DAY   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2026-09-03, czwartek
Tagi:  szort, Vorin     
___________________________________

(Ciąg dalszy pomysłów a la "Ruch generała" i podobne fantasy. Poniższy kawałek dobrze pisało się pod poniższą muzyką, więc może lepiej się pod tą muzyką czyta. Chociaż może też potrzebne odpowiednie słuchawki czy kolumny...)




8.

Pieśń niosła ich w walce jak na skrzydłach, przecinali fale morza i fale możliwości. W najdalszym tle miarowo bił olbrzymi bęben i na zmianę huczały trzy wielkie rogi, tylko trzy tony. Nad tą linią basową wznosiła się miarowa i monotonnie powtarzająca się linia skrzypek, tradycyjnych marynarskich gęśli. A na to wchodził co pewien czas zaśpiew-solo Głównego Barda, rytmiczna szanta w nieznanym pradawnym języku, na przemian z solo na flecie, z najpiękniejszego snu o odległym rodzinnym domu, którego bronią.

Nikt tego tak naprawdę nie słuchał, nie słyszał, magicznie wzmocnionej pieśni, rozlegającej się na całym okręcie. Ale bęben bardów bił niczym serce „Orła”, w rytmie Pieśni walczyła cała załoga, od dalwidzów na bocianich gniazdach, przez obsady uzbrojenia i pokładów, przez zespół w centrum dowodzenia, przez obsadę napędu, po ostatniego majtka i kucharza.

W rytmie tak mocnej Pieśni nikt nie mógł się pomylić, nikt się nie bał, cały okręt i załoga zespalały się w jedną doskonałą machinę zagłady.

- ...Oddajcie mu z rufowych – zimno rozkazywał komandor Siena w centrum dowodzenia, zespół oficerów otaczał baterię luster i pulpitów, niczym kapłani ołtarz – Sternik, dwa w prawo. Co tam z acce dwójką?!

- Meldują, że robią co mogą, kilka minut – odparł porucznik artylerii, dotknął dwu lusterek przed sobą – Czwórka i piątka, grom!

„Orzeł” jęknął wszystkimi wiązaniami, dwa rufowe acceleranda wystrzeliły prawie na raz, półtunowe bełty z ogłuszającym trzaskiem poleciały we wrogi okręt, ponad trzy mile od nich.

- Jest dwa w prawo – rzucił sternik, zaślepiony w swoim hełmie.

Główny Jasnowidz w nadludzkim skupieniu korygował na swoim specjalnym pulpicie – astrolabium poprawki namiarów wroga, w funkcji ich i tamtych manewrów, w najbliższych minutach przyszłości. Demony niestrudzenie mapowały poprawki do przeliczników celujących pięcioma ciężkimi wyrzutniami okrętu.

- „Jastrząb” melduje, że utrzymują prędkość i szyk, tylko uszkodzenia uzbrojenia i straty w ludziach – odezwała się porucznik łączności.

- Dobrze – siwy Siena pogładził brodę – Ile do żar-łaczy?

- Minimum pół mili – odparł porucznik Lau Spandaw, nie odrywając się od swojego pulpitu dalocelownika miotaczy. Był równie zimnie spokojny jak komandor, jak wszyscy w zasięgu dudniącej Pieśni – Optymalnie mila.

Na kilku lustrach podglądu zewnętrznego, nieźle udających okna, bo nie było prawdziwych okien w pancernym centrum w głębi kadłuba, wyskoczyły dwie kolosalne fontanny wody, salwa wroga, ale ze dwie staje za krótko i w bok.

- I po co oni zużywają acceleranda! – zaśmiał się gromko Siena, poza Jasnowidzem cała obsada wkoło centrum wyszczerzyła się w morderczych uśmiechach. To, że wróg trafił „Jastrzębia”, że może ich jednak trafić, nie mogło przebić się przez fanatyczną miarową szantę.

- Dwójka wróciła, panie komandorze! – zawołał porucznik artylerii.

