Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2014-10-17, piątek
Tagi:  przemysł
___________________________________
..czyli jestem czuły na dziwne zbiegi okoliczności, a szczególnie gdy są wredne. I pamięta się je cholernie dobrze. Oraz są dla mnie przesłanką czy wskazówką, jak pięknie można rozwijać (i rozwijano) na ich podstawie myślenie magiczne, fałszywe wiary i niemądre religie.

M.in. na takim zbiegu okoliczności zleciał mi kawałek tego tygodnia i z pół dnia wizyty serwisowo-uruchomieniowej zrobiło się półtora dnia - kiedy se minimalnie grzebnąłem w dosyć skomplikowanych programach napędów maszyna dostała lekkiego pierdolca, a kiedy zaraz zauważyłem, że coś nie bangla, i przywróciłem backupy, świeże jak chrupiąca buła, maszyna w odwecie dostała wariacji na maksa. Co skończyło się pół dnia kombinacji z backupami, weryfikowania programów i obliczeń, i na końcu badaniem (aż do hardware) najbardziej podejrzanego ogniwa, czyli enkodera (full profi, 1024imp/obr). Dopiero na drugi dzień doliczyłem się, że kółko "trakcyjne" enkodera, jadące po mierzonym materiale, nieco odkręciło się od ośki i po prostu mamy leciutki poślizg (BTW jakby był duży czy skokowy to zorientowałbym się po godzinie a nie na drugi dzień... ale oczywiście był to poślizg wredny, płynny i na poziomie losowych paru procent). Rzecz jasna, łeb razem z płucami oberwałbym gościowi odpowiedzialnemu za niedokręcenie tej malutkiej śrubki, ale wygladało na to, że odkręciło się od wibracji po prostu (na ośce został ślad dociśnięcia, więc kiedyś było dokręcone).

Jakie jest prawdopodobieństwo, że durne kółko zacznie się ślizgać na ośce dokładnie wtedy, kiedy zmienia się program maszyny - nie podejmuję się oszacować. No dobra, zdaje się, ślizgało się losowo wcześniej, dlatego klient się wzburzył, że nowa maszyna nie bangla jak powinna - ale oczywiście pół dnia jak przy niej rozkminiałem, działała ideolo; dopóki nie zmieniłem programu...

W sumie to był drobiazg, frustrujący, wredny, ale drobiazg. Za to przypomniał mi Największą Przemysłową Masakrę (Ze Przesądnym Zbiegiem Okoliczności), jaką w życiu widziałem.

Prawie 20 lat temu (dżizaz, jaki ja stary jestem...) rozbudowano sporą oczyszczalnię ścieków sporego zakładu w którym robiłem za brygadzistę - automatyka utrzymania ruchu; dołożono 30% przepustowości, więc wielki zbiornik, kupę pomp, zaworów i całego tego złomu. Ktoś wymyślił, że może sterowanie i całą elektrykę zrobić "po taniości" w ramach wewnętrznych albo na zlecenie. Dyr tech był srogi, ale w sumie do rzeczy, więc załatwił, że poszło prawie wszystko na umowy-zlecenia, a zaprawdę powiadam wam, było czym się dzielić. Stąd np. skasowałem sporo za projekt (który zrobiłem) i za wykonanie, dosyć prymitywnego-przekaźnikowego sterowania; mój kierownik za nadzór i projekt (który udawał, że zrobił); elektrycy za wykonanie i montaż sporych szaf (bo sporo pomp rzędu 20kW itp. dupereli); hydraulicy za montaże zaworów, rur itp. (tu część zrobiła firma zewnętrzna); ich kierownik za projekt "hydrauliczny", itd itd. Ogólnie spora robótka, ale w sumie wszyscy byli zadowoleni - pracodawca, bo zapłacił połowę wzg. dania tego na zewnątrz, pracownicy, bo spokojnie i bez większych napinek, dorobili sobie drugie i trzecie pensje. W sumie była to moim zdaniem jedna z fajniejszych akcji w jakich brałem udział, gdzie nie łamiąc, a nawet nie naciągając, prawa pracy i okolic, zrobiono coś sporego porządnie i bez tracenia czasu i zasobów na użeranie się z outsourcingiem czy wykonawcami.

