Dzisiaj za długi esej, pomieszany z rantem na historyków i podobnych, w temacie starożytnych podróży i opisów odległych krain, często skręcających, albo co gorsza - wkręconych w utopie, przez późniejsze pokolenia, czy ludzi obecnych.
1. Wyssać "Odyseję"
Miałem popełnić notkę jakiś czas temu, głównie w temacie punktu 2, ale doszedł punkt 1, a z tego powodu wolałem przeczekać, aż trochę opadnie kurz w kwestii "Odysei" Nolana, gdyż przypadkiem zbiegł mi się temat z
rezysrerskim płodem historycznopodobnym.
"Odyseja" Homera i inne tego typu opowiastki najoczywiściej są przykładem jak gawędziarze starożytności splatali mity, fakty, i żeby był humor i zajebista akcja (bo inaczej nikt by im nie postawił kolacji, nie mówiąc o czymś z % do kolacji), no i może trochę religii, żeby fundziaki i kapłani nie jęczeli, że tylko cycki i miecze, a gdzie bogowie, fatum, grzech, czy co tam innego w religijno-ideologicznej menażerii bywało na tapecie. BTW zupełnie tak sam jak nolany i scotty współczesności, i w ogóle wszystkich czasów i miejsc.
Ale warto pamiętać, że ogólnie rzecz biorąc ludzie nie są bardzo kreatywni. Nawet autorzy i gawędziarze, nie mówiąc o ich słuchaczach i odbiorcach. Stąd moim zdaniem wszyscy bardzo mocno podpierali się (i podpierają) w opowieściach pożyczkami z wiedzy o świecie, o ludziach, o geografii i historii, na ile ją znali. I właśnie dlatego tak wiele jest "ziaren prawdy" w mitach, epice, opowiastkach etno-historyków jak Herodot, itp.
Niby to trywialna konstatacja, ale jakże często te różne "ziarna prawdy" były i są ignorowane, niezrozumiane (BTW w wielokrotnym tłumaczeniu i ręcznym przepisywaniu przez millenia...), wyśmiewane. Jak Herodot przez wieki. Albo "wytłumaczone" tak, z głębokości akademickich foteli albo wysokości kamer pana-reżyserskich, że nóż się w kieszeni otwiera, gladius sam z pochwy wyskakuje, albo
miecz brązowy typu A wypadałoby zdjąć z ramienia.
Akurat kiedy inba o "Odysję" Nolana rozkręcała się około premiery, grzebałem w szczegółach "faktografii" i "geografii" "Odysei" Homera, w kontekście pkt.2, w obecnym stanie archeologii itp. i teorii jakie ew. krainy, wyspy i cuda prawdziwego świata inspirowały gawędziarzy i poetów "ciemnych wieków" starożytnej Grecji, i co przenieśli ze swojej starożytności, albo i prehistorii, w znane nam opowieści.
(Dygresja i mikro-rant: zgrzało mnie ostatnio, kiedy w miarę kompetentny historyk Roel "Ditches" Konijnendijk rzucił mimochodem o starożytnych Grekach, że "nie mieli poczucia historii, zmian i epok". No może [wyraz] nie mieli na telefonie dostępu do wszech-archiwów najlepszej wiedzy historycznej, ale ziom, starożytni Grecy (i inni podobnie) JAKIEŚ poczucie historii mieli. Przecież wiedzieli doskonale, że były pewne cezury (np. przed powstaniem demokracji ateńskiej i po). Przecież mieli w zasięgu kosztownej, ale tylko wycieczki, historię przedwiecznego (dla nich też) Egiptu albo Babilonu. Przecież opisywali epoki mniej więcej jako: mity i bajędy (ich i nasza prehistoria); epoka złota (wolność, nie ma władzy ale też cywilizacji, nikt nie pracuje jeśli nie chce - czyż nie są to zbieracze - łowcy mezolitu-neolitu?); epoka brązu (władza, praca, pierwsze cywilizacje, wynalazki, prawo, pismo, flota - no po prostu epoka brązu...), Wiek Bohaterów (Herkulesy, Tezeusze, wojny trojańskie i inne takie - niepiśmienne "wieki ciemne" Grecji po upadku epoki brązu). I w końcu wiek żelazny - ICH WŁASNY CZAS, epoka żelaza a nie brązu; epoka wielkich wojen, władzy, korupcji, demokracji, korupcji demokracji, BRAKU bohaterów, itd. Jak dla mnie to jest całkiem dobre i rzetelne poczucie własnego czasu w kontekście przeszłości, wcale nie gorsze niż obecnych rzesz małpoignorantów. Koniec dygresji.)
I parę rzeczy w tamtym mini-researchu o "Odysei" homeryckiej natychmiast mnie zgrzało.
Czy wiecie, że istnieją dzbany, umiejscawiające wyspę Feaków, Scherię (to jest ostatni "przystanek" "Odysei" przed powrotem do Itaki i wielkim finałem) jako Korfu (Kerkyrę)? Wydaje mi się, że takie duby smalone można pleść tylko dlatego, że słuchacze i odbiorcy to jeszcze większe dzbany pełne ignorancji.
Otóż moim zdaniem z Korfu do Itaki to Odys dopłynąłby, przy normalnym stanie morza, w jeden dzień, jeśli na trzeźwo. W dwa dni po pijaku. W drugą stronę, z wizytą z Itaki do Kerkyry, no powiedzmy góra dwa dni normalnie (bo wiatry przeważnie przeciwne, z zachodu), i to z przerwami na pieśni i wino. Już nie mówiąc, że Feakowie powinni po prostu znać Odysa (a nie: ujawnia się), jako mini-króla-zza-miedzy (morskiej, jakieś 80mil / 150km), oraz że z Korfu widać kontynent...
W pale mi się nie mieści, jakim trzeba być ignorantem w temacie historii, technologii, geografii, wręcz topografii, żeby tak pie...olić jw. Ale "wielu starożytnych i współczesnych interpretatorów identyfikuje Scherię z wyspą Korfu", np. przereklamowany Tukidydes też.
Co mądrzejsi historycy, mitomaniacy i wanna-be historycy ("to my, trociny!") mówią mniej więcej: "Przecież to musiało być znacznie dalej na zachód, najlepiej gdzieś poza Italią. Albo za Słupami Herkulesa". Ale nie mam tu miejsca i czasu, żeby uzasadniać moją aktualnie ulubioną teoryjkę o "ziarnach prawdy" Scherii: że to geograficznie Azory, historycznie cywilizacja minojska w rozkwicie, plus trochę science-fiction, żeby Homerowi słuchacze nie przysypiali.
BTW utopijną wyspę Feaków i jej cudeńka, i zaprawdę wspaniałe meta- starożytności (laikat nie wie, bo przecież nie czyta książek, że większość tych znanych przygód i niesamowitości w popularnych wersjach "Odysei", to tylko OPOWIEŚĆ Odysa, legendarnego kłamcy i manipulatora, opowiedziana na dworze Alkinoosa i Arete), i Nausikę, i SF okręt Feaków, itd. panrezyser Nolan łaskawie wyrzucił ze swojej adaptacji "Odysei". Nie jest to może jego grzech największy z nożycami w ręku, ale powiedzmy trzeci-czwarty od góry. Moim skromnym zdaniem należy mu się za to jakiś tuzin batów na gołą dupę, i przy każdym podsądny ma wykrzyczeć "Nigdy więcej nie dotknę źródła historycznego, nawet za miliard zielonych!".
I wiele innych podobnych "zgrzewek" miałem przy "Odyseja a geografia i historia", ale ja dziś nie o tym.
2. Wyspy Słońca
Jakiś czas temu wpadłem na utwór interesujący i bardziej egzotyczny, niż oklepane "Odyseje" czy inne Atlantydy, na skrzyżowaniu "podróże starożytnych", "utopie starożytnych" i "ziarna prawdy" (stąd wzięła się grzebologia porównawcza jw. z "Odyseją").
Utwór
"Wyspy Słońca" (inny tytuł to "Przygody Iambulusa na Oceanie Południowym") to podróżniczo - utopijno - etnograficzna opowieść o przygodach Iambulusa na Oceanie Południowym ergo Indyjskim. Spisana w czasach hellenistycznych, około IIw.pne, na pewno na fali modnej wtedy "literatury podróżniczej", po bliskim zapoznaniu się przez Greków i Macedończyków z Azją, i tym wszystkim, co leżało wkoło i poza ich "Azją". Nie mamy oryginału, tylko duże streszczenia/fragmenty u Diodora Sycylijskiego, i wzmianki u innych znanych autorów (nie znam w temacie nic sensownego po polsku, źródłowe materiały są np. dostępne
na tym blogu.
