Wilka ciągnie do lasu, celebrytę do celebracji, chłopaka do panny, pięniążek do góry pieniążków, a majsterkowicza do warstatu ciągnie.
Do kitu mi wyszła zajawka, jakie pieniążki, jakie wilcy, jaka panna dla geja, co ja gadam - no jedno pewne, że majsterkowicza ciągnie, a jak nie ma warstatu, to se go zmontuje, w końcu od czego jest majsterkowiczem - dajcie mi ino cebrzyk grzeczny i kozę, abo wiaderko i ceratkę, lub ewentualnie stoliczek z IKEA i pudełko gratów.
Na warstacie, jak widać, znajduje się radyjo z vana, czyli stare ale jare Delco, w którym operacyjnie usunięto bardzo porządny magnetofon kasetowy, a w to miejsce wszczepiono garść różności tak sprytnie zmontowanych, że obecnie mam kabelek, którym można se podłączyć telefona/ipod/cokolwiek, nie tracąc jakiejkolwiek funkcji radia, wzmacniacza, podświetleń, itp, tudzież ori wyglądu (jedyne, że klapka na kasety jest zamurowana i przyciski od magnetofonu mają nieco inne funkcje).
Żebyśmy się rozumieli, pudło gratów elektryczno-elektronicznych i skrzynkę narzędzi itp. przywiozłem se z PL. Na wszelki wypadek, ma się rozumieć. Jedyne co, to podkładki gdzieś się zapodziały - ale nakrętka od PETa daje się przedobić na bardzo wiele wynalazków, podkładkę 10/5 też.
I nawet już działa wszystko na miejscu, zaledwie po pół dnia babrania się w radiu i konsoli centralnej vana - co miłe, bo mając 1h dziennie dojazdów słuchałbym, ale ileż można Radio One, a kaset mam 6 na krzyż i też nieciekawych. Natomiast od dziś będzie lodzio miodzio.
Z tego chyba wynika, że już po 2 tyg. na emigracji się nudzę.
A teraz niestety muszę warstat polowy posprzątać.