Całe sterowanie "nowego" musiało współpracować ze "starą" oczyszczalnią (coś ze 6 szaf-bydlaków, 2 egzotyczne sterowniki PLC), więc powpinaliśmy się nieco, ale tylko na wejścia-wyjścia i tylko konieczne minimum; żeby nie spieprzyć czegoś, bo skądinąd mieliśmy zero wsparcia i backupu, gdyż dostawca oczyszczalni zbankrutował w międzyczasie.

Po wykonaniu, pospinaniu i uruchomieniu, i dograniu detali oczyszczalnia hulała sobie bardzo ładnie, z poważnie zwiększoną przepustowością. Po miesiącu czy około, uznano, że można wszystkim zainteresowanym zapłacić. W piątek rano poszła kasa; kiedy naród wychodził z pracy o 15:00 atmosfera była szampańska, bo jw. było czym się dzielić, i chłopaki mieli zaciesz, łącznie z piszącym te słowa.

Czy mówiłem już, że był to piątek trzynastego? no to właśnie mówię (a mały research podpowiada, że był to najpewniej rok 1996). Nawet ktoś zażartował, że kasa to i tradycyjnego pecha łagodzi.

Pod wieczór ok 22 wróciłem do pracy, zdaje się miałem za kogoś nadprogramową nockę, nie pamiętam zresztą. Na warsztacie automatyki żywego ducha, mój J. gdzieś się zawieruszył. Na warsztacie elektryki tylko przeciąg, dyżurny P. też się zawieruszył? Hm, przecież koniec zmiany jest. Na warsztacie hydraulicznym podobnie. W ogóle pustki na dziale technicznym. Zanim się na dobre zdziwiłem i obdzwoniłem fabrykę, napatoczyli się mechanicy, wracający z jakimś złomem, więc zapytałem, czy nie mignął im gdzieś J. albo P. na produkcji? "A zdaje się są na oczyszczalni, bo coś tam się zjarało" Aha. Luzik, pewnie jakiś silnik wyjarało, albo może stycznik, średnio raz w miesiącu coś się przypalało. Stwierdziłem, że się przejdę.

Na oczyszczalni (spora wygodna hala, jakieś 30x30m, z sitami, flotatorem, filtrami, itp. w kącie szereg szaf sterowania, starych i nowych) zastałem taki obrazek - hala w śmiertelnej ciszy i bezruchu; dyżurny hydraulik przerażony w kącie, udaje że rozbiera jakąś starą pompę; elektryk P. stoi pod ścianą w postawie zasadniczej (serio, ruki pa szwam, itd.); mój człowiek J. pomału i ostrożnie grzebie w 6 otwartych szafach; a przed szafami stoi dyro techniczny, szef szefa, i pomimo zakazu pali papierosa, ale ledwo do gęby trafia, tak mu ręce latają. A nad wszystkim unosi się, przebijając dyrektorskiego peta, wyraźny zapach spalonej izolacji i plastiku.

Zanim padło jakiekolwiek słowo, było jasne, że płyniemy pod prąd bez wioseł, w szambie znacznie głębszym, niż zbiorniki, na których stoi hala.

A liczne i chaotyczne słowa, które padły, można streścić "spaliliście całe sterowanie, oczyszczalnia stoi, w poniedziałek produkcja stoi, więc wszyscy jesteśmy zwolnieni". Ponieważ jakoś z natury jestem odporny i trudny do zajebania w takich okolicznościach przyrody jak powyższe (może wyjątkowo dużo i od dziecka spieprzyłem, a może za często mnie stresowano, a może za mało, a może diabli wiedzą), generalnie przyszło mi zrobić szefu szybką psychoterapię i postawić go do moralnego pionu tudzież wlać otuchy, w deseń "dobra, jasne, tak, spaliliśmy, ale jest piątek, do poniedziałku daleko, wtedy będziemy się zwalniać; a na razie to może ustalę, co się stało, że się zesrało i pomogę J. w rozkminie i szacowaniu szkód, a za pół godzinki se pozytywnie pogadamy o planach weekendowych, ok?". Szefu na tyle się ogarnął i wziął w garść na moją mniej więcej zimną krew, że przestał marudzić i przeszkadzać.

Okazało się, że ktoś nie dokręcił dokładnie jednego z przewodów dużego stycznika (BTW dobrze wiem kogo prosiłem, żeby przeleciał przez wszystkie duże styczniki i dokręcił śruby na wszelki wypadek, na koniec montażu...) - niedokładnie przewodzący śruba/łącznik zaczął się palić, od tego zaczął palić się przewód, po wyjaraniu i nadtopieniu pół metra, przetopił się na skrzyżowaniu do wiązki przewodów sterujących i przerzucił 230V do sterowania 24V, niefortunnie - na różne obwody obu części, starej i nowej. Nową część zrobiłem tak, że nawet nie drgnęła, spadło tylko trochę bezpieczników i ze dwa przekaźniki poleciały, ale stara część dostała przykładny fpierdol - w połowie zasilaczy 24V z tranzystorów mocy-wyjściowych zostały samotne osmalone nóżki, podobnie z wielu optoizolatorów na kartach wejść i wyjść PLC. Jak zaznaczyłem, egzotycznego (made in szwajcarland) i bez serwisu.

Czyli, ogólnie, klasyka porażki elektryków, z przerzutem na automatyków. I tyle na temat "porządnej roboty".

Ale też, nie ma co płakać nad stopionym plastikiem - zaordynowałem J. wyciąganie jak leci wszystkiego nadpalonego, żeby na warsztacie zrobić przegląd i spisać części, kopnąłem w d... P. żeby nie stał jak słup, tylko spadał do domu a w międzyczasie przysłał zmiennika z przewodami, niech wymienia co wyjarane i dokręca co niedokręcone, po czym przyszło ustalić z szefem Plan. Chociaż nie, przyszło mi opowiedzieć plan, bo nie było co i po co ustalać. W sumie dość trywialny:

"Do poniedziałku nie naprawimy tego raczej; nawet jeśli części ktoś przywiezie w niedzielę z Wolumenu i jeśli dobrze mi się wydaje, że wszystko co odstrzeliliśmy, jest handlowe i do dostania. Zresztą, jak któryś PLC dostał w mózg 230V i szlag go trafił, o czym dowiemy się po naprawieniu zasilaczy, no to leżymy naprawdę serio i na całego. Ale tym wszystkim będziemy martwić się potem, nawet poniedziałkowym zatrzymaniem całej produkcji będziemy martwić się w poniedziałek, bo na razie mamy zaledwie dobę-półtorej zanim skiśnie oczyszczalnia biologiczna, a z drugiej strony osiądzie i zamuli komorę fermentacyjną, i już wtedy, najpóźniej w niedzielę rano, będziemy mieli przesrane do kwadratu. Dobrze mówię, H.?" - próbowałem wciągnąć do rozmowy przestraszonego hydraulika, skądinąd bardzo doświadczonego i kumającego rzeczoną oczyszczalnię, ale był w stanie tylko pokiwać główką ze swojego kącika. Szefu w tym momencie, że tak powiem, słuchał bardzo uważnie i zaangażował się w rozmowę całym sercem i rozumem. Ale zanim zaczął na dobre marudzić i machać rękami, skończyłem mniej więcej:

"Dobra, dobra, tak, zara. To jest stan. Plan jest taki - przekrosuję do jutra te wszystkie szafy na tyle, żeby przynajmniej kluczowymi gratami, szczególnie biologią i fermentacją, dało się operować ręcznie - mam wrażenie, że na szczęście mamy w magazynie dość przewodu, zasilaczy i innych drobiazgów. Nie będzie wypasionych blokad, regulacji poziomów, timerów, cykli czasowych; będzie zylion przełączników i operatorzy-hydraulicy będą musieli robić to, co normalnie robi PLC - na szczęście cykli szybszych niż parominutowe tu nie ma, większość to godzinne. Kluczowe regulacje temperatury, wszystkie trzy, też sa niezależne od PLC. A kontrole poziomów, cóż, mam nadzieję, że nie zajeżdżą na sucho jakiejś pompy czy nie przeleją jakiegoś zbiornika, cudów nie zrobię, będą musieli biegać po obiekcie i uważać. Innego wyjścia nie widzę. Pasi?"

No jak nie jak tak, oczywiście.

Po czym z nieco uspokojonym szefem udaliśmy się w kierunku warsztatu, na jego prośbę okrężną drogą "przez teren", żeby se spokojnie porozmawiać bez świadków. I nie, nie chodziło o to, żeby mógł mnie zjebać, albo że ja mu jeszcze bardziej maczystowsko nawkładałem. Po prostu pospacerowaliśmy i pogadaliśmy o szczegółach (bo szefu był nawet dosyć kumaty, choć mechanik z zawodu), czemu to czy owo zrobiono tak a nie lepiej, i czy można zrobić lepiej (zawsze można) i bezpieczniej na przyszłość. Tudzież o roli nadzoru i pewnych osób w projekcie.

