Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

zz_top - Premium
Mon, 12 Nov 2018 16:29
Na fali oglądania nowego nabytku znajomego (Mercedes E...

Boni - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 09:32
@Gammon Pewnie tak, gdzieś tam były używane....

Gammon No.82 - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 06:11
Czy mi się śni, czy morskie armaty z brązu bywały w...

Boni - Zakazane piosenki
Tue, 23 Oct 2018 00:06
@Hellk Ok, to jest nawet fajna muza (IIRC kiedyś to...

Fumiko - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:52
Z ładujących bateryjki to ja tylko to tutaj...

Codiac - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:44
@Punjabi Boni, jak znajdziesz więcej to podziel się...

Hellk - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 14:52
Jak juz wymysla auto ruszajace na trietyloboranie, to...

Boni - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 13:19
@Gatling No z rapem i dubstepem to faktycznie, zły...

Gatling - Zakazane piosenki
Sun, 21 Oct 2018 14:03
oj, nawet się nie będę pchać z moim...

Boni - Zakazane piosenki
Sat, 20 Oct 2018 01:57
@cmos, Blind Guardian Kiedyś już polecałeś,...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2012-04-16, poniedziałek
Tagi:  namysł
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Naczytałem się ostatnio sporych ilości, jak na mnie, głupot z psychologii, neurologii i podobnych, a nawet z trendów socjologicznych i dotyczących prawa. A jak się naczytałem, to oczywiście miałem zaraz wielką ochotę wypisać na blogu Małą Teorię Wszystkiego, szczególniej o równości i sprawiedliwości, w kontekście zmian społecznych ogólnie, a zmiany paradygmatu prawa i zagadnień społecznych z terrorism-as-war w terrorism-as-crime szczególniej.

Ale rozchodziłem to, z niejakim trudem.

Potem dopadła mnie chęć na Wielki Wykład Felicytologii Ogólnej, ale udało mi się zdusić chcicę w zarodku, skasowałem szkice notki, i byłem szczęśliwy z powodu, że nie próbuję innym opowiadać o szczęściu.

Ale potem trafiam na notkę Alexa, która jest o trzecim-czwartym poziomie Masłowa, i o nieszczęściu starzenia się nawet najfajniejszych umysłów. No to jak mam nie bredzić, kiedy trzeba bredzić, bo jak nie o szczęściu, to o czym. Więc zamiast Wielkiego Wykładu będzie króciutki wykładzik o pewnych spektach (nie)szczęścia (i z góry przepraszam, czytelniku, że na ciebie to padło, ale cóż, na kogoś widocznie musiało).

Definicję szczęścia każdy ma jak dupę, czyli własną, i nie są one zbytnio intersubiektywne, no ale powiedzmy, że Tatarkiewicz miał w większości rację. Gdzie racji, moim zdaniem, zupełnie nie miał, to kiedy wpisał w definicje w rodzaju "szczęściem jest trwałe, pełne i uzasadnione zadowolenie z życia" (lub w odwrotną, że takie właśnie życie daje szczęście) - "trwałość". Trwałe szczęście to mogą mieć byty na granicy samoświadomości, ale raczej nie ludzie, tudzież co cwańsze naczelne - no chyba, że kogoś wielostronnie stać na ciężkie prochy, mniej czy bardziej legalne, to ok, wtedy można być dość trwale "szczęśliwym".

Nie będę snuł truizmów o nietrwałości kondycji ludzkiej, jej uwarunkowań, i jej szczęścia, w sensie, jak być szczęśliwym przez dziesiątki lat, bo każdy mądry wie, że Pani Entropia ma w rