Logo
"Labirynt" tom 1 (2022)

Moja powieść SF z okazji 100-lecia urodzin S.Lema
Labirynt 1
"Lekkość" (2025)

Moja powieść techno-fantasy
(tom 2 cyklu "Urocza)"
Urocza 2 - Lekkość

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

rozie - Wgląd w błąd - Lem (5)
Wed, 28 Oct 2026 22:42
14g jest jeszcze do przyjęcia, szczególnie w warunkach...

Codiac - Muza (63) - AltCeltic
Sat, 24 Oct 2026 15:10
Jak już dawno ustaliliśmy, nasze gusta muzyczne nieźle...

JoP332 - AI ślurp (1)
Tue, 20 Oct 2026 10:41
Branża literacka to już zombie, które się toczy siłą...

Boni - AI ślurp (1)
Mon, 19 Oct 2026 16:27
Och, to drobiazg :/ bo jednak LLMy i tłumaczenia to dosyć...

JoP332 - AI ślurp (1)
Mon, 19 Oct 2026 15:43
@„ Jest taniej, szybciej, ch...jowiej” To, co się w...

Boni - Muza (63) - AltCeltic
Mon, 19 Oct 2026 08:49
@Greg Spoko kawałek, ale ja bym go nie dodał, bo go...


Tagi:

Alba DIY Hellas MotH Vorin bibliotheca blogorg film fun geannaire gogika hejt kwestia-ceny labirynt lemiana lewałki marynata mitogogika motocyk muza namysł nazakupy nieznośna nostalgia okolice pieczarki prawałki przemysł rapiery redukcja striptyz sumo szort szrot triptrop unrealpolitik urocza varia wydaje-się zagrywka zen Éire

Fuller
Strona-agregator dla kontentu, który wchłaniam na co dzień


Inne własności:

Cegielnia
Logos - wygryw w słówka
inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap


Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

    NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja  Wpisy  Losowo  Autor  Rejestracja 




Autor: Boni
Kiedy: 2023-07-15, sobota
Tagi:  przemysł, szrot, fun, hejt     Kategorie:  przemysł 
___________________________________

Dawno temu miałem więcej zapału do restauracji [1] rzeczy, czy systemów, niczym Restaurator z niezapomnianego "Co w kaloryferze piszczy" (drugiej części w "Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa") T.Baranowskiego:

Restauracja - Co w kaloryferze piszczy

Ale na starość entuzjazm mi obłazi z zielonej, pozytywnej farby, niczym z kaloryfera Eskimosa. Skądinąd, kaloryfera nieskutecznie naprawionego przez Orient-Mena, i co z tego wynikło.

Oczywiście, nadal satysfakcje przy naprawach, czy trouble-shootingu są nieco większe, niż przy zmywaniu garów, czy jakiejś odmóżdżającej powtarzalnej pracy, jakimś klepaniu w klawisze, czy w nity. Ale na starość bardziej doskwiera myśl, która rzecz jasna zawsze była pod spodem, że nijak nie da się tego świata naprawić na dobre.

Za ostatni czas-okres, restauracja lexusa SC430 zajęła ze 3 miesiące, ze względu na powolną diagnostykę i jeszcze wolniejsze dostawy części. Gdyż nie jestem fanem podmieniania kosztownie-hurtem starych modułów i komputerów w samochodach; jeśli mogę, działam kroczek po kroczku. Oraz ECU (główny komputer wozu) od 20 letnich lexusów nie walają się na szrotach irlandzkich, jak ECU od byle toyoty. Skądinąd, walają się na szrotach brytyjskich, ale szroty brytyjskie po brexicie nie chcą nawet gadać o wysyłce czegokolwiek większego/droższego do EU, nawet Irlandii, "paaanie, to mi się nie opłaci", cła, opłaty, opóźnienia - wydaje się, że łatwiej taki ECU w Polsce kupić, z rozbieranych "anglików"...

Z powyższych powodów, chciałem sobie kupić za ciężkie dolary ECU stuningowany, prosto z USA (są firmy wyspecjalizowane w modyfikowaniu oprogramowania lexusów LS/SC 430, głównie pod kątem zapakowania do lexusa ręcznej skrzyni, albo turbo, albo obu, a przy okazji - ew. podkręcają automaty, wyłączają immobilizery (YES!) itp.). Ale firmy z Kalifornii też nie chcą gadać o wysyłce czegokolwiek do Irlandii, cłach, podatkach, gwarancjach.

W końcu udało się zdobyć prawie-właściwy ECU (sądząc po kodach Lexusa), w wersji UK (nie JP, nie US), przysłany z USA - trudno powiedzieć, skąd on się tam wziął... Przesyłka szła długo i boleśnie, zygzakiem przez Illinois z jakichś bliżej nieznanych przyczyn, no ale do tego jesteśmy przyzwyczajeni, jak w poprzedniej notce.

Właściwa naprawa, jeśli ma się pod ręką właściwy zapasowy ECU, i tylko ECU jest zepsuty, to około 1h, z przerwami na marudzenie i piwo, jeśli ktoś pija.

BTW stary ECU prawdopodobnie padł z powodu, że byli już w nim wcześniej druciarze, z lutownicą w garści. Zdaje się, ktoś "dopasował" ECU do kluczyków+immobilizer przelutowując pamięć EEPROM, zamiast zaprogramować kluczyki do komputerów (co da się, ale jeśli ma się master-key, bo jak się nie ma, to trza zaprogramować "głębiej", albo u Lexusa za kufereczek stóweczek, jeśli w ogóle zechcą się schylić do 20 letniego szrotwagena, albo i tak grzebiąc w EEPROMach itp.)

Zaprawdę, bardzo miło mieć z powrotem ulubiony samochód na chodzie. Ale jak w prologu, no nic nie da się naprawić na dobre, po 3 miesiącach nieco zastał się przedni zacisk hamulca oraz podobno zepsuł się niezbyt ważny sensor - albo ten ECU jednak nie jest w 100% kompatybilny z wózkiem, i tylko mu się wydaje, że czujnik się zepsuł.

Z innych drobniejszych restauracji, acz znacznie bardziej stresujących, bo zawodowych - jak tylko udało się naprawić lexi, na dwa dni przed testami z Ważnym Klientem (tzw. FAT, zdalny, na symulacjach i naszych hypervisorach - niezbyt poważany, gdyż nawet Big Pharma rozumie, że "mapa to nie terytorium" i symulowane testy są symulowane), nagle straciłem połączenie do istotnej maszyny wirtualnej, porąbanej niczym wywrotka drewna opałowego. Aż może opiszę, także dla siebie, jak to idzie przy pracy z domu: lapek -> net+VPN -> jumpserver -> hypervisor ESXi -> wylot na dedykowany fizyczny switch -> PLC fizyczny + PC fizyczny -> VM (Win 2000...) na fizycznym PC -> narzędzia wewnątrz VM do fizycznego PLC. BTW narzędzia z innej epoki, egzotyczne nawet wtedy.

Taaa... Zanim ktoś zacznie, że ależ głupi ci Rzymianie, zauważę, że nie ma oficjalnie, oraz nieoficjalnie też, żadnej symulacji PLC jw. stąd mamy taki fizyczny-zdobyczny na ścianie serwerowni, w kolekcji podobnego złomu (a klient ma taki jako serce ważnego kawałka fabryki Big Pharma...). Oraz nikomu nie udało się zwirtualizować narzędzi jw. bez fizycznego PC po drodze, choć firma VMware nie takie rzeczy obiecuje, i próbowało paru lepszych w te klocki ode mnie. A poprzedni fizyczny PC spalił się jakoś w styczniu, odtworzyli koledzy na ciut nowszym, też ze szrotu.

Dygresyjnie i bonusowo - "cudowne" dawne narzędzie od Siemensa, robiące programy-diagramy takie i owakie (NIE function blocks i NIE sieci Petriego, tylko kuchenny wynalazek Siemensa), nakładka na popularne zabytkowe narzędzia Step7, ma taką cechę, że zupełnie i całkowicie nie ma Ctrl+Z (or compatible) oraz buforowania. Tzn. jak się coś zmienia z paluszka, to natychmiast jest to odwzorowane w wersji "offline" / na dysku, a żeby wrócić, trzeba se narysować dany kawałek diagramów ponownie, ew. wgrać poprzedni backup, skopiować, wkleić i modlić się, żeby wszystko nam się nie pop... Czy wspominałem, że przy pełnym downloadzie "online" PLC wywraca się raz na cztery, oraz można zaorać lub przestawić coś takiego, że nie zgadniemy, jak to przywrócić, albo nie ma tego w "pełnych" backupach? No więc posługujemy się wyłącznie "partial downloadem" w stanie "online", w praktyce NIGDY nie resetując czy zatrzymując ten PLC. Co akurat zgadza się z wymaganiami klienta, któremu ktoś kiedyś pokazał, że tak się da, i od dekady klient wymaga prac, na tym obiekcie, bez jakiegokolwiek zatrzymania produkcji...

