Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Premium
Wed, 14 Nov 2018 13:35
@zz_top Tak szczerze, to nie ogarniam i nie wnikam,...

zz_top - Premium
Wed, 14 Nov 2018 08:52
Ej, ale czemu ty jako premium szukasz w Audi A7 czy...

Boni - Premium
Wed, 14 Nov 2018 03:11
Obejrzałem sobie różności i powiedzmy, chyba...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:24
@zz_top A to faktycznie porażka. Powiedzmy, dalsze...

zz_top - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:07
Nawet mnie zaciekawiłeś tą germańską trójcą i...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 19:47
@zz_top Zapewne masz rację, tyle że z merolami ze...

zz_top - Premium
Mon, 12 Nov 2018 16:29
Na fali oglądania nowego nabytku znajomego (Mercedes E...

Boni - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 09:32
@Gammon Pewnie tak, gdzieś tam były używane....

Gammon No.82 - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 06:11
Czy mi się śni, czy morskie armaty z brązu bywały w...

Boni - Zakazane piosenki
Tue, 23 Oct 2018 00:06
@Hellk Ok, to jest nawet fajna muza (IIRC kiedyś to...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2014-08-10, niedziela
Tagi:  namysł, przemysł, fun
___________________________________
Jestem w tytułowym temacie zupełnie przeciętny, jak mi się zdaje - uwielbiam wyzwania, kiedy sam je sobie stawiam; nie przepadam za stawianiem mi wyzwań. Treść i waga wyzwania ma przy tym niewielkie znaczenia, a jego pokonanie lub nie, oczywiście nie ma najmniejszego znaczenia - dawno temu moim mottem stało się "failure is always an option" (nieco parafrazując popularne, acz apokryficzne "failure is not an option", BTW a wiecie, że Gene Kranz nadal żyje!? chyba se obejrzę z tej okazji "Apollo 13" czy coś)

Mam o tyle fajnie, że obce wyzwania stawia mi przeważnie rodzina albo praca, a nie złoczyńcy w ciemnych zaułkach albo rządowi siepacze, nawet jeśli zwani ZUS czy HM Revenue czy podobnie; czy jakieś inne plagi i kłopoty, i tak dalej, i tak dalej. Nie wiem, może kroczę w dolinie ciemności, ale zła się nie uleknę, bo to ja jestem złem w dolinie, a może to tylko skuteczne i ostrożne planowanie tzw. życia, faktem jest, że problemy i wyzwania o jakich słyszę czy widuję u znajomych, w newsach czy innych plotach, o literaturze nie mówiąc, wydają mi się czasem z innej planety. Stąd moje życie jest raczej nudne, no ale właśnie takie mi się podoba, jw. z dokładnością do rodziny i pracy, które głównie dostarczają rozrywki (w sensie skrzynki granatów, a nie w sensie zabawnej gry czy grywalnej zabawy).

Na wyzwania stawiane przez rodzinę poradzić da się niewiele, rodzina jest i nie mam zamiaru z niej rezygnować, co najwyżej z rodziny można wyrosnąć, chyba (i mam tu na myśli dowolne pokolenie i relacje, a nie tylko nasze dzieci), więc pozostają wyzwania stawiane w pracy. Które z grubsza dzielą się na żerne i łamane, oraz hybrydowe.

Żerne to wyzwania oparte na głupiej przypadłości Wszechświata, zdefiniowanej jako "wszelkie zasoby są skończone i niewystarczające, a w pracy szczególniej". Ponieważ moje leniwe próby poprawienia tej fundamentalnej skazy Rzeczywistości w skali Wszechświata, a przynajmniej Układu Słonecznego, na razie nie dały większych rezultatów, często muszę z brakiem zasobów - czasu, środków, narzędzi, organizacji - zmagać się w robocie wprost. Co jest niekomfy i niehigieniczne - kiedy na przykład pytam się grzecznie szefa, czy zdaje sobie sprawę, że te 50% mojego czasu pracy, które mam przeznaczyć na Kolejny Ważny Projekt, to jest czwarte 50%, a on mi się opluwa z wrażenia; to niezdrowe, tak się rozsiewa choróbska. To akurat było coś ponad 10 lat temu, ale niewiele się od tego czasu zmieniło, no może w Szkocji jest minimalnie lepiej. Tylko, że do wszystkiego można się przyzwyczaić, i motto mam jak wyżej, więc jedyna zagadka, że mi się jeszcze naprawdę duży żerny "failure" nie przydarzył w robocie - ktoś powie, że umiem jednak se organizować robotę i zasoby; ktoś inny, że pierdolę jak potłuczony, bo to widocznie nie wyzwania były, ale jakieś lajtowe pracki, skoro zawsze mi się udaje. Pewnie w tym przypadku punkt widzenia zależy od punktu widzenia, albo jakoś podobnie. Co nie zmienia faktu, że bardzo nie lubię takich wyzwań.

