Właśnie mija sześć lat od kiedy zacząłem się
mościć w Szkocji.
Te same mieszkadło, ta sama wieś, ta sama fajna Szkocja. Druga, ale podobna, praca; nawet paru kolegów z poprzedniej. Trochę większy telewizor, trochę szybszy komputer. Trochę mocniejszy i lepszy, ale nadal - szrotwagen nastoletni, jako rzekomy-samochód. Kasa nadal się mniej więcej zgadza. Nadal niesprzedany dom w Polsce. Ta sama kochana żona.
Co się zmieniło?
Córki się znacznie bardziej usamodzielniły. Brexit dodaje "uroku" możliwym przyszłościom, choć jeszcze trochę, a stanie się tradycją, a nie - niespodzianką. "Świat", jak zwykle, schodzi pod pewnymi względami na psy parszywe, pod innymi wprost przeciwnie. Zdrowie degraduje się w tempie, zdaje się, zgodnym z kalendarzem, czyli nie można narzekać.
Czy jesteśmy zadowoleni z emigracji i ostatnich 6 lat? Tak.
Czy chcielibyśmy osiąść "na dobre" w Szkocji? Nadal tak. Ale to, oczywiście, nadal zależy od różności.
Czy chcielibyśmy wrócić do Polski? Nie.
(ilustracja w nagłówku luźno związana - to Szkocja, rzecz jasna; jedna z naszych ostatnich większych wycieczek, Loch Eriboll)