Parę miesięcy temu przyszło w końcu dorobić nowe okulary, dla mnie i dla żony. Było to Wydarzenie, gdyż ostatnie pary robiliśmy jeszcze w PL, czyli jakieś 11 lat temu, a potem jakoś "radziliśmy sobie" z podniszczonymi, porysowanymi, itd., ale w końcu wzięliśmy się za to (w duchu "ależ nie musisz mi o tym ciągle przypominać, co pół roku!"). Gdyż przez 7 lat w Szkocji, i parę lat w Irlandii, jakoś nie było nam po drodze z optykami itp. Zresztą, ostatnie doświadczenia w PL też były słabe.
Zupełne rozsypanie się moich oprawek i bardzo słaby stan szkieł żony zagoniły nas do podobno najlepszego salonu optycznego w miasteczku.
Czy byliśmy zadowoleni z produktów? Nie. Ale za to z obsługi też nie byliśmy zadowoleni. No to chociaż może było tanio? Również nie.
Słowo ogólnego wyjaśnienia dla ludzi nie używających okularów, bo mają dobry wzrok, albo bo używają kontaktów - rynek okularów w tzw. I świecie jest obecnie pod oligopolem, na granicy kartelu (zresztą, w skali świata jest w zasadzie pod monopolem jednego producenta - firmy Luxottica). Zarówno w sensie solidniejszych oprawek (czegokolwiek lepszego, niż no-name badziew przeciwsłoneczny, czy "do czytania" walające się po supermarketach), jak i w sensie szkieł optycznych.
Cokolwiek spełniające jakieś standardy wyglądu i jakości, przypominające normalne metalowe oprawki sprzed 20 lat, jest sprzedawane wyłącznie pod renomowani markami i z absurdalną marżą, zarówno hurtową, jak i detaliczną. W Irlandii jeszcze pomnożoną przez z nagła "bogaty rynek" oraz "kraniec świata", ale to norma, w sensie obecnie "wszystko" jest tu względnie przepłacone jw., nie tylko byle parę kawałków drutu i blaszki, udających oprawkę. Podobnie szkła, występują wyłącznie w wersji "badziew" oraz "większy badziew", technicznie i technologicznie robiony tak, żeby było tanio i wygodnie w produkcji, ceny są z chorej czapy.
Skądinąd, w UK i IE, zarówno oprawki jak i szkła są praktycznie nie do kupienia "dla cywili", są wyłącznie w szemranych sieciach dystrybucji itd. czasem mam wrażenie, że łatwiej byłoby kupić gdzieś amunicję do broni palnej, do zabawy, niż "chciałem kupić jakieś oprawki i szkła-blanki -6, sam se zrobię okulary - ALE JAK TO, SEPULKI? BEZ PODPISANEJ UMOWY NA DYSTRYBUCJĘ I ODDANEJ NERKI ŻONY??".
W szczegółach, jedyne, co było w naszym ostatnim doświadczeniu OK, to badania wzroku i okolic firma zapewniła całkiem przyzwoite.
Co do reszty, no nie.
Oprawki spełniające jakieś standardy, na oko kosztujące w produkcji najwyżej małe dziesiątki euro, są sprzedawane za setki. Na osłodę dostaje się jakieś ku...skie logo, gdyż albowiem tak działają producenci, a w zasadzie Luxottica, "cena z sufitu, aby klient udźwignął raz na parę lat oraz miliardy dolarów się same nie zarobią, a na osłodę dostanie jakieś logo, Pradę, Bulgari czy innego Versace". Na moje obiekcje, że na ch... mi JAKIEKOLWIEK logo i życzyłbym sobie coś jak te Nike, które od biedy mi pasują, ale BEZ logo i złotych wstawek, było znowu "ALE JAK TO SEPULKI, wróć, BEZ LOGO? LOGO IZ GUT!1!". No nie miałem jakoś ochoty odsyłać obsługi salonu optycznego do Naomi Klein z 1999, gdyż nie ma to sensu, bo może i tezy z "No Logo" nie zestarzały się, tylko że zupełnie i doskonale nie miały i nie mają żadnego znaczenia, dla miliardów głupich małp naczelnych, tak samo w 2000, w 2010, i w 2023 też.
Jak już ustaliliśmy, że nie ma na tej półce "no logo" i że se będę musiał je sam zamalować, przyszło do szkieł. Które w teorii miały być dobrane i-de-o-lo, w sensie najdroższe progresy dobierane w siedmiuset osiach, szlifowane udami dziewic, powlekane mlekiem i miodem. BTW to, że już nie istnieją szkła okularów w sensie ze
szkła, jeszcze można zrozumieć, szczególnie w "cięższych" kalibrach, jak moje -6. To, że nie istnieją "szkła" plastikowe niepowlekane, to już pewna zagadka, ale tylko do momentu, kiedy zda się sobie sprawę, o ile taniej jest powlec gówniany plastik, niż go właściwie wypolerować. A że powłoki takie i owakie (za niewielką dopłatą, gardło sobie podrzynając!) popękają, czy porysują się, za miesiące? No to na pewno nie jest problem producenta/optyka, gdyż przecież powłokę klient uszkodził mechanicznie, i gwarancji się nie uwzględnia.
Jeśli nie podoba się, że nie ma "no logo", czy niepowlekanych szkieł, drzwi są tam. Ale w innych salonach optycznych jest zupełnie tak samo, już nie mówiąc, że w miasteczku są dwa.
Szkła progresywne mam dobrane słabo (góra-dół w miarę okej, ale na boki ktoś miał głupie pomysły), powlekanie minimalne ale i tak mi zbędne; były zrobione zgodnie z zamówieniem i na czas. Oprawki z logo Nike itd. musiałem pomalować (i tak mi "złote ale skromne" wstawki wyłażą), technicznie są OK. Ceny - z mokrego snu oligopolu.
Okulary żony, znacznie prostsze i tańsze, trafiła nagła smutku kotwica, gdyż wykon zajął, uwaga, zamiast obiecanego tygodnia (mieli 2, bo "pojechaliśmy na urlop"), około sześciu tygodni, gdyż najpierw pop... zamówienie, potem coś tam, potem im się nie chciało, itd. itp. ale powiedzmy to już problem irlandzki, a nie oligopolu, czy z okularami. Z okularami jest taki, że już zaczynają jej pękać powlekania na szkłach-plastikach.
Zanim ktoś wyjedzie, że "A ja tu mam pana Stefana, 100 letniego optyka, od 50 lat w pawidupkach, tfu, pawilonach post-Społem, który robi tanio i dobrze", no cieszę się twoim szczęściem, niestety, w UK, SCO, EI już takich nie ma.
A niebawem już nigdzie nie będzie.
Co do opcji szkieł kontaktowych, może inną razą, bo to inna historia, innego oligopolu, rzekł Boni, wspominając poprzednią-niedawną pracę dla Big Pharma/Medical, przy zapleczu fabryk drukujących pieniądze, wróć, soczewki kontaktowe. Oraz nadal wolę okulary.
Ale teraz już wiecie, dlaczego mamy pewien wstręt do robienia nowych okularów.