Zużyłem nieco urlopu, żeby sczytać tom 1 "Labiryntu" jeszcze raz i zrobić wydanie "naprawdę poprawione", z korektą najgorszych błędów stylistycznych, ortograficznych i rzeczowych, jakie mnie gryzły (i was pewne też...), kiedy próbowałem te swoje wypociny ponownie poczytywać - także w kontekście pisania niemrawo Dalszego Ciągu. Niestety, były to konsekwencje próby "wyrobienia się" sprintem na koniec Roku Lema (a raczej konsekwencje tego, że za późno zacząłem projekt na serio), ponownie przepraszam za te niedociągnięcia.
Obecnie można
ściągnąć plik/pliki w wersji 1.02 (w nazwie: *_1_2, kody dostępu działają zupełnie jak poprzednio, itd.). Żeby było jasne: nie ma żadnych zmian fabuły czy treści, merytoryczna poprawka jest jedna i błaha (bo pszepani mnie się lewa-prawa myli, a co dopiero sterburta-bakburta), ale poprawiłem trochę błędów stylistycznych i ortograficznych. Nie mówię, że wszystkie (a interpunkcja pozostaje, hm, "w moim stylu"), ale mam nadzieję, że jakość nieco się polepszyła, i że będzie wam przyjemniej to czytać, po raz pierwszy lub ponownie.
Od strony wydawniczej, sprzedało się już kilkadziesiąt egzemplarzy!1one! (podpowiedź: dwadzieścia to też kilkadziesiąt). Od strony recenzji, przekroczony jest już poziom "rodzina i starzy znajomi", czasem pytają o albo chwalą "Labirynt" ludzie, których wcale nie znam, a którzy wydają się znać w temacie, tj. kochają twórczość Lema i znają ją na wylot. Mój target!
Na przykład tutaj jest przychylna recenzja (BTW to ciekawy blog w starym stylu, zupełnie jak tutejszy):
“Labirynt”. Recenzja jednej z najbardziej niezwykłych książek, jakie czytałem.
Nie jest to wszystko wiele, ale przy w praktyce zerowym marketingu z mojej strony, i tak mnie czasem zdumiewa. Co do marketingu, czy innych napinek wydawniczych, zapewne nie zmieni się nic w najbliższej przyszłości - zaraz koniec urlopu i wpadnę w normalny kierat pracy w domu i zagrodzie, i znowu nie będzie wiele sił i chęci na cokolwiek.
Ale na pisanie Dalszego Ciągu pewnie znajdzie się nieco woli i czasu.
Wszystkim - dzięki za dobre słowo.
PS. W recenzji powyżej linkowanej Xpil podnosi, że przydałaby się jakaś wizualizacja "Minotaura", pojazdu z książki, bo jest skomplikowany itd. Zgadzam się, że wyobrażanie go sobie z opisu, to zbędna męczarnia (choć staram się go opisywać jak najwierniej i najprościej, w pewnym sensie), a jeden obraz to 1000 słów. Stąd od dawna jest pewien plan, żeby zrobić wizualizację, ale chciałbym w jakiejś fajnej formie, adekwatnej do treści i "formy" przedsięwzięcia, tj. jakiś ładny blue-print albo "ręczny" rysunek techniczny, a nie byle obrazek ze SkechUpa czy CADa. Plan był dawno, ale wykon, to nieco inna historia -
kiedyś będzie, może poster do pobrania w hi-res, a może może nawet prawdziwy papier. Ale nie jutro i nie pojutrze.
PPS. Są też pytania o papierowe wydanie książki - niestety, nie planuję i nie będzie w dającej przewidzieć się przyszłości.