Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Premium
Wed, 15 Aug 2018 22:42
@cmos No ja nie mam pojęcia jak bym zareagował na...

cmos - Premium
Wed, 15 Aug 2018 21:13
Jak kupowałem którąś z poprzednich Toyot, to przy...

Boni - Premium
Wed, 15 Aug 2018 20:49
Z ciekawostek około tematu - jak się warunkuje...

Boni - Premium
Tue, 14 Aug 2018 14:38
Coś w tym jest, że gadżety, luksusowe materiały,...

PoGOOD - Premium
Tue, 14 Aug 2018 13:33
W latach 2002-2005 sprzedawałem Volvo - wtedy dopiero...

Boni - Premium
Tue, 14 Aug 2018 09:10
@zz_top 1) silniki > X, ograniczenia "z dołu" -...

zz_top - Premium
Mon, 13 Aug 2018 21:30
Jak się bawić to się bawić :-) Samochód klasy...

Boni - Premium
Mon, 13 Aug 2018 21:24
@igor Ford ma jakiegoś zajoba na grzane przednie...

igor - Premium
Mon, 13 Aug 2018 18:12
Podgrzewaną przednią szybę miałem w Focusie, tak...

RobertP - Epoka wyuczonej bezradności
Mon, 6 Aug 2018 14:09
"15s z mokrą chusteczką niemowlacko-dodupną i się...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2013-10-06, niedziela
Tagi:  triptrop, Alba
___________________________________
W środę Baron nawiedził Kowala.

- Kowalu, gdy byłem na krótkim wywczasie, doszły mię słuchy, że klienci na Wysoczyźnie się sierdzą. Prawda li to?
- A zali wżdy, cny Baronie. Problemy ich żadne, sami to wiedzą, ale żech im tego oczywiście nie pisał w listach, których kopie dostałeś. Zaprawdę, należy im poprawić ferszlus, żeby klikacz właściwe interfejsum zaworu poddawał karbowemu, ale to drobiazg i ni ma pośpiechu; tym bardziej, że zdalny dostęp do ich computerium nadal w powijakach...
- Owszem, Kowalu, ale to Ważny Klient, i nie bez powodu miał wątpliwości, czy warto z nami wchodzić w umowy, gdyż dzieli nas pół królestwa... więc może okażemy łaskę, i pojedziemy im to poprawić? Ileż to może zająć tak zacnemu Kowalowi jak ty?
- Godzinę, i to jeśli pójdzie źle. Ale czy dobrze słyszę? Bo chyba "okażemy łaskę i ja pojadę" przez pół królestwa?
- No tak, no tak, Kowalu. A przy okazji, w Porcie nad Dee jest drobna fucha u innego klienta, która zaległą jest, więc może przy okazji i po drodze?...
- Baronie, Port nad Dee od Doliny Spey dzieli prawie pół królestwa, i bynajmniej nie jest to te same pół, które dzieli nas od Wysoczyzny... więc jaki cudem to po drodze?
- Och, Kowalu, chyba się rozumiemy? To jak, ustalisz sobie to wszystko na piątek? Mogę ci dać zamkową karocę, niech tam.
- Nie, Baronie, dzieki, ale wolę swój zaprzęg poszóstny; tak jest dla wszystkich bezpieczniej. Rozumiem, że Baron wszelkie koszta pokrywa?
- A jużci.

I na tym stanęło. Tak naprawdę Kowal wzbraniał się przed wypadem na Wysoczyznę i do Portu nad Dee pro forma i niedbale, gdyż lubił takie wycieczki, a też - jasne było, ze przejedzie się razem z Kowalową, no i odwiedzą córkę, która w Porcie nad Dee mieszka i nauki pobiera

Co prawda, ustalenie szczegółów okazało się nieco trudne, gdyż szaleństwo zaległych wywczasów ogarnęło nie tylko Zamek Barona, ale też klientów i spustoszyło wszędzie obsadę niczym pomór (na początku tygodnia w Zamku rezydował tylko Kowal i pomocnik, zamiast 7 osobowej załogi...) - trzeba było dobijać się do zastępców zastępców, ale jak już się do nich gońcy dostali, poszło z płatka. Zarówno Czarna Różyczka z Doliny Spey jak i rycerz McKenzie z Portu Dee potwierdzili, że piątek jest wspaniałym dniem na grzebanie w computeriach.

Stąd, w piątek z rana, Kowal zapakował się z żoną w zaprzęg poszóstny, i ruszył zwykłą trasą na północ. Było mniej więcej jak zwykle, tyle że niezwykle - gdyż pogoda była taka, jaką zwą mistyczną.

Z rana chmury wielowarstwowe przekładały się z górami królestwa w takie przekładańce, jakie normalnie widuje się tylko na kiczowatych obrazkach i czasem w górach. Bywało ciemno, jasno, mżawka, słońce, góry nad chmurami, chmury poniżej drogi i wszystkie te cudowności przelatywały obok w tempie cwału stu siedemdziesięciu koni. A jedyne, co nieco przeszkadzało to wozy-zawalidrogi, których kowalowa karoca nie mogła gładko wyprzedzać, na miejscami wąskiej drodze. Za to demon zaklęty w pudełku z muzyczką dobierał ją wyjątkowo słusznie i zbawiennie - w każdą dolinę wjeżdżali przy innym kawałku Enyi, Clannadu, Marie...