Do pracy w środowisku jw. z TYMI klientami (to inna historia, dużo korpo + dużo (pod)dostawców = kłopoty koordynacji/ projektowe/ międzyludzkie) skończyli się we firmie chętni, oraz podobno bywały fakapy techniczne i organizacyjne niezwykłej mocy i piękności. Stąd wrabia się w takie kawałki projektów starych ludzi (jak mnie), którzy ogólnie mają zen-wyjebane oraz sobie jakoś poradzą. Jak dotąd na 3 SATy (zmiany na obiekcie) miałem jeden malutki błąd; kosztował stresy, papierologię a la BigPharma, i dodatkowe 2h testów. Ale jeszcze ani razu nie wysadziłem rzeczonych systemów w kosmos, ani nie zatrzymałem fabryki, co liczy się za pewien plus. BTW moje prace przy starociach, to tylko stopniowe usuwanie i dodatki, kiedy zespół młodszych kolegów i koleżanek dostarcza nowe systemy kontroli rzeczonego zaplecza Big Pharma, i synchronizujemy "płynne" przejście ze staroci na nowe PLC, SCADA, szafy. Jeśli ktoś nie zrozumiał, wymieniamy 15 letnie systemy kontrolne 4 silników jumbojeta na nowe, jeden po drugim, tylko, że w locie.

Wracając do restauracji - no nie lubimy utraty narzędzi na dwa dni przed zdalnym FAT, szczególnie jeśli w grę wchodzą palące się PCty - gdyż tylko PCta mi wcięło; cały net i ESXi, wirtualizowana SCADA, drugi symulowany PLC i ten PLC na ścianie - nadal gadały. Przyszło przejechać się do biura, bo choć po południu jeszcze byli w nim kumaci koledzy, nie podejmowałem się wytłumaczyć im systemu jw. i gdzie mają szukać fakapu.

Po przybyciu, nie byłem pewien nawet tego, gdzie szukać "nowego" PCta, gdyż koledzy, odtwarzający PCta w styczniu, nie są fanami nowych nalepek na desktopach, i zostawili starą [2]. A chyba jasne, że serwerowni mamy, obok dwu racków wypasionych blade-serverów, zapewniających nam ze 20 mocarnych hypervisorów, dla 10 klientów, także full rack 19" zastawiony dziwnymi PCtami jak "mój". Bodaj jest tam m.in. nawet jeden desktop z Linuxem, też dla Dużego Klienta, ale dalipan, nie mam pojęcia Skąd To Się Ulęgło.

Jak już ustaliłem, który box jest mój (i przybiłem mu naklejkę), poszło z górki, gdyż umarł mu kabelek-paczkord między PC a fizycznym switchem. Czyli klasyczne "wysunęła się RJtka" (wtyczka 8P8C) na switchu, skądinąd nawet nie połamana, zatrzask miała cały. Ale się wysunęła, stąd mi wcięło PC i spec-VM narzędziową na nim, wystarczyło poprawić wtyczkę, i wszystko wróciło do sp... normy. BTW dlaczego ja nigdy nie napisałem mega-rantu na te wszystkie RJ + 8 żyłowe kable "ethernetowe", które są mega-martnotrawstwem i mega-badziewiem jednocześnie, "bo taki mamy standard rodem z '70 i ch..."?? Albo lepiej nie, po co się denerwować.

A na dość udanym SAT w tym tygodniu połamałem okulary i musiałem je restaurować, zanim wynajdę jakieś nowe (bo stare są naprawdę stare). Syzyfowe prace.

Dobrze, że odrestaurowuję tylko złom i szrot, nie muszę być lekarzem czy psychologiem, naprawiać ludzi od dowolnej strony.


[1]
Ciekawe, że "restauracja", odrestaurować" w sensie naprawiania czegoś, idzie ogólnie od łaciny, ale głębiej aż z praindoeuropejskiego, i ogólnie idzie od "na-prostować" albo "re-u-stawić" coś. Dużo później można znaleźć etymologie jak polska "na-prawa", związane z całą symboliką prawej-lepszej-sprawnej strony, w przeciwieństwie do lewej-złej-zepsutej. Najwyraźniej 4 czy 5tys. lat temu ważniejsze było, czy to, co postawiliśmy, nam się nie wywaliło, niż po której stronie kto siedzi, którą ręką się żegna, czy mieczem macha itp.

[2]
Jeden z największych fakapów elektrycznych "w rencach" miałem taki (ze 25 lat temu): przechodząc przez produkcję (spożywczą), zauważam, że dymi się skrzynka elektryczna przy maszynie do obkurczania opakowań (wanna z gorącą wodą, maszyna opuszcza do niej na chwilę kosz z produktami, opakowanymi folią termokurczliwą). Aha, 20kW grzania wanny, nie było miejsca na skrzynkę el., więc za mała, więc za mały stycznik, więc się znowu pali. Ok, wskazałem palcem produkcji, że to nie para, tylko dym, trza wyłączyć i wołać elektryków. Ok, okazuje się, że nie ma wyłącznika głównego, DKJP (gdyż spalił się był, razem z poprzednią skrzynką...). No dobra, wyłączę na rozdzielni, ze dwa pomieszczenia od maszyny, no problemo. Idę na nowoczesną rozdzielnię wydziałową, ze 3 szafy bezpieczników automatycznych (S-ów jakie macie w domu), szukam właściwego. Jest, numer i pozycja się mniej więcej zgadza, opisany "KIOSK" (bo maszyna tak wygląda), 63A zwłoczny, wszystko pasuje, siup go w dół.

Wracam do maszyny, chyba mniej się dymi, bo prądu nie ma. Po chwili pomyślunku, zdecydowałem się odłączyć to g... bo elektrycy pojawią się "kiedyś", a jak znam życie i ziomali na podlaskiej produkcji, mogą spróbować ten bezpiecznik z powrotem podnieść, żeby "jeszcze trochę zapakować, bO To pILnE!1!". Aha, nie da się otworzyć skrzynki, bo się nadtopiła, zresztą, jako czołowy automatyk nie chodzę z dużymi narzędziami, tyle co mam w kieszeniach fartucha - mały i średni śrubokręt, średnie szczypce-"kombinerki", jakaś taśma izolacyjna i długopis.

A to może upi... kabel (idący od boku maszyny, aż do sufitu 6m w górze) i zaizoluję, będą musieli poczekać na elektryków. Jak pomyślał, tak zrobił, wcisnął kabelek coś koło 5x2.5mm2 (3 fazy, grubości mojego małego palca) w ostrze szczypiec i sru, tniemy. No i zaraz słowem kluczowym okazało się "SRU!" gdyż kabelek i szczypce nieco huknęły i wybuchły mi w rękach. Nie kopnęło mnie, tylko błysnęło jak porządna spawarka i wyszczerbiło szczypce, znakiem tego, nadal jest prądzik, i widać ze dwie nadtopione żyły. TO CO JA TAK NAPRAWDĘ WYŁĄCZYŁEM?? bo na pewno nie ten kabel.

Załoga twardo-podlaska działu pakowania wędlin, z 5 czy 7 osób wkoło, zamarła z wrażenia. Ja na to, że nic-nic, i że spoko-loko. A będąc młody i głupi, stwierdziłem, że coś pomerdane na rozdzielni, ale właściwy S już spadł, no to skończę operację. Zasadziłem się porządniej kombinerkami, i tniemy.

Drugie "sru" zrobiłem znacznie bardziej w typie KABOOM!! Kiedy przejrzałem na oczy, po błysku łuku el. (nadal - nie kopnęło mnie, szczypce miały izolację do 1000V), zobaczyłem gasnące na paru m2 podłogi iskry po rzygnięciu ogniem, brak 3 czy 4 żył w kablu oraz brak znacznego kawałka kombinerek, za to efektownie "pozłoconych" miedzią. Oraz brak załogi wkoło, bo wszyscy uciekli, tylko brygadzista wyglądał ostrożnie zza futryny drzwi działu, czy żyję. No żyję, żyję, nadal spoko-loko, ale trzeciej próby nie będzie, między innymi z powodu, że mi się ostrza w kombinerkach stopiły. Ale także ze znacznie ważniejszych powodów, powiedzmy, bezpieczeństwa i higieny pracy.

Kazałem brygadziście pilnować, żeby nikt się do kabla przy maszynie nie zbliżał (czy wspominałem, że stoimy na bardzo mokrym betonie?) i poszedłem rozwiązać zagadkę na rozdzielni.

Która była bardzo prosta, w duchu obecnych kolegów, mających alergię na zmiany etykiet czy nalepek na PCtach - poza bezpiecznikiem 3xC63A opisanym KIOSK, znalazłem też drugi KIOSK, na dole szafy, w polach rezerwy, 3xD100A... (bardzo zwłoczny, i 100 zamiast 63A). Wyłączyłem go, i poszedłem dokończyć mordowanie kabla, a zaraz potem, poszukać elektryków, żeby dowiedzieć się, komu dać w łeb nadtopionymi kombinerkami.

Powiedzmy, doszło do karczemnej kłótni, gdyż jedyny kontrargument brygadzisty el. R., że powinienem sprawdzić brak napięcia przed "odłączeniem", jakoś słabo się mnie imał, jako że po mojej stronie argumentacji był: brak wyłącznika, dwa razy ten sam opis, podpięcie z dupy 20kW i tego kabla na D100A, nie mówiąc, że i 63A to było za bogato na ten kabelek (ori był na 32A ale za często spadał; stąd wymienili 32A na 63A, a kiedy i ten spadał, ktoś przepiął na 100A i nawet podpisał!...).