Nieco mniej nie lubię wyzwań łamanych, czyli kiedy wyzwaniem jest łamigłówka, połamany problem czy inne kreatywne mambo-dżambo. Przeważnie takie wyzwanie ma elementy braku specyficznych zasobów, jak wiedzy, inteligencji czy doświadczenia, ale ważniejsze, że nie ma poczucia braku tych bardziej trywialnych zasobów; raczej, że problem ma rozwiązanie, które należy odkryć czy znaleźć czy zaprojektować, a nie tylko, że wymaga głupich 160 roboczogodzin czy 32 nadgodzin - i stąd uważam, że to inna kategoria. I może nie, że aż lubię trouble-shooting, rozwiązywanie problemów projektowych czy developementu, ale na pewno wolę to, niż zwykłe dłubanie w kodzie czy złomie w niedoczasie.

Wyzwania hybrydowe, czyli mieszane, są połączone z obu powyższych typów, czyli kiedy brakuje czasu czy kasy dla kreatywnego developementu, itp. A może powinny nazywać się SNAFU 1), bo jakoś wszystkie poważniejsze wyzwania są hybrydowe, przez ostatni rok w Szkocji nawet jakby bardziej. Taka była modernizacja gorzelni rok temu, drugi etap w tym roku, no i tak zapowiada się następny większy projekt.

Który polega w skrócie na tym, żeby starą SCADA, na jakieś 20 redundantnych PLC i 10 PCtów, w dwu odległych lokacjach, przerobić na zupełnie inną SCADA, równoważną funkcjonalnie a może i nieco więcej (bo w starej są obszary, które pierdolą nie robią). Czyli dwa serwery, nieco ponad 10 pecetów, kupa starych PLC i około 30tys importowanych tagów (zmiennych). Aha, byłbym zapomniał, klient se życzy uprościć tę SCADA z nieco ponad 1400 ekranów i mimików (faceplates) do poniżej 200.

Hehe.

Jest na to pół roku.

Hehehe.

No może dostanę kogoś do pomocy, więc jak mógłbym narzekać. Tudzież nowa SCADA jest chyba najfajniejsza "od zaplecza" jaką spotkałem (iFIX od GE, w miejsce przeklętego InTouch), a może to tylko takie pierwsze wrażenia, bo się jej muszę jeszcze pouczyć. Aha, i będzie mega-uber-efekciarski control room (a może raczej game station)- na środku 42" ogólnego oglądu, a po obu bokach 2 x 4szt mniejsze fullHD operacyjne.

Fajnie, co nie, tylko, że większego projektu mniejszymi zasobami to chyba jeszcze nie robiłem.

Ale, że jak zaznaczyłem na poczatku, wolę sam wybierać sobie nowe wyzwania i że jestę domorosłę prekogię, to akurat przed samym wrzuceniem mnie w ten fajny wielki projekt, zezwoliłem headhunterowi na zawrócenie mi tyłka propozycją nowej pracy (bo przez ostatni rok, to praca mnie szuka a nie ja jej; ale spuszczałem oferty do spamu lub w kanał). Stąd w przyszłym tygodniu, pomiędzy rozkręcaniem hybrydowego Wyzwania a kończeniem pomniejszych i zapomnianych rzeczy i projekcików, muszę znaleźć czas na drugą turę rozmówek z potencjalnym nowym pracodawcą; co potencjalnie - dosyć szybko może zmienić status nie tylko Projektu, ale też nasze miejsce zamieszkania i samochody, i całą hierarchię wyzwań.

Pożyjemy, zobaczymy.



1) nie wierzę, że czytelnicy bloga nie znają, no ale może wam jakieś dziecko zaglada przez ramię, więc: Situation Normal, All Fuck Up, w wolnym tłumaczeniu: NS^2CSZ, Nic Się Nie Stało, Choć Się Zesrało








Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018