Po dotarciu do Doliny w ślicznym słońcu, Kowal przywitał się grzecznie z p.o. kasztelana, czyli Czarną Różyczką, jak też załogą Zamku Glen Spey, po czym ruszył do roboty, poprawiać ferszlusy i trajbować interfejsa, co zajęło mu jakieś pół godziny. W tym czasie Kowalowa ruszyła na przechadzkę po Rothes, w sobie tylko wiadomych celach i kierunkach.

Czyżbym zapomniał wspomnieć, że Kowalowa była z powołania i zamiłowania Wiedźmą? Bo Kowalową bywała, Bibliotekarzem też (i żadnych głupich dowcipów o "uuk!"), ale Wiedźmą była od zawsze, stąd preferowała wycieczki w miejsca mhroczne i ponhure.

rothes

rothes

Oczywiście, wszelkie plotki o wstających z grobu obywatelach Rothes nie mogą być w żaden sposób powiązane z przechadzką Wiedźmy, pardon, Kowalowej. To już prędzej pić im się zachciało i umarlacy nie znieśli tak pięknego widoku na gorzelnię - jak się nieboszczyków kładzie w takim sąsiedztwie, to i Wiedźma niepotrzebna, żeby wstali... A co do tej zaprzeszłej historii sprzed dwu tygodni, to wszystko bujda, panie, i bajędy pijaków łażących po nocy. I w ogóle to przecie grzech mieć taką ruinę zamku, i żeby nie straszyło... i zważcie, że Wiedźma za darmo duchy wypuści, z czego turystyka się ożywi i gorzelnie taksę wniosą - czarnoksiężnik to by jeszcze policzył słono za to, co Wiedźma gratis z dobroci czarnego serduszka uczyni.

rothes

Po zebraniu się do kupy wedle kościoła miejscowego, koło południa wycieczka ruszyła do Portu nad Dee. Pogoda robiła się coraz gorsza, aż do ulewnej i wietrznej na Morzem. Duża woda okazała się całkiem duża (jak celnie zauważyła Kowalowa, jakoś nie było widać drugiego brzegu) i grzywacze też były niemałe, nawet przy samym falochronie i esplanadzie miały z 8 stóp. Po spotkaniu ze zmokniętą jak kura córą, kobity poszły do gospody, a Kowal do roboty u klienta, z którym na oczy się nie widział - co gorsza, którego computerium też jeszcze na oczy nie widział. Ale, że szło o prostą instalację dodatkowego pierścienia runicznego, której się rycerzowi McKenzie nie chciało samemu robić ("bo przysłali nam 4 pierścienie, ja się nie znam, a w ogóle nie za to wam płacę"), poszło w miarę gładko. Z dokładnością do pewnego ryzyka związanego z możliwością wyłączenia niechcący computerium w tak zwane pizdu, co niechybnie rozsierdziłoby klienta, gdyż nie mógłby sprawnie cennego oleum w beczki ładować. Drugi problem to konieczność porąbanych aktywacji instalowanych pierścieni, zdalnie, w gildii Schneider-Modicon, ale coż poradzić, gildia jest gildia. Wprawa Kowala w lawirowaniu po computeriach sterujących i aktywacjach głupich run znacznie pomogła, więc wszystko wypadło nieźle i przynajmniej wyglądało profesjonalnie.

Po czym Kowal odnalazł Kowalową i Kowalównę w oberży Królewskiej, gdzie sam też się posilił mało-wiele. Zaraz też razem ruszyli na niewielkie zakupy na bazarze ASDA zwanym. A potem córkę pożegnali, i wczesnym wieczorem ruszyli na południe, tym razem drogą wedle Morza. Które po wschodniej stronie, pięknie wyglądało, szczególniej w okolicach Kamieniska (obecnie Niebiańskim Kamieniem zwanego, przez języków pomieszanie) i które było tak wymalowane światłem zachodzącego słońca, razem z chmurami, że po prostu impresjonizm. A po zachodniej stronie, skraj Czarnych Gór był piękny jak zwykle, ale to jak układały się chmury wielowarstwowo dalej, nad właściwymi masywami Gór i jakie to wszystko miało kolory, to pióro me nie opisze. Na świadectwo powiem tyle - jeśli miejscowi stają na poboczu drogi, żeby photographium poczynić, wiedzcie, że to co widzicie, niezwykłe jest.

Jak zresztą całe królestwo Alby, które jest niezwykłe i mistyczne. A objeżdżane cwałem, z ukochaną - jeszcze bardziej.







Marek
Tue, 8 Oct 2013 22:59:02
Boni miło jest Ciebie widzieć na końcu świata. Pozdrówka od byłego szefa :-)))))))))))))))))))))

Boni avatar Boni
Wed, 9 Oct 2013 01:27:15
@Marek

Elo. A koniec świata po mojemu, to byłby dopiero w Nowej Zelandii, chyba.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018