Notka wychodzi nieco z dyskusji w komentarzach, o "rozpoznawaniu się" nawzajem i pozycji innych, przez homosapiensy, po butach i innych znamionach osobowości, poglądów, aspiracji.
Gdzieś kiedyś wpadłem na tabelkę opisującą różnice w podejściu osób w różnych klasach społecznych do różnych podstawowych zagadnień tzw. życia, po angielsku, i wala mi się ona po cyberszufladach ciągle. A kiedy znowu wpadam na nią przypadkiem, nadal często mam nad nią smutne refleksje, albo wzdechy ponownego zaskoczenia. I jest w niej sporo prawdy, stąd pozwoliłem sobie ją przetłumaczyć i podzielić się.
Połowa punktów jest w miarę oczywista i trywialna, ale niektóre jednak nie, przynajmniej dla mnie. Dla ustalenia uwagi - nie mam wielkiego pojęcia o prawdziwej klasie wyższej, nie miałem do czynienia osobiście, tyle co z mediów i przekazów. Moje doświadczenie rozciąga się najwyżej do "niższej klasy wyższej", tzn. raczej nuworyszów, może już "wżenionych" w wyższą, może już na takim poziomie osiągnięć biznesu itp. że nijak "nie mogli zbankrutować", że "właściwy" social network robił się dla nich ważniejszy niż osiągnięcia i kasa - ale zdaje się, nadal śmierdziało od nich wyższą średnią; powiedzmy była to szara strefa pomiędzy średnią a wyższą.
Punkty dotyczące klasy niższej i średniej, powiedzmy, "znam z autopsji" i wydają mi się w miarę sensownie i "zabawnie", jak na taki tabelkowo-memikowy skrót, opisywać rzeczywistość. A ponieważ jw. klasa wyższa to dla mnie nieco fantasy, w punktach dotyczących tej klasy mam najbardziej "WTF, ejże! Eee, a może i prawda...". Jak w punkcie "Jedzenie", albo co gorsza, "Edukacja" czy "Co wyznacza ścieżki".
Ale jednak, gdy zacząć się zastanawiać, szczególniej nad niższą wyższą, z aspiracjami jeszcze wyżej, o której przemyśleniach, osiągnięciach i wybrykach jeszcze można poczytać (bo o wyższych niekoniecznie, nawet sądy nie chcą ich ruszać, a co dopiero dziennikarze czy zwykli ludzie), to jednak obrazek się zgadza - oligopole, kliki i znajomości, post-feudalne socjalizowanie, przecież to wszystko jest ciągle ich świat i "na tapecie". I tak wiele tłumaczy tych pozornie bezsensownych czy niezrozumiałych zagrywek czy wypowiedzi, jakiegoś Borisa Johnsona czy innego Radosława Sikorskiego.
Najważniejszy morał jaki mi się z tej tabelki, czy podobnych odprysków, a czasem nie tylko odprysków, ale poważnych książek i rozważań, nasuwa, to że tak naprawdę ten podział trzy-klasowy, pokazuje dwu-stronne społeczeństwo:
Z jednej strony ludzi staro-zakonno-plemiennych, uwikłanych w starą dobrą socjalizację, ZARÓWNO na umownych górze i dole społeczeństwa. Tych na dole - uwikłanych w rodziny, gangi, plemiona, kluby sportowe, bo NIC INNEGO NIE MAJĄ. Tych na górze - uwikłanych w social networking rodzin, władzy i pieniądza, umacniany pseudo-edukacją, ciśnieniem oczekiwań środowiska, aż po nepotyzmy i "szantaże", bo tylko to GWARANTUJE władzę i pieniądze w perspektywie wielu pokoleń i wszelkich wojen, rewolucji i zawirowań społecznych.
Z drugiej strony ludzi "indywidualizmu" czyli względnie wolnych, mierzących świat swoją miarą (swojej edukacji, swoich osiągnięć, planów, pieniędzy, czasu), a nie miarą plemienia i grupy społecznej w koło, czy tradycji, mniejsza, czy lokalnego klubu piłkarskiego czy niekoniecznie lokalnego "klubu" oksfordzkiego. Za to nie mających szans na stworzenie czegoś trwalszego niż osobiste biznesy czy wynalazki, czy osiągnięcia naukowe czy dzieła sztuki; nie wybudują imperiów (nie mylimy tego z prostym odziedziczeniem majątku przez jakieś dzieci itp.).
Bo jak się wydaje, socjalizacja feudalno - plemienna jest nadal znacznie mocniejszym fundamentem, niż ta średnioklasowo - indywidualistyczna. Od 150 lat leją się kibice tych samych klubów piłkarskich i te same rodziny są władcami świata. Błyskotliwe biznesy, wspaniałe wynalazki czy osiągnięcia indywidualne, odchodzą do lamusa historii i na karty biografii w ciągu kilkudziesięciu lat najwyżej, czasem jeszcze za życia danego indywiduum, nawet jeśli jest w naprawdę wyższej średniej.
Ale inny morał rysuje mi się taki - przez pauperyzację "bogatego zachodu" i przez eksplozję Sieci, ostatnio (w sensie dekad), wartości i kategorie tradycyjnie opisane przez tę tabelkę pod "klasa średnia" rozszerzyły się kolosalnie "w dół" i nieco "w górę". Bo są już setki milionów młod(sz)ych ludzi, którzy nie mają zasobów czy możliwości klasy średniej, i ekonomicznie są prekariatem klasy niższej, ale, jak się wydaje, dzielą wartości i "mindset" "dawnej" klasy średniej, tj. nie wyznaczają im życia oczekiwania i ciśnienie rodziny czy plemienia, ale ich własne wybory i własne osiągnięcia, nawet jeśli "nieznaczące", z braku zasobów i możliwości AD2022. I nieco chyba przebija się to w uberkonserwatyną klasę wyższą, w jej młodszym pokoleniu.
Co mnie nieco rusza, to że naprawdę nie wiem, czy ta wizja dwu-stronnego społeczeństwa trój-klasowego jest PRAWDZIWA. A jeszcze bardziej, która strona tego medalu jest LEPSZA, dla, ogólnie rzecz biorąc, takich samych homo sapiens, jak 100 albo i 1000 lat temu.