Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2015-12-14, poniedziałek
Tagi:  przemysł, Alba
___________________________________
Dzień pierwszy

Poranny wyjazd w rejon Argyll-Bute, do farmy wiatraków w uruchomieniu. Przelot ciemnym rankiem wkoło Loch Lomond znajomą trasą, po czym wypad w stronę Inveraray, przez tzw. Arrochar Alps, czyli spore górki - po ciemku słabo je widać, ale czuje się je nad sobą. A w dole co chwila woda, bo jedzie się wkoło lochs (fiordów) wcinających się w ląd na dziesiątki kilometrów, droga je "otacza". Udało się dojechać w miarę sprawnie w okolice Minard i nie przegapić wjazdu na obiekt. Farmy wiatraków buduje się typowo, co za niespodzianka, na terenach górzystych, odludnych i wygwizdowach - tu podobnie. Drogi gruntowe po terenie się wiją niczym wije i teoretycznie nie są bardzo złe, tylko złe. Ale w praktyce, nie są zbyt zabawne dla jeepa na letnich oponach niskoprofilowych, niech przeklęte będą. No ale przynajmniej nie pada, choć nie uprzedzajmy faktów. Po przepchnięciu się przez jakieś 10km górek, podążając za tabliczkami "Site Office" dojeżdżam do sporej stacji 132kV plus jej zaplecza barakowo-budowlanego. Ze złymi przeczuciami wbijam do biura, gdyż nazwy na barakach i różnych tabliczkach nie kompilują mi się z nazwą klienta i klienta klienta, i nie mylę się, gdyż już po chwili dowiaduję się, że jeśli chcę jakieś wiatraki czy ludzi od nich, to muszę się cofnąć ze 3 mile i poszukać drogi w bok, jeszcze ze 3 mile. Nawet mnie wyprowadzili za barak i pokazali wiatraki na horyzoncie. Dziękuję i sunę z powrotem, po ok. 3 milach jest droga w bok, nawet w kierunku wiatraków i objeżdżająca spore jeziorko między górkami tak jakby z właściwej strony. Ale po jakim kilometrze okazuje się, że drogi Watsonie, ktoś nam podpierdolił drogę - robi się ścieżka coraz mniej używana i wyraźnie nie dla bulwarowych terenówek, które nie mogą brać między koła choinek spoko nadających się do dekoracji świątecznej. Może jakieś Urale czy inne Unimogi tu jeżdżą, ale ja nie mam zamiaru, więc zawrót, powrót, znalezienie następnej drogi w rzeczonym kierunku, i jazda. Nawet udaje się trafić w końcu w barakowisko centralne właściciela farmy, sukcesik. Następują sceny typowe, czyli wydzwanianie za kimkolwiek, kto wie z kim i gdzie mam pracować (mam oczywiście nazwiska i namiary, ale telefony komórkowe na takich zadupiach nie działają, a nazwiska niewiele miejscowym mówią), szkolenie bhp, wymiana kwitów z behaposkiej pralni, itd. itp. Znajduje się gość, który coś wie i który chętnie mi tłumaczy, gdzie jest podstacja w której mam dłubać. A że jestem dość bystry, już po 15 sekundach zajarzam, że byłem obok niej dzisiaj, tylko ludzie z "obcej" firmy wysłali mnie z powrotem... Nic to, po odbębnieniu szkoleń itp. wypad znowu w górki. Ponieważ nie jestem zbyt bystry, już po jakichś 5km orientuję się, że to chyba nie jest droga, którą tu dojechałem. Więc zawrotka, i zjazd znowu prawie do centrali, gdyż ok 500m od bramy pojechałem na rozwidleniu w prawo, zamiast w to drugie prawo. Stąd już bez przygód dotarłem z powrotem pod stację 132kV, za którą schowała się stacja 33kV łącząca farmę z "dużą" stacją. Wbijam na stację, znajduję ludzi, dla których robię, oczywiście, ani ja ich nie znam ani oni mnie, gdyż w temat tej stacji i jej uruchomienia zostałem wrobiony ze trzy dni wcześniej. Po ułybkach, uściskach i zapoznaniu, wkręcamy się z P. w tematy i zadania, które okazują się być generalnie w proszku - jakieś 50% rzeczy jest w ogóle niepodłączone; sieci komputerowej między 3 stacjami nie ma i nie zanosi się, żeby na dniach była (nawet listy IP nie ma...); specyfikacje pewnych łączności nadal są widzimisie-widzinamsie, itd itp. Normalka, SNAFU, zwykłe uruchomienie, niczego innego się nie spodziewałem. Ale że 50% jest podłączone, udaje się sprawdzić główne sygnały dla wyłączników średniego napięcia rzeczonej podstacji, tudzież trochę pozostałych sygnałów. Reszta dnia schodzi na próbach ustalenia jak PLC ma być podłączony do Super Ważnego Monitoringu Średniego Napięcia (gdyż może ethernetem, ale może jednak serialem?) tudzież przekonaniu go, żeby zagadał tak albo owak (nie zagadał; nieco uprzedzając fakty - do końca tygodnia, z paru doskoków, nie udało mi się przekonać dwu durnych kompuciek do dialogu po Modbusie over TCP/IP; albo ja albo one były za głupie, ale raczej ja). Wyjazd po ciemku z obiektu w lekkim deszczu jest średnio straszny, ale już po chwili zasuwam w poszukiwaniu miasteczka w którym wynająłem dom, zamiast zamieszkać w hotelu. Miasteczko okazuje się dalej, a domek jeszcze dalej, niż się spodziewano, ale jest całkiem ok - szeregówka nad samym kanałem Crinan, na pewno milusie widoki i okolica, jeśli jest coś przypominającego pogodę i nie wybywa się i przybywa po ciemku. Zasłużony odpoczynek.

