(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Coś mnie napadło, jak to czasem bywa, i naczytałem się nagle różności o historii Polski i Europy okolic XVI-XVIIw.
W moim miejscu i czasie jest to chyba najsmutniejsza, najbardziej depresyjna lektura, jaka mi się mogła trafić.
Najbardziej w sensie jak mało zmieniają się ludzie pod warstewką cywilizacji i kultur, i wyłazi z nich #sawanna albo #plemię. Co można zweryfikować byle dziennikiem tv. I co nie wróży.
Po drugie w sensie, jak szybko od względnej powszechnej normalności, tolerancji i ogarnięcia, można przejść do dymiącej nienawiści, mordów, także w majestacie prawa, i ogólnie - sporych stert trupów.
Po trzecie, zacząłem liczyć, ile procent czasu za ostanie 600-650 lat ten nasz śmieszny kraj (a nawet - kraje) był podmiotem, a nie przedmiotem różnych dziwnych planów i działań. I wyszło mi, że lepiej o tym nie myśleć; albo z pewną naiwną nadzieją, że jest całkiem nieźle, skoro w ogóle bywa tak, że PL istnieje.
Ale jak uczy historia, to się szybko może zmienić.