Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Zakazane piosenki
Tue, 23 Oct 2018 00:06
@Hellk Ok, to jest nawet fajna muza (IIRC kiedyś to...

Fumiko - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:52
Z ładujących bateryjki to ja tylko to tutaj...

Codiac - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:44
@Punjabi Boni, jak znajdziesz więcej to podziel się...

Hellk - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 14:52
Jak juz wymysla auto ruszajace na trietyloboranie, to...

Boni - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 13:19
@Gatling No z rapem i dubstepem to faktycznie, zły...

Gatling - Zakazane piosenki
Sun, 21 Oct 2018 14:03
oj, nawet się nie będę pchać z moim...

Boni - Zakazane piosenki
Sat, 20 Oct 2018 01:57
@cmos, Blind Guardian Kiedyś już polecałeś,...

Codiac - Zakazane piosenki
Fri, 19 Oct 2018 18:25
@Hadouken - nie no, jasne, ja też nie jestem jakimś...

cmos - Zakazane piosenki
Fri, 19 Oct 2018 14:50
Ja bym zaproponował Blind Guardiana "Wheel of Time" (...

Boni - Zakazane piosenki
Fri, 19 Oct 2018 08:47
@Codiac @Hadouken mam trochę problem jak z innym...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2012-12-19, środa
Tagi:  varia, zen
___________________________________
Nie używam na co dzień, ale polazłem na cracked.com bo mi wpadło gdzieś w sieci w oko "5 rzeczy, których nikt wam nie powiedział o życiu w Japonii", i co się pośmiałem to moje (i mogę 4 na 5 potwierdzić z pierwszej ręki). Ale zaraz ześlizgnąłem się nieopatrznie w "6 twardych prawd, które uczynią cię lepszą osobą". I jak mawiają poeci, "27. I Panu mowę odjęło".

Gdyż artykulik ten jest bardzo dobry i bardzo zły jednocześnie. A to, wbrew pozorom, dosyć trudno osiągnąć.

Dla niespiczujących albo wyznawców tl;dr mały streszcz:
6) W świecie liczy się to co możesz światu dać, by zaspokoić jego/ich potrzeby, jakie masz skille. Więc ogarnij się.
5) W świecie liczy się czy i jak osiągasz zewnętrzne cele, a reszta to dodatek, miły, ale dodatek. Dlatego ogarnij się.
4) W powyższych punktach nie chodzi wyłącznie o pieniądze, ale ogólnie o wartości jakie przynosisz innym ludziom. Więc ogarnij się.
3) Nienawidzisz siebie i jesteś luzer, bo nic tak naprawdę nie robisz ani nie wnosisz. Naucz się coś robić i wnosić, a nie tylko konsumować. Aha, prawie zapomniałem - ogarnij się.
2) To kim jesteś i co masz w środku jest ważne, ale tylko wtedy kiedy objawia się na zewnątrz, w działaniu, bo "po owocach ich poznacie". Więc ogarnij co tam masz w środku i wydaj owoce.
1) Wymyślisz zylion tłumaczeń i wymówek, żeby zostać w pozycji luzera i hipsterskiego oburzeńca bez przyszłości, ale może ogarnij się.

Plus sporo niezłych przykładów i dawka zdrowego sarkazmu. No i co z tym zrobić?

Bo to wszystko jest słuszne i zbawienne, i ma dobry sens jako kopniak wymierzony w miliony, szczególniej młodych ludzi, żyjące na krechę, bez ambicji, skilli, wiedzy, w pożyczonym czasie i zasobach; którym wydaje się, że samo bycie miłym, poukładanym, spolegliwym członkiem społeczeństwa 80/20 (ale raczej w tej części 80%) jest wystarczającym powodem do bycia poważanym, sytuowanym a nawet szczęśliwym. I żeby przypomnieć, że ani bogate wnętrze, ani ukryte pokłady empatii dla wielorybów czy wykluczonych w Łodzi, ani łatwa krytyka wszystkiego - nie wnosi, nie dostarcza, tego po prostu nie ma w świecie, poza frustracjami i żalami delikwentów; to jest tylko w ich głowach (i oby nie czyniło w świecie szkód przez działanie i zaniechanie).