Dni dalsze.

Mniej więcej jak powyższe. Z dokładnością do pomyłek w kablowni a nie tylko braku podłączeń; uniknięciu ze dwa razy poważnych obrażeń samochodzika (raz zsuwał się już z drogi, a raz wiaterek walnął ciężką bramą 0.3s po tym jak przejechałem); sporze z owcami; śnieżycami klasy "może to tylko trochę krupy ale za to wiatr jest tu zgodny z projektem farmy wiatrowej i urywa łeb razem z cycami"; ulewami klasy "może i wiatr jest tu zgodny z projektem, ale dodatkową wodę dostarczamy znad Atlantyku wodociągiem, a nie jakimiś prymitywnymi chmurami"; ogólnie średnim nieogarem Rzeczywistości. Najprzyjemniejszy był powrót chyba, przez bardzo ładne miejscówki wkoło Loch Fyne, Loch Long, Loch Lomond i przez Arrochar Alps. Niestety, ciąg dalszy może nastąpić, gdyż oczywiście uruchomienie niewiele uruchomiło. Tak naprawdę, klient miał atak paniczki i napinki, bo linię i stację 132kV chce inwestor włączyć przed świętami, więc próbowano dopiąć, co tylko się dało w tej okolicy. Ale kiedyś trzeba będzie to wszystko dopiąć naprawdę...





Codiac
Mon, 14 Dec 2015 11:08:54
A teraz pomyśl, że musiałbyś tam pojechać tym samochodzikiem, który sobie twój kolega załatwił i nawet na jakiś czas zostawił :-)

Boni avatar Boni
Mon, 14 Dec 2015 13:34:09
@Codiac

Znaczy, mokką? Ogólnie, zarządzający wiatrakami przeważnie wprost stawiają warunek "4x4 only" (dlatego ludzie pożyczają mojego jeepa), więc żadną mokką 2WD czy innym "cywilnym" wozem nie wolno tam wjeżdżać, ryzykuje się kopa w dupę z obiektu ew. słony rachunek za wyholowania złoma plus wszelkie koszta dodatkowe, jeśli gdzieś utknie. Ale ta farma z notki nie stawia wymagań IIRC, bo i drogi ma złe, a nie bardzo złe - więc odważni wjeżdżają zwykłymi vanami czy kombiakami, chyba, raczej nie 4x4.

zz_top
Wed, 16 Dec 2015 11:41:47
Ale kiedyś trzeba będzie to wszystko dopiąć naprawdę...

Jeny jak mnie to wkur...!!! Akcje "bo zapalenie płuc, bo się zesrało, bo promocję trzeba zrobić..." organizowane byle jak, byle czym, łatane, skręcane drutem i jeszcze odtrąbiany na koniec SUKCES! A jeszcze najgorsze, że potem na takich "drutowanych" i lepionych naprędce rozwiązaniach menageros chcą robić rutynową produkcję "bo przecież działało". I jak próbuje się tłumaczyć, że to się tak nie da, że ja jestem normalny i się z wami nie bawię, to jest oburz i że się przypierdalam. Tylko za malutką chwilunię okazuje się, że "druciarstwo" zdążyło już pierdolnąć i jak "trzeba to wszystko dopiąć naprawdę" to wtedy "Przemuś, pomocy!". I niestety odpowiedź "A nie mówiłem? Teraz to idź pan w chu...!" nie wchodzi w rachubę.

cmos
Wed, 16 Dec 2015 12:59:48
@zz_top

Jak tak mam w aktualnym projekcie od miesięcy. Nigdy nie ma czasu na zrobienie porządnie, ale zawsze jest na zrobienie task force do szukania dlaczego tak często się resetuje. Jakby co, to praca w sobotę jest panaceum na wszystko, a jak nie pomoże to powiemy skreślimy urlopy koło świąt, bo inaczej klient zdenerwuje się ostatecznie, zerwie umowę i będą straty. Jedyne poprawki w metodologii jakie udaje mi się wprowadzić w projekcie to moje całkowicie samowolne akcje metodą faktów dokonanych, a bez tego wszystko by się rypło ostatecznie już dawno.
Dobrze chociaż że jestem externem i nic mnie nie rusza - nie mój cyrk, nie moje małpy.


Boni avatar Boni
Wed, 16 Dec 2015 15:21:47
"Wy wiecie wszystko, ja wiem wszystko, to o czym my mamy rozmawiać".

Na tę farmę przyjdzie pewnie wrócić na początku stycznia, żeby pociągnąć dalej (niekoniecznie skończyć...). Ale o czym my tu, właśnie siedzę u klienta u którego powinienem (wg. szefów - optymistów) skończyć Bardzo Grubą SCADA oficjalnie prawie rok temu, nieoficjalnie pół roku temu.

Ale też - po DEKADACH już mi to wali, skoro nikt nie ma czasu/zasobów na porządne rozwiązania i solidną robotę, nie mam zamiaru się zbytnio przejmować, ani na plus ani na minus, nikt mi za to nie płaci i nie jest to moja filozofia jako salarymana. Tak jak dzisiaj, koleś-senior, który mnie wrobił w temat z notki, referuje, że gadał z klientem, że może by coś zorganizaować w styczniu i szkoda że ten Modbus nie zabanglał (BTW już poprawiłem i sprawdziłem te programy, nieco "wadliwe" copy-pasta kolegi...), ale spoko, bo klient super zadowolony i mnie komplementuje. Na co mam wzruszenie ramienia "superos, tylko co z tego, że nie za często miewam niezadowolonych klientów, kiedy robota od ich zadowolenia się nie zrobi".

charliebravo
Wed, 16 Dec 2015 15:53:38
@Management przez zaciąganie długów technicznych i ich późniejsze ignorowanie
To się, cholera, powinno jakoś nazywać, bo występuje niemal zawsze i wszędzie. Najpierw manager doprowadza do trudenj sytuacji (termina niemożliwy na starcie, albo zawalenie czegoś, albo trzy zadania na czas wystarczający na jedno). Potem jest, "pospinajcie aby było" i panika. A po odbiorze amnezja, zaczynamy inną robotę i najwyżej wielkie obrażone zdziwienie, że czemu to niby nie chodzi, skoro miało?

