Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Premium
Wed, 15 Aug 2018 22:42
@cmos No ja nie mam pojęcia jak bym zareagował na...

cmos - Premium
Wed, 15 Aug 2018 21:13
Jak kupowałem którąś z poprzednich Toyot, to przy...

Boni - Premium
Wed, 15 Aug 2018 20:49
Z ciekawostek około tematu - jak się warunkuje...

Boni - Premium
Tue, 14 Aug 2018 14:38
Coś w tym jest, że gadżety, luksusowe materiały,...

PoGOOD - Premium
Tue, 14 Aug 2018 13:33
W latach 2002-2005 sprzedawałem Volvo - wtedy dopiero...

Boni - Premium
Tue, 14 Aug 2018 09:10
@zz_top 1) silniki > X, ograniczenia "z dołu" -...

zz_top - Premium
Mon, 13 Aug 2018 21:30
Jak się bawić to się bawić :-) Samochód klasy...

Boni - Premium
Mon, 13 Aug 2018 21:24
@igor Ford ma jakiegoś zajoba na grzane przednie...

igor - Premium
Mon, 13 Aug 2018 18:12
Podgrzewaną przednią szybę miałem w Focusie, tak...

RobertP - Epoka wyuczonej bezradności
Mon, 6 Aug 2018 14:09
"15s z mokrą chusteczką niemowlacko-dodupną i się...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2015-01-12, poniedziałek
Tagi:  fun, triptrop
___________________________________
Takie krótsze może:

(2000, Kopenhaga)

Wracając z Danii z przesiadką w Kopenhadze, jakoś tak sprytnie przeszedłem dryblingiem bramki, że wyszedłem z portu krajowego na zupełnie bezludne rentgeny i security między portem krajowym a międzynarodowym. Rozejrzałem się po pustym hallu, wzruszyłem brewką, stwierdziłem, że skoro służby mają zen-wyjebane to ja nie będę gorszy, i spoko pomaszerowałem na międzynarodowy. Tam znalazłem agenta od moich biletów (to było niby LOTem, ale już w jakiejś grupie, tej od Qualiflyera chyba, bo jeszcze przed StarAlliance), robimy check-in i ciągle coś mnie gniecie w tej całej sytuacji i przesiadce. W końcu na deser, mając już podbite bilety i wejściówki w ręku, pytam się agenta, jak to jest, że na port krajowy można przy odrobinie wysiłku wejść z ulicy, między krajowym a international nie ma żadnej kontroli, teraz wejdę do samolotu w zasadzie na wydruk z rezerwacji i nikt nawet o paszport nie pyta? Na co agent strzelił fejspalma oburącz aż zadzwoniło, i stwierdził, że to on powinien mi sprawdzić paszport, i czy mógłbym okazać, proszęproszę? Łaskawie okazałem.

(luty 2003, chyba Frankfurt)

Podstawiają nam do Japonii bardzo eleganckiego Jumbojeta Lufthansy, robię mu śliczne zdjęcia z gejta, bo stoi nosem przed samym oknem, pakują go kateringiem itd. itd. ale coś nagle w procesowaniu zwalnia, bramki nie otwierają, robi się małe opóźnienie, po czym większe; po czym ogłaszają, że dupa zbita i tym Jumbo nie polecimy. Mówię do P., mojego duńskiego szefa, że to będzie do dupy trochę i trochę strach lecieć 15h pożyczakiem do Japonii, śmieje się ze mnie, że przecież to Lufthansa, a nie jakieś czartery znikąd. Samolot rozładowują, nawet nie odjechał od rękawa; nas ładują w autobusy i jedziemy - wzdłuż international, wzdłuż cargo (oba zastawione Globemasterami itp. i kontenerami w kolorach szarych lub maskujących - akurat szła logistyka do drugiej wojny w Zatoce), wzdłuż jakichś wygwizdowów, zimowych krajobrazów, jakichś samolotów znowu, aż na zaśnieżony i odległy w cholerę parking, jakby to powiedzieć, no, pożyczaków. Tyle, że prawie same Jumbo. Pakujemy się do jednego, faktycznie Lufthansy, ale nawet zupełny lajkonik zauważy, że nie taki nowy, lśniący i odpicowany jak ten, co sie spsuł. A kiedy siadamy, nagle widzę strach w oczach P. i pytam co się stało, a on na to "ty k... miałeś rację, to j...ny pożyczak, który tu stoi od mięsięcy - mam zamarznięty fotel...". Ale po rozgrzaniu jakoś do Japonii doleciał.

(około 2011, Okęcie)

Nie ma nic zabawniejszego z samego rańca, niż kiedy mały złomowaty dwusilnikowiec (bodaj Embraer) LOTu jakoś tak nie za bardzo rusza spod terminala a kapitan coś tam ściemnia o drobnej usterce. Po czym zjawiają się dwaj ziomale, wyglądajacy jak pan Ździsio i pan Heniu, którzy przed minutą pocięli za halą jakiegoś szrotwagena, nawet jeśli takiego ze skrzydłami - na biegu rozbierają kawałek pod kabiną pilotów i kurc-galopkiem wymieniają oba akumulatory. Normalka, co nie, przecież każdemu może się zdarzyć padnięta bateryjka, nawet w lecie, nawet na minutę przed startem. A najlepsze, że w takim małym samolocie tego nie da się za bardzo zasłonić ani ukryć przed pasażerami, każdy widzi co Heniu i Ździsiu robią, więc połowa obecnych nagle chce wysiadać i jechać koleją. Ale stewardesy szybciutko polały wszystkim dla kurażu i w ramach przeprosin za opóźnienie, plus zrobiły sensowny wywiad w sprawie przesiadek, więc naród jednak pozostał na miejscach; a po testach bez problemu polecieliśmy do Hamburga.








Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018