I na pewnym poziomie i w pewnym sensie, zaprawdę - ogarnij się; w luksusowym I świecie wmówiono ci, że wszyscy są równi i godni, ale jest to po prostu ściemą, bo wydawało się to niezłym motywem dla wychowania rzesz szczęśliwszych dzieciaków. Tyle, że zaklinanie rzeczywistości i ustroju nie pomogło - ludzie nie są równi i faktycznie mierzą się wielostronną użytecznością i pragmatyzm każdej cywilizacji wielostronnie nagradza tych użytecznych, a reszcie pozwala co najwyżej wegetować. A w ustroju kapitalistycznym bardziej. I prawie niemożliwe jest ten świat zmienić.

I jest to ważne przesłanie, i wyższy poziom rzeczywistości, niż ciągłe usprawiedliwianie lowlife, bez woli i odwagi, by je zmienić. I kiszenie się we frustracjach i próżnych żalach i bezwolnych marzeniach, jeszcze podkręcanych massmediami i reklamą. A szczególnie dobre i ważne przesłanie, jeśli skierowane do tych, którzy kapitał, także kulturowy, mają na wyciągnięcie ręki czy ajpada.

Ale czy to jest ostateczny opis rzeczywistości i cel? NO FAKIN WAY.

Bo już nawet pomijając wyłażącą zza co drugiego akapitu prop-agitkę randyzmu-korwinizmu, i dyskretne wrabianie czytelników w wyścig szczurów i robienie z nich lepszych proli na usługach wyzyskującego kapitału, to jest też fakap na innym poziomie.

Gdyż pierwsze i najważniejsze - co jest ostatecznym celem ćwiczenia? JAKI JEST CEL OSIĄGANIA TYCH WSZYSTKICH CELÓW I SKILLI? Po do mamy "ogarnąć się"? Dla szczęścia? Kogoś automatycznie uczyniło szczęśliwym nauczenie się zyliona skilli? Dostarczanie społeczeństwu wartości, także emocjonalnych czy kulturowych? Albo forsa? Albo władza? Albo - czy jak już będziesz "przydatny", ktokolwiek to doceni, w świecie, gdzie zawsze będzie milion bardziej "przydatnych" w danej działce i konkurencja mordercza? To czyni szczęśliwym, pięknym i dobrym? Wyścig szczurów, ciągły bieg do przodu, żeby być w miejscu? Może psychopatów, bo normalnych ludzi wpędza w stres i zawał co najwyżej. Że jednak czasem - sukces? Ale PO CO? Jak czytam, że autor artykułu 13 lat walczył, niczym Demostenes, żeby zostać pisarzem, i oto jest, pisze w cracked, no i sukces i profit i przykład - to nie wiem, gdzie oczy podziać ze śmiechu. Oczywiście, przy takich "pisarzach", którzy nic nie piszą, tylko nazywają się "pisarzami", jeszcze bardziej.

Wszystko co podpowiada artykuł i Baldwin w przemowie w "Glengarry Glenn Ross" to jest droga, a nie cel. Gdyż wyrabianie sobie skilli, woli, odwagi, i dalszych cnót w działaniu i w świecie, fakt, jest zajebiście ważne, i brakuje tego, szczególnie w młodszym pokoleniu, ale to DROGA, nie CEL. Bo nie ma nic złudniejszego niż szczęście, sukces i profit umocowany w ŚWIECIE, w zewnętrznych ocenach innych o naszej "użyteczności". To po prostu nie działa, albo działa bardzo krótko i niepewnie - mało kto umiera na stare lata w takim poczuciu władzy, kasy, miłości i sukcesu, żeby nie żałować życia spierdolonego przez ciągły wyścig do świata i ze światem. Gdyż jednak tak naprawdę "YOU ARE NOT YOUR JOB".