Boni avatar Boni
Wed, 16 Dec 2015 16:39:25
@charliebravo

IMHO to jest powiedzmy "brak odpowiedzialności managementu za jego działania, pomnożony przez jego solidarność klasową i pazerność właścicieli/kapitalistów" w nowoczesnym biznesie/przemyśle. Ale trudno powiedzieć, czy i na ile te pełzające zmiany etosu i okoliczności przeszły w nowe jakości; powiedzmy, 20-15 lat temu przemysł made in USA czy Japan; czy Denmark czy Germany, pamiętam nieco inaczej niż to, co widuję w ostatniej dekadzie, o ostatnich latach nie mówiąc. Ale może to nie jest problem tylko managementu, ale pewnego schyłku I świata as is.

Thu, 17 Dec 2015 08:31:18
"Pazerność" - z tego co piszecie wynika, że w sumie koszty są wyższe.

Jestem bardzo ciekaw, jak te praktyki, które opisujecie, mają się do podręczników dla menadżerów, chociażby w takich MBA.
Czy to jest przykład negatywny, czy - przeciwnie - zalecana praktyka.

cmos
Thu, 17 Dec 2015 08:51:12
@boni
"skoro nikt nie ma czasu/zasobów na porządne rozwiązania i solidną robotę, nie mam zamiaru się zbytnio przejmować"

Ja też się nie przejmuję, ale mimo wszystko sposób allokacji czasu/zasobów przez management jest osłabiający.
Bo zrobienie porządnie od początku to tak według moich doświadczeń trwałoby krócej niż robienie byle jak plus desperackie próby opanowania chaosu na końcu projektu. Już nie mówiąc o kosztach. Bo żeby było taniej większość zespołu siedzi w "tanim" Meksyku, ale jak chaos przekracza wszelkie dopuszczalne normy to 20-30 Meksykanów leci samolotem przez ocean na 2-3 miesięczną delegację zagraniczną, trzeba im najmować hotel itd. A potem drugi raz taka akcja i całą "taniość" szlag trafia.

cmos
Thu, 17 Dec 2015 08:55:24
@janekr
Ależ oczywiście że to jest opisane zjawisko, kojarzysz może na przykład z 1975 "The Mythical Man-Month" https://en.wikipedia.org/wiki/The_Mythical_Man-Month

Tyle argumentacja "Będzie taniej" u przeciętnego managera zawsze wygra z rozsądkiem i książkami

zz_top
Thu, 17 Dec 2015 09:27:55
@cmos
Tyle, że Twój przykład jest z inżynierii programowania, a jest to zjawisko (jak się wydaje) znacznie powszechniejsze i dotyczy styku wszelkiego "menedżmętu" (zwłaszcza marketingowego) z inżynierią (powiedzmy ogólnie "produkcją" czegokolwiek)...

cmos
Thu, 17 Dec 2015 09:46:56
@zz_top
"Twój przykład jest z inżynierii programowania"

Owszem, przecież to moja działka i tu potrafię podać literaturę z głowy i bez szukania. Ale o jeden klik od tamtej strony z Wiki jest na przykład taka strona z Wiki, na której jest o anty-patternach ogólnie: https://en.wikipedia.org/wiki/Anti-pattern

Codiac
Thu, 17 Dec 2015 10:07:31
@koszty
Moje obserwacje mówią, że to wynika z tego, że dla wielu managerów liczą się koszty krótkoterminowe. O długoterminowych nikt nie myśli. Wygrywa myślenie życzeniowe - jak się zawali, to trzeba będzie wydać dużo kasy, ale jeśli się nie zawali (hahaha!) to zaoszczędzimy 3/4 tego co musielibyśmy wydać żeby zrobić porządnie.
Moim zdaniem bardzo szkodliwe są takie rzeczy jak coroczne dopinanie budżetu. Ile razy słyszeliście "muszę wydać pieniądze, bo jak nie wydam, to w przyszłym roku mi nie dadzą, a ja wtedy będę potrzebował"? Wiele rzeczy, zwłaszcza związanych z finansowaniem, robi się w perspektywie rocznej.

Kolejny problem, rozliczania z różnych budżetów, "blue dollars". Prosty przykład - kolega niedawno jechał do Monachium. Dali mu hotel ładnych parę kilometrów od biura. Ale on poszperał i zaproponował "a może zamiast tego byśmy mieszkali w innym, który jest dwie ulice od biura. Trochę droższy, ale nie tak dużo, a zaoszczędzimy na transporcie". Odpowiedź negatywna. Rezultat? Tańszy o x euro hotel i codzienne jeżdżenie taksówkami tam i z powrotem, za które rachunki były większe niż różnica w cenie między hotelami. Firma wydaje więcej, ale wydała mniej z budżetu na zakwaterowanie i to się liczy.