Po czym dostałem oficjalną zgodę na Plan, tudzież przykazanie, żebym się przypadkiem nie szczypał i jeśli będzie potrzebna pomoc czy środki, mam żądać, rozkazywać, wymagać, powołując się na dyra rozkaz i autorytet, a jak trzeba, ściągać ludzi a nawet kierowników. Ale wzruszyłem na to brewką zaledwie, bo było jasne, że tłumów mi nie potrzeba.

Potrzeba było coś koło 200m przewodu i ze dwa pudełka przełączników i przekaźników, i jakieś 10 godzin; potem musiałem jeszcze rozpiskę zrobić co jest do czego w pajęczynie oplatającej 6 szaf elektrycznych, i do domu.

A po dostarczeniu części i naprawie gratów, bodaj około środy oczyszczalnia ruszyła w automacie - PLC okazały się zaprojektowane ok i z dobrej półki, bo w żadnym nie przestrzeliło poziomu optoizolacji I/O; po naprawie zasilaczy, wejść i wyjść, wstały jak gdyby nic się nie zdarzyło.

To był chyba mój najbardziej trzynastopiątkowy piątek trzynastego. Aż przykro pomyśleć, kiedy zobaczylibyśmy kasę, gdyby wypłata została odłożona np. do poniedziałku. Czyli może jednak było tu szczęście w nieszczęściu.

Tudzież, bonusowo, nieco skumplowałem się z dyrem przez tę i parę innych akcji, a przez to z kolei - parę następnych lat życie pracowo-zawodowe płynęło tak jakby bardziej należycie.


(Już po napisaniu notki poszedłem sentymentalnie na maps gugla i okazało się, że streetview jeździ nawet po zadupiach podlaskich, stąd obrazek bohaterki notki - walce po bokach to "stara" biologia, garb za garażem, to komora fermentacyjna (beztlenowa, biogaz i takie tam), za garbem pudełko hali głównej, ze sterowaniem itd. "nowy" zbiornik niewidoczny w głebi za halą. Welcome to digital szambo.)

szambo





cmos
Sat, 18 Oct 2014 15:36:45
Piękna historia, ale ona jednocześnie pokazuje dlaczego firma zewnętrzna musi wziąć minimum dwa razy tyle. Bo przecież to co się wam zdarzyło nie jest jakieś niespotykane i absolutnie wyjątkowe. Shit happens. I trzeba mieć zapas na takie sytuacje.
A od dłuższego już czasu zleceniodawcy duszą koszty jak tylko się da, stawki coraz niższe i powoli jest coraz mniej miejsca na robienie czegokolwiek porządnie. Jak widzę z Twoich opowieści w Twojej branży jeszcze się to jakoś kręci, ale tam gdzie ja się obracałem i obracam to powoli ręce opadają.

bzyk
Sat, 18 Oct 2014 21:54:23
No fajnie się czyta, ale mam pytanie: Dlaczego sterowanie leciało tak blisko przewodów siłowych? Miejsca w szafie nie było?
Te PLC były dwa, bo redundancja to była?
A jeśli chodzi o prowizorki, to u mnie w robocie już od roku coś takiego hula, i to w 13 szafach. Firma przyszła zaczęła robić modernizację, i w międzyczasie umarła :-)

Boni avatar Boni
Sat, 18 Oct 2014 22:36:19
@cmos

IMHO firma zewnętrzna bierze x2 albo i x3 bo musi mieć na mercedesa prezesa i na zimówki do niego. A bardziej serio, bo ma dużo kosztów własnych, stałych, dodatkowych wzg. organizacji wewnętrznej (jeśli jakaś org. wew. jest i ma już zasoby). Ale nie czarujmy się, że bierze więcej, bo wkalkulowuje ryzyko wpadek jak w noci; to nie są okoliczności czy kwoty na które możesz "zrobić zapas", możesz się co najwyżej ubezpieczyć (BTW to akurat w I świecie zachodzi).

Co do robienia porządnie, już dawno nic nie robiłem porządnie, ba, dawno nie widziałem czegokolwiek zrobionego porządnie. Znaczy, w sensie całościowego projektu i/lub jego oprogramowania, bo np. akurat szafy elektryczne czy sterujące nasz szkocki warsztat robi bardzo porządnie.

