Krążą po internetach różne wyciągi pozytywnej edukacji dla małych dzieci, jak poniższy (o ile mi wiadomo, wyciśnięty głównie z D. Elschenbroich "Co siedmiolatek wiedzieć powinien", zdaje się). Nie znam się, to sobie skomentuję, a nawet podopisuję różności, ku pokrzepieniu i edukacji, hm, sam nie wiem kogo, czego. Czyli co mniej więcej siedmiolatek powinien mniej więcej doświadczyć i poznać, w świecie doskonałej edukacji i wychowania:
* Odczuwać własną obecność jako coś pozytywnego.
Pierwsze i najtrudniejsze
* Nie mylić głodu z gniewem, zmęczenia ze smutkiem.
I wielu innych uczuć i odczuć
* Rozpoznawać podstawowe zależności między tym, co dzieje się z ciałem i z uczuciami, np. kiedy się boję, boli mnie brzuch.
* Znać opisy stanów uczuciowych: „Gotuje się we mnie...", „być w skowronkach".
Książki czytać
* Wspólnie z ojcem gotować, sprzątać, biwakować, chodzić po lesie. W czasie choroby być przez niego pielęgnowanym.
* Doświadczyć tego, że człowiek unosi się na wodzie.
Albo i nie unosi się, tylko tonie
* Umieć się huśtać: wiedzieć, co jego ciało robi z huśtawką, co huśtawka robi z jego ciałem.
"To jest przereklamowane doświadczenie"
* Odbyć co najmniej jedną wojnę na poduszki.
Eee tam
* Ulepić bałwana. Zbudować zamek z piasku i tamę na strumieniu. Zrobić z rodzicami pochodnię, wiatrak.
* Umieć rozpalić i zgasić ognisko na polanie.
* Robić masło. Ubijać śmietanę. Mieszać, kroić, obierać ze skóry, zagniatać, przecierać przez sitko. Wiedzieć, co znaczy „szczypta soli".
Wiedzieć, a jeszcze lepiej - doświadczyć, skąd się bierze żywność
* Doświadczyć, jak jego własny pomysł udoskonalenia czegoś jest wprowadzany w życie.
Najpierw uzasadnić i obronić ten pomysł, nawet jeśli z dużym "dziecinnym" handikapem, oczywiście
* Podróżować. Doświadczyć różnicy między komfortem a prymitywnymi warunkami. Doświadczyć, czym jest tęsknota za domem.
Ważne! Bardzo!
* Nocować u innej rodziny. Mieć kontakt z innymi modelami rodzin, innymi zasadami. Znać jakiś zwyczaj obowiązujący tylko we własnej rodzinie.
Zaskakująco ważne
* Dawać datki. Żebrakowi do kapelusza, do futerału od skrzypiec, do puszki.
Na tacę...
* Doświadczyć bycia pod czyjąś opieką w niegroźnej chorobie.
* Umieć się wyciszyć.
Bardzo ważne, coraz ważniejsze
* Pójść do muzeum.
* Wybrać rzecz, którą zatrzyma i przekaże własnym dzieciom.
Nauczyć się, że rzeczy do przekazania nie są tak ważne, jak idee, postawy, wiedza
* Chcieć założyć kolekcję.
Uwaga na nisko przelatujące aspergery
* Mieć świadomość ogromu świata, istnienia innych kontynentów.
* Odczuwać różnicę między jedzeniem a posiłkiem. Ruchem a gestem. Brzydkim i ładnym zapachem. Hałasem a dźwiękiem. Widzeniem, patrzeniem, spoglądaniem.
Oraz pięknem a modą. Wiedzą a mądrością, itd itp. To ważne
* Znać numery telefonów alarmowych.
* Umieć dotrzymać tajemnicy.
* Pamiętać o dotrzymaniu przyrzeczenia.
* Widzieć, że własne interesy mogą być reprezentowane przez innych.
Ogólniej, co to jest zaufanie; jak się je zyskuje i traci
* Znać metody zabezpieczania przed zepsuciem się jedzenia.
* Samemu coś zreperować.
* Znać różnicę między targiem a supermarketem.
* Wytłumaczyć coś dorosłemu.
* Wspólnie z dorosłym dojść do tego, że na jakieś pytanie nie ma odpowiedzi
* Wspiąć się na drzewo.
"To jest przereklamowane doświadczenie", a poza tym "gdzie byli wyrodni rodzice, kiedy dojrzało i spadło"
* Umieć się obchodzić z ryglami, kluczami.
* Otrzymać lub wysłać e-mail.
Oraz analogowy mail, czyli list, pocztówkę
* Zobaczyć, jak wygląda własne imię napisane na piasku? Na śniegu, na leśnej ściółce, na zaparowanej szybie?
* Odczuć radość i podekscytowanie na widok niezapisanej, niezamalowanej kartki papieru.
Niekoniecznie w tej formie, ogólniej - minimum optymizmu co do własnej i cudzej kreatywność
* Znać jakąś książkę od deski do deski.
* Umieć opowiadać sny.
I może frytki do tego?
* Potrafić pogodzić skłócone strony. Nie wziąć udziału w kłótni.