Boni avatar Boni
Thu, 17 Dec 2015 10:15:10
Trochę mnie rozbawiło nieporozumienie - kiedy piszę "pazerność managementu" to przecież WCALE nie mam na myśli kosztów tych projektów, wdrożeń, fakapów, poprawek, itd itp. bo kogo to obchodzi; tylko personalną pazerność managementu na wypłaty, bonusiki, poklepanie po pleckach przez szczebelek wyżej. To co podnosicie to przecież na poziomie inwestorów, właściciel, CEO, może oczko niżej od szczytu, wypływa i wpływa. Na poziomie średniego szczebla karbowych nowoczesnego biznesu, gdzie przyklepuje się, prowadzi, ukrywa te wszystkie operacje ousourcingu, "krótka kołdra", pozornego cięcia kosztów - rozlicza się ich i generalnie mają mentalności jak właśnie jak karbowych. No może jak organizację dopada prawdziwy kryzys, czy wewnętrzny (bo bankructwo zagląda w ślipie) czy zewnętrzny (jak zapaść w 2007), ktoś zaczyna się przyglądać i drążyć - tak normalnie jeden MBA rozumie dosko ściemy drugiego MBA, czuje się z nimi komfortowo i nie wnika, dopóki biznes jako tako się kręci (ergo: solidarność klasowa).

cmos
Thu, 17 Dec 2015 10:18:12
@Codiac
"ale jeśli się nie zawali (hahaha!)"

No właśnie, jeżeli od lat nie było ANI JEDNEGO projektu który by się nie walił, to nawet małpka kapucynka nauczyłaby się że trzeba coś zrobić inaczej. Ale nie Wysoko Opłacany Manager (TM)

Boni avatar Boni
Thu, 17 Dec 2015 11:00:53
@cmos
@kapucynka

No właśnie mając podobne obserwacje, uważam, że to nie tyle management jest głupszy niż kapucynki, tylko z pewnych względów i chorego "ustroju", z ich punktu widzenia te 10 projektów przez 10 lat wcale się nie waliło czy wywaliło, stąd nie ma potrzeby większych zmian czy poprawiania metod projektowania, zarządzania, itp. skoro biznes "się kręci", a oni dalej są WOMami, z solidną wypłatą, odrobiną władzy, jakimś bonusikiem i uściskiem dłoni prezia.

cmos
Thu, 17 Dec 2015 11:17:07
@Boni

Oczywiście masz rację, zarządzenie pracy w sobotę rozwiązuje każdy problem. Nawet jak trzeba to za każdym dyskutować ze związkami zawodowymi to jest to rozwiązanie łatwe i bez ryzyka, a każda zmiana to nieobliczalne ryzyko konieczności poszukania sobie innej firmy. Stąd po cichu ciągle liczę że aktualny projekt się naprawdę wywali (a każdy kolejny jest takiego wywalenia się coraz bliżej), to może następne pójdą lepiej.

Thu, 17 Dec 2015 13:31:57
"Mityczny człowiekomiesiąc" to oczywiście świetna książka, ale jak się ma do podręczników MBA?

Boni avatar Boni
Thu, 17 Dec 2015 14:36:54
A skąd obecni mają to wiedzieć, nikt tu, mam nadzieję, nie jest po MBA. I masz tu malutki opis z broszurki, wiodącego kursu MBA w temacie Project Management:

Implementing organisational change can be visualised as a project with time, cost and quality trade-offs. Project management tools and techniques are essential in keeping change processes on track. If you don’t realise that organisational processes are actually projects, you may get nasty surprises when things turn out unexpectedly. Rigorous project management techniques will not solve all problems but they do clarify the process of achieving the project’s goals.

W wolnym tłumaczeniu:

Projekty to kompromis czasu/kosztu/jakości. Pamiętaj, im więcej papieru i tabelek w excelu, tym dupa czystsza. Śliczne diagramy, trójkąty projektowania i dupochrony na papierze/ekranie nigdy cię nie zawiodą, bo przynajmniej wyjaśnią ci gdzie i jak możesz spróbować przykręcić śrubę organizacji, żeby osiągnąć wyznaczone cele.

zz_top
Thu, 17 Dec 2015 15:16:52
@ wolne tłumaczenie
To było chyba tłumaczenie "kontekstowe" :-)


cmos
Thu, 17 Dec 2015 15:47:21
@managerowie

Ja tylko jednego nie mogę zrozumieć. Przecież to nie jest tak, że te managi (przynajmniej tego nie najwyższego szczebla) mają pełen luzik i wszystko spływa po nich jak po kaczkach. Tu trzeba ciągle świecić oczami przed rozzłoszczonym klientem i wyższym szefem, tłumaczyć się dlaczego nie gotowe albo się sypie, wkoło stress, stress, stress, spać nie można, potem robi się z tego burnout, do psychoanalityka trzeba chodzić, rodzina się sypie, a dalej zawał albo wylew...

Naprawdę warto wchodzić w to wszystko, zamiast chociaż spróbować zrobić coś troszkę lepiej?

Albo nie, wycofuję pytanie, bo widzę że to działa dokładnie tak samo jak nałóg. Relatywna wygoda JUŻ vs. odroczona nagroda, wybór oczywisty.


Codiac
Thu, 17 Dec 2015 19:46:19
Ale problem nie jest bynajmniej tylko na poziomie WOM. Problem jest często też na poziomie tym najniższym, gdzie siedzi paru inżynierów (albo innych nerdów) którzy wiedzą, że to jest robione źle i nawet to zgłaszają. Ale jak przyjdzie co do czego i zacznie się sypać to noc zarwą, cały weekend przesiedzą, ale będą łatać. I w ten sposób te projekty nie kończą się spektakularną porażką. Dlaczego tak robią? Może dlatego że duma im nie pozwala odłożyć i patrzeć z boku jak się sypie coś, przy czym pracowali. Może po to żeby udowodnić że oni jednak potrafią. A może po prostu nadgodziny dają im drugie tyle co pensja?
Tak samo ten problem jest na poziomie ich managerów, czyli takich ledwie co się wybijających. Zauważyłem, że na takim poziomie często panuje podejście "jakoś to będzie". I rzeczywiście jakoś jest. Są wtopy, ale są też łatane, więc zawsze "jakoś jest". Złapałem się na tym, że ja takim ludziom, gdy ich ostrzegam że to co robią to jechanie po bandzie zaczynam życzyć, żeby rzeczywiście im się wypieprzyło spektakularnie, tak żeby nie było czego ratować. Bo mam serdecznie dosyć jakośtobędzizmu, zwłaszcza gdy dośwaidczony inżynier mówi im co może pójść nie tak, co się stanie gdy pójdzie nie tak i jak można temu zapobiec.

Boni avatar Boni
Thu, 17 Dec 2015 20:19:51
Zdaje się mówicie o death march, wszystko to już opisano, tylko że nic się nie zmienia; bo IMHO fundamenty fakapu są głębiej, w systemach motywowania i zarządzania managerami, przedsiębiorstwami, a nawet dużo głębiej, w warstwie "kapitaliści vs. zarządzający kapitałem".

cmos
Fri, 18 Dec 2015 07:45:43
@codiac
"Dlaczego tak robią?"

Jest jeszcze taki aspekt, że jak coś się wypieprzy spektakularnie to istnieje poważne ryzyko że cały dział albo rodzaj działalności w firmie zostanie po prostu zlikwidowany i trzeba będzie szukać innej roboty. A wtedy może być za mniejsze pieniądze / dalej od domu / z gorszym dojazdem / jeszcze gorzej robione / inne wady.
Tu gdzie jestem zabrali się trochę czasu temu za telematykę, wypieprzyło się spektakularnie i nie ma już działu od telematyki.
Inna sprawa że te cluster instrumenty to tu absolutnie główna działka, więc zlikwidować ją równa się likwidacji fabryki. Ale zawsze jest ryzyko że koncern jednak tak postanowi.

charliebravo
Fri, 18 Dec 2015 10:38:29
@Boni
Głębokie fundamenty fuckupu istnieją też, ale nie brakuje i lokalnych. For one: dlaczego jak sobie narysujesz hierarchię niemal dowolnej firmy/organizacji, to na dole masz "zwykłych" czy tam niezbyt niewykwalifikowanych pracowników, potem masz im wyżej tym większych specjalistów, aż do głównego kardiochirurga, głównego inżyniera w fabryce, jakiegoś innego lead programmera od trudnych zadań, a potem NAD nimi masz pierwszego, zwykle "młodszego", menago?

I teraz jak przejdziesz całą ścieżkę kariery "umiejętności", tj od krajania trupków i staży/od łączenia kabelków w technikum/od pierwszego w życiu "int main( int, char ** )" aż po szczyty umiejętności to w pewnym momencie usłyszysz, zwykle nieprędko, propozycję awansu na de facto junior managera? I dlaczego to jest "awans"?

I z drugiej strony czemu po MBA niechby i przyzwoitej uczelni często startujesz na tego samego junior managera OD RAZU? To jest ten rodzaj korumpującej władzy i zamkniętych w kaście przywilejów jak dawna arystokracja albo hierarchie niektórych religii. Potem już po prostu "jesteśmy uprzywilejowani ergo bronimy swoich przywilejów".

Marzy mi się jakaś alternatywna struktura, gdzie nie ma "zarządzania" i innych słów sugerujących podrzędność/nadrzędność już na poziomie języka. Tylko jakiś rodzaj "służby równoległej", koordynacja działań i pilnowanie finansów jako równoległa część organizacji, podobnie jak dział utrzymania czystości i wymiany tonerów :-)

cmos
Fri, 18 Dec 2015 11:27:22
@charliebravo

Poprzednia firma w której robiłem była pod tym względem zdrowa i zbliżona do Twojej wizji - nie było tam sztywnej, pionowej hierarchii. Tyle że to nie było korpo, tylko firma która zaczęła od ośmiu osób i wyewoluowała do (jak odchodziłem) jakichś 300.
I to jest chyba to - korpo jest obciążone grzechem pierworodnym i ma niewielkie szanse na poprawę.

Boni avatar Boni
Sat, 19 Dec 2015 00:13:07
@charliebravo

Sensowniejsze struktury (zresztą, prawie zawsze lansowane przez liderów, nie mylić z managerami) istnieją gdzieniegdzie, jak cmos pisał - w startupach, małych firmach; w dużych mądrze prowadzonych (ale to już egzotyka).

I ta klasowość tudzież niekompetencja managementu vs. wiara właścicieli/kapitalistów w management to nie jest IMHO powierzchnia zjawisk, to jest już blisko fundamentów. Powiedzmy, przez ostanie 100-130 lat udało się sprytnym ignorantom żonglującym cyferkami i danymi, buzzwordami i technikami socjomanipulacji, tudzież zasobami i siłą roboczą, wmówić właścicielom biznesów i kapitału, że to co sprzedają, to jest naukowo ścisła, wydajna, prawdziwa metoda zarządzania prawie dowolnym biznesem, na dowód czego mają głównie Silne Przekonanie (TM) oraz Wydajne Machanie Rękami (R). Bo przeważnie oparte to wszystko jest na kłamstwie pierwszych i naiwności/lenistwie drugich. Na początku na pomysły pierwszych ludków od nowoczesnego "organizacji i zarządzania" pukano się w czoło i wytykano im błędy, wyśmiewając, no ale potem wojny światowe rzeczywiście trochę podciągnęły metody i różne chwyty z organizacji i zarządzania, więc mniej więcej od tego momentu właściciele świata i kapitału uwierzyli w merytokrację uogólnionych karbowych, zamiast merytokracji inżynierów czy specjalistów danej branży, no i na razie nie widać, żeby to się miało zmienić. Bo przecież na końcu nie idzie wcale o idealnie sferycznie zmaksymalizowane zyski, ale o zyski w warunkach "chcę mieć święty spokój".

