Nawet kiedy wszystko w pracy "dobrze żre" i człowiek człowiekowi człowiekiem, to aby nie wpaść w pychę i zachować czujność, staram się pamiętać bardzo starą anegdotę:
Około 355pne, we wczesnej fazie swojej kariery króla macedońskiego, Filip Macedoński (ociec Alexandra), nazwijmy go Władcą, oblegał Methoni - miasto pro-ateńskie na wybrzeżu macedońskim, wsparte przez solidny desant ateński.
Powiadają, że czasie oblężenia fenomenalny łucznik Aster, nazwijmy go Specjalistą, podjął się odstrzelenia króla za znaczną opłatą. I prawie mu się udało - król, wizytujący machiny oblężnicze poza zasięgiem łuków i proc, nie spodziewający się pocisku, oberwał strzałą w twarz. Ale miał szczęście, gdyż nie dostał strzały z napisem "na prawe oko Filipa" frontalnie, tylko z profilu, stąd nie stracił życia, a tylko oko i urodę (bo obrażenia i blizny były znaczne).
Powiadają, że po zdobyciu i zburzeniu Methoni,
basileus kazał odnaleźć wśród pojmanych cwaniaczka podpisującego strzały, i zaproponował mu kontrakt najemnika, na uczciwej stawce - albo śmierć. Oczywiście
toxotis przyjął wspaniałomyślny kontrakt wielkodusznego Władcy, doceniającego skille i +11 do łucznictwa.
Powiadają, że lata później, kiedy Aster po raz pierwszy w karierze spudłował tebańskiego czy ateńskiego gońca, Władca natychmiast kazał Specjalistę ukrzyżować.
Jakieś 83% powyższej anegdoty to bajki - ale zawierające mądrość pokoleń o wzajemnych stosunkach Władców, tracących oko, i Specjalistów, tracących życie.