W skrócie:
Iambulus, wykształcony kupiec (niekoniecznie grecki, może raczej "bliski wschód"), w wyprawach po przyprawy w okolicach wybrzeża Somalii i Etiopii, trafia na zbójów, potem w semi-niewolę, potem w ramach rytualnego oczyszczenia/ofiary zostaje przez tubylców w okolicy Etiopii wsadzony, z jeszcze jednym ziomalem, do łodzi z zapasami i wysłany w stronę Wysp Słońca.
Po 4 miesiącach (raczej długo...) trafiają na rzeczone Wyspy Słońca, archipelag 7 wielkich wysp "w kółeczko" gdzie znajdują społeczeństwo ludzi o niezwykłych zwyczajach, wyglądzie, ustrojach, ale też silnych, zdrowych, szczęśliwych; w krainie gdzie praca nie ma sensu, bo w świetnym klimacie równikowo-morskim wszystko potrzebne rośnie sobie na byle krzaku jak szalone, i w ogóle utopia, że weź.
Po siedmiu latach pobytu, w okolicznościach jakiegoś konfliktu (ale jednak "tylko" z wygnaniem, z zaopatrzeniem), wycieczkowicze zostali znowu wykopani na morze. Trafili w Indie, w okolice nieprzyjaznego wybrzeża, gdzie na falach przyboju czy innych mokradłach zginął towarzysz Iambulusa, ale który jakoś się wykaraskał; dotarł do wioski, skąd wyprawiono go do stolicy. Po dłuższej podróży dotarł do Pataliputry (obecnie Patna), gdzie król, sprzyjający hellenistycznym Grekom, odesłał go na zachód, przez Persję w okolice greckie.
Iambulus, po takich przejściach, postanowił spisać powyższe przygody, nawet okraszając dodatkowymi ciekawostkami o Indiach, ale tego już tępawy kompilator Diodor nie był łaskaw streścić w swojej "Bibliotece historycznej".
Ogólnie, jedna z dawnych mniej znanych utopii, nieznanego autora. W szczegółach, kopalnia ciekawostek, dziwnych kompilacji i "ziaren prawdy". Stąd będę teraz jechał przez moje interpretacje i teoryjki w temacie "co mówią krytycy i komentatorzy o streszczeniu nieciekawej utopii, a co mnie się wydaje ciekawe"; od podstawo-geograficznych i w miarę historycznych, po kontrowersje i tezy dziwne, w formacie punkt - rozwinięcie.
a) Krytyka przyjmuje, że Iambulus opisał wyspy zupełnie zmyślone, albo, może, powiedzmy, Cejlon. Wydaje mi się oczywiste, że Wyspy Słońca to Indonezja.
Przesłanki: siedem wielkich Wysp Słonecznych "w koło", to bardzo dobre przybliżenie zachodniej Indonezji, a dokładniej Wielkich Wysp Sundajskich (Sumatra, Jawa, Borneo, Celebes i okolice). BTW etymologia "Sunda" nie ma wiele wspólnego z tytułowym "słońcem" czy "sun", choć korzeniami sięga starożytnego sanskrytu.
Iambulus bardzo rzetelnie opisuje zjawiska słoneczne i ciągłą równonoc na równiku (Cejlon nie jest na równiku, Sumatra i Borneo owszem, już nie mówiąc, że hellenistyczni Grecy po prostu znali Cejlon); w ogóle mało kto w czasach hellenistycznych rozumiał, ergo potrafiłby zmyślić, jak wygląda to wszystko na równiku. Co sugeruje, że ktoś tego po prostu doświadczył.
Ale np. nie jest bardzo istotną przesłanką, że na Wyspach Słońca są inne konstelacje i nie widać Wielkiej Niedźwiedzicy (niezwykle ważnej dla nawigacji greckiej na M.Śródziemnym, np. wzmiankowanej w "Odysei", bo "zawsze ją widać") - już w okolicach Etiopii i zwrotnika czasem nie widać Ursa Major i konstelacje robią się "inne".