- Obserwowane trafienie i eksplozja w celu – zaraz po nim powiedział dalwidz w lusterku, z głównej platformy fokmasztu – Potwierdzam – dorzucił drugi dalwidz z masztu głównego. Wszyscy widzieli to nawet w „oknach”, nad kreseczką wrogiego krążownika wstawał grzyb dymu.

- Pokażcie, na co was stać, skoro już się wstrzelaliśmy! Trzy dziobowe na chwałę Republiki! – rzucił Siena – Jeśli zatopicie ich, zanim Spandaw odpali żar-łacze, stawiam acce beczułkę!

Porucznik artylerii sprawdził wskaźniki na mahoniowym pulpicie i dotknął trzech lusterek – Grom! A rufa już załadowana, panie komandorze.

Znowu „Orzeł” jęknął, cały kadłub zadrżał, kiedy wystrzeliły trzy dziobowe acceleranda, półautomatycznie, w odstępie ułamka seksty.

- To nieuczciwe, panie komandorze! – odważył się odezwać nieregulaminowo Lau. W Pieśni regulaminy i rutyna nie istniały, a on był jednak szlachetniejszy niż byle szlachetny – Nigdy nie będę miał szans wygrać taki zakład, zawsze acce sięgną dalej niż żar-łacze!

- I oby właśnie tak było zawsze, mój chłopcze – Siena był teraz zupełnie inny, niż na co dzień; na co dzień był zupakiem i nieco wredny. W tej Pieśni był nie dowódcą, ale ojcem ich wszystkich, a oni oddaliby za niego życie bez mrugnięcia okiem – Im dalej, tym mniej strat… jeśli to my ich trafiamy, a nie oni nas. Pani porucznik, zapytajcie jak tam „Jastrząb”. Sternik piętnaście w lewo.

- Obserwowane dwa trafienia, dwie eksplozje w celu – rzucił dalwidz fokmasztu, drugi zaraz potwierdził – Oni rozlecieli się, toną, panie komandorze.

- Jest piętnaście w lewo.

- Macie coś na manfredzie? – Siena zapytał nawigatora, który okupował stanowisko z dużym poziomym pulpitem nawigacyjno-dozorowym.

- Nic, panie komandorze, poza dwoma trupami!

- Wstrzymać ostrzał! i przekazać reszcie – rzucił głośniej dowódca.

Porucznik Zaleria bardzo sprawnie, w trakcie omawiania półgłosem strat „Jastrzębia”, przełączyła lustra łączności i ogłosiła wstrzymanie ognia. Widzieli na poglądzie okólnym, że kiedy jeszcze mówiła, „Kondor” idący za „Jastrzębiem”, na niedużej fali, pod nieco zachmurzonym niebem, przywalił ze swoich wszystkich czterech tworników w tonący krążownik wroga, od czterech fal uderzeniowych podniosły się cztery grzywacze u burty "Kondora". Zameldowano następne trzy trafienia ćwierćtunowymi pociskami, teraz naprawdę nie było z tamtych co zbierać, zostało chyba jeszcze mniej na powierzchni, niż z pierwszego wrogiego okrętu, który tonął jakieś trzy mile za ich rufą.

- „Jastrząb” melduje dwa przednie żar-łacze prawej uszkodzone, pożar opanowany, różne instalacje uszkodzone, 11 zabitych, 23 rannych – rzuciła Zaleria.

Komandor przerzucił na swoim pulpicie wajchę, Główny Bard dostał sygnał do zmiany Pieśni. Kiedy bęben nieco zwolnił i rogi przestały huczeć, skrzypki przeszły w inną, tęskną melodię, a zamiast fletu i głosu Barda refreny grały tradycyjne gongi.

Byli w stanie nieco bardziej oderwać się od swoich stanowisk, choć sternik nadal był w skupionym zaślepie, a Główny Jasnowidz jak zwykle po akcji rozglądał się niczym wyrwany ze snu. Reszta ekipy obejrzała się na rufowy podgląd, gdzie widzieli bliźniaczego „Jastrzębia” od dziobu, idącego za nimi torowo, o trzy staje. Dymił nieco na prawej burcie, na wysokości głównego pokładu i nadbudówek, ale jakby coraz mniej.

