Korwin i kuce, tudzież randyści czy liberalni ekonomiści, tudzież lesseferyści a nawet lafferyści, mają rację - niewidzialna ręka rynku działa! Tyle, że niekoniecznie w celu czy kierunku, który się zwidywał ich XVIII czy XIXw. idolom, czyli: jak wszyscy się kierują niskoempatyczną chytrością i chciwością, to wszystkim jest od tego lepiej i piękniej.
Bo MOŻE tak działałoby to w warunkach wolnej i równej konkurencji, której, co za niespodzianka, nigdy nie było, nie ma i nie będzie. A czasami, jak obecnie, nie ma jej bardziej.
Przecież nawet zakładając początkową równość i wolność (i jeszcze idealnie sferyczne doskonale białe powszechne rozbrojenie może), to konkurencja między mniej-więcej racjonalnymi podmiotami z definicji ciąży w kierunku monopolu albo co najmniej kartelu. I po prostu nie kumam, jak można być tak niekumatym, żeby tego dowolnym momencie historii nie widzieć i nie rozumieć.
Ok, czasem ideologia (religia, propaganda, nadbudowa, jak zwał tak zwał) nieco hamuje chamów przed totalnym zrobieniem wszystkich klientów, dostawców, konsumentów, bliźnich w wała, w kooperacji z innymi chamami albo w monopolu - ale przecież te "zabezpieczenie" jest z zewnątrz ekonomii, spoza kapitalizmu, nie jest w żaden sposób w niego wbudowane (anegdota - pięknie zilustrował to kiedyś japoński guru-menagero dyskutując z Duńczykami przedstawiającymi plan "w ciągu X lat chcemy być pierwszą lub drugą firmą naszej branży NA ŚWIECIE" - na co Japończyk z uśmiechem "a czemu nie jedyną?..."). Więc nie ma żadnej gwarancji, że socjalnym Duńczykom czy etycznym Anglikom czy empatycznym Polakom nie przestawi się we łbie i nie zrobią wszystkim z dupy XIXw. jesieni średniowiecza w zakresie prawa pracy, jakości, cen czy ogólnego wyciskania zysku.
A ostatnio widać to nieco bardziej. Bo jeszcze około 1970r. prezesi czy CEO sporych firm w pierwszym świecie mogli myśleć tak (Townsend, "Jak zdobyć szklaną górę organizacji")
Ustawy antytrustowe są czymś odmiennym od zwykłych innych norm prawnych: wedle tamtych jesteś niewinny, dopóki ci nie udowodnią winy; tu inaczej. Jeśli wszyscy twoi klienci mieszkają na północ od Main Street, a klienci twego konkurenta na południe od niej, wynika z tego w drodze prostego wnioskowania, że jesteście obaj winni. I nikt nie musi wam udowodnić, że porozumiewaliście się w jakiś sposób. Potrójna grzywna. Więzienie. Uważaj więc, ty cwaniaku.
Obecnie, na powyższy tekst jedyna rozsądna odpowiedź to chyba tylko
Bo obecnie, praktycznie nie ma w waszej okolicy, w okolicy waszych zainteresowań i potrzeb, wolnej i równej konkurencji - są oligopole, kartele, niepisane umowy, wyrównane w dół koszty, wyrównane w górę ceny i wyrównana do poziomu skamielin pod dnem oceanu, jakość.
I naprawdę nie wiem, jak miałoby się to zmienić, poza powtórką z końca XIXw i początku XXw. czyli pracą u podstaw chytrodurnego kapitalizmu; przekonywaniem następnego pokolenia CEO, biznesmenów itp. że chciwość jest ch...owa, empatia dla wszystkich niezła, i że warto czasem "zainwestować" w społeczeństwo, w którym robią te wszystkie szemrane geszefty. Bo inaczej kiedyś skończy się powtórką z 1917r. tyle, że nikomu od Nowych Czerwonych or compatible nie będzie lepiej.
(Notkę sponsoruje ujoza wszechstronna obecnych providerów usług komunikacyjnych - w UK skomasowało się łaskawie Orange i Tmobile, jako EE, jest jeszcze Vodafone, więc na rynku zostało tak naprawdę 2 graczy, plus BT dla naziemnych łączy i broadbandu. Zgadnijcie jaka jest jakość usług i ofert przy takim oligopolu. Np. wydawało się, że Tmobilowe blokowanie w prepaid "stron od lat 18" po uważaniu (nie ma problemu z blokowaniem stron Wikipedii itp., zależy co się akurat talibowi w Tmobile nie spodoba albo na co rotarianie się poskarżą) i z rządaniem uwierzytelnia kartą (!) jest dnem - buhahaha, zawsze można kopnąć klienta w dupę nieco bardziej, np. ograniczając media strumieniowe albo dając obrazki z tmobilowego cache, w jakości mniej więcej z 1997r. Itd itd itd i tak do wyrzygu dalej. Porada "to idź do konkurencji" w kontekście powyższych praktyk wszystkich operatorów i dziur w zasięgach bezprzewodowych, nie jest zabawna, jest tylko głupia.)