Dzisiaj przegląd innowacyjnych metod utrzymania ruchu, czyli naprawiania stuffu, czyli maintenance, czyli grzebania w krapie, czyli ożywiania szrota, czyli stawiania do pionu, czyli czynności o znamionach stosunków (rozbieranie i macanie gołych, przeważnie części i kabli) i innych podobnie wrednych zadań i jak z nimi sobie poradzić.
RTF - Run To Failure, czyli jedziem aż staniem, i nie mówię o tym co i jak można próbować robić ze starszym panem, jeśli viagry nie dowieźli. Mówię raczej o tym, że dany szrot jest tak tani i zbędny, ryzyko biznesowe niskie, a koszt odtworzeniowy równy porządnemu serwisowaniu, więc jedziemy urządzeniem do zatrzymania. Po ustaleniu, że samochód czy maszyna czy cały dział fabryki podlega RTF, każdy kto wyciągnie spod szafy plan przeglądów albo spróbuje zużyć do napraw bieżących coś więcej niż rolkę sznurka, dostaje zjebkę i po premii. Idealna metoda dla 22 letnich fordów, 25 letnich linii przemysłowych i 4 letnich komputrów.
PERM - Percussion Maintenance, czyli naprawiamy uderzaniem urządzenia w przypadkowe punkty, najlepiej czujnikiem ślusarskim w kształcie młotka 0.25kg, ale pudziany mogą gołą dłonią "z liścia" - NIE PIĘŚCIĄ! bo się obudowa pognie. Wersja pure elektryczna - wyciągamy i wkładamy jakieś przypadkowe wtyczki. Wersja IT - zabijamy i włączamy jakieś przypadkowe procesy czy aplikacje. Wymaga nieznajomości urządzenia, bo jak urządzenie wyczuje, że "perkusista" wie co robi i wali w nieprzypadkowe punkty, to złośliwie zamknie się w sobie a nawet wysiądzie na amen. Metoda słuszna i zbawienna dla urządzeń składających się z dużej ilości drobnej mechaniki, elektroniki czy informatyki, jak zegarek kieszonkowy, 30 letnia lutowarka indukcyjna czy Windows XP.
IKEA - I Kan Extract All, czyli stara metoda "na kanibala" w nowej wersji, czyli z trzech szrotów czy starych maszyn próbujemy wydobyć tyle części i gratów, żeby złożyć jedną sprawną, po czym stwierdzamy, że to wszystko nudne i bez sensu, więc sprzedajemy niespodziewane nadwyżki części na allegro czy ebayu.
CATM - Caterpillar Maintenance, czyli jeśli coś się popsuło, to spychamy awarię na kogoś innego, niech to naprawi, bo my jesteśmy zajęci, słabi, chorzy, nie mamy czasu i kasu. Idealna metoda przy usterkach samochodów żon i drobnych awariach maszyn mających dwu operatorów.
ETM - Eternity Maintenance, czyli "się naprawi" w bliżej nieokreślonej przyszłości. Metoda nie tyle może maintenance, co zarządzania kryzysem, z pogranicza socjologii - ponieważ ogólnie wiadomo, że po dwu-trzech tygodniach człowiek wytwarza przyzwyczajenie, więc po góra miesiącu stan awarii czy usterki staje się normalny, a po pół roku jest już tradycją, więc nikomu już nie przychodzi do głowy, że cokolwiek jest popsute, trzeba tylko przeczekać. Sprawdza się doskonale w przypadku urządzeń zbędnych lub używanych okazyjnie - i nie myślcie, że dotyczy to drobiazgów jak telefony robiące za przycisk na biurku czy pęknięta szyba czy przepalona żarówka; najokazalszy znany mi przykład to sterylizatornia ścieków, coś koło 5 ton zbiorników i innych gratów w objętości małej chałupy, i też robiła za gustowny nadwymiarowy przycisk do papieru, przez lata.
USA - Use Some Adds, czyli upgrade zamiast naprawy, czyli zamiast naprawiać co zepsute, wmawiamy sobie albo klientowi, że tego nie potrzebował, bo dostanie nową fajną funkcjonalność gdzieś obok. Sprawdza się dosko np. w przypadku chip-tuningu starych diesli zamiast naprawy ogrzewania, instalki komunikatora zamiast doprowadzenia do porządku MS Outlooka, czy zainstalowaniu mocniejszego zestawu audio zamiast naprawy rozrządu czy tłumika
PROM - Propaganda Maintenance, czyli podobnie jak ETM, raczej metoda socjotechniczna niż utrzymania ruchu, ale grunt, że działa. Wyłożona przystępnie w skeczu Laskowika, gdzie traktor miał trzy koła sprawne, a nie jedno popsute. Skądinąd najlepiej sprawdza się właśnie w przypadku zwielokrotnionych urządzeń czy redundantnych podzespołów - nie uwierzycie, jak spokojnie i niskokosztowo można utrzymać 10 identycznych maszyn czy 100 samolotów czy 100 samochodów. Bo właściciele czy klienci orientują się przeważnie dopiero w okolicy 20-30% skanibalizowanych czy niesprawnych sprzętów, gdyż przecież 8 działających maszyn czy 80 sprawnych samochodów to całkiem fajne i zapewnia duże ilości świętego spokoju. Ok, z samolotami bywa nieco gorzej, mało który pilot godzi się na samolot sprawny w 80%, o pasażerach nie mówiąc, bo nie mają nic do gadania.