- Gratuluję państwu zwycięskiej, hm, bitwy! – rzucił siwy komandor, rozglądając się po zespole dowodzenia – Bo to już nie była potyczka, w potyczkach nie miewamy strat.

- Sława i chwała! – odpowiedzieli nierównym chórem.

Siena dotknął swojego pulpitu, jego uśmiechnięta, pewna siebie twarz pokazała się na lusterku interkomu nad dziobowym wejściem do centrum i na wszystkich lusterkach interkomów, jego głos rozległ się na całym krążowniku.

- Uwaga załogo! Bitwa wygrana! – przestał się uśmiechać – „Jastrząb” lekko dostał, mają straty. Przechodzimy w stan drugi, w stan drugi. Nie otwierać grodzi bez potrzeby! Niech stracę: tetradrachma na głowę!

Nic nie słyszeli przez pozamykane pancerne drzwi centrum, ale na pewno załoga tradycyjnie wiwatowała na całym okręcie, nie tyle z niewielkiej premii, co ze zwycięstwa.

Komandor dał zdalny sygnał Bardowi, żeby skończył Pieśń, skrzypki stopniowo ucichły, bęben też cichł i zwalniał.

Wrócili do normalności.

Postarzały Siena wstał z fotela dowódcy, ciężko oparł się o dębową ramę poziomego pulpitu nawigacyjnego, po prawej nawigatora.

- Sternik, połowa naprzód. Łączność, zapytajcie „Jastrzębia”, czy nie potrzebują pomocy naszego lekarza – rzucił, wpatrując się w dwa bursztyny i dwa szmaragdy, którymi demon operacyjny oznaczał tonącego wroga i pozostałe własne okręty.

- Nie ratujemy rozbitków? – cicho zapytał nawigator-zastępca dowódcy; kapitan Torcan był prawie tak stary i doświadczony, jak komandor.

- A po co. Przecież margraf i tak ich powiesi… - równie cicho odparł Siena.

Lau zaczął nieco dygotać ze zmęczenia i kisnącej adrenaliny.





Gammon No.82
Thu, 3 Sep 2026 06:49:43
Tegom nie oczekiwał!
Wszakże skąd wylazł margraf (a.k.a. margrabia, a mój mózg i tak dostawia przy czytaniu "k", za oryginałem)? Pierwotnie to jest urząd karoliński, potem cesarski i z republiką się nie kojarzy. Co prawda np. stadhouder w Zjednoczonych Prowincjach tłumaczy się z grubsza jako "namiestnik", co też śmierdzi monarchicznie. W sumie #samaniewiem

Boni avatar Boni
Thu, 3 Sep 2026 09:31:10
@Gammon

A przecież pod poprzednią częścią dyskutowaliśmy, żeby nie szukać w fantasy ZBYT w daleko idących analogii z naszą historią! czy w ogóle sensu ;P A już szczególniej, w wyciętych z kontekstu kawałkach jw.

Twoje skojarzenia "republiki" są twoje, moje są zapewne inne. W tekście republika, flota, itd. jest ODLEGLE wzorowana na Wenecji i Genui, z pewnych powodów pływają i walczą w okolicach sąsiada tj. Marchii i niemiłego margrafa. BTW to też odlegle z historii, np. właścicielka Canossy, do której pokutnie pomaszerował cesarz Henryk IV w 1077, la Gran Contessa, mediatorka papieża i cesarza, była po sąsiedzku z Wenecją, nazywała się Matilda, margravia di Toscana.

Inaczej mówiąc, mam/miałem sporo riserczu o Wenecji i okolicy, którego nie zużyłem w "Uroczej", więc teraz zużywam.

Gammon No.82
Fri, 4 Sep 2026 06:29:55
@Boniil Grande
nie szukać w fantasy ZBYT w daleko idących analogii z naszą historią!