Trudne, acz ważne
* Wyobrażać sobie samego siebie, zanim przyszedł na świat.
* Przekroić pestkę, zobaczyć jej wnętrze.
* Studiować żyłki na liściu i na własnej ręce.
* Wiedzieć, jak pachną owoce. Mieć ulubione zapachy.
To nie jest edukacja, to neurologia
* Umieć naśladować głosy ptaków i zwierząt.
"To jest przereklamowane doświadczenie". Może niech się lepiej uczą naśladować dzwonki telefonów i silniki samochodów.
* Słuchać echa i je wywoływać.
* Śpiewać pewnym głosem.
Albo zginąć próbując...
* Poczuć, że jakiś rytm porywa jego nogi do tańca, a jakiejś głośności nie może już wytrzymać.
* Umieć dozować własną siłę (przy bębnieniu, masowaniu).
* Znać wyzwiska. Mieć pojęcie o różnych stylach, konwencjach językowych, gdzie co się mówi.
Ważne, i powinno być rozszerzone o internety itp. media
* Wbić gwóźdź, wkręcić śrubkę, umieć wymienić baterię.
* Schylać się, kiedy komuś coś upadnie.
Ogólniej, wiedzieć jakie są zasady grzeczności, punktualności, itp. nawet jeśli ma się ich nie przestrzegać
* Dawać się innym wypowiedzieć. Wiedzieć, co to znaczy. Umieć poczekać na swoją kolej.
* Wiedzieć, że nie wszystkie życzenia od razu się spełniają.
Chyba bardzo ważne w pierwszym świecie
* Odbyć wędrówkę. Doświadczyć odległości, odcinka drogi, po którym chce się pić. Mieć cel przed oczami.
* Znać kilka kształtów liści.
I kilka rodzajów drewna, metalu, plastiku, itp.
* Wiedzieć, co w przyrodzie jest jadalne, a co nie.
* Odczuć naturę jako przyjaciela i wroga. Naturę wrażliwą na działania człowieka, konieczność jej ochrony. I jako potęgę, niebezpieczeństwo.
* Brać udział w ustalaniu reguł. Zmienić regułę. Kojarzyć pojęcie „wyjątku".
Ważne
* Znać kolor swoich oczu, namalować autoportret.
* Wyczuć puls u znajomego, u zwierzęcia i u siebie.
* Spotkać znawcę, eksperta, mistrza.
* Odczuć dumę z bycia dzieckiem. Tylko dzieckiem.
Raczej - z bycia sobą, tu i teraz, jakim się jest, a nie - z przynależności do jakiegoś zbioru, np. "dzieci"...
Plus dopisałbym:
* Wyobrazić sobie świat, jeśliby z niego odeszło, zniknęło. (przez analogię do "Wyobrażać sobie samego siebie, zanim przyszedł na świat.")
* Zapoznać się z problem śmierci, w możliwie nietraumatyzujący acz zdecydowany sposób, najlepiej
zanim zdarzy się w okolicy śmierć potencjalnie traumatyzująca (bo przecież jakaś się w końcu zdarzy)
* Poznać minimum BHP - co się pali, co wybucha, co kopie prądem, jakieś absolutne minimum opatrywania się oraz pomocy innym. Najlepiej z ćwiczeniami.
* Poznać podstawy podstaw ekonomii, po co są pieniądze, co to barter, oszczędzanie, płaca za pracę, czy i co da się kupić, a co nie bardzo, itp.
* Poznać minimalne podstawy edukacji seksualnej, "skąd się biorą dzieci", w możliwie neutralnej formie (tj. zanim znajdzie je samo w internetach i odp. wydawnictwach).
* Poznać przemoc i konsekwencje przemocy, zadawanej i odbieranej. Najlepiej pewnie byłoby z ćwiczeniami w jakiejś lekuchnej formie, ale chyba nie wiem jak można to zrobić legalnie i sensownie.
Plus najnajnajważniejsze, takie nieco klasy meta- a nie wprost, bez których 90% powyższych i podobnych list nie ma najmniejszego znaczenia:
* Mieć zapewnioną względną stabilności ocen, postaw, przekonań, itd. w otoczeniu. Nie tylko w sensie w miarę spójnego frontu wychowawczego (np. obojga rodziców, rodziców i dziadków, rodziców i nauczycieli, itp.), ale też w sensie nie-bycia przedmiotem ćwiczeń z ironii, sarkazmu, itp. dorosłych opiekunów, nawet w pozornie łagodnej formie (przeważnie łagodnej wg dorosłych, niekoniecznie wg dzieci lub wg skutków wywołanych u dzieci)
* Wiedzieć i zrozumieć, najlepiej z własnego doświadczenia, że u podstaw wszelkich cnót leży wola, mniej czy bardziej silna
Plus moim zdaniem, może nie na całą listę jw. ale na jej podstawy i kluczowe zagadnienia, nie ma się tych 7 lat wychowania brzdąca, tylko raczej 4-5 lat. A kto próbuje wdrażać powyższe dopiero u 7 latka, czy nie daj boh, 10 latka, cóż, życzę powodzenia, nie wróżę sukcesu.