Celem ostatecznym i jedynym jest to wyśmiewane i deprecjonowane w artykule wnętrze, wewnętrzne poczucie szczęścia, spełnienia, homeostaza, oświecenie, zbawienie, wewnętrzny zysk i profit. Bo tylko to MAMY, resztę świat daje i odbiera, jak JEMU się spodoba. A całe to pierdolenie, żeby się ogarnąć i wziąć się za siebie i swoje skille, ma sens, i cała ta droga przez mękę wyścigu szczurów i walki z sobą samym, jak w artykule, czy pracy i upokorzeń w duchu zen, czy kung-fu w kung-fu, też ma sens, tylko o tyle, o ile prowadzi do WEWNĘTRZNEGO rozwoju delikwenta - że zyska wyższą samoocenę, większą niezależność, lepszą empatię i social skille, większe możliwości lepszego działania, i wyrobi sobie odwagę i wolę tego słusznego działania. Albo, co się przeciętnemu autorowi z portalu jak cracked.com raczej w pale nie mieści, do słusznego NIEDZIAŁANIA.

Na następnym poziomie rzeczywistości, jak już ma się te wszystkie skille, i uprawia "sztukę, w której sztuką niczego nie dokażesz", okazuje się, że to wszystko to zabawa, i są takie źródła satysfakcji i szczęścia, które dosko obywają się bez pragmatyki i oceny "ja w świecie". I nie idzie koniecznie o wycofanie ze świata, jakieś wewnętrzne emigracje czy pustelnicze mistyczne mambodżambo (chociaż - czemu nie i raczej nikomu to nie zaszkodzi). A nawet - są różne drogi do osiągnięcia celu, droga przez siłowanie się ze światem i na skille, i ogarnięcie się w sensie artykułu, nie jest jedyna i nie wiem, czy jest najłatwiejsza. Ale owszem, jest możliwa i ma niezły bonus do tworzenia w miejsce "nieudaczników" życia, przynajmniej jego "rzemieślników", nawet jeśli tylko nieliczni zostaną "mistrzami" życia, postępując w ten sposób. Więc społecznie na pewno jest tu profit.

Mógłbym odesłać zainteresowanych do fajnych starych przemyśleń o tym, bo tak naprawdę takie artykuły jak powyższy, są powierzchowną i cienką glosą do dyskusji i pragmatyki pewnych nurtów filozofii i religii z naprawdę dawnych czasów, ale też nie o to idzie, żeby się koniecznie brandzlować starymi mistrzami, którzy to wszystko dawno przeanalizowali i mieli obcykanie 800 czy 500 lat temu. Łącznie z kompleksową pragmatyką drogi i celu.

Bo głownie o to idzie, żeby ustalić cel i drogę. Oczywiste, że nie da się osiągnąć celu bez właściwej drogi, ale droga niekoniecznie jest celem, sama w sobie.





hellk
Wed, 19 Dec 2012 23:18:14
Ileśtam lat temu ktoś wykazał, że wyżej, powiedzmy 200.000 peelenów rocznie (+ własna chata), szczynście jakoś nie chce dalej rosnąć - i o to się właściwie cały ten tekst wywraca.