A ogólniej, nierówne na starcie hierarchie władzy/decyzyjne, tzn. szczyt dla "specjalistów" tam, gdzie pierwsze szczeble dla "arystokratów", są chyba tak stare jak ludzkość, no na pewno sięgają starożytnego Rzymu, chyba i Grecji, Indii o ile pamiętam też (a na starożytnym Egipcie czy Chinach się nie znam wcale).

charliebravo
Sat, 19 Dec 2015 10:29:01
@cmos, Boni

No więc właśnie! Fajnie się naśmiewać, ewentualnie ulgę przynosi wylanie żółci, ale skoro wiemy tak dokładnie jak tego NIE robić to...jak to właściwie robić?

Powiedzmy, że pewne tropy można znaleźć w historii i bardziej znanych postaciach też (na szybko: Seymour Cray i jego firmy, a z nowszych rzeczy "Creativity, Inc" Eda Catmulla), ale to ciągle jest trochę inna rzeczywistość. Gospodarz pisał o Gore & Wspólnikach, ale to znowu - ta firma tak wygląda teraz, a startup?

Też mam swoją historię startupową, zaczęliśmy we dwóch, a gdy moje całe naście procent zostalo odkupione, firma miała może 25 pracowników. No big deal ale już wtedy robiło się "nowoczesne managerowanie" w złym tego słowa znaczeniu. I robili to nie wynajęci idioci, tylko drugi współzałożyciel (świetny inżynier, poza tym) i główny angel inwestor (też inżynier, i starszy, doświadczony zarządzacz).

Więc to nie jest po prostu tak, że my inżynierowie jesteśmy mądrzy, a te MBA to gupki. Ludzie o których piszę próbowali zrobić ze mnie (kompetentnego powiedzmy lidera zespołu programistów) trzeciorzędnego poganiacza i nazywali to awansem. A przy okazji pojawiały się te wszystkie smuty w stylu, że projekty a, b i c, każdy musi zabrać zespołowi miesiąc, więc jeśli w poniedziałki i wtorki robimy a, w środy i czwartki b, a w soboty i piątki c to po miesiącu wszystko będzie gotowe!

I oczywiście do tego "słuchaj managera, manager Ma Najtrudniej gdyż Ponosi Odpowiedzialność".

Najwyraźniej coś takiego jest w "szefowaniu", że wielu niegłupim ludziom też odbija. Tutaj pojawia się interesujące teoretyczne pytanie - jak rozwijać taki startup od zera, żeby uniknąć "managerozy"?

Boni avatar Boni
Sat, 19 Dec 2015 12:23:43
@charliebravo

Prawda, przestawia się w główkach ludziom "samoistnie", ale IMHO obecnie to jest pół na pół, przykład z otoczenia, szkoły, reklamy vs. naturalna woda sodowa władzy i wiedzy, i arogancji władzy i wiedzy. Często "wiedzy". Bo błędy (samo)poznawcze o odpowiedzialności, władzy, wiedzy u "szefów" to przecież jest w dużej mierze standard ludzkości, przez całą historię, nie chce mi się przykładów wypisywać z historii powszechnej polityki czy militariów czy wielkiego biznesu, jest tego na pęczki.

Co do rozwijania od startupu do dużej firmy - dlatego często wrzucam Gore i sugeruję poczytać o (no i aplikowałem kiedyś...), bo to najlepszy znany mi przykład. Oni zaczęli od startupu na 7 osób bodaj i w dwu czy raczej może już trzech pokoleniach utrzymali startupową "spółdzielnię" do rozmiaru globalnego gracza z 10tys ludzi w porywach. Ale mieli hipersolidny fundament w postaci patentów Gore na PTFE w czasach przed globalizacją i komfort początkowego rozwoju w czasach kiedy etos pracy i okolic był nieco inny, bo obecni władcy świata dopiero zaczynali się wczytywać w pomysły Ayn Rand i podobne pierdolety.

rozie
Thu, 24 Dec 2015 11:47:57
A nie jest tak, że menadżerowie po prostu nie grokują roboty, tylko mają bardzo pobieżną wiedzę i wydaje im się, że można taniej? https://en.wikipedia.org/wiki/Dunning%E2%80%93Kruger_effect się kłania. Bo mam wrażenie, że kierownik, który kiedyś pracował na danym stanowisku bardziej grokuje. A już zupełnie taki, który w razie czego potrafi usiąść i zrobić samemu.

@Overtime. Nadal przez wielu jest to postrzegane jako powód do dumy. I menadżer "o, tak bardzo się staraliśmy", i pracownicy "pokażę, że mi zależy". Tymczasem w 99% jest to po prostu brak umiejętności zarządzania (zwł. czasem).

Też mam wrażenie, że sensownie prowadzony projekt i sensowne AKA porządne rozwiązanie są tańsze. Tylko trzeba znać wymagania końcowe i warunki brzegowe (i tu się trójkąty przydają i "wybierz dowolne dwa"). Smutna bywa zmiana wymagań w trakcie, jak okazuje się, że połowę pracy można wywalić do kosza, więc koszty rosną (a budżet nie bardzo).

Boni avatar Boni
Thu, 24 Dec 2015 12:55:13
@rozie
"Tylko trzeba znać wymagania końcowe i warunki brzegowe"

Ba, już na to przecież mogę rantksiążkę napisać - przecież wymagania i warunki projektu to przeważnie część większego projektu czy jakiejś "całości"; otóż je też często tworzą oderwane od świata nerdy, zarządzane przez nowoczesnych managerów, razem tworzący jakieś koszmarne komitety. Np. przed chwilą dosłownie puściłem wyjasniającą emalię informatykowi inwestora (czyli ze 3 warstwy i dwa piony ode mnie, skromnego podwykonawcy podwykonawcy) nieco zdziwionemu w temacie osieciowania, ale nie mogłem zakończyć jej "A jak żeście wymyślili se wymagania z dupy i z zassania chubka czuja, bo wam się modne buzzwordy i fady inżynieryjne na musk rzucają, to nie dziwcie się, że wykonawcy i podwykonawcy usiłują je jakoś wypełnić". W nudnych technicznych szczegółach - redundant hot stand-by PLCs (ale niestety z kupą różnych gateways w koło) i full timestamping wszystkiego. Naprawdę, sam widziałem, wpisali to na poziomie inwestora w założenia małej durnej podstacji energetycznej, którą normalnie robi się na PLC ze średniej półki (np. takie jak w notce).

Codiac
Thu, 24 Dec 2015 13:07:52
@grokujący kierownik
Właśnie mam niestety wrażenie, że często taki kierownik, który kiedyś pracował na tym samym stanowisku, jakimi teraz zarządza, wcale nie jest lepszy, a czasami wręcz gorszy. Po pierwsze efekt neofity - wybił się, wskoczył do manadgementu, to teraz próbuje się pokazać, że zasłużył. Że teraz ma szersze spojrzenie. Spotkałem sporo takich w swoim życiu i to co się z nimi dzieje jakiś rok po awansie jest straszne. Oni są często bardziej oderwani od rzeczywistości niż ich własni szefowie.
Ba, zauważyłem ten efekt u ludzi którzy są nadal szefami, ale już np. mają obowiązki zastępcy kierownika. Ostatnio widziałem takiego, jak mój własny, poprzedni kierownik akurat poszedł na urlop. A inżynier który go zastępował zapomniał, że jemu płacą za bycie przede wszystkim inżynierem. Nagle okazało się że ma tyle konferencji, spotkań - z których połowę moim zdaniem mógłby spokojnie olać, ale nie, on chce mieć szersze spojrzenie - że na obowiązki inżyniera czy nawet na to żebyśmy my z nim coś omówili, nie ma czasu. Co nie jest takie złe, bo w tym momencie człowiek z inicjatywą (np. ja ;-) ) stwierdza, że skoro szefostwo nie ma czasu, to sami ustalamy co i jak robimy. Na to że próbowaliśmy to zgłosić i dostać odpowiedź podkładki mamy.

zz_top
Wed, 30 Dec 2015 10:18:05
@kierownik, który kiedyś pracował na tym samym stanowisku, jakimi teraz zarządza, wcale nie jest lepszy, a czasami wręcz gorszy...

Pewnie nie będę obiektywny, bo sam jestem takim właśnie kierownikiem, ale co mi tam. Dużo zależy (w moim odczuciu) w co taki delikwent stając się managerem uwierzył. Jak nadal wierzy w sprawność/umiejętności/wiedzę swoich kolegów to jego postawa ma szansę oscylować wokół "primum non nocere", czyli nie wpierdalać się (i nie pozwalać innym się wpierdalać), usuwać przeszkody w efektywnej pracy swoich ludzi, jak wyższy szczebel potrzebuje jakiegoś raportowania to wymyśla se takie, które nie obciąża pracowników, tylko jednoznacznie wykazuje ich wartość przed zarządem.
Niestety, jak stając się kierownikiem uwierzył, że manageros posiadają inną wyższą wiedzę tajemną i trzeba zgłębiać ją pilnie, bo inaczej nie ma szans wkupić się w tą klasę ludków, albo wręcz wypaść z niej z hukiem, to raczej będzie przesrane... Zwłaszcza dla podwładnych.

zz_top
Wed, 30 Dec 2015 20:43:10
@raportowanie
No i kurde wykrakałem! Mój bezpośredni przełożony nie chce powiedzieć, czy sam na to wpadł, czy zarząd mu narzucił (a on się bronił tylko tak leciutko), ale zarządził, że od dziś całą działalność R&D, którą prowadzę ja i kilku moich kolegów, trzeba opisywać na wykresie Gantt'a! Bo tak, i już! Noż kur...!!! Od kiedy to Gantt nadaje się do opisywania i raportowania czegoś, czego się NIE WIE, co dopiero się bada? Zwłaszcza jak profil działań R&D jest taki, że jeden głupi test rzuca nowe światło na kilkanaście innych zagadnień i może służyć zamknięciu lub rozwijaniu całych grup produktowych lub linii technologicznych...

red.grzeg
Wed, 30 Dec 2015 23:58:09
Najgorsi kierownicy których miałem w życiu to byli właśnie tacy powiedzmy senior inżynierowie, mianowani na stanowisko z tytułu doświadczenia, kompetencji, energii i ogólnego ogarnięcia połączonych z ogólnym parciem na awans, czy to dla kasy, czy to dla dominacji, czy to po prostu żeby sobie ustawić wszystko dookoła tak żeby było fajnie.

Powyższe cechy, ogólnie fajne i pozytywne nie robią same w sobie dobrego kierownika, z kogoś komu predyspozycji i umiejętności stricte kierowniczych jednak brakuje.

Powodują jednakże że to co kierownik robi jest najlepsze i wszystko robić trzeba tak kierownik wymyśli. A ponieważ kierownik jest rzeczywiście technicznie dobry, to bardzo trudno coś z tym zrobić. Powoduje to tendencje do wciskania się kierownika do wszystkiego żeby było dobrze i w granicy zestresowanym zespołem poganianym przez przepracowanego i pełnego agresji kierownika.

