Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

zz_top - Premium
Mon, 12 Nov 2018 16:29
Na fali oglądania nowego nabytku znajomego (Mercedes E...

Boni - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 09:32
@Gammon Pewnie tak, gdzieś tam były używane....

Gammon No.82 - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 06:11
Czy mi się śni, czy morskie armaty z brązu bywały w...

Boni - Zakazane piosenki
Tue, 23 Oct 2018 00:06
@Hellk Ok, to jest nawet fajna muza (IIRC kiedyś to...

Fumiko - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:52
Z ładujących bateryjki to ja tylko to tutaj...

Codiac - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:44
@Punjabi Boni, jak znajdziesz więcej to podziel się...

Hellk - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 14:52
Jak juz wymysla auto ruszajace na trietyloboranie, to...

Boni - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 13:19
@Gatling No z rapem i dubstepem to faktycznie, zły...

Gatling - Zakazane piosenki
Sun, 21 Oct 2018 14:03
oj, nawet się nie będę pchać z moim...

Boni - Zakazane piosenki
Sat, 20 Oct 2018 01:57
@cmos, Blind Guardian Kiedyś już polecałeś,...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2015-03-15, niedziela
Tagi:  film
___________________________________
(ciąg dalszy po, czyli przegląd filmów "nowych" roku bezpańskiego 2015)

(minor spoilers alert!)

Birdman - chyba pierwszy obrazek w naszym tegorocznym cyklu, który był po prostu i wielostronnie dobry. Czy bardzo dobry, no, tu można się zastanawiać. Keaton i Norton genialni, fabuła zakręcona zarówno w sensie po-mo (bo wiadomo, to powinien być nie Birdman a Batman, grany przez Keatona ponad 25 lat temu, ale pewnie prawa autorskie itepe. no i zdaje się cała czwórka głównych aktorów jakiegoś superbohatera czy superbohaterkę kiedyś grała), także w sensie wizji Broadwayu i, że tak powiem, "zaplecza" Broadwayu, no i w sensie wizji i schizy głównego bohatera. Samo piękno i dobro, poza złą końcówką, i to wielokrotnie złą, powiedzmy - można ten film zakończyć w 3 czy 4 miejscach na 2 czy 3 sposoby, i każdy byłby lepszy niż to, na co się zdecydowali twórcy. Ale poza tym szczegółem, wymiata.

Fargo (serial) - zajął nam kilka tygodni, ale warto było. Nie wiem na ile Cohenowie partycypowali "tak naprawdę", ale jest duch i moc dawnego "Fargo", tylko znacznie lepiej rozłożone w czasie i przestrzeni, także w przestrzeni opowieści. Fabuła jest nieco inna, i też dobrze, bo nie sztuka rozdmuchać film do serialu. Aktorzy bardzo dobrzy - Freeman czy Thornton nie są może aktorami wszechczasów, ale jak casting wsadzi ich we właściwe role, to są samograje; Allison Tolman i Colin Hanks jako "niestandardowy" law enforcement wymiatają; nawet drugi i trzeci plan jest boski. Można by się minimalnie czepiać, że końcówka, że nieprawdopodobieństwa, że zarówno serial jak film ogrywają bardzo zgrane motywy - i co z tego, na tle typowej niestrawnej papki holyłuda czy nawet seriali, to są wyżyny wyżyn. Poleca się.

Gravity - był hype, były oczekiwania, jest bardzo średnio i miałko. Lubię Bullock, Clooney też daje radę, no ale to co kazano im zagrać to głównie głupoty. Zresztą, nie są przecież głównymi bohaterami, gdyż są nimi w tym filmie eksploracja kosmosu na niskich orbitach i rozpadające się pojazdy kosmiczne. Niby zaleta, że "rzeczywiste" tym razem i z Ziemią w tle, a nie startrekowo-starwarsowe z Naboo w tle, ale okazuje się, że twórcom filmów to praktycznie nie robi różnicy. A kasa spalona na efekty specjalne i wybuchi w kosmosie jak zwykle nie wystarczy, żeby film był do rzeczy. Ilość nieprawdopodobieństw (co gorsza, nie tylko technicznych), deuxes of machines, "nadludzkim wysiłkiem wydostała się z opresji (i natychmiast się rozebrała z kombinezonu)" itp. zjawisk przekracza w "Gravity" stężenia znane z bohaterskiego kina radzieckiego. Ogólnie, rozczar.

Total Recall (2012) - czyli zaległy dla nas remake klasyka Verhoevena, z klasyki P.K. Dicka. Wersja skrócona recenzji - to zły film jest. Wersja wydłużona - to bardzo bardzo zły film jest. Verhoeven nadrabiał dziury fabuły, świata przedstawionego i budżetu swoimi spaczonymi pomysłami i brawurą, i było to w 1990 w miarę świeże i dawało radę. W 2012 dorzucili do dziur odziedziczonych po Dicku i Verhoevenie 712kg głupoty i bzdur, w sensie S i F w SF, ale też w sensie strategii i taktyki, tudzież motywacji i "twistów" fabuły; dorzucili tyle bezsęsu i to niepotrzebnie, że po prostu ręce opadają. I podobnie jak w innych nowych SFach, obejrzanych w tym cyklu, poprawna gra Farrella, Beckinsale, Biel czy Cranstona nie jest w stanie utrzymać w kupie piramidalnej bzdury.


Poza konkurencją: miałem fazę na "Terminatory", więc obejrzałem trzy prawie ciurkiem i a) są lepsze niż pamiętałem po latach b) Cameron jest bardzo dobry w te klocki (czasem - niestety, ale przy "Terminatorach" - całe szczęście) c) Wojtek Orliński kiedyś, na spotkaniu "post-baryłkowym" (devirtu grupy usenetowej prfsff), po wywiadzie z Cameronem (IIRC na tle produkcji przez C. "Solaris") opowiadał i zalewał się, jak to Cameron napinał się i srożył, że "Terminatory" są dramatem egzystencjalnym a nie zwykłą napierdalanką SF, co trudno było znieść i nie wybuchnąć nawiedzonemu Jamesowi śmiechem w twarz. I wtedy nawet się z WO zgadzałem i też się obśmiałem. Ale po latach i ponownym obejrzeniu "T." jednak Cameron miał wiele racji, to są dramaty, nie tylko egzystencjalne, ale na wielu poziomach (na poziomie wyboru a obowiązku, hybris i nemezis, związków ludzi i maszyn, dylematu Kasandry, itd); może nie nawiększe i najlepiej opowiedziane na świecie, ale niezłe, całkiem niezłe, znacznie lepsze niż wiele innych; plus bonusowo rozpierducha i SF.





laisar
Tue, 28 Apr 2015 12:59:28
Gravity - niestety faktycznie takie se, chociaż być może bardziej względem rozdmuchanych oczekiwań? W każdym razie szkoda o tyle, że bez nadludzkiego wysiłku była szansa na całkiem fajne filmidło.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018