Parę bieżących utworów:
1.
Nowy kawałek Depeche Mode z
kompilacyjnej płyty Help(2), wydanej na rzecz organizacji charytatywnej War Child, niezależnego NGO zajmującego się losem i prawami dzieci na wojnie. Piosenka w nurcie "Depeche zaangażowane", było takich parę; jak dla mnie - zacnie, choć smutek wielopoziomowy.
2.
Nowy kawałek Dead Can Dance, z obecnego nieszczęsnego "albumu na raty" (
zrzut ze strony DCD o "The Cicadas"), jak na razie najlepszy, moim zdaniem. Ale to oczywiste, bo jeśli DCD dowozi utwór na skrzyżowaniu swojej klasyki i "Dionysus", to czym ja mam się zachwycać, rozglądając się po Krecie z balkonu i narzekając na drące ryja cykady, jak nie "Cicadas", no czym. (dopisane: Właśnie się zorientowałem, że album ma w opisie, że nagrywany i miksowany w Argolidzie, Peloponez, Grecja. I że miał się nazywać "Apollo". Jak wiele to tłumaczy, kudos!)
3.
Na dziwnym skrzyżowaniu powyższych (które mi wjechały w celownik wczoraj) moje nieco wcześniejsze znalezisko, Matt One, yutubowy kolesław ewidentnie z naszego pokolenia, miksujący wykonawców/utwory z "naszej epoki". Tu akurat dokładnie powyższe dwa, mash-up Depeche Mode i DCD, i był to pierwszy kawałek po którym "kolesia podrzuconego przez algo" zauważyłem, ale poleca się przejrzeć inne, gość ma sporo pomysłów i umie w ich realizacje.