Boni avatar Boni
Thu, 31 Dec 2015 00:43:07
@kierownikowanie

Coś jest na rzeczy, powiedzmy, te istotne różnice, podnoszone w mądrzejszych książkach czy nieco lepszych firmach, między liderami a menadżerami.

@raportowanie

Ciekawe czy w CERN też mają gantty, i deadline na odkrycie, powiedzmy, jakiegoś bozona. A bardziej serio, nawet w normalnych NOWYCH projektach planowanie a la gantt udaje się IMHO w jakichś 30% przypadków (kiedy jest dobrze znane i określone zagadnienie i jego poszczególne elementy oraz ich interakcje, na jakie chcemy je rozbijać w gantt), bo bardzo często gówno wiadomo co i jak robimy, co po czym, no i ile czasu to zajmie - bo to jest NOWY projekt. A jak nawet wydaje się podobny do jakiegoś poprzedniego, to przeważnie - wydaje się. No ale wiadomo, jeśli się pytam z czyjego kciuka mam zassać info do gantta, jeśli np. nie mamy pojęcia ile czasu będziemy się uczyć używania narzędzi, które mamy zamiar użyć w projekcie, to się na mnie obruszają, że rzucam kłody na młyn tego całego zarządzania.

Codiac
Thu, 31 Dec 2015 14:17:43
Bo trzeba być kreatywnym, jak w tym dowcipie o pisaniu powieści w odcinkach, a nie tylko strzepywać pył z sandałów i mówić że "tak się nie da" ;-)
Jaka szkoda, że w życiu nie da się naprawić wielu sytuacji prostym - gdy już nasz bohater poradził sobie z tymi niedogodnościami...

rozie
Sat, 2 Jan 2016 19:30:39
@zz_top W sumie nie widzę większego problemu z raportowaniem Ganttem. Jak zaczynasz zadanie, to zaznaczasz, jak kończysz, to kończysz, jak jest w trakcie, to jest w trakcie. Prawa strona wykresu będzie się urywać na today, ale chyba o to chodzi, skoro chcą raportowanie Ganttem? ;-)

zz_top
Sat, 2 Jan 2016 20:09:09
@gantt
Sęk w tym, że nie chodzi tu o raportowanie, tylko planowanie R&D na wykresie Gantt'a. A zaprawdę powiadam ci poroniony to pomysł...

zz_top
Sat, 2 Jan 2016 23:12:54
@Jak zaczynasz zadanie, to zaznaczasz, jak kończysz, to kończysz, jak jest w trakcie, to jest w trakcie.

To by było przewidywanie na poziomie stacji meteorologicznej wikingów (dla niewtajemniczonych - drewniany palik wbity w ziemię na środku osady). Jak jest mokry to znaczy, że pada. Jak jest zimny to znaczy, że jest mróz. Jak go nie widać, to znaczy, że jest mgła...

Maciek
Mon, 4 Jan 2016 00:41:59
@CERN
W CERNie to jest akurat dość prosto - bo są ludzie którzy zajmują się teoretycznym przewidywaniem nowych cząstek i na podstawie ich modeli i obliczeń _przed_ budową akceleratora określa się jak długo trzeba zbierać dane żeby potwierdzić/wykluczyć istnienie nowej cząstki z rozsądną pewnością ("jak długo" jest w jednostkach świetlności - ang. integrated lumonosity - tzn. scałkowany po czasie przekrój czynny razy liczba zderzeń w jednostce czasu). Dalsze etapy, tzn. rzeczywista budowa akceleratora, zbieranie danych, analiza i wyciąganie wniosków są planowane zwykłymi Ganttami itp. i mniej więcej się zgadzają mimo produkcji na średnią skalę sprzętu dotąd prototypowego i stosowanie mało przetestowanych technologii. Tzn. dla LHC AFAIR sprawdzało się modulo awaria w 2008, która zresztą została nadgonion, a dla LEP chyba w ogóle, jak było ze starszymi nie pamiętam. Ale tam jest trochę możliwości nadganiania straconego czasu, bo jak akcelerator nie działa i tak, to można zrobić wcześniej jakieś prace budowlano-kablowo-przygotowawcze i zaoszczędzić czas później.




Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

laisar - Za co mi płacą
Mon, 23 Apr 2018 13:33
@Boni "gówno prawda, że za to się płaciło "zawsze...

Boni - Notka zastępcza
Sun, 22 Apr 2018 22:27
A nie wiem skąd mi się to Duxton wzięło,...

charliebravo - Notka zastępcza
Sun, 22 Apr 2018 10:46
A B-17, "Sally B" jeśli dobrze pamiętam, często stoi...

charliebravo - Notka zastępcza
Sun, 22 Apr 2018 10:44
@Boni Duxton = Duxford + Hendon, przez analogię do...

Boni - Notka zastępcza
Sun, 22 Apr 2018 09:35
Duxton zaliczone, bardzo przyjemnie. B17 nadal sobie...

cmos - Notka zastępcza
Sat, 21 Apr 2018 20:44
@charliebravo "I bardzo chciałbym jeszcze kiedyś do...

charliebravo - Notka zastępcza
Sat, 21 Apr 2018 19:39
@Duxford... O tak. Ja z kolei włóczyłem się po...

Boni - Notka zastępcza
Sat, 21 Apr 2018 16:00
Dotarlismy do Duxford, chyba chce tu zamieszkac....

Boni - Muza (48)
Sat, 21 Apr 2018 01:06
Moim skromnym zdaniem, wrażliwość na skomplikowanie,...

zz_top - Muza (48)
Fri, 20 Apr 2018 08:52
W ucho wpada, tekst fajny, ale macki mi opadają, gdy...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.87   BS 2012-2017