Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

zz_top - Premium
Mon, 12 Nov 2018 16:29
Na fali oglądania nowego nabytku znajomego (Mercedes E...

Boni - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 09:32
@Gammon Pewnie tak, gdzieś tam były używane....

Gammon No.82 - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 06:11
Czy mi się śni, czy morskie armaty z brązu bywały w...

Boni - Zakazane piosenki
Tue, 23 Oct 2018 00:06
@Hellk Ok, to jest nawet fajna muza (IIRC kiedyś to...

Fumiko - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:52
Z ładujących bateryjki to ja tylko to tutaj...

Codiac - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:44
@Punjabi Boni, jak znajdziesz więcej to podziel się...

Hellk - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 14:52
Jak juz wymysla auto ruszajace na trietyloboranie, to...

Boni - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 13:19
@Gatling No z rapem i dubstepem to faktycznie, zły...

Gatling - Zakazane piosenki
Sun, 21 Oct 2018 14:03
oj, nawet się nie będę pchać z moim...

Boni - Zakazane piosenki
Sat, 20 Oct 2018 01:57
@cmos, Blind Guardian Kiedyś już polecałeś,...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2014-04-19, sobota
Tagi:  namysł, unrealpolitik
___________________________________
Choć na pewno nie jestem strategosem, jednak inżynieria też polega na rozwiązywaniu problemów i pewnie stąd czasem nie potrafię powstrzymać pytania - kto jest twoim wrogiem największym?

Oczywiście, nikt tego wiedzieć nie może i nikogo nie powinno to obchodzić, jak mawiał niezapomniany Anrzej Fokicz. Ale na to odpowiadam zupełnie jak ten wstrętny Korowiow - powiedzmy, że nikt nie wie, też mi dwumian Newtona, ale zabawa polega na tym, żeby odkryć to, co zakryte.

Czasem mam wrażenie, że największym wrogiem i najpierwszą bolączką pierwszego świata, jest arogancka ignorancja, w tłumaczeniu na normalny język - głupota. Żebyśmy się rozumieli - zawsze była jest i będzie, i nie obwiniam o nią specjalnie kogokolwiek, czy nie daj boginii, pomawiam. Po prostu wydaje mi się obecnie wrogiem największym tego, co dobre i piękne.

Powiedzmy, że ona jest tym wrogiem - tyle, że wróg nie jest problemem, problemem jest to jak wroga zniszczyć albo przed nim się obronić, albo przynajmniej zminimalizować szkody.

I tu jestem jak dziecko we mgle, gdyż nie potrafię zaproponować jakichkowliek sensownych, nawet tylko moim zdaniem, rozwiązań problemu - co zdarza mi się rzadko, powoduje dyskomfort, dysonans i inne słowa na dys-. Znaczy, parę kroków w tej mgle widzę, ale co, jak, gdzie, co dalej, i co z tym miałoby być, to dalipan, nie mam pojęcia.

Powiedzmy, że pierwszy krok walki czy rozwiązywania problemu powszechnego zgłupienia najbogatszych, najzdrowszych, najszczęśliwszych, najwydajniejszych ludzi i społeczeństw jakie istniały w historii tej planety, nieźle opisuje coś koło 400-letnie motto, dane dla pierwszej polskiej prywatnej Akademii przez jednego z najfajniejszych Polaków/ludzi sukcesu/celebrytów w dziejach Polski, czyli "takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie".

I już na tym pierwszym kroku wykładam się, jak na przysłowiowej minie przeciwpiechotnej. Bo powiedzmy, dla mnie w miarę jasne jest, że efekty dobrobytu skrzyżowanego z permisywizmem i pozytywnym wychowaniem, przy braku wzmocnień negatywnych, musiały dać to co dały, czyli prawdopośrodkizm, równouprawnionizm, i te wszelkie malownicze błędy i wypaczenia, w telegraficznym skrócie (BTW ciekawe jaki procent społeczeństwa wie, co to jest telegraf) od tańca z gwiazdami na lodzie i zamieszek na tle piłki kopanej przez pańcię-vegancię z kotem-koniecznie-vegańskim, antyGMO, antyNUKE, feministów negujących różnice biologiczne kobiet i mężczyzn, aż do antyszczepionkowców czy zagłodzenia niemowlaka przez zdrowoodżywiających się rodziców.