Codiac
Wed, 19 Dec 2012 23:20:49
Trudno się nie zgodzić z tym wpisem. Sam zauważam u siebie, że wszystkie skille które mam to może i przydatne rzeczy i fajnie, że dzięki nim mogę zarobić na chlebek i coś do, ale że przecież jest trochę innych skilli bardziej dochodowych i nawet może w moim zasięgu, ale które sobie odpuszczę. Dlatego, że te które mam obecnie przynoszą mi satysfakcję i pozwalają cieszyć się życiem i wychodzić do i z pracy z uśmiechem na ustach, a tamte byłyby wymuszone.
BTW, jako ktoś kto trenował kung fu muszę powiedzieć, że dobre kung fu będzie stawia również na rozwój duchowy.
Aczkolwiek jedno budzi we mnie smutną refleksję - nie wiem czy takie podejście jest dla każdego. Ty czy ja jesteśmy ludźmi, którzy robią różne rzeczy bo te sprawiają im satysfakcję. Ale jednocześnie jesteśmy obaj - mam wrażenie - ludźmi, którzy potrafią cieszyć się z małych rzeczy - tego że akurat świeci ciepłe słoneczko, albo że kwiaty zakwitły, czy że ktoś się dzięki nam uśmiechnął. I mam wrażenie, że to z takiego podejścia może wynikać lepsza samoakceptacja i odpowiednie podejście do swoich skilli. Ale nie wiem czy tego się da nauczyć.

mmazur
Thu, 20 Dec 2012 00:49:44
Miałem podobny, acz w mniejszej ilości akapitów, odbiór tego tekstu. W skrócie że autor z jakiegoś dziwnego powodu równa zdobywanie skilli z osiąganiem szczęścia. Co ma większy sens jeśli zakładamy, że targetem są nolife'y, które powinny się nauczyć czegoś przydatnego i sobie jednak przebudować system wartości/zbudować sensowne poczucie własnej (i pewnie będą od tego szczęśliwsze), ale zdecydowanie mniejszy jeśli czyta to już ktoś, erm, dojrzalszy.

Co do autora, to JK Rowling to on oczywiście nie jest, ale z drugiej strony poza mocno popularnymi artykułami z cracked (kojarzę niejeden jego autorstwa) napisał też dwie książki, z czego jedną mu sfilmowali (i zagrał Paul Giamatti), więc te 13 latek to się nie obijał i mu się opłaciło. I mogę zrozumieć, że teraz zbiera tego profity, więc mu się na mózg rzuciło typową chorobą osób osiągających sukces, czyli „pracuj tak (ciężko) jak ja, to też osiągniesz to co ja”, co mnie zawsze bardzo bawi, bo ni cholery mi się liczby nie zgadzają – gdyby wszyscy aspirujący pisarze świata nagle się zrobili 10x lepsi w swoim fachu, to na liście top100 najpoczytniejszych pisarzy nadal byłoby tylko 100 miejsc do zagospodarowania.

Mój punkt będący… że w sumie nie wiem. Ale chętnie bym poczytał tego typu teksty ale targetowane dla ludzi na wyższych levelach (nie napisane 2k lat temu).

Boni avatar Boni
Thu, 20 Dec 2012 01:31:20
@hellk
"Ileśtam lat temu ktoś wykazał, że wyżej, powiedzmy 200.000 peelenów rocznie (+ własna chata), szczynście jakoś nie chce dalej rosnąć - i o to się właściwie cały ten tekst wywraca."

Dla mnie bardziej wywraca się na tym, że szczęście or compatible jest w nas, a nie gdzieś na zewnątrz. A czy "zewnętrze" mierzy się w dukatach, dularach, peelenach, drogich zegarkach czy beemwicach, w haremach czy wyznawcach, nawet w cudnych miłościach czy zdrowiu i urodzie czy we wspaniałych dzieciach, to jest już z mojego punktu widzenia szczegół, może nie epsilonowy, ale jednak szczegół.

@Codiac
"Dlatego, że te które mam obecnie przynoszą mi satysfakcję i pozwalają cieszyć się życiem i wychodzić do i z pracy z uśmiechem na ustach, a tamte byłyby wymuszone."

Toteż, już pomijając cel - istnieje cienka czerwona linia z drutu kolczastego pomiędzy "trening i skille dają cnoty i bazę dalszego rozwoju" a "trening i skille są torturą i niszczą zamiast rozwijać". Dlatego przy poważnym rozwijaniu skilli zawsze przydawał się i przydaje dobry nauczyciel czy mistrz, który cwanie dawkował trening. Z naciskiem na "dobry". Co w kontekście, wspominanego w artykule, trendu "nie jojcz, naucz się z netu", jest szczególniej do przemyślenia.