@bzyk

Blisko nie leciało, nawet nie leciało w jednym korycie, ale w końcu było skrzyżowanie (siłówka góra-dół, sterownicze między szafami poziomo) i jak tam "doszło", to się przetopiło. Niefortunnie, bo między stycznikiem a tym miejscem przewód i korytko też spłynęły, ale jak na złość nie przepaliło do innych równoległych siłowych (tylko posklejało) - wtedy wyrwałoby spore bezpieczniki i ktoś by to odkrył wcześniej i historyjki by nie było.

PLC były dwa niezależne, jeden dla części wstępnej oczyszczalni (sita, zbiorniki, flotator, itp), drugi dla biologicznej i fermentacyjnej. Każdy miał 3 szafy "pod sobą" (zasilania+PLC, sterowania+zawory, siłówka).

Tak jak masz na zdjęciu, to widuję od zawsze, w co drugiej starszej instalce, także w UK. Przy ekstremach z poprzedniej pracy, czy tym co obecnie widuję u klientów, to twoje zdjęcie jest jak kotek przy godzilli. Ostatni hardkor, to było jak u klienta zabawnie nie zabanglały blokady, do których mam się kiedyś wpiąć (nawet po wyjęciu przekaźników, zaskakująco, zupełnie i całkowicie - nic nie zaszło), więc poleźliśmy zajrzeć, gdzie to tak naprawdę wpięte, ja robiłem za kibica, lokalsi zafrasowani. No więc ostrożnie otwarliśmy szafę z kategorii max, czyli 2x2.5m, w niej ori PLC normalnie, ale bydlaki, trzy czy czteropoziomowo, jakiś 1000 I/O, poniżej tym odpowiednio naryćkane listew i kabli i różności, a do tego upgrejdy PLC i różności na podłodze, na bokach, nie wiem czy pod sufitem czegoś coś było, i rzucone chaotycznie w wszystkie strony wiązki jak moja ręka plus drugie tyle luzem, nie w wiązkach. Zaprawdę, powiadam ci, zamykaliśmy to dwa razy szybciej i trzy razy ostrożniej niż otwieraliśmy. Następnym razem może zdjęcie zrobię, bo to nie koniec tematu, niestety. Skądinąd, też oczyszczalnie.

rozie
Sun, 19 Oct 2014 10:07:15
A nie jest tak, że firma zewnętrzna bierze dwa razy tyle dlatego, że co prawda zrobi to mniej efektywnie (nie znają systemu, muszą się nauczyć), ale z większą kulturą... projektowo-organizacyjną  (typu dokumentacja, nadzór, testy, ogólny know-how, ogólna zgodność ze sztuką)?

W tym konkretnym przypadku: byłby ktoś, kto by podokręcał wszystkie śruby. Nie dlatego, że go prosisz, tylko dlatego, że ma takie zadanie w pracy. Być może jedyne w tym projekcie. I nie zapomni, bo nie jest zmęczony zasuwaniem na dwa etaty (co de facto miało miejsce).

Nie żebym bronił outsourcing tak ogólnie, co to, to nie. Chodzi o zalety w tym konkretnym przypadku.

Bo czy mercedesa i zimówki będzie miał prezes lokalny, czy firmy zewnętrznej, to jakby kwestia wtórna.

Boni avatar Boni
Sun, 19 Oct 2014 11:47:43
@rozie

A nie jest tak, że firma zewnętrzna bierze dwa razy tyle dlatego, że co prawda zrobi to mniej efektywnie (nie znają systemu, muszą się nauczyć), ale z większą kulturą... projektowo-organizacyjną (typu dokumentacja, nadzór, testy, ogólny know-how, ogólna zgodność ze sztuką)?

Nie wiem skąd pomysł, że autarkia oznacza mniejszą kulturę projektowo-organizacyjną, słabszy know-how, mniejszą zgodność ze sztuką (szczególniej w kontekście konkretnie danego proejktu, miejsca i czasu). Oczywiście przekomarzać się możemy do zdechu, bo przecież na to są tylko anecdata; po ponad 20 latach pracy w branży, po obu stronach barykady, czyli z dostawcami (mniej i bardziej czołowymi) i utrzymaniem ruchu (mniej i bardziej ogarniętym), mogę wysypać grube kB tekstu na każde z czterech pól matrycy internal/outsource vs sukces/katastrofa.