No ale jakoś obaj, jako kumple-brygadziści, nie eskalowaliśmy sprawy wyżej...

A rzeczone kombinerki nadal mam, na pamiątkę, że opisywanie urządzeń jest WAŻNE. Metody ich odłączania też. Ale to wszystko było dawno i nieprawda.

Szczypięże





igor
Sun, 16 Jul 2023 09:11:59
@restauracja samochodowa (w skrócie drive-in?)

Nie mam takich umiejętności i doświadczeń, ale miałem niedawno kupę satysfakcji, gdy zdiagnozowałem problem skuteczniej, niż komis-warsztat w którym kupiłem samochód. Dali gwarancję i faktycznie naprawili, tylko musiałem im pokazać co się zepsuło. Świeciło się "check engine", ale normalny skaner OBD nic nie pokazywał. Znalazłem apkę, która pokazała.

@opisy kabli

Moja pierwsza praca to był lokalny dostawca internetu. Instalator nie opisał kabli, więc stopniowo to ustaliliśmy metodą "odłączymy i sprawdzimy kto zgłosi problem".

Bogdanow
Sun, 16 Jul 2023 09:14:13
Dokładnie raz w życiu ciąłem kabel pod napięciem. Co więcej nożem. W 2005 r. NIGDY WIĘCEJ. Też tam ten nóż do dzisiaj. Odziedziczyłem po koledze który już nie żyje.

Jak sobie to przypomniałem to przypomniał mi się zabawny fakup. W tym samym miejscu co powyżej.
Był sobie taki burdelnik-niby-rozdzielnia. Jeden kolegów BARDZO i NATYCHMIAST zapotrzebował wtyczki, a na podręcznym magazynku nie było.
Wpadł do burdelnika. I tam między innymi była jakaś tam listwa z gniazdkami. Koło gniazdek leżał sobie luźny niepodłączony kabelek z wtyczką. I kolo zobaczył niepodłączony kabelek z idealną wtyczką. Uciachał radośnie (skoro i tak niepodłączone to nic się nie stanie!) i pobiegł z pozyskaną wtyczką. Chwilę później wrócił inny koleś żeby podłączyć to bardzo ważne urządzenie które na chwilę odłączył z uwagi na coś tam.
Ale popadł w stupor bo nie mógł wtyczki znaleźć.

Codiac
Sun, 16 Jul 2023 10:57:00
Jejku jej, ile dobra!

Na samochodach się nie znam, ale czy nie można było ogarnąć takiego ECU gdzieś w UK, zarezerwować po czym wybrać się i odebrać osobiście? Sprzedawca by nie miał wytłumaczenia, że się nie chce bawić z cłami i resztą, bo kupowałbyś to jako lokals. I tylko trzeba by było to sobie przewieźć do Irlandii (ale na pewno są promy).

@Dziwna konfiguracja maszyn
O, to moja działka. Może nie bawiłem się nigdy w coś tak skomplikowanego (głównie dlatego, że nigdy nie działałem z PLC), ale różne rzeczy w życiu robiłem i coś tam wiem. Istotnym problemem takich konfiguracji - o czym się właśnie przekonałeś - są SPOFy. W dodatku taka konfiguracja ma cechy połączenia szeregowego, czyli każde miejsce potencjalnego spierdolenia jest niezależne od pozostałych. Niektóre elementy zapewne mają redundancję (np. infrastruktura VM stoi pewnie na serwerach z kilkoma wyjściami sieciowymi. Ba, może nawet na clustrach), ale mam dziwne wrażenie że kluczowy element nie. To znaczy ten fizyczny PC. A tam się może spierdolić milion pięćset dwa dziewięćset rzeczy. Poczynając od pojedynczych wyjść sieciowych, poprzez pojedyncze dyski twarde aż po pojedyncze zasilacze.

Z ciekawostek, nawet jak się ma na to jakieś procedury, to ludzki czynnik potrafi je spierdolić. Ja tak kiedyś zrobiłem (na obronę mam to, że przypadkiem). Otóż w jednej lokalizacji stał sobie mały PC robiący za firewall. A że warto mieć backup to tak średnio raz na miesiąc wyłączałem go, podłączałem drugi dysk i robiłem pełne klonowanie. No i coś w nim zaczęło szwankować. Na dysku wyskoczyły błędy, konfiguracja się nie spinała i nie działał jak trzeba. I tu popełniłem błąd, bo zamiast sklonować najpierw zapasowy dysk to go podpiąłem i odpaliłem. A jednocześnie dotknąłem wtyczki od zasilania, która siedziała jakoś dziwnie (i prawdopodobnie była przyczyną oryginalnego problemu), coś pstryknęło, komp się zresetował... i na drugim dysku miałem nagle ten sam problem co na pierwszym.
Niemniej i wam i klientowi mogę zalecić, żeby jednak wypracować sobie jakieś procedury i narzędzia redundacyjne, żeby wyeliminować SPOFy. Bo wszystko pięknie póki całość działa albo trafiają się małe błędy. Ale jak pierdolnie dysk czy pyknie zasilanie (nawet tymczasowo, bo ktoś wyłączy np. nie ten bezpiecznik), to może nie być wesoło. Albo i wesoło, jak ktoś lubi. Mnie się kiedyś zdarzyło naprawiać zamek elektroniczny, według znalezionego w szufladach schematu, bo producent już nie wspierał (za stary) a zamek przestał działać gdy nam w nocy prąd wyłączyli.

"BTW dlaczego ja nigdy nie napisałem mega-rantu na te wszystkie RJ + 8 żyłowe kable "ethernetowe", które są mega-martnotrawstwem i mega-badziewiem jednocześnie"
Ale właściwie co do nich masz? Nie żeby były idealne i owszem, do starszych sieci wystarczają spokojnie 4 żyły, ale w gigabitowych już wszystkie osiem. Jeśli się trzyma standardów to jest całkiem spoko. A jak się nie trzyma to wszystko można spierdolić - chociaż mój ulubiony przykład to akurat faktycznie ethernet i goście którzy kładli sieć w budynku w którym pracowałem (tym samym, w którym stał wspomniany wcześniej firewall). Otóż gdy rozkręciłem gniazdko które mi coś słabo działało moim oczom ukazał się taki widok:
- Kabel dochodził sobie spokojnie do gniazdka
- Następnie z dobrego metra kabla ktoś ściągnął izolację
- Porozplątywał wszystkie żyły osobno
- Zwinął całość w kółeczka na dłoni i wcisnął do przestrzeni za gniazdkiem
- Żyły były podpięte jak tam się monterom uwidziało, byle się zgadzało po obu stronach.

Z przygód typu: co to właściwie jest i dlaczego tak opisane. Pracowałem przez parę lat w zespole administratorów serwerów wintel (istotne, same maszyny na Windows). Mieliśmy swoich odpowiedników w USA i się nawzajem wspieraliśmy w godzinach nocnych. Kiedyś dostaliśmy zgłoszenie, że jeden z ich serwerów nie działa, a że to było u nich wczesne rano to postanowiliśmy spróbować naprawić (normalna rzecz). Ping przechodzi, serwer odpowiada. Ale zdalne podłączenie nie. Wbiłem przez ILO - dodatkowy interfejs pozwalający działać jakby się było na miejscu - i zobaczyłem ekran który nic mi nie mówił. Ani nie reagował na cokolwiek. Zwiecha? Posłałem Ctrl-Alt-Del myśląc, że wywołam managera a tu... ekran logowania linuxa.
Bo nasi koledzy w Stanach wzięli parę serwerów linuksowych tylko nas o tym nie poinformowali.

Z prądem z kolei miałem przygodę której nie chciałbym ponawiać. Mieliśmy pod opieką dwa piętra w budynku który był... dziwny. Nie wiem co było tam z instalacją elektryczną, poza tym że gniazdka potrafiły wystawać ze ściany i wisieć na drutach (a ludzie pytali nas czy może im to naprawić, w końcu informatycy i to ich działka, co nie?). Budynek nie miał też za bardzo ethernetu, albo miał jakiś szczątkowy i np. drukarki były podłączane przez takie przełączniki fizyczne - każdy komp miał własny kabel LPT do przełącznika, ten już jeden do drukarki, pstryczek pozwalał ustawić które gniazdo było aktywne.
No i w jednym pokoju mieli przełącznik na dwa komputery a samych maszyn trzy. Jedna nie miała dostępu do drukarki a bardzo chcieli. Dostałem zlecenie wymienić im ten przełącznik na czterogniazdowy. Prosta sprawa.
Odłączyłem stary, podłączyłem do nowego drukarkę, pierwszy kabel, drugi, wziąłem trzeci i podpiąłem do ostatniego komputera i chciałem go dać do przełącznika. Tu istotne, wszystkie komputery były wyłączone, ale nie odpinałem ich przecież od prądu. Gdy kabel znalazł się o centymetry od gniazda poszła jakaś iskra i gniazdo się spaliło. Ja zdziwiony, ale hej, mam przecież

Bogdanow
Sun, 16 Jul 2023 12:11:48
@mały PC,

Gdzieś tam był sobie mały PC robiący za serwer plików. To nawet była całkiem porządna maszyna, ze sprzętowym kontrolerem i 4 dyskami w RAID 10. Tylko bez kieszeni hot-swap. No i pewnego dnia jeden z dysków padł. Ktoś po piątej poszedł z zapasowym dyskiem, ładnie wyłączył maszynę, otworzył obudowę. I wymienił niewłaściwy dysk. Zgadnijcie KTÓRY.

doxa
Sun, 16 Jul 2023 12:25:02
Trzeba mieć przyjaciół w różnych jurysdykcjach, którzy ogarną odbiór przesylki i wysłanie dalej. Albo poprosić o pomoc na blogu. Albo znać myki. Na przykład w USA jest firma, do której wysyła się 'lokalnie' część, oni nalepiają nalepkę, generują kwit celny i wysyłają lotniczo lub morsko paczkę do Polski. Myślałem, że to oczywiste.