"BTW, jako ktoś kto trenował kung fu muszę powiedzieć, że dobre kung fu będzie stawia również na rozwój duchowy."

Pewnie. Kung fu jako "mistrzostwo" (niekoniecznie jako wushu) wpisuje się w pół albo i całą kulturę Azji, z całkiem powszechną pragmatyką rozwoju człowieka-w-działaniu, jakiej na zachodzie ogólnie szukać ze świecą, o ciołkach z XXIw edu czy dziennikarstwa czy HR czy działań motywacyjnych a la Baldwin lepiej nie mówiąc. Ale to temat rzeka, i nie mnie o tym pisać.

"Aczkolwiek jedno budzi we mnie smutną refleksję - nie wiem czy takie podejście jest dla każdego. [...] Ale nie wiem czy tego się da nauczyć."

Jakby to powiedzieć - jest to najbardziej centralny element paradygmatu i "credo" mojej filozofii/religii. Nawet chyba na poziomie meta-. Chyba wszystkie odłamy buddyzmu i filozofii opartej na buddyzmie lub nieco podobnej (np. stoicy), zakładają, że inteligentne (a nawet - czujące, a nawet - wszelkie czujące) istoty mogą, more or less, zmieniać swoją świadomość i kondycję wewnętrzną i/lub zewnętrzną, za pomocą pewnych swoich systematycznych działań "od wewnątrz". Dopiero po takim metazałożeniu w ogóle można się umawiać jakie są założenia i przesłanki tej kondycji, cele do osiągnięcia i drogi działania; czy w grę wchodzą transcendencje i inne mambodżambo, czy jedziemy nie tylko nieteistycznie ale nietranscendentalnie, itd, itd.

(Piszę "paradygmat", a nie "dogmat", bo jednak wydaje się intersubiektywnie, że niektórzy potrafią, z niejakim trudem i po pewnym czasie, coś w sobie pozmieniać. A nawet jest to mierzalne, jak się ich wytestuje czy wsadzi w tomograf ;) )

A że niewielu wie/wierzy, że można, i chce, i umie się zmienić? To należy zmienić ;) i w tym sensie ten artykuł jest dobry, że woła "zmień się, leserze".

Boni avatar Boni
Thu, 20 Dec 2012 01:43:32
@mmazur
"Co ma większy sens jeśli zakładamy, że targetem są nolife'y, które powinny się nauczyć czegoś przydatnego i sobie jednak przebudować system wartości/zbudować sensowne poczucie własnej (i pewnie będą od tego szczęśliwsze), ale zdecydowanie mniejszy jeśli czyta to już ktoś, erm, dojrzalszy."

Dokładnie. I zastrzeżenie w pierwszych akapitach, że jeśli nie jesteś nolajfem, to sory, idź sobie, powinno być znacznie większą czcionką ;) Tyle, że nie wiem, czy wykopanie w ten sposób nolajfa o poziom wyżej, nie zatrzyma go na tym poziomie, gdzie macha się zegarkiem w cenie samochodu, albo innymi zewnętrznymi miarami "szczęścia" i "sukcesu"

@autor
"I mogę zrozumieć, że teraz zbiera tego profity, więc mu się na mózg rzuciło typową chorobą osób osiągających sukces, czyli „pracuj tak (ciężko) jak ja, to też osiągniesz to co ja”, co mnie zawsze bardzo bawi"

Tia, też miałem takie wrażenie typowego "kombatanta sukcesu" - "panie dzieju, w 1995 byłem maderfaker jak wy, ale kopnięto mnie w dupę, jako i ja was kopnę, więc się ogarnąłem, i paczcie, jaki sukcesowaty sukces odniosłem. A teraz przystępuję do ogarniania. (kop kop kop)".

