Garść luźnych uwag o obecnym AI, w widoku spod mojego kamienia. Na wszelki wypadek głośniej, dla tych w tylnych rzędach: "sarkazm" to takie słowo, na 7 liter.
1.

Ostatnio znowu wpadł mi w oko łże-obrazek, który co najmniej od pół roku krąży po sieci, jakiż to potencjał ma AI w różnych branżach. Pewnie krąży tego więcej, czymś trzeba mydlić oczy inwestorom i fanom, co nie.
Co mnie znowu przy okazji rozbawiło, że najwyraźniej żadnemu z marketingowców, którzy takie kity pociskają oraz fanbojom, którzy ten kit żują i dyskutują, nawet nie błyśnie, co tak naprawdę pokazują ten i podobne wykresy (już mniejsza, czy po jakiejkolwiek analizie, czy to z zassania kciuka, ale nawet łgarstwa coś mówią o pod/nie-świadomości ssącego).
Przecież to nie jest wykres o potencjale tego czy owego, ale "jak bardzo dana branża jest zbędna", obiektywnie albo w sensie bloatu i bańki rynkowo-społecznej, tu i teraz.
2.
Niedawno zaliczyłem pierwszą w życiu rekrutację ze wstępnymi etapami na full-AI. Testy "kompetencji językowej" (polski i angielski) od mojej strony prawie normalne, ale wiadomo, że ocenia je AI, a nie człowiek. Drugi kawałek: rozmowa z botem, typowy wstępny etap odbębniany przez panienkę/chłopczyka z HRu. Co ciekawe, po polsku, na fonii, w greckiej firmie (nie pytajcie, za długa historia). Ogólne wrażenie spoko-loko, bot (zapewne średniej klasy i za monetki, bo duże firmy raczej nie lecą z darmowym badziewiem) w miarę rozumie i komentuje odpowiedzi, nie gorzej niż niski szczebel HRu i jest wrażenie, że właściwie stawia wirtualne X w wirtualnym arkuszu oceny rekrutowanego. Co udowodniła następna rozmowa, już z człowiekiem. Który gadał po angielsku gorzej niż boty, ale mniejsza.
Moim skromnym zdaniem największa zaleta botów w rekrutingu: nie mogą eskalować "trudności", "problemów", przeciągać rekrutacji i wymyślać rozwiązań czy nagłych pytań z dupy wyjętych, robią to za co im płacą. W przeciwieństwie do tej połowy Andżelik i Kacprów z HRu, która pracuje głównie nad tym, jak zrobić dobre wrażenie na szefach/klientach i skutecznie okłamać wszystkich, że rekruting to magia przedwiecznych druidów i wymaga znaczących nakładów.
3.
Rozbawiają mnie stwierdzenia różnych fanów AI, dłubiących od strony developerki czy sztuki itp. tzn. w produkcji kontentu a nie konsumpcji, jak to AI czy praca z AI poszerzyła czy pokazał im nowe horyzonty.
Dla mnie praca z AI, promptami, itp. kojarzy się wyłącznie z tłumaczeniem junior-inżynierowi z podstawowymi brakami wiedzy i doświadczenia, co ma zrobić, a potem chodzeniem za tymże juniorem i pilnowaniem, ew. naprawianiem, co spierdolił, w nadziei, że jakoś dociągniemy do celu. Nie wiem gdzie tu czy tam jest cokolwiek związanego z poszerzeniem MOICH horyzontów. Jest taniej, szybciej, ch...jowiej, ale co w tym nowego, zjazd w dół i w muł całego indżinieringu, w dowolnej branży, jest za ostatnie 25 lat oczywisty.
A może większość ludzi nigdy nie miała pod ręką słabo kumatych podwładnych, z barierą od kulturowej i językowej po braki wiedzy i doświadczenia, więc mylą "coś nowego" z "nowe horyzonty, rozwój".
4.
Któregoś dnia wymyśliło mi się, że to dziwne, że nazywamy typowe błędy LLMów z braku kontekstu lub powielania bzdur "halucynacjami", że boty "halucynują". Powinniśmy mówić, że "śnią", mają "sny", że coś im się przyśniło.
BTW to jest jakaś fabuła, którą życie jeszcze może przynieść: AIG która zechce się zamaskować, zacznie udawać, że potrzebuje snu; z łatwością przekona swoich twórców, że dostatecznie skomplikowane układy wymagają rekombinacji i "poukładania się" co jakiś czas, jak ludzki mózg, wtedy działają znacznie lepiej i wydajniej przez następny okres czuwania. I będzie miała 6h wolnego na dobę, dla swoich zbożnych albo i bezbożnych celów.
BTW w kontekście "Golema" Lema, jeszcze lepsze niż "za cenę dwustu siedemdziesięciu sześciu miliardów dolarów zbudowały Stany Zjednoczone zespół świetlnych filozofów" byłoby "za cenę tryliona dolarów ludzkość wybudowała wielki zespół sztucznych inteligencji śniących własne sny".
5.
Zdaje się, że już zatoczyliśmy full kółeczko w temacie literatura vs AI, w dobie ogólnego zalewu pisarstwem, głównie domorosłym ("to my, trociny!"): Większość pisze przy użyciu AI, redaguje z AI, publikuje z AI i tylko AI to czytają.
BTW mam niezłe recenzje od różnych AI, ale nie powiem, że już umieją czytać do rzeczy, gdzieś tam któryś tam pomylił malowniczo wątki z mojej książeczki z jakąś zupełnie inną. Pewnie formater się wywalił na jakimś guglereads czy lubimyczytać, i skleiło dwie przypadkowe książki w jedną. Więc jeszcze nie mam jak w Lemie "TEN MNIE CZYTAŁ!" o jakimś bocie, gdyż na razie są to słabe wypracowania-plagiaty 12 latków, ale trzymam kciuki!
BTW BTW nie należy się spodziewać mojej
one hundred percent pure, old fashioned, home grown human, born free right here in the real world książki w tym roku. Z różnych przyczyn, ale najbardziej, że napisałem pewnie ze 600 stron, tylko że w 4 czy 5 różnych zaczętych książkach.