Bogdanow
Sun, 16 Jul 2023 15:59:13
W Niemczech też jest (mailbox.de), bardzo pożyteczne jak się potrzebuje cosik, czego sprzedający nie chce wysłać do PL.

Boni avatar Boni
Sun, 16 Jul 2023 16:35:51
@ogólnie o kupowaniu ECU do 20 letnich egzotyków

Krewnych i znajomych to mamy w UK i PL, wysyłka to nie był ten największy problem, tylko raczej a) diagnostyka (najpierw łącza między ECU a immo, potem komp-immobilizator, potem ECU) b) właściwy ECU, bo jest zylion pokrewnych acz różnych, od LSów, od prawa/lewa kierownica c) zaufanie, że szrot w ogóle wie, co sprzedaje i od jakiego lexi 430, bo byli tacy, co nie wiedzieli, no i na końcu d) wola wysłania na koniec świata, gdzie się spada z krawędzi.

@cięcie nożem kabla pod napięciem

Łoj, to się w mojej bogatej karierze nie zdarzyło... o_O

BTW mniej śmieszna akcja w typie jak mojej, z cięciem szczypcami, była na tym samym obiekcie, o jedno pomieszczenie ode mnie elektryk z ekipy [2] o mało nie zginął. Przy przenoszeniu warsztatu mechanicznego (betonowe podłogi, nieźle uziemione...) po paru latach, w inny kąt budynku zaplecza technicznego, dosłownie przez korytarz od naszego warsztaciku automatyki i magazynku elektryków, doświadczony elektryk miał odłączyć do przenosin większe maszyny, szlifierkę, tokarkę itp. Wyłączył wyłączniki na rozdzielni obok, zabytkowo-skrzynkowej, słabo opisanej w czasach budowy; nie chciało mu się odkręcać skrzynek, wyciągać bezpieczników (zapewniać tzw. "widoczną przerwę izolacyjną") itd. i od razu wziął się za obcinanie kabli. Przy drugim mało nie zginął, tj. wkoło było ze 4 ludzi, mechaników, drugi elektryk itp. i nikt nie zauważył, że R. "złapał" prąd i zacisnęło mu ręce na kablu i obcinaczkach (bo wyłączył niewłaściwy wyłącznik) i "zaczęło mi się ściemniać i bardzo bolało". Dopiero kiedy zaczął się przewracać, ludzie zauważyli, że jest chujnia. Przewracając się, wyrwał się spod napięcia, ale zrobił się dym, krzyki i zamieszanie, i przyszło go nieco ratować - nie stracił oddechu czy serca, ale przemieliło go przez te 5 czy 10s znacznie. Oczywiście, w PL '90 nikt nie zrobił z tego protokołów, czy prewencji, "bo byłaby jego wyłączna wina (i kara)".

@Codiac

Ogólnie, sorki za ucięcie komentarza, ale paranoiczny engine ucina około 6000 znaków, jako rzecze smallprint przy polu edycji komciów.

@małe iskierki na złączach, podpięcie dysku backupowego bezmyślnie, linux-niespodzianka itp.

No to jest "normalne życie IT", znaczy, na pewno nie "codzienne", ale od czasu do czasu shit happens. BTW w mojej branży opcja redundancji, czy unikania SPOFów to działa tak jakoś w 90% przypadków. A w pozostałych 10% nie ma takiej opcji, z powodów technicznych i/lub ekonomicznych.

@RJtki

Do sp...nej przez dekady, i nadal w większości zastosowań (bo kto ma NAPRAWDĘ gigabit od prawa do lewa? no przecież dalece nie wszyscy) kwestii zbędnej połowy kabla, dochodzi gówniana jakość BY DESIGN. Przecież to było IIRC złącze wymyślone przez Bella "na złość" nadzorowi, kiedy rząd USA nakazał unifikację wtyczek telefonicznych, w tym modemowych (bo wcześniej to była powszechna polityka jak Appla, każdy dostawca z własną wtyczką i zero kompatybilności czegokolwiek). To jest najtańsze, najbadziewniejsze, najluźniejsze złącze świata. Nie pamiętam już dokładnie, ale mam silne wrażenie, że oryginalna przewidywana trwałość wetknij-wyjmij była ze 30 razy? Super-profi-industrial, pozłacane, zaciskane udami dziewic przy pełni księżyca, mają ze 100 czy 150 razy gwarantowane? To było ledwie OK jak się podpinało tym telefony z tarczą czy mainframe w 1980, ale przecież nie jako paczkordy agile IT >2000r.

@koleżeńskie oberżnięcie wtyczki itp.

"Najweselsze" to było chyba jak elektryk, z ekipy z przypisu [2], wcześniej, w czasie wykańczania zakładu, przyszedł strasznie wk... i mówi, że kładł kable na korytarzu technicznym, pod jakieś wihajstry (korytarze dłuuugie przez całą halę, 6 szeroki, 4m wysoki na poziomie hali, nad tym 2m korytarza technicznego z rurami itp., takie H z mur-betonu, reszta hali stal-panel), i wciskał z góry przewód przez wywiercony otwór, do korytarza na dole, do zejścia na nowy wyłącznik, czujnik, czy inny fajans. No i tak normalnie to wciskał parę metrów, aż poczuł luz (kabel doszedł do podłogi korytarza dolnego), po czym przeciskał się do rozdzielni z 50m "w tył", obrzynał kabelek, i znowu rozciągał z bębna, do następnej dziurki, "opuszczał" na dół itd. (potem wszystko dokładniej układano w korytach, mocowano, itp). Ale przy którejś dziurce wciska i wciska, i jakoś tych metrów poszło na dół nie 4 czy 6, ale jakby przez ręce już przepuścił ze 20m. Miał "co jest?" i poszedł na dół (co było upierdliwe i daleko do schodków, tylko na końcach korytarzy/hali), zobaczyć ile zeszło na dolny korytarz, i co jest grane. I mówi tak "Ty, otwieram k... drzwi schodków, i widzę ze 100m, w korytarzu, jakiegoś ch... z firmy X (budowlano-wykończeniowej), który se na rękę nawija mój przewód i już ze 150m zawinął!! A jak mnie zobaczył, to urżnął kabel i spier... w podskokach, nie dogoniłem go!". Co się pośmieliśmy, to nasze, ale potem była kwestia, czy iść bić się o ten kabel z firmą X, czy jak, bo przecież jesteśmy na Podlasiu, nawet jakby ktoś kogoś za rękę złapał, to złapany krzyczałby, że nie jego ręka. A w okolicznościach jw. to nikt z X nawet by nie chciał gadać o jakichś znikniętych 100m przewodu 3x1.5mm2, na budowie, gdzie magicznie znikały spychacze... Więc machnęliśmy na to ręką.

Codiac
Sun, 16 Jul 2023 17:09:42
Nie ma za co przepraszać. To ja, głupi, nie zauważyłem. A rozpisałem się jak... khe, khe, też głupi ;-)

Ale to może dokończę tylko tę historyjkę o przełącznikach. poszła iskra i spaliła gniazdo. Ja w mgnieniu oka uznałem, że przecież jest jeszcze jedno (dosłownie, podjęcie tej decyzji i przejście do wykonania zajęło mi mniej niż napisanie tych słów teraz) i spróbowałem podłączyć tam. Tylko tym razem przypadkiem dotknąłem chyba śrubek do przykręcania kabla. Walnęło, huknęło, korki wywaliło na całym piętrze (znaczy taki chyba był bezpiecznik) a ja przez chwilę siedziałem zdezorientowany po solidnym kopnięciu.
Nadal nie wiem co tam było nie tak, ale nigdy wcześniej i nigdy później nie zdarzyło mi się, żeby komputery podpięte do różnych gniazdek w tym samym pokoju działały w ten sposób i mogły wywołać taki efekt. Ale dzień w którym nie musiałem już nigdy więcej obsługiwać tego budynku był dla mnie bardzo szczęśliwym.

Boni avatar Boni
Sun, 16 Jul 2023 17:36:28
@Codiac

@iskierki między kompami, drukarkami, itp. i nie na zasilaniach.