"Mój punkt będący… że w sumie nie wiem. Ale chętnie bym poczytał tego typu teksty ale targetowane dla ludzi na wyższych levelach (nie napisane 2k lat temu)."

Mhm. Też jakoś nie trafiam na takie (a samemu napisać jakoś nie daję rady - zresztą, to bardzo głupie pisać, jak się chce poczytać). Ale skądinąd te stare są jare, nawet niekoniecznie te sprzed 2k, sprzed 500 czy 100 lat też.

gszczepa
Thu, 20 Dec 2012 12:16:50
To jest bardzo sensowny tekst dla ludzi którzy zadają sobie pytanie: co ze mną jest nie tak że nikt mnie nie chce i nic mi nie działa, na które właściwa czasem jest odpowiedź: wszystko jest jest OK, po prostu popracuj, zdobądź skilla, zadbaj o siebie, potrenuj itd. A to że wcześniejsze próby się nie udały to wynik tego że czasem bywa tak że się nie udaje.

Innym niewiele wniesie, bo to jednak taka życiowa podstawówka.

Szkodliwy może być dla ludzi z którymi rzeczywiście jest coś nie tak.

Podobał mi się ogólny komunikat: bądź użyteczny dla innych.

Thu, 20 Dec 2012 13:14:05
@codiac
"Ale nie wiem czy tego się da nauczyć."

Jak to mówili dziadowie: "Tylko krowa na łące się nie zmienia". U siebie zaczynam zauważać zdolność do zachwycania się czymś, co Pratchett ładnie nazwał "momentami absolutnej perfekcji". Nie wiem, czy przyszło mi to z wiekiem czy może sam to - przypadkiem - wyhodowałem, ale skoro już zauważyłem taką umiejętność to staram się ją ćwiczyć. A dlaczego o tym piszę? Bo żeby się czymś takim cieszyć to trzeba na moment wyhamować. Oderwać się od aktualnych problemów czy wyzwań i całego tego patatałajstwa. A po tej sekundzie czy dwóch patrzysz na to, co robisz i wszystko wydaje się takie mniej istotne i czujesz się wtedy mniej spięty czy słabiej naciskany przez okoliczości. Chyba to krok we właściwym kierunku.

Boni avatar Boni
Thu, 20 Dec 2012 13:34:55
@gszczepa

"To jest bardzo sensowny tekst dla ludzi którzy zadają sobie pytanie: co ze mną jest nie tak że nikt mnie nie chce i nic mi nie działa, na które właściwa czasem jest odpowiedź: wszystko jest jest OK, po prostu popracuj, zdobądź skilla, zadbaj o siebie, potrenuj itd."

Tyle, że jest jedna śliska sprawa, szczególniej w zglobalizowanym kapitalistycznym świecie - takie pytania i rady to sobie może dać każdy, ale to naprawdę każdy; i te hipsterskie nolajfy do których jest kierowany artykuł, i Bill Gates czy Jobs czy Obama czy Putin czy dowolny uber-idol czy megacelebryta, który dla 99.99% świata odniósł sukces i osiągnął szczęście i spełnienie. Każdemu można powiedzieć i każdy, nie wiadomo jak szczęśliwy, bogaty, sławny, może sobie powiedzieć "co ze mną jest nie tak, i dlaczego X czy Y mi nie działa" i "muszę się ogarnąć, zdobyć jeszcze parę milionów X' i parę miliardów Y', kilka skilli, potrenować i Będzie Lepiej (TM)".