Co się troszku nie zgadza w wersji "Wyspy Sundajskie", ale zaraz poprawimy:
Sama nazwa "Wyspy Słońca" sugeruje, że są na wschód od kogoś, kto nadał nazwę, tj. wzg. mieszkańców Etiopii. Problem leży w tym, że w streszczeniu Diodora wysłano Iambulusa na południe, a ja mówię, że wylądował parę tysięcy mil na wschód od Etiopii. Ale można wytłumaczyć to na parę sposobów, np. błąd w tłumaczeniach, "na południe" i "na wschód" w wielu językach są podobne w duchu "naprzeciw słońcu", ergo może jednak popłynęli na wschód i Równikowy Prąd Wsteczny zdryfował ich niezwykle wolno (4 miesiące...) na Sumatrę. Ewentualnie, zabawniejsza wersja, popłynęli na południe, ale nie trafili w Madagaskar i prądy cyrkulacji Oceanu Indyjskiego wyrzuciły ich nieco okrężną trasą (jakieś 6400mil zamiast 3000mil) nadal na Sumatrę, i nagle 4 miesiące dryfowania brzmią sensownie.
Opisany umiarkowany klimat Wysp Słońca nieco nie zgadza się z tropikami. Ale na wybrzeżach tropików bywa znośnie oraz tak czy owak zgadza się z opisanym całorocznymi zbiorami, obfitością owoców, itp. na wyspiarskim równiku.
b) Krytycy przyjmują, że utopia opisuje typowych super-zdrowych, super-długowiecznych, super-szczęśliwych mieszkańców utopii. A masło jest maślane. Moje zdanie - opisuje społeczeństwo zbieraczy - łowców, jakich jeszcze da się znaleźć w tamtej okolicy i paru podobnych klimatem, nie mówiąc, co można było znaleźć na Sundach 2500 lat temu.
BTW słynni dzicy strzelający z łuków do awionetek czy "znikający" misjonarza całkiem niedawno, to Wielki Andaman, jeśli się płynie z Etiopii na Sumatrę, to trzeba uważać, żeby nie zniosło w lewo, bo można na nich trafić nawet w 2026ne.
Generalnie, tezy o wzg. zdrowiu, zrównoważonej diecie (wspomnianej w utworze), i sensownym życiu pre-rolniczych społeczności, w porównaniu z wczesnymi albo i późnymi rolnikami, w nie-ekspansywnej (wspomnianej w utworze) gospodarce "mało ludzi - kolosalne zasoby dziewiczej natury", zyskały pewne uznanie za ostatnie 50 lat, więc nie będę ich powtarzał.
Co się troszku nie zgadza, to długowieczność tubylców (150 lat) itp. Ale to ma bardzo proste wytłumaczenie - w warunkach mało-plemiennych i kiedy nikogo nie obchodzi pora siewu czy zbioru, nikt nie liczy dni, miesięcy czy lat; a szczególnie w rejonach, gdzie nie ma wyrazistych pór roku czy zim, najwyżej monsun od czasu do czasu, a dzień i noc zawsze mają po 12h. Więc to, że komuś staremu przypisano wiek "150 monsunów" albo "mnóstwo", a nie dokładne "150 zwitek Ziemi wkoło Słońca" jest całkiem możliwe.
c) Kupka egzotycznych "utopijnych" i "komunistycznych" zwyczajów w rozumieniu autora i krytyków to dla mnie zwykły opis etnograficzny jw. dawnych plemion czy rozszerzonych rodzin zbieraczy - łowców.
A nawet nieco zgadza się z rejonem, o ile pamiętam, przebijanie policzków i rozcinanie języka bywało/bywa w okolicach Papui, i w innych kulturach sięgających w tak odległe rejony czasu i miejsca.