Czasem to coś bardzo dziwnego i/lub groźnego na zerowaniu/uziemieniach (widywałem 80V różnicy "z mchu i zgniłych liści" powstające...) ale IMHO najpowszechniejsza przyczyna, to zasilanie dwu stron pomieszczenia itp. z dwu faz 3 fazówki.

Takie coś też mi zafundowali koledzy na warstacie z [2], mieliśmy na automatyce ciąg "stołów" warsztatowych, jak wielkie biurka. Była firma Z., która zaczęła od serwisu wypasionych skomputeryzowanych wag na zakładzie (bo byli przedstawicielem na PL), a potem sprzedawała mi małe PLC, robiła małe fuchy na obiekcie, itp. Bardzo kumaci automatycy+IT, właściciele-główni inż. dwaj bracia w średnim wieku. I tak kiedyś zakwitali mi na warsztacie, nad ich najtrudniejszym i największym projektem (jak pospinać wagi X z drukarkami Y i z centralnym serwerkiem trzymającym wzory etykiet itp., wszystko na dziwnych RSach z proprietarnym protokołami z czapy), jakoś wieczorem, czy już nocą, ja im tylko kibicowałem. Motali się na tych stołach z kawałkiem tej "sieci" (węzły - małe PLC, wersja z wypasioną komunikacją, serwerek PC), coś tam gadali, ja siedzę tyłem-bokiem nad swoim pecetem, nagle z tyłu zapada taka charakterystyczna cisza, i "Andrzeju, czy ty też widziałeś te iskierki?? - Tak, Januszu... Panie Boni, ma pan jakiś zapasowy komputer? Bo w tym, zdaje się, odstrzeliliśmy wszystkie RSy...". Coś tam przepinali w pośpiechu, włożyli wtyczki w zasilanie drugiego stołu, który był na innej fazie, no i RS232 na płycie głównej nówki wypasionej 486DX ;D wyleciał totalnie w kosmos. Musiałem im oddać do projektu mój biurowy desktop, a ten wywalony poszedł później do czegoś, jak mu dokupiliśmy kartę RS...

Przybiłem potem elektrykom, którzy tak "mąndże" podzielili mi zasilanie stołów, figginy do najbliższego drzewa, ale IIRC nie zmądrzeli od tego.

janek.r
Sun, 16 Jul 2023 20:33:26
@palenie kabli
Na MIMUWie kiedyś elektrycy prozaicznie podłączyli w jednym gniazdku fazę do kołka uziemiającego. Akurat łączyłem dwa komputery w sieć kablem koncentrycznym. Więc wkładam rękę za komputer, wymacuję gniazdko i wtykam w nie ten kabel. Mnie lekko trzepnęło, ale w komputerach było sporo do wymiany - chyba w jednym karta sieciowa, w drugim płyta główna.
@dziwne połączenia
W zasadzie pracę wykonuję teraz z działki, gdzie sieć mam przez telefon i to niestety LTE (szkoda mi pieniędzy na telefon 5G, skoro jestem na granicy zasięgu). Więc vpn, zdalny pulpit i mam u siebie ekran mojego komputera z windows w pracy. Część zadań wykonuję na linuxie z którym też się łączę przez zdalny pulpit. W domu mam szybkie łącze i na komputerze mam odpalone dwa zdalne pulpity, a tutaj się tak nie da. Więc na windowsach pracowych odpalam ten linuksowy pulpit, co w zasadzie działa, ale wrażenie bywa porównywalne z wiercenie otworu za pomocą kilkumetrowego drutu włożonego do wiertarki - wszystko jest jakieś wiotkie.
@restauracja
W moim starym odtwarzaczu bluray przestała się wysuwać szuflada na płyty. Zbyt rzadko używam odtwarzacza, żeby chciało mi się kupować nowy, zwłaszcza, że obecne budżetowe BR nie mają wyjść analogowych.
Po rozebraniu urządzenia przekonałem się, że lekki ucisk dwoma palcami na napęd BR przywraca wysuwanie szuflady. Może się jakieś kółko zębate lekko ukruszyło, nie wiem.
Zmajstrowałem więc prowizorkę - dwa kołki drewniane, dwie trytytki i DZIAŁA.

Codiac
Sun, 16 Jul 2023 22:06:43
@Dziwne zasilanie
No właśnie słyszałem wtedy, że to coś z dziwnymi fazami na różnych ścianach. Ale moja znajomość elektryki ogranicza się do podstaw obwodów, czym są fazy w praktyce nie łapię w ogóle (w teorii minimalnie, wiem że to przesunięcie na wykresie, ale na czym to polega już w gniazdku to nie wiem). Wiem jakie były efekty, te odczułem na własnej skórze :)

@Wielokrotne połączenia zdalne
Każde połączenie zdalne narzuca swoje opóźnienia. I nawet nie chodzi o to, że potrzeba czasu na przesył danych w sieci, ale głównie wywala się grafika. To znaczy jeśli łączymy się do maszyny A i z niej do maszyny B, to maszyna B generuje u siebie swoją zawartość ekranu, przesyła ją do maszyny A, ta musi ją najpierw wyświetlić, a potem to co jest wyświetlane staje się _częścią_ jej zawartości ekranu, która znowu trafia do postaci danych i jest przesyłana do użytkownika. Sam ekran zaś odświeża się powiedzmy że 60 razy na sekundę. Więc cała ta kupa danych jest wielokrotnie składana i rozkładana.
Nawet przy takim prostym podwójnym połączeniu można się liczyć zarówno z konkretnym opóźnieniem w przekazywaniu danych z interfejsów (w obie strony zresztą). Ale spójrzmy na to z pozytywnej strony - można dzięki temu doświadczyć namiastki tego, co ma NASA sterując jakimś pojazdem na księżycu. Tam opóźnienie wynika z innych przyczyn, ale efekt jest podobny.


Boni avatar Boni
Sun, 16 Jul 2023 23:48:28
@podłączanie zasilań z różnych faz

Sama 3-fazówka w sensie zasilania, to pryszcz, ale rozważanie takich dwu jednofazowych PCtów or compatible, zasilonych z dwu różnych faz, A PRZY TYM z niejasnym rozwiązaniem zerowania, uziemienia, izolacji galwanicznej (a najpewniej jej braku) od ich niskiej strony zasilania, istnienia lub nie barier galwanicznych w torze danych itp. którym próbujemy spiąć te dwa urządzenia, no to już można se esej napisać, czy inny doktoracik. W teorii, przy porządnych rozwiązaniach wszelkich punktów jw. nic nie powinno się stać, nawet przy spięciu dwu dziwolągów jakimś łatwym do zabicia RS232C. W praktyce, szczególniej na rozległych, ważnych obiektach, albo w niejasnych okolicznościach, używa się wyłącznie światłowodów (np. wszelka energetyka zawodowa z jaką miałem do czynienia, gdzieś tak po 2000r.), a przynajmniej optoizolacji czy transformatorów w torach danych, kiedyś takie rzeczy były powszechne.

Np. pewnie nikt już nie pamięta, dlaczego MIDI było wypasem i wygrywem dawnych łączy danych, acz wtedy kosztowne - tam była optoizolacja z definicji, na tamte czasy nietrywialna, bo to było wtedy szybkie łącze; ale gwarantowała, że a) pospinanie do kupy databusów studia czy sceny nie generuje przydźwięków, szumów itp. b) nie występują sytuację "Andrzeju, czy widziałeś iskierki??" i nie jakiś pecet, ale wewcholerę drogie syntezatory czy sekwencery można zdać na złom.

BTW z podobnych powodów jw. zawsze warto pamiętać o dobrej praktyce podłączania ekranowania kabelków (tj. do masy) z JEDNEJ strony, a nie z obu stron, nieświadomie czy świadomie ("brakuje mi żyłki dla GND, puszczę ekranem..."), robiąc z ekranowania przewód zerowy. Którym nie tylko może coś w.cz. latać, generując szum w kablu, nawet w patentowanie-gwarantowanej skrętce, ale też nagle można ekranem zmostkować jakieś dziwne zasilania jw. rozważane, czy nawet "tylko" prądy błądzące, na dziwnych rozległych obiektach. A jak nagle długi przewód sygnałowy zaczyna dymić i jego rdzeń w oplocie-ekranowaniu wyłazić z powłoki, jak wąż w wylince, no to raczej nie jest zabawne - a mówiłem koledze, że nie podłącza się ekranu z obu stron, szczególniej na 40m, szczególnie między pop... kotłownią a węzłem ciepłowniczo-chłodniczym, gdzie nawet normalnie było nienormalnie, w sensie zasiań i uziemień, a od święta, panie, prawdziwe cuda się działy. "Wiedział lepiej" i solidnie zarobił spec-wtyczki z obu stron, łącznie z ekranem; no zaraz zyskał obycie i wiarę w me słowa, tylko 50m przewodu i pół dnia roboty było szkoda.

