Może coś lżejszego, dla odmiany po paru przyciężkich notkach.
Ostatnio odświeżałem parę starych dobrych filmów (np. "Maverick", czy "Coming to America", na tle smutnej wieści o Jamesie Earlu Jonesie) i okazuje się, że było w nich sporo fajnych cameo, mini-występów maxi-gwiazd, które to występy nieco zapomniałem. Stąd ulęgła się niniejsza lista kamełków, od fajnych po najfajniejsze.
"Reguły" były takie - nie wrzucam filmów, których nie oglądałem, albo totalnie nie pamiętam (bo przejrzałem parę podobnych popularnych list, i co nieco podpowiedziały, oraz powiedziały "masz sklerozę, koleś..."). Nie wrzucam "cameo" supergwiazd z początków ich karier. Nie wrzucam "seryjnych" cameo jak Stana Lee w marvelach, czy całej serii "Krzyk", czy filmów złożonych z samych cameos, itp. Raczej nie wrzucam cameo na granicy normalnej roli drugoplanowej. Jest coś koło 15 miejsc na liście, będą też jakieś wyróżnienia i nagrody pocieszenia.
UMIARKOWANE SPOJLERY SĄ OCZYWIŚCIE NIEUNIKNIONE!
Żebyśmy się rozumieli - [voice mode: Winston, "John Wick 2"] "This list is mine and mine alone."

Nie jestem wielkim fanem ani kultowego "Zoolandera", ani Davida Bowie, ale oba te obiekty doceniam, doceniam. I to wejście rozwaliło mnie kiedyś tam.

Natomiast fanem "Facetów w rajtuzach" jak najbardziej jestem. A cameo Patricka Stewarta było bardzo miłe. Skądinąd, to jest parodia innego kamełka, w zasadzie identycznego fabularnie, czyli: Sean Connery w "Robin Hoodzie" z Costnerem.

Matt Damon ma wiele fajnych kamełków, to z "Thor:Ragnarok" było całkiem zaskakujące i zacne. Oraz wyróżnienie dla masowej produkcji Hemsworthów, na boczku.

Skoro jesteśmy przy Damonie, to mamy też jego "urocze" cameo w "Deadpool 2". I zaczynamy nim strefę specyficznych i dyskusyjnych cameo, tj. takich, że za Chiny z Tajwanem nie da się, oglądając pierwszy raz film wyczaić, że to cameo. Co poradzić, że takie też lubię.

Skoro jesteśmy przy "Deadpool 2", to nie sposób pominąć najkrótszą rolę Brada Pitta, a może i w ogóle najkrótszą rolę w historii kina...

Strefę "kamełko supergwiazdy zamaskowanej na maksa hej" zamyka zupełnie absurdalne cameo Cate Blanchett w przezacnym "Hot Fuzz". Nadal bawi.

Hm, drugi film Mela Brooksa na liście? Jak to możliwe, kto za tym stoi, to jakiś żydowski spisek. A cameo Johna Hurta w "Spaceballs" bardzo dobre. Oraz pierwsze z gatunku "cameo postaci znanej z poprzedniego kultowego filmu itp."

Mam wrażenie, że na cameo Dana Aykroyda na początku "Caspera" oplułem się jakimś napitkiem. I jw. "cameo - cytat".

Cameo Keitha Richardsa w "Piratach z Karaibów: Na krańcu świata" zaskakujące i bardzo przyzwoite.

Cameo Quentina Tarantino w "Desperado" jest na granicy roli trzecioplanowej, bardzo spoko, i film kultowy, i kamełko kultowe.

Dyskusyjne jako cameo, bo to raczej już rola drugoplanowa, ale dla Billa Murraya zawsze mam miękkie serduszko, więc niech będzie, że w "Zombieland: Double Tap" to tylko cameo...

Wzorcowe "cameo - cytat", wysoko na liście, bo i obie komedie Landisa, cytowaną i cytującą, cenię wysoko; a wstawka Ameche'a i Bellamy'ego w "Księciu w Nowym Jorku" bardzo ładnie zrobiona.

Kultowe cameo kultowego Christophera Walkena z kultowym zegarkiem w kultowym "Pulp Fiction". Tak było!
Przed topową tójeczką, wyróżnienia honorowe:

W kategorii "filmów mających zylion kamełków": ulubiony "Fanboys", czyli cameos Carrie Fisher, Billy Dee Williamsa, Danny'ego Trejo, Williama Shatnera, szum brody Georga Lucasa, wywróceni na lewą stronę Jay i Cichy Bob, i wielu innych.

W kategorii "to o wiele za dużo na kamełko, ale...": Tom Cruise w "Tropic Thunder", czyli co za przekręt! i to w ulubionej komedii. Ale to raczej rola drugoplanowa po prostu. Za to jaka!
Topowa trójka:

"Dogma", Alanis Morissette jako Bóg. Z takim Bogiem nic nie może pójść źle... chyba, że... Oraz w zasadzie połowa obsady to kamełka: Carlin, Rickman, Hayek, Garofalo. Ale Bóg jest Jeden. Jedna.

Uber-mega-wzorcowe cameo, czyli wszystko na raz: króciutka wstawka, słabo dowiązana fabularnie; cytowanie "dawnej" postaci, ale tu akurat meta-cytowanie, nie wprost; prawie-zamaskowanie wykonania; humor na maksa. Świetne cameo Danny'ego Glovera w "Mavericku", ulubionej komedii. Skądinąd pełnej też innych "kamełkowiczów" ale niszowych i mniej znanych, chyba tylko fanom starych filmów/westernów. (BTW nie myślałem, że starszy film jak "Maverick" z 1994 może tyle zyskać na bluryju, a tu proszę).

Numero uno, rozwalacz mózgu, największa meta- w historii kina, najlepsze cameo wszechczasów. Trio ZAZ jest oczywiście mega zasłużone w moim kąciku komediowym, ale dziełka solo Abrahamsa są równie miłe, a z nich "Hot Shots 2" jest najmilsze. A w najmilszej parodii kina akcji spod znaku Rambo, miedzy setką genialnych gagów na różne tematy, nagle wypływamy na dziwne wody, gdzie Wietnam krzyżuje się z Irakiem, "Hot Shots" z "Czasem apokalipsy", i nagle spotyka się ojciec z synem, i cytują JESZCZE INNY FILM. Nie wiem kto i jak wpadł na ten pomysł, ale idea i wykonanie genialne i rozwala system, magia kina na maksa, w mikropigułce. Kudos.