Oczywiste jest, że wszystkim tym ludziom pociśnięto kit, który łyknęli, i nihil novi; w łykaniu propagandy i ideolo wszyscy jesteśmy miszczami, nawet chyba razem z niektórymi cwańszymi naczelnymi, a może i ssakami. Ale na innym poziomie, mam wrażenie, że wszycy "wyznawcy" tych różnych mniejszych i większych głupot po prostu tak zostali wychowani i w takim świecie żyją, gdyż im te pokłady głupoty przeważnie uchodzą na sucho. Do czasu oczywiście, bo potem dziecko, k..., bęc.

I teraz - nie chciałbym i chyba nikt nie chciałby powrotu czy restauracji metod wychowawczych z poprzednich epok, serwowanych przez biedę z nędzą; i dyscypliny wzmocnień negatywnych, nieważne czy dawanych przez tzw. świat czy rodziców/wychowawców. Bo to dawało rzesze wyuczonych bezradności, oceany frustracji i też zabijało piękno i dobro, tudzież kreatywność czy empatię.

Ale te jakże przyjemne (obustronnie) mówienie wszystkim dzieciom, że są kochane, zdolne, dobre, mądre, inteligentne i równe innym pod każdym względem, to jest baza i pożywka większości nowomodnej głupoty, zdaje mi się. Bo dorosłym można potem powtórzyć sto razy "jesteś pionkiem w dolnym kwartylu pod dowolnie mierzalnym osobniczym względem, nie kombinuj, słuchaj lekarza i nauczycieli, szanuj zieleń i autorytety, nie rozmnażaj się proszę" - za późno, nie uwierzą, skoro całe ich dzieciństwo i młodość świat obracał się głównie wokół nich i ich "potrzeb".

A mój jedyny problem, to że nie widzę rozwiązania powyższego dylematu "edukacyjnego" - nie ma powrotu do poprzednich epok kiedy dzieci były "tanie" a wilki i kij nauczyciela dyscyplinowały te "z ADHD"; nie ma ucieczki od mli-mli dobrobytu i rozpieszczania milusińskich kłamstwami o ich zdolności i równości ich zdolności. Obawiam się, że w najlepszym wypadku ześlizgniemy się jeszcze bardziej w elitaryzm, ładnie współgrający z społeczeństwem 80/20, w Puermageze dla 20%, egalitarną podstawówkę z trudem zwalczającą analfabetyzm dla 80%.

Tyle, że powszechna głupota generowana przez nowe edu wyprzedza znacznie inne zmiany społeczne, stąd nawet zamplifikowany elitaryzm widzę niedostatecznym. Gdyż daleko jeszcze do ustalania praw wyborczych, cywilnych czy reprodukcyjnych na podstawie paradygmatu innego niż wolność i równość, a bez tego nie ma oświeconych (albo i nie) absolutyzmów czy technokracji, zresztą, w ich nowe wspaniałe światy też zbytnio nie wierzę.

Ale jeśli konieczne zmiany społeczne wymusi ekonomia czy technologia, zamiast ewolucji kultury i/lub edukacji, to mam wrażenie, że jeszcze zatęsknimy za staromodnymi dystopiami.

(minikonkurs - wolno liczyć cytaty i pożyczki, dlatego ich nie zaznaczałem w tekście)





Tue, 22 Apr 2014 11:00:29
Całe to mli-mli, pochylanie się nad każdą potrzebą, wzmacnianie pozytywne przy najdrobniejszej sprawie (jak ładnie kopnąłeś kamyczek!), uleganie fanaberiom, terror poświęcania się rodziców (dobro dziecka stale na pierwszym miejscu), nadopiekuńczość połączoną z brakiem wytyczania twardych granic - fajnie opisuje niejaka Druckerman. Kontrastuje ten amerykański, ale i niestety coraz bardziej polski model wychowania z efektami, jakie daje znacznie bardziej zdroworozsądkowy styl francuski, a robi to w książce "W Paryżu dzieci nie grymaszą". Trochę przegadana, ale sensowna lektura.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018