Codiac
Mon, 17 Jul 2023 10:44:27
Panie, co to jest pół dnia roboty i 50m przewodu, kiedy w zamian zyskuje się bezcenne doświadczenie? :)

Boni avatar Boni
Mon, 17 Jul 2023 11:32:10
@Codiac

Tru, a jeśli nikt przy tym nie zginął, czy nie został uszkodzony, to już wogl, wypas z wyczesem.

W sumie tylko dwa razy w życiu widziałem jak żyły/rdzeń z kabla wychodzą, ten sygnałowy na kotłowni, bardzo wolniutko i malutko dymiąc, no i drugi raz zwykły 3x2.5mm2 czy coś w podobie, wyszedł z siebie ZNACZNIE szybciej i z większą ilością dymu. Kabel do nowego rzędu dużych przemysłowych lamp-jarzeniówek na hali jw., wszystko włączone na próbę, czy wyłączniki i lampy banglają, przed dopieszczeniem na strychu, pozamykaniem korytek, itp. No i lampy jakoś nie chciały się zaświecić, więc leniwa dyskusja przez radio, kto i gdzie coś spieprzył, tylko że po chwili mieliśmy jw. widowisko i fajerwerki na strychu... Któraś lampa miała fabrycznie coś źle skrosowane w środku, IIRC zwarła wszystko swoim heavy duty dławikiem, a że to był długi przewód + dławik = duża impedancja na pętli zwarcia, więc bezpiecznik niestety "trzymał", i z kabelka i lampy powstał grzejnik znacznej długości, mocy 4 czy 5kW.

Mon, 17 Jul 2023 14:37:31
Pierwszy raz w życiu widziałem kabel wychodzący z izolacji PCV i generujący kłęby gryzącego dymu w ogólniaku, w pracowni fizycznej, gdy na tablicy rozdzielczej, wyposażonej (nie wiadomo właściwie po co) naprawdę spore trafo z prostownikiem, zwarliśmy + i - i włączyliśmy heblowy włącznik.

Lekcja nie odbyła się z powodu wietrzenia sali. Szczęśliwie, nauczyciel wykazał pewną dozę zrozumienia dla dociekliwości naukowej młodzieży, i zrugał nas tylko umiarkowanie (choć nie bez znaczenia zapewne był fakt, że sam zostawił nas tam bez opieki...)

Codiac
Mon, 17 Jul 2023 16:31:20
Gdy pisałem swój pierwszy, przydługi komentarz, miałem dodać jeszcze jedną anegdotę a propos SPOFów. Zapomniałem (i dobrze, bo i tak za dużo znaków nastukałem), ale teraz może się podzielę.
Planuję wymianę sedesu. Przede wszystkim spłuczki, która jest stara i szwankuje (nie, nie drozelklapa!). Ale żeby coś z tym zrobić to dobrze by było móc odciąć wodę, co nie?
I w tym cały sęk! Otóż układ wygląda tak. Leci sobie rura z zimną wodą. Zawór 1, licznik, rozgałęzienie za którym jest zawór 2, na części idącej dalej do mieszkania oraz zawór 3 na drugiej, tej która idzie do spłuczki.
Problemy:
Zawór 3 nie działa w ogóle. Pokrętło nawet w nim nie siedzi, można je wyjąć bo jest uje... urwane. Dobrze, że woda nie leci.
Zawór 2 nic nam nie daje, no bo odcina ten kawałek rury, który idzie do łazienki, kuchni, etc.
Zawór 1 odcina wszystko ale... też jest z nim coś nie tak. Konkretnie da się go przekręcić jakoś o połowę a potem się blokuje. Próba naparcia przy użyciu cięższych narzędzi (kombinerki, większe klucze) skończyła się tak, że oba skrzydełka nakrętki ogłosiły niepodległość. Konkretny kawał metalu a jednak pękł jakby nigdy nic.
Więc jakiś czas temu postanowiłem dokupić jeszcze jeden zawór i wężyk i zamontować go za zaworem 3. Nawet dobrze wybrałem wielkości, wszystko do siebie pasowało.
Tylko nie wziąłem pod uwagę jednego - jak szybko zasuwa woda i jak ciężko będzie to zamontować. W rezultacie zalałem sobie konkretnie ubikację zanim udało mi się wreszcie wcisnąć jedno w drugie i dokręcić. Robiłem to na otwartym nowym zaworze, oczywiście, ale i tak ciężko było sparować przy takim ciśnieniu.
Na szczęście mamy odkurzacz piorący (nie wiem czy z Kirgistanu). Świetnie się sprawdza przy odsysaniu wody!

Boni avatar Boni
Mon, 17 Jul 2023 16:58:17
@kuba_wu

A propos wyłażenia żył z PCV, to na tamtym strychu hali, między zylionem innych pouczających akcji, była też taka: podpinając tymczasowo coś tam wzg. niedużego, ze 2kW, na 20 czy 30m, nieobyty elektryk stwierdził, że szkoda ucinać ten kawałek z rolki 200m, i zostawił rolkę pod rozdzielnicą na strychu. Tylko odwinął z niej te 20-30m, w założeniu, że za tydzień, jak się zwinie ten tymczas, to nie pójdzie do śmieci kolejne 30m dobrego przewodu. Za tydzień zyskał obycie, i dowiedział się, dlaczego tak się nie robi - bęben ciasno zwiniętego przewodu, z przelatującymi 10A, po tygodniu stopił się w jedną bryłę. Bo a) cewka b) być może wpływ grubej stalowej blachy, magnetycznie "miękkiej", na której leżała c) zwinięcie ciasno, w fabrycznej folii, kabla, którego obciążalność termiczną wylicza się w założeniach co najwyżej luźnego ułożenia w korycie, a i to nie na słońcu... Zamiast zaoszczędzić 30m, wyrzucił 200.

@Codiac

Tia, z tego, że od czasu pozbycia się domu w PL w zasadzie nie dotykam domowej hydrauliki dowolnego kalibru, to nawet jestem zadowolony. To znaczy, np. w obecnym domu, jakiś zabytkowy kran kuchenny, któremu się przycinał grzybek (rozpadający się ze starości oring) jeszcze poprawiłem; ale kiedy zaczął przeciekać zawór bezpieczeństwa przy piecu CO (piec-automat w kanciapie na zewnątrz domu, więc przeciek po dłuższym czasie wykryłem), to po chwili pomroczności jasnej, w której chciałem ten zawór wymienić, bo to trywialne (zero ciśnienia, dobry dostęp, zawór z byle sklepu), oprzytomniałem i dałem znak sygnał landlordowi za płotem, żeby ktoś to naprawił. I stała się szczelność.

W temacie jak twoje wymiany zaworów "pod wodą", to nie pamiętam kiedy ostatni raz się w takie coś bawiłem, może w pierwszym domu w '90. BTW istnieje lifehack w temacie, ale nieco ryzykowny - jeśli podłączenie za skopanym zaworem jest na nitce, która może być nieużywana przez dłuższy czas i wygodnie dostępna, można próbować gdzieś rurę z wodą zamrozić (np. kolanko). To znaczy, ostrożnie i tylko tyle, żeby nie waliła woda pod ciśnieniem, a "tylko trochę". Jakby co, kasa blogerska nie wypłaca odszkodowań za słuchanie głupich porad o zamrażaniu hydrauliki.

Codiac
Tue, 18 Jul 2023 12:39:16
@Zwinięte 200m.
Ech, to nawet mnie - laika - coś zmroziło jak przeczytałem, że zostawił całą rolkę. Może i się nie znam na tym za bardzo, ale o tym jak działa i jak jest zbudowana cewka jednak słyszałem.

@Hydraulika
Ja nie mam landlorda. Mieszkanie niby rodziców, ale oni dla odmiany mieszkają w moim. Trzeba sobie radzić samemu albo wzywać specjalistów. A przecież nie będę dzwonił po hydraulika do każdej pierdoły. Ba, jak ostatni raz wezwałem gościa do gazu to a) mało mi nie wykitował (okazało się, że to jakiś starszy koleś z problemami ze stawami a ja mieszkam na 5 piętrze bez windy) i b) wyciek naprawił, ale rurę od kuchenki mi wykręcił w odwrotną stronę i szafki nie wchodziły na swoje miejsce. I tak musiałem poprawiać.
Zamrażać jednak nie będę. I nie tylko dlatego, że to nieco ryzykowne - przecież wiem, że zamrażana woda zwiększa swoją objętość - ale również dlatego że to co zakładałem to miał być pierwszy działający zawór w szeregu trzech. Gdyby cokolwiek strzeliło to miałbym awarię do naprawienia której potrzeba by było wyłączać wodę w całym pionie.
Ale dzięki za tricka!
No i głównie to zadziałał mój nieogar. Byłem przekonany, że zrobię to szybko i wody nie poleci aż tak wiele. Miałem ze sobą wiaderko i przecież zaraz obok spłuczkę. Okazało się, że wiaderko zapełniło się szybko a spłuczka nie pomaga gdy próbuje się wcisnąć zawór na wężyk parę centymetrów od niej i dokręcić śrubę. A zanim się dokręci to woda wali na boki w miejscu łączenia (i odpycha zawór który ja próbuję przykręcić tym bardziej utrudniając całość). Cóż, tak się zdobywa bezcenne doświadczenie życiowe :D

Boni avatar Boni
Wed, 19 Jul 2023 10:47:25
@Codiac

@mrożon

Tylko ze dwa razy widziałem mrożenie rury, zapewne istotnymi czynnikami były zmysełki podlaskich hydraulików, ich wyjebka w temacie ew. pęknięcia rury ("i tak się naprawia, łotewa") oraz pod ręką były dwie wytwornice lodu technologicznego, każda jakoś tak 100kg/h. I wiaderko oraz szmaty.

