Miniprzegląd ostatnio oglądanych w miarę nowych filmów, bo coś się popsuło w mojej okolicy, dwa razy do kina trafiłem przez ostatni miesiąc czy dwa (normalnie, to raczej odwrotnie trafiam, raz na dwa lata).
"Kingsman: The Golden Circle". Kaszan, niestety. Po seansie miałem "czy kasa ma zamiar zwracać za bilety, czy mam spalić tę budę?". Pierwszy "Kingsman" ustawił poprzeczkę dosyć wysoko, jak na nową generację komedii-akcji-szpiegostwa (skądinąd razem z "U.N.C.L.E"), i zdaje się, ustawił ją dokładnie na granicy mojej osobistej odporności na bezedeury i pierdoły. Drugi przekroczył ją zdecydowanie; w jedynce jeszcze można było się przejmować jakimiś resztkami wiarygodności psychologicznej postaci i akcji, a resztę banialuk łykało się, bo była albo oczojebna, albo śmieszna. W dwójce to co miało być serio, jest żałosne, to co nie serio - nieśmieszne, a reszta poskładana byle jak i z byle gówna. Niepolecasię.
"Logan". W końcu obejrzeliśmy, i może być. Nie jestem jakimś wielkim fanem franczyzy Xmen (no dobra, kto nie jest fanem Deadpoola, ten z policji, a w tszircie jak obok chodzę do pracy czasem) i widziałem może połowę tego wszystkiego, i tylko niektóre kawałki bywały strawne. "Logan" jest z tych strawniejszych. Oczywiście, haki do zawieszania niewiary mi się wyrywają przy takich bajkach jak "Loganowe" złewrogi, czy dzieci-mutony i to co robią, oraz czego nie robią, itd. ale przymykam na to oko, w końcu to komiks, najwyżej średniej klasy. Ale czego naprawdę nie bardzo mogę darować, to pewnej nudy i "pokręcenia" fabuły klasy kolei trans-australijskiej (jeśli ktoś nie wie - najdłuższa prosta na świecie, prawie 500km). Za to postacie pierwszoplanowe i ich interakcja była spoko, zagrane też spoko. Więc plusy nieco równoważyły minusy.
Czy widzieliście już
Blade Runnera 2049?
1) Bardzo dobry film, uczciwe 9/10. Ridley Scott odcina kupony od swoich dawnych hitów cholernie nierówno ("Prometeus" nadal woła o pomstę do samej Nemesis), ale tym razem jego produkcja i ekipa dała radę. Reżyser dobrze wiedział, że "każdy fan przyjdzie na premierę z bejzbolem" i postarał się. Fabuła jest ładnym pociągnięciem nie-wprost hipotez z oryginału, a nie chamsko, akcji. Postacie są dobre i dobrze zagrane, szczególniej tytułowa (i choć nie przepadam za Goslingiem, dał radę). Nawiązania do oryginału w sam raz. Scenografie i zdjęcia bardzo fajne. Jedyne co minimalnie przeszarżowano, to postać Wallace - Leto wypadł przesadnie, i mam wrażenie, że to nie jego wina, tylko ktoś nie umiał tego napisać i wyreżyserować. No i było parę drobiazgów niepotrzebnie rozwadniających fabułę; i nie mam na myśli, że ten długi film był za długi - był w sam raz, leniwy kiedy trzeba i napakowany akcją, kiedy trzeba - mam na myśli, że wyciąłbym nieco pobocznych rzeczy, a niektóre z głównej linii zakręcił
jeszcze mocniej. Ale to wadliwe recenzowanie (bo nie tego, co się widziało, ale co chciałoby się widzieć); no i zapewne nie znam się, i film byłby już zupełnie niestrawny dla przeciętnego widza - mam wrażenie, że nawet tak jak jest, jest co najmniej trudny. Ale obym się mylił, co do poziomu szerokiej widowni AD2017. Ogólnie - poleca się, jak dla mnie, na razie, film roku.
1) "running joke" z zamierzchłych czasów Usenetu. Wpisujcie miasta kture pamientajo!