiem. Oboje byli wtedy bogiem i boginią. I chociaż wiem, że to tylko solidna komercha, to i tak wyrwali mi duszę dawno dawno temu, dekady i tysiące kilometrów stąd. Bo gothmucha nie ma racji w komciach (znowu ;) ) - nieprawda, że "Sióstr się nie oddaje. Po prostu." - to Siostry nas nie oddadzą, nigdy. Po prostu.
PS. To były impresje z dzisiaj. A na jutro w pracy planowane jest poniższe, mój chyba najbardziej ukochany kawałek SoM ever - i jak ktoś myśli, że ten teledysk i muza partycypuje w 1988 zaledwie industrial i bigbeat, to jest gupi jak but. Dla mnie on partycypuje globalizację (a w szczególe pasuje jak ulał, bo to IIRC tkalnie w Bombaju AD1988) i komentuje parę innych okrutnych, niczym Borgia, procesów świata tego. I w ogóle powinien być hymnem tego bloga. Hm. Chyba pójdę zmienić motto.