@restauracja

W sumie, była niedawno jeszcze jedna akcja "odrestauruję to panu na zielono", ominąłem w notce, bo stare IT prywatne, więc hasztag a-co-nowego. Otóż silnik bloga był pisany i testowany na pehapie 5-niskie (przymiarki chyba zaczynałem na 4-wysokie), no i w końcu po ponad dekadzie, przy kolejnym upgrejdzie serwerów, chmur itp. więc i PHPa, już nie pamiętam do jak wysokiego obecnie, wywalił się nieco istotniejszy kawałek kodu i musiałem naprawić, niczym jakiś backendowy developer czy inne zwierzę. Sypnęło się parsowanie XMLi natywnymi funkcjami PHPa (notki i komcie są trzymane w XMLach), i to mam wrażenie, że dosyć poważnie/głęboko się zmieniło, bo nie same funkcje parsera, tylko jakby przekazywanie przez niego danych do tabel, krotek itp. i całe "indeksowanie" wkoło tych zagadnień. Ale kto by tam wnikał głębiej, odrestaurować, zapomnieć na następne 10 lat.

cmos
Wed, 19 Jul 2023 16:26:50
@boni
W kwestii formalnej: "ECU (główny komputer wozu)"

W dzisiejszych czasach każdy kawałek elektroniki w wozie to ECU, nawet ten kontrolerek czy pasy na tylnym siedzeniu zapięte.

@restauracja
A u mnie gwiazdkowcy wyciągnęli display z touchem do S-Klasy przy którym dobre kilka lat temu robiłem i powiedzieli, że teraz będzie w małym busiku dla rzemieślników, tylko trzeba będzie zrobić jego restaurację - podmienić trochę komunikacji i wywalić całe security. No i restauruję.


Boni avatar Boni
Wed, 19 Jul 2023 17:31:14
@cmos

@ECU

Wiadomix, oraz w lexusach itp. to już i 20 lat temu wszystko ma w "podtytule" ECU. Akurat ten główny w 430 rozwija się na "Engine and ETC ECU" ;D a napisałem jak napisałem, żeby ludzie świeccy też rozumieli, że przyszło wymienić "główny komputer wozu" a nie jakiś nie-główny, czy byle "Immobiliser ECU", który akurat działa nadal, tylko łącze szeregowe między nimi przestał gadać, jak widać z winy główniaka, a nie immo ECU.

BTW w SC430 immo ECU jest przymocowany zupełnie nie jak w Tojce/Lexi, tylko jak w jakichś poniemieckich pomiotach szatanów inżynierii - moduł wielkości paczki papierosów, za zegarami, dostęp taki sobie, do wtyczek przyzerowy; siedzi na solidnym blaszanym wsporniku, przykręconym do górnej wielkiej wypraski kokpitu, śrubkami na krzyżak OD STRONY SZYBY... (czyli montowali se ten immo ECU itp. do deski, jak była na ramieniu montażowym obok wozu, a potem sru, i wszystko do kabiny...). Nie mam full-serwisówki, ale jeśli wymiana immo ECU zaczyna się od "otwórz dach, wyjmij zylion kawałków drewna i dupereli, wyrwij całe podszybie", no to jest niespotykane, jak na japończyki. Oczywiście, zamiast deski, wyrywa się te śrubki wspornika z plastiku podszybia dowolnie wybraną metodą; nikt normalny nie wyjmuje deski rozdzielczej, żeby się do jakiejś wtyczki dostać.

janek.r
Thu, 20 Jul 2023 20:27:40
@Codiac
"Sam ekran zaś odświeża się powiedzmy że 60 razy na sekundę. Więc cała ta kupa danych jest wielokrotnie składana i rozkładana."
Zdalny pulpit w windowsach jest ostro optymalizowany pod względem transmisji. Podmiana całego ekranu (np. przełączenie obrazu na pełnoekranowy pdf z obrazem) trwa *kilka sekund*, mimo to przy normalnej pracy (np. wpisywanie tekstu) opóźnienie jest praktycznie niedostrzegalnego. Przypuszczam więc, że przekazywane są tylko zmieniane fragmenty ekranu. Nawet animowany kursor na ogół działa.

Boni avatar Boni
Thu, 20 Jul 2023 23:15:07
@RDP

Tam jest wiele różnych kompresji, na różnych poziomach i kanałach całego "protokołu" zdalnych pulpitów; jeśli kogoś interesuje, to u M$ jest taczka opisów do tego. BTW bywają ciekawe i/lub problemy, jak ktoś chce mieć true lossless obraz, nie daj boh z uczciwym FPS - do czego rozwiązania typowych "zdalnych pulpitów" nigdy nie były projektowane. Jakieś obrazki medyczne, wojskowe, itp. w real time itp. "ale mamy gigabitowe łącze, czemu nadal są artefakty obrazu!1! - no bo ten gwóźdź wymyślono niezupełnie do twojej ściany, ziom".

charliebravo
Fri, 21 Jul 2023 12:05:14
@notka
I wpis, i komentarze to piękno y dobro. Pięknie dziękuję Gospodarzowi i kontrybutorom za sporo zdrowego śmiechu.

@napięcia na sieciach
Jak przez mgłę pamiętam, że w czasach (polskiego) internetu łupanego moi koledzy majstrowali różne sieci osiedlowe (ale i sieci dla małych firm) na jakichś śmiesznych urządzeniach typu ArcNET albo nawet Centronicsy/RSy (w pracowni w liceum mieliśmy jako serwer 486DX z 16GB RAM i do tego w porywach do 7 PC XT było połączone czym się dało). I nasłuchałem się wtedy horror stories, co się nie paliło, albo jak już byli doświadczeni to sobie mierzyli różnicę potencjałów na kablu sieciowym ZANIM coś do niego podłączyli i nieraz wychodziło ładne pareset woltów bo coś było zasilone nie z tej fazy co trzeba a uziemienie...jakie uziemienie?

@protokoły kompresji
Jak latwo policzyć na palcach, zwykły film w Full HD to jest 1920x1088x24bitx30FPS czyli jakieś 188 milionów bajtów. Czyli gigabitowe łącze nie wystarczy. Akurat "siedzę" zawodowo w kompresji video, i sporą część testów mamy na "surowych" danych, bo chodzi o to żeby powtarzalnie sprawdzać "co z tego kompresor zrobi". Sam rozmiar danych testowych to jest DUŻY problem.

@"Tylko zmieniane fragmenty". Tak to miał staruszek MPEG-1 z lat 90, a nawet w jeszcze starszym JPEGu są elementy predykcji. We współczesnych kodekach (np h.264/5) WSZYSTKO jest kodowane przyrostowo, i to na różne sposoby. Np B-klatki są kodowane "w stosunku do" klatek z przeszlosci ale i przyszlosci! Ale nawet jak jest I-klatka (bez predykcji czasowej "do przodu" ani "do tyłu" to wewnętrznie jest predykcja na zasadzie "jak jestem w połowie klatki (w sensie raster-scan) to wartości - upraszczajac - pikseli nie sa bezposrednio, tylko w stosunku do juz zdekodowanych po lewej/z gory/z gory z prawej".

I to nie dotyczy tylko samych wartosci kolorow, tylko nawet metadanych kompresji. Wektor ruchu czy tryb predykcji nawet nie sa zapisywane bezposrednio, tylko na modelach statystycznych w stylu "z lewej bylo to, z gory bylo tamto, z gory/prawej bylo jeszcze cos innego, to najbardziej prawdopodobny jest tryb X, a jesli nie to escape code i..."

charliebravo
Fri, 21 Jul 2023 12:11:31
@kompresja
Aha, i sama kompresja jest lekko licząc 5-warstwowa:
- RGB -> 420 YUV (50% taniej, wiekszosc ludzi nie widzi różnicy)
- Transformata blokowa i kwantyzacja (to tutaj sie robi większość "stratności")
- Kompensacja ruchu i predykcja wewnatrz klatki (Inter/Intra w języku h.264/5)
- Modele probabilistyczne zapisywanych symboli
- Kodowanie entropijne (VLC albo AC)

Jeśli ktoś ciekaw, tu jest aktualna wersja h.265. Taka raczej gęsta proza :D

Boni avatar Boni
Fri, 21 Jul 2023 13:42:35
@kodowanie zdalnych dostępów OSów/SCADA/itp.

BTW jeszcze w sensie RDP, to poza tym cały kodekowym mambodżambo jw., plus oczywiście interakcji usera i coś w temacie "zdalnych" plików/OSu, to IIRC jeszcze dochodzą cache, cache wszędzie.

