(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)
Mam już trochę dosyć poważnej pisaniny, bo jakoś tak ostatnie parę notek wychodziło smutaśne i na serio, ale zanim zacznę się znowu bawić szrotem, przemysłem i słowem, może spróbuję jeszcze po raz ostatni - wyłuszczyć moje przemyślenia spod kamienia, na temat życia, wszechświata i całej reszty. No dobra, może jednak tylko na temat gdzie, jako społeczeństwa I i II świata jesteśmy, skąd tu się wzięliśmy, i jak to może się rozwijać dalej, moim skromnym zdaniem. I pamiętamy - to tylko blog i coś jak felieton, czyli skrót skrótu.

To gdzie jesteśmy, ustawiły dwa główne czynniki - kapitalizm i indywidualizm. Kapitalizm był pierwszy - po eksplozji demograficznej, rewolucji przemysłowej i konwulsjach I połowy XXw. ustabilizował się w rurociąg dostarczający technologię i dobrobyt całkiem sporej rzeszy ludzi, choć szkoda, że nie wszystkim. Technologia plus dobrobyt zerodowały błyskawicznie (w skali historycznej) kolektywizm, etatyzm, na deser rodzinę i w ogóle więzi społeczne; po drodze paroma celnymi kopniakami rozniosły dotychczasową demografię. Jedyne co zostało na pobojowisku, to zamplifikowany do nieznanego w historii poziomu indywidualizm. Bo nigdy w historii nie było takiego socjalu, bezpieczeństwa, rozrywki, służby zdrowia, komfortu i wygody, jak w krajach I (a po 1990 też II) świata, a bez tego nie można powiedzieć "jestem sam sobie sterem, i w ogóle miarą wszechrzeczy, także społecznej, a prawo i normy te se ponegocjujemy". Znaczy, kiedyś mógł tak powiedzieć król megaloman, albo filozof socjopata, ale nie każdy ze 100mln. obywateli. A tu proszę, gdzieś tak od 1968 już wiadomo, że może każdy. Z dokładnością, że kapitalista może bardziej.

I nikt normalny, poza uberkonserwatystami czy co bardziej powalonymi fundamentalistami religijnymi, nie oponował i nie oponuje temu, bo skoro można w końcu wyzwolić się ze stadności plemienia patriarchalnych małp, to czemu nie - a jeśli technologią i dobrobytem, zamiast etyką i medytacją, no cóż, trudno. Tylko, że po rozwaleniu społeczeństwa aż do poziomu rodziny, posiadania lub nie, dzieci, ich wychowania, itd itd. jakże "zaskakująco" okazało się, że indywidualizm bardzo dobrze klei się z najkoszmarniejszym kapitalizmem, jak z połowy XIXw. Czego piewcy indywidualizmu pokroju Ayn Rand i jej następców nie dostrzegali, zachwyceni obiektywizmem i swoim małym rozumkiem. Co dało wylew neoliberalizmu, który, co dość niewiarygodne, jeszcze trwa - bo nadal niektórzy ekonomiści wierzą w możliwość modelowania i sterowania gospodarkami, w wykładniczy wzrost, niektórzy politycy w możliwości rządzenia i że jak rzucą "yes we can" to cośtam, a niektórzy ludzie wierzą w media i demokrację.
Neoliberalizm zafundował nam globalizację i serię kryzysów finansowych. Co zafundowało w skali planety po pierwsze, pauperyzację i utratę miejsc pracy I świata na rzecz II i III - i bardzo dobrze, jeśli I świat nie chciał się podzielić z III bogactwem w imię piękna i dobra, to nie szkodzi, że dzieli się w imię chciwości i indywidualizmu. Gorzej, że po drugie - bogactwa na świecie raczej nie starczy, by nawet pół planety, nie mówiąc o wszystkich, żyło na poziomie I świata; mam na myśli energię, zasoby, materiały, oczywiście. Ale tu nic się nie poradzi - można tylko oglądać się na naukę i technikę, i tyle, bo z pustego i ekolog antybiotyków czy prądu nie naleje. Z drugiej strony, mamy kolosalną wydajność pracy i technologii w porównaniu z czymkolwiek z historii, więc może nam się udać.
Ubocznym skutkiem wszystkiego powyższego jest rozwalenie edukacji i coraz bardziej realne społeczeństwo 20/80 (80% ludzi nie ma istotnych zasobów, wiedzy, pracy, zajęcia). Na skrzyżowaniu 20/80 z neoliberalną globalizacją mamy prekariat i inne paskudne zjawiska (m.in. jak
tu świeżo opisane). Ogólnie robi się w I i II świecie coraz gorzej (ale - względnie!), już choćby z powodu koncentracji kapitału i zanikania egalitarności, która mocno rzutuje na poczucie szczęścia i dobrobytu społeczeństw. Tyle, że nie ma egalitarności w świecie indywidualizmu, bo skąd, podobnie nie ma masowych ruchów robotniczych i paru innych drobiazgów, które przebudowały kapitalizm między 1850 a 1950 np. do postaci Skandynawii.

Widzę dwie dróżki z tej doliny ciemności neoliberalnej - zakładając, że w ogóle technologia dostarczy/wystarczy dość zasobów dla połowy świata na znośnym poziomie i nie wylądujemy w Mad Maxie - albo indywidualizm z neoliberalizmem zostaną zaorane przez nowe odmiany etatyzmu wyrażone faszyzmem itp. co rozwali globalizację, i cofnie nas do początków XXw. z nacjonalizmami, szowinizmami, i innymi nieprzyjemnymi -izmami, albo stanie się cud, i na tle technologii (internetu, socjal networków, itp) powstanie nowa wersja masowości i solidarności społecznej, DIWIDUALIZM, gdzie indywidualizm będzie, ale będzie też share'owanie idei, emocji, działań, na takim poziomie, że będą możliwości wywierania masowego i wystarczającego nacisku w słusznych sprawach, na kapitał i władzę. Czego opór wobec ACTA/PIPA/SOPA małym zwiastunem. Ale to jest jeszcze nic, bo to dotyczyło tylko obrony medium indywidualistów - oby poszło dalej i dalej. Oczywiście, przyniesie to całe konstelacje nowych nieznanych problemów, np. nie rozwiąże problemu społeczeństwa 80/20, a emergencja (Stand Alone Complex) będzie tym mniejszym problemem, bo większym to może być manipulacja siecią i ludźmi w sieci (no może nie Projekt 2501, ale jego pradziadkowie) - ale będzie to szansa na powrót do możliwości i do egalitarności, zamiast spełnienia i elitarności.
(wszystkie obrazki z różnych w miarę adekwatnych kawałków Ghost in the Shell)