To jest właśnie serce paranoi wyścigu szczurów i uogólnionej chciwości, że przecież zawsze można mieć droższy zegarek, większy jacht, bardziej kochanych i kochających partnerów, większe rzesze wyznawców czy pracowników, bardziej kochać wyborców i mieć ich więcej, rządzić dodatkowym milionem ludzi, podbić jeszcze jeden kraj itd itd (a nawet - zawsze można być bardziej miłosiernym czy kochającym bliźniego). Więc pytanie jest, czy i kto powie za 10 lat tym nolajfom, którzy lajkują ten artykuł i rzeczywiście się zmotywują (albo autorowi tego artykułu tu i teraz): "no to masz już skille i jesteś użyteczny dla świata, (Baldwin mode) you have CLOSE! to teraz powiedz po co i czy na pewno jesteś szczęśliwy". Nie wydaje mi się, żeby jakiś wielki procent z nich znalazł odpowiedź nie zawierającą odwołania do $$$ i niezależną od koniunktury.

"Innym niewiele wniesie, bo to jednak taka życiowa podstawówka.[...] Podobał mi się ogólny komunikat: bądź użyteczny dla innych."

Bo to jest ładny komunikat, ale jak piszesz, w podstawówce życia. Natomiast IMHO nie jest celem życia mierzenie swojego szczęścia czy sukcesu w ten sposób, użytecznością dla innych. BTW prawdziwi święci i wolontariusze nieczęsto są jakoś specjalnie doceniani czy nagradzani przez świat (za życia...), chociaż bywają ultymatywnie użyteczni i miewają wielkie i różnorodne skille.

Boni avatar Boni
Thu, 20 Dec 2012 13:40:02
@Aniou

"Chyba to krok we właściwym kierunku."

IMHO dokładnie, to jeden z pierwszych i niezbędnych kroków - wyhamowanie, ale nie żeby kontemplować pępęk czy sobie pospać, ale żeby wyostrzyć uwagę i zbudować w sobie świadomości teraźniejszości, "chwili", "tu i teraz". I chyba mało kto, przynajmniej w obecnych czasach i znanych mi kulturach, ma to łatwo czy darmo dane, na ogół trzeba już nad tym mocno popracować. A to zupełny początek.

Sat, 22 Dec 2012 19:10:18
@boni
"Ale skądinąd te stare są jare, nawet niekoniecznie te sprzed 2k, sprzed 500 czy 100 lat też."

A konkretnie, to które? Nie to, że jakoś specjalnie aspiruję, ale chętnie bym zerknął.

Sat, 22 Dec 2012 22:06:11
@Japonia

W książce "Podróże z teczką" http://ksiazki.wp.pl/bid,2947,tytul,Podroze-z-teczka,ksiazka.html?ticaid=1fbff czytałem opis ciężkich przeżyć biznesmena, który postanowił nie targać do Japonii ton papieru - przecież w Tokio odbije na ksero tyle egzemplarzy, ile trzeba, prawda?
Nieprawda. Nie mógł znaleźć żadnego ksero, które robiłoby usługi za pieniądze.
To było dość dawno temu - w każdym razie w czasie, gdy w Europie ksero było na każdym rogu.

Boni avatar Boni
Sun, 23 Dec 2012 11:29:30
@Aniou
@czytelnia
"A konkretnie, to które? Nie to, że jakoś specjalnie aspiruję, ale chętnie bym zerknął."

Dla zen-w-działaniu i "na lekko" to "101 opowieści zen" i "Bezbramna Brama", oczywiście. Bardziej zrozumiale dla EU to "Zen w sztuce łucznictwa" Herrigel'a, rzecz jasna. Dla miłośników #rapierypojapońsku "The Unfettered Mind" Takuana Soho (nie wiem czy jest po polsku). A źródłowo pisma o i od Hakuina, Takuana, Gudo, itp.

@janekr
@smallinjapan

W czasach kiedy byłem w JP nie było AŻ tak źle, ale jednak było jak w artykule z cracked.com, co najmniej dziwnie. Ogólnie, było wrażenie, że oni en masse są straszliwie konserwatywni, a ta cała, nawet najużyteczniejsza, futurystyczna elektronika i IT to są dla nich zabawki i gadżety. No może bardzo młode pokolenie podchodziło nieco bardziej jak Europa, ale tylko trochę.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018