@podłączanie kompów po dziwnych "sieciach"

No troszkę było to ryzykowne, jw. w komciu ci smutni panowie z PLCs+PC na dwu stołach, czy jakieś sieci na RS485, bez optoizolacji, na obiektach przemysłowych, itd itd. Nie widziałem więcej niż 80V "na masie", a te 80V to akurat w okolicy porąbanego węzła cieplnego (był wyżej, przy paleniu kabelka ekranem), ale było to dosyć efektowne.

Bo szliśmy z R., kolegą bryg.-el. latem, na luziku, przez plac między wielką kotłownią a halą (od tej strony - węzły cieplne, parowe, megawatowe chłodnictwo itp), i nagle z dużych otwartych drzwi węzła wybiega kupa ludzi, naszych hydraulików i jakaś firma XYZ, drących ryje, i nieco w panice. CO JEST? Zauważyli nas i lecą z mordą "ZRÓBCIE COŚ BO NAS PRĄD POZABIJA!1!" - "ALE ŻE K... CO???". No to pokazują nam paluszkiem kłąb łańcucha, leżący na glebie (pomosty i najazdy koło zbiorników kondensatu na węźle); łańcuch z małym hakiem, od jakiejś wciągarki, znika gdzieś w górze, między zylionem rur i wsporników. "I co? - NO TU PRĄD I ŚMIERĆ! - No chyba was dydek boli, przecież to tylko łańcuch i od RĘCZNEJ wciągarki!!" (ostrożnie wypatrzyliśmy drugi koniec łańcucha, ręczna wciągarka przy "krokwi" hali, jakieś 5m w górę i 15m "w bok", bo łańcuch bardzo długi). I tu zniesmaczony R. kopnął ten kłąb łańcucha na ziemi, z którego nagle rzygnęło iskrami, jak z porządnej spawarki.

Na co naród zdecydowanie uciekł, a nam się zrobiło deczko zdziwnie. R. miał swoją torbę z całym sprzętem, więc ostrożnie szturchnęliśmy ten łańcuch paroma porządnie izolowanymi śrubokrętami, nadal sypał pięknie iskrami (w półmroku hali, ale jednak). Pomierzyliśmy, na ile się dało, między łańcuchem a pomostem, zbiornikami - około 80V stabilne; ale co innego 80V i jakieś 50mA, żeby odstrzelić RSy, czy "popieścić" delikatnego człowieka o niskiej oporności skóry, a co innego jakieś ampery, żeby rzygało jak mała spawara... Generalnie, w końcu uznaliśmy, że "nic tu nie ma"; po prostu rozchodzenie się prądów błądzących i po uziemieniach w trójkącie "trafo 1MVA chłodnictwa - uziemienia srakie i owakie węzła, pomp, itp. - przęsło rur i kratownic, nad placem, do kotłowni, z następnym trafo 1MVA". Tylko trudno było przekonać naród, że można do pracy na węźle wrócić (jak już przewaliliśmy ten łańcuch bliżej zawieszenia wciągarki; zrobiło się ze 30V i przestało sypać iskrami).

A tak w ogóle, to najbardziej ulubione połączenie po RS, w kategorii "trzymajmy kciuki, żeby nie wyleciało w powietrze", to mieliśmy prywatnie, między sąsiadującymi domami, naszym i teściów. Okolice Win98, szczytem prywatnych databusów na zadupiu podlasia był wtedy modem po drucie, ale raczej 33kb, a nie 56kb (i tak ledwo ciekły dane przez TePsę). Więc zwykły RS232C, między dwoma domami/PeCetami to było piękno y dobro, pozwalające pograć ze szwagrem w Duke Nukem czy Quake jedynkę, albo np. z żoną w Warcrafta dwójkę. Że to w ogóle stabilnie działało i nie zadymiło, bez żadnej izolacji galwanicznej, na 20-25m i przy niejasnych zasilaniach/uziemieniach obu domów, to był cud i więcej szczęścia niż rozumu.

Bogdanow
Sat, 22 Jul 2023 11:50:48
@gigabit;

Po ostatniej przeprowadzce użyłem wreszcie badziewia do robienia sieci pomiędzy gniazdkami elektrycznymi. Działa tak mniej więcej 60-80 Mb/s - ale w sumie mi to starcza i nic z tym nie robię od paru miesięcy. Ja się pytam, po co komu szybszy internet?;-)

@RSy;
Posiadacz kabla do łączenia komputerów po RSie przez jakiś czas był małym bogiem. Ale pamiętam że grało się bardziej w Warcraft 2.

@sieci;
Teraz to jest fajnie bo powszechne są szybkie interfejsy. Dwie dekady temu pełnilem dosyć podrzędną rolę w małym projekcie naukowym, gdzie trzeba było z aparatury jakiejś tam, zapisać 40 tysięcy odczytów na sekundę. I skończyło się na robieniu dedykowanej karty ISA do PC-ta.

Codiac
Sun, 23 Jul 2023 15:38:43
@zdalne ekrany
"Zdalny pulpit w windowsach jest ostro optymalizowany pod względem transmisji. Podmiana całego ekranu (np. przełączenie obrazu na pełnoekranowy pdf z obrazem) trwa *kilka sekund*, mimo to przy normalnej pracy (np. wpisywanie tekstu) opóźnienie jest praktycznie niedostrzegalnego. Przypuszczam więc, że przekazywane są tylko zmieniane fragmenty ekranu. Nawet animowany kursor na ogół działa."
Ale to tak działa dla pierwszego ekranu! Jeśli łączysz się do maszyny X a z niej do maszyny Y, to maszyna Y musi najpierw przesłać dane do maszyny X a ta dopiero je wyświetli na ekranie i wtedy swój ekran prześle do twojej maszyny. I tu już opóźnienia są dostrzegalne.
Trust me, byłem w grupie adminów ok 1000 maszyn wintel, regularnie robiłem np. wrzucanie poprawek na kilkadziesiąt-sto kilkadziesiąt maszyn w ciągu dnia i potrafiłem to robić łącząc się z domu do zdalnej maszyny a z niej do pięciu innych naraz - tyle się dawało opanować bez gubienia się co się na której robiło. Drugie zdalne połączenie to już są opóźnienia zauważalne gołym okiem, to kursor reagujący po sekundzie od wysłania komendy, etc.
Trzeba pamiętać, że transfer danych idzie w obie strony. Więc gdy ja naciskam literkę u siebie to najpierw to jest wysyłane do maszyny X, ona przesyła to do Y, Y wrzuca to na swój ekran, przesyła dane do X, ta wyświetla u siebie, przesyła do klienta... Połączenia tego typu mają wszelkie wady połączeń szeregowych.


Codiac
Sun, 23 Jul 2023 15:50:14
Tak to jest, jak się przeczyta jeden komentarz i na niego odpowie a potem czyta kolejne!

"BTW bywają ciekawe i/lub problemy, jak ktoś chce mieć true lossless obraz, nie daj boh z uczciwym FPS - do czego rozwiązania typowych "zdalnych pulpitów" nigdy nie były projektowane. Jakieś obrazki medyczne, wojskowe, itp. w real time itp. "ale mamy gigabitowe łącze, czemu nadal są artefakty obrazu!1! - no bo ten gwóźdź wymyślono niezupełnie do twojej ściany, ziom"."

No, to akurat nie jest jakieś szczególnie skomplikowane zagadnienie. Tylko dokładnie jak piszesz - nie ten gwóźdź, nie ta ściana. Różnego rodzaju streamingi lecą po UDP czyli protokole bez potwierdzania, bo domyślne jest tutaj podejście "a co komu przeszkadza jak jakieś ramki nie dojdą i człowiek nie zobaczy kilku klatek?" Jeśli leci ich odpowiednio dużo i odpowiednio mało się gubi to ludzkie oko nawet nie zdąży zarejestrować dziur, bo ma ograniczone możliwości poznawcze. A jeśli się gubi nieco więcej i człowiek rejestruje to będzie przycięcie obrazu, jakieś desynchro albo pikselizacja. To wszystko jest do przeżycia.
Ale jeśli chce się mieć _pewność_ że wszystko dochodzi, to nie można używać UDP, bo ten protoków z założenia nie daje pewności tylko wypycha ile da radę i się nie przejmuje. Wtedy trzeba lecieć po TCP z jego three-way handshake i potwierdzaniem każdego pakietu (oraz ponownym przesyłaniem każdego, który nie został potwierdzony w konkretnym czasie). I część zawartości pakietów jest wtedy zużywana nie na dane tylko na całą tę nadmiarowość i zabezpieczanie. Plus komputery muszą pilnować co dostały, czego nie dostały, co przesłać jeszcze raz - to ogranicza im przepustowość na poziomie samego klienta.
Albo trzeba się bawić w jakieś customowe rozwiązania, ale one też tego nie ominą. Jeśli chce się mieć pewność że coś doszło to komunikacja musi być obustronna i regularnie trzeba potwierdzać co doszło a co nie.
Więc to jest zawsze pytanie na czym nam zależy. I typowe zdalne pulpity czy streamingi to jest pewien kompromis między szybkością, ograniczeniem transmisji (bo diabli wiedzą po jakim łączy to chodzi, może po jakimś zdalnym i niezbyt mocarnym) i jakością.





 

Engine: Anvil 1.08   BS