Podobnie silną podpowiedzią jest brak ustalonej Prawem Boskim najlepiej Ustami Moralnego Kapłana tzw. "rodziny nuklearnej", monogamii, czy "posiadania dzieci" przez ojców ergo dziedziczenia, bo na Wyspach Słońca "dzieci są wspólne". Gdyż wbrew zmyśleniom patriarchalnych buców (ergo: wbrew ich interesom,
pun intended) przez tysiąclecia, ludzie wcześniej ewoluowali przez eony w kierunku "nikt nie wie i wiedzieć nie powinien, kto i kiedy został ojcem". Stąd zupełnie normalne i naturalne były społeczeństwa wielkich wspólnot "rodzinnych", bzykających się jak popadnie, i mających "komunalne dzieci", jak opisał Iambulus.
d) Powrót z Wysp Słońca jako z Sundajskich to po prostu opis powrotu, nie ma o czym gadać; najsensowniejsza droga z Sumatry i okolic do Grecji/Fenicji wiedzie przez Indie, i ew. stolicę w Paliputra, potem Persję. Poza 4 miesiącami żeglugi (może to była figura retoryczna?) wszystko się zgadza w czasach dynastii Maurjów, aż po kwestie rutynowego obiegu ludzi i informacji między sercem Indii i Grekami hellenistycznymi.
e) Punkt ostatni, który zdaje się nigdzie nie wypłynął w tym, co przeczytałem o utworze, w jego wykładniach i analizach.
Oczywiście, w sporej części "Wyspy..." to jest kompilacja różnych źródeł, pewnie z RÓŻNYCH CZASÓW - ale w temacie wypraw do Indonezji i do kultur przed-rolniczych, zbieracko - łowieckich, a niekoniecznie w temacie "utopii". Oczywiście, są tam zmyślenia podróżników, błędy tłumaczeń egzotycznych opowieści, fantazje autora - ale jest kolosalna ilość, powiedzmy, faktów. Bo ludzie spoko pływali po morzach i oceanach, i spotykali innych ludzi, obcą przyrodę, inne krainy, czego mity, opowieści i genetyka dowodem.
Ale mam taką refleksję, z powodu braku paru charakterystycznych szczegółów w tej opowiastce, że być może materiał kompilacyjny sięga znacznie, ZNACZNIE dalej w przeszłość, niż to się wydaje nieuważnym krytykom i specjalistom.
Bo spotkanie dużej liczby łowców - zbieraczy, i "uparty" brak jakiejkolwiek wzmianki o rolnictwie i o ryżu, w skali dużego archipelagu, w dowolnym krańcu Oceanu Indyjskiego, sugeruje, że pewna warstwa opowieści pochodzi sprzed "najazdu" populacji neolitycznej - austronezyjskiej, wywodzącej się z Tajwanu i południowych Chin. Populacji rolniczej, która względnie błyskawicznie skolonizowała lądy i wybrzeża, na katamaranach i trimaranach oceanicznych, zaczynając właśnie od Wielkich Wysp Sundajskich, a potem ćwierć świata, od Madagaskaru po Polinezję; i z nich poszły populacje nowożytne, i wiemy to na pewno, bo tako rzecze genetyka. Obecnie jedynie Papua i Adaman to rezerwaty w miarę czystej genetyki i odrobiny kultur sprzed rolnictwa, ryżu, wczesnych Austronezyjczyków.
Co sugeruje, że "Wyspy Słoneczne" nie tylko nie są typową "utopią", i że nie tylko opisują jakiś stan rzeczy na Sumatrze i okolicy, Etiopii, Indiach w III-IIw. pne., ale co gorsza, że korzeniami opowieści mogą sięgać ŚREDNIEJ epoki kamiennej, mezolitu, a przynajmniej jej sporych resztek, gdzieś tak minimum 2000pne, a może i 2500pne (bo migracja austronezyjska ruszyła mniej więcej około 3500pne).
Powtórzę dla tych w tylnych rzędach: pewne zaszłości w "Wyspach Słońca" wydają mi się pochodzić jakieś 2000 lat sprzed spisania tej opowiastki.
To by było na tyle, czapeczkę foliarza-danikenowca sam sobie zrobię, nie musicie mi jej przysyłać.
(W końcu zrobiłem tag
"mitogogika", bo to nie pierwsza notka w takich tematach. I nie ostatnia. W następnym odcinku - dlaczego warto jeździć po Krecie i czemu spece od kultury minojskiej, i różnych kultów Wielkiej Matki i pokrewnych, tak bardzo nie wiedzą, o co chodzi.)