Oczywiście że nie szukać, ale w głowach czytelników te analogie pojawią się nieuchronnie bez szukania. Przy tym nie chodzi o analogie historyczne ("aha, markgraf, czyli taki koleś, co u Karola Wielkiego, czy innego Otto il Grande"), tylko o konotacje językowe ("aha, Hercog alajski, czyli coś z grubsza monarchicznego"). Jak się chce bez konotacji, to się wymyśla słowa ("Łyps był wa-hungą ziemi parchiwańskiej"), ale wtedy wychodzi jakaś Ursula LeGuin.

sporo riserczu o Wenecji i okolicy

Czystym przypadkiem wczoraj przeczytałem Braudela (et.al.) o Morzu Śródziemnym (Morze Śródziemne. Region i jego dzieje, nie Morze Śródziemne i świat śródziemnomorski w epoce Filipa II); jeśli nie znasz, przeczytaj kiedyś (może i obie), nie w ramach riserczu, tylko bo Braudela dobrze się czyta.

Boni avatar Boni
Fri, 4 Sep 2026 10:53:18
@Gammon

@konotacje

Tak, jest tu pewien problem, że trudno autorowi zadeklarować właściwe konotacje, bo czytelnicy ciągle i ciągle przynoszą jakieś swoje, nieporządne. Ale próbować trzeba! Dlatego tak naprawdę w (obecnym) tekście pierwsze wejście Republiki zaczyna się "Dogaressa Alidea Damiana Theodora Storlato w zadumie oglądała zachód słońca przez piękny kielich", z przypisem, kto to "dogaressa". Tylko, że w takim trybie coraz trudniej mi wmawiać "ale nie szukajcie w tym realnej historii!", co nie.

@zmyślamy nazwy wszystkiego

Jest to jakieś podejście w fantastyce, żeby nie pożyczać nazw obciążonych konotacjami, zmyślać neologizmy, itd. Ale chyba nie jest to moje podejście. Nie jestem w tym dobry, nie lubię jako czytelnik i autor, to jest kupa dodatkowej roboty w nadawaniu i odbiorze, i nie niesie dość wartości dodanej (oczywiście, jeśli są naprawdę nowe/obce rzeczy, można zmyślać nazwy, czemu nie; ale nie jako "sztuka dla sztuki", że pistolet to teraz będzie miatocz, a blablatorem sterujemy przy pomocy manipulatora stołokulotocznego). Choć może ktoś woli leguin-izmy i atmosferę obcości świata przedstawionego, generowaną przez neololo, nie wiem. Dla mnie granicą są powiedzmy "Inne pieśni" Dukaja.

Chyba wolę myśleć jak "ta opowieść to tłumaczenie z zupełnie innego świata i języka, SF czy fantasy, i jakoś przetłumaczona na nasz czas i miejsce, stąd słowa są nasze, ale znaczenia? potrzymaj mi kawę!". Bo właśnie w zmianach i niedokładnościach znaczenia i konotacji mam zabawę, w tym, że dogaressa jako suwerenna władczyni to OD RAZU fantastyka, a nie w tym, że myśląc o Wenecji dam jej władczyni tytuł zmyślony z sufitu.

Z jeszcze innej strony, bawiąc się w takie rzeczy, mam często z tyłu głowy ten kawałek z "Pokoju na Ziemi" papy Lema, "Sanatorium nabyło dwadzieścia imagin [maszyn do zabaw w dynamicznie tworzone visual novels, powiedzmy] [...] okazało się, że żaden z milionerów i miliarderów nawet nie słyszał o Jasiu, Małgosi, Babie Jadze, mitologii greckiej, Hamlecie, mnichach średniowiecznych. W ich mniemaniu Tatarzy niczym się nie różnili od Marsjan". Ale co poradzić, pewnie "piszę dla krajanów swoich", cytując noblistkę, nie mam wpływu, kto to czyta.




 

Engine: Anvil 1.08   BS