W tym konkretnym przypadku, tak samo ktoś powiedziałby "ej, a na koniec przelećcie wszystkie siłowe śruby", ktoś odpowiedziałby "ok" po czym tego nie zrobił / zapomniał / ominął jedną. Bo może byłby zmęczony zapieprzając na trzy etaty (dwa elektryka i jeden kierowcy vana), może roztargniony, kto go wie.

BTW w mocy jest to, co dawno temu pisałem - w praktyce podejście do zadania ("jak spierdzielimy, będziemy mieli przesrane przez parę lat" vs. "jak spierdzielimy, zejdziemy 10% z ceny") i konsekwencje zawsze możliwego faila ("w poniedziałek nas wszystkich zwolnią" vs. "od poniedziałku w tym zakładzie nie będzie dla nas zleceń") są IMHO zupełnie różne i generują inne jakości.

Bo czy mercedesa i zimówki będzie miał prezes lokalny, czy firmy zewnętrznej, to jakby kwestia wtórna.

Ale to nie jest jakaś alternatywa logiczna - przecież lokalny i tak będzie miał merola z naszej krwawicy, z definicji; pytanie jest, czy ten zewnętrzny też go będzie miał, czy jego merola i zimówki podzielimy między wykonawców wewnętrznych (oczywiście także tych odpowiedzialnych za organizację, know-how czy dokumentację itp.).

charliebravo
Mon, 20 Oct 2014 14:30:32
@Zewnętrzna firma zrobi lepiej.
Taa, pewnie. Znaczy, jeśli lokalnie nie ma specjalistów i/lub chęci (nader często specjaliści są, tylko wiedzą że nie dostaną w nagrodę nic prócz ekstra obowiązków i odpowiedzialności), to zewnętrzna firma być może zrobi. A być może nie. Anecdata: pewna japońska fabryczka branży automotive w Polsce powiedzmy B potrzebowała upgrade'u systemu automatyki, o trochę bardziej dokładny monitoring co, kto, kiedy i gdzie, a najważniejsze z których surowców. To dla Toyoty: element się sypie w samochodach, więc Toyota daje numer elementu a oni chcą móc zagłębiać się dalej.
Trywialna sprawa, zero sterowania, no ale fabryczka nie miała dostawcy automatyki w Polsce (bo wszystko w kawałku przyjechało skądśtam), a facet od utrzymania ruchu zajmował się głównie wymigiwaniem od roboty (po mistrzowsku, trzeba przyznać).
Mieli za to dostawcę softu biurowego i okolic: SAPy, serwery, drukarki. No i tak się lubili, że system zamówili u tego dostawcy. Ten jako "pierwszy etap" sprzedał im za setki kilobaksów (to było naście lat temu, drogo) zajebisty wieloprocesorowy serwer, taki mały superkomputer prawie i wypasioną licencję Oracle. No bo wicie, rozumicie, te dane będzie trzeba mieć gdzie trzymać, szybko podawać, bo to krytyczne dla process accounting, bla bla bla.
Jako drugi etap fabryczka dowiedziała się, że dostawca nie wie jak podłączyć liczniki z PLC Mitsu Alpha na hali do tego serwera, więc sorry, poszukajcie kogoś, kto potrafi.

Ktoś, kto potrafił zrobił to potem na małym pececie z kawałkiem softu w C (dostęd po PLC działał tylko przez ActiveXa), darmowym PHP i Postgresem. Śmigało jak burza, a danych było jakieś mega dziennie.

@Koszty zewnętrznych
Należy dodać koszty akwizycji zlecenia, bo jeśli się komuś wydaje, że firma automaki tak po prostu wjeżdża do elektrowni czy fabryki i dostaje zlecenia, to ma racje, wydaje mu się. I nie, nie mowa o łapówkach (nigdy nie widziałem), tylko o tym że wzmiankowany prezes merolem i autostradą raz na miesiąc przez dwa lata zasuwa do EC, zanim coś sprzeda.

Boni avatar Boni
Mon, 20 Oct 2014 17:04:26
@charliebravo
@superkomputer zamiast rozwiązania

Właśnie, to jest typowy problem, że dostawcy zarabiają na gratach, więc pociskają najdroższe możliwe graty w największych ilościach. Zupełnie jak typowy serwis samochodowy czy budowlano-remontówka. A nawet pomijając marże i upusty, to jeszcze dochodzi kwestia "skoro serwerek kosztował X, to wiecie rozumiecie, ta robota też musi kosztować X", co ułatwia życie i negocjacje, gdyż jeśli serwerek kosztował 10% X to trudno wydębić od menagemend godziwe 50% X za robotę.

@koszta akwizycji

Prawda. Tudzież w drugą stronę, miewałem: "fajnie że potrzebujecie takiej maszyny, ale żeby nam się opłaciło ją budować, to albo zamówicie 10szt, albo zapłacicie za prototyp x3" - "ale my jedną potrzebujemy..." - "no niestety, oferta będzie jak za 3"; no zupełnie jak negocjacje z żulerką spod piwiarni GSowskiej o wykopanie kawałka rowu, "to się nie opłaca".

Codiac
Mon, 20 Oct 2014 18:58:34
Dodajmy jeszcze jakieś urojone "cięcie kosztów", które oczywiście okazuje się generowaniem kosztów, ale w momencie podejmowania decyzji managierowie mają poczucie, że właśnie firmie zaoszczędzili parę buksów.

Dwie anegdotki ze starej pracy, powiązane.
Firma miała sporo drukarek. Praktycznie w każdym pokoju jedna, lekko licząc ze 200 by się znalazło. No to nic dziwnego, że co jakiś czas się psuły - brudziły się wałki, coś się ułamywało, wkręcony papier wyciągaliśmy my w 90% przypadków, ale czasami użytkownicy sami próbowali i tak go rwali że zostawały małe kawałki w środku - czyli bez rozkręcenia ani rusz.
Dlatego co jakiś czas wpadał pan Janek , który szedł do administracyjnych, brał listę drukarek do naprawy, odwiedzał każdy pokój i na miejscu naprawiał. Jeśli nie mógł na miejscu, to załatwiał wywóz i za dzień, góra dwa odwoził. Pracował szybko, solidnie i niedrogo, każdą drukarkę jeszcze oczyszcił w gratisie i dawał nam rady gdy dostrzegał powtarzający się problem, który helpdesk mógłby sam ogarnąć.
A i tak 1-2 razy do roku, regularnie, ktoś wpadał na pomysł żeby tu uciąć koszty i wyszukiwał jakiś serwis, który miał to załatwić lepiej. Serwis z reguły nie dojeżdżał, tylko trzeba było im dowozić, naprawiał po kilku dniach, a liczył sobie więcej niż pan Janek, więc po max miesiącu znowu widzieliśmy znajomą twarz, ale potem ktoś znowu wpadał na "genialny" pomysł innego serwisu.

Druga sprawa - niektóre drukarki często brudziły wydruki. Wzywany pan Janek od razu stwierdzał, że to przez zamienniki tonerów do nich. Opinia o dziwo była brana pod uwagę i zamienniki odstawiano, a kupowano oryginalne i faktycznie problem ustępował. I znowu, mniej więcej na pół roku, kiedy to ktoś uznawał że trzeba przejść na zamienniki. Pan Janek przyjeżdżał, czyścił, wspominał że to przez zamienniki, wracano do oryginałów. I tak w kółko. Oczywiście zamienniki plus regularne czyszczenie całkiem sporej liczby drukarek wychodziły drożej niż oryginały, po prostu ktoś zapominał, że to jest znany element kosztu ich utylizacji.




Licencja:

Creative Commons License

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

red.grzeg - Wielki brat paczy
Mon, 15 Jan 2018 08:24
Tak, teraz (od 2 lat?) da się założyć firmę bez...

charliebravo - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 20:33
@księgowy DG (księgowy jest za 3-4 stówki, widzę...

Boni - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 19:46
@charliebravo Primo, dlatego nawiązałem do...

Codiac - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 19:36
'Tutejsze banki, tak, śmierdzą na milę XIXw' ...

janek.r - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 18:56
@czyli czego, 206sw? skoda fabia kombi. ...

charliebravo - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 18:14
@Janek Ok, chodziło mi o „uogólniony za duży...

janek.r - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 17:42
@ilu ludzi wozi kombiakiem bądź SUVem jedno dziecko....

charliebravo - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 15:49
@Prowadzenie firmy w PL No wiec ja mam wrażenie (DG...

charliebravo - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 15:35
@„Hint - rozmawiasz na blogu człowieka, który...

Boni - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 12:58
@doxa @tłumaczenie księgowości w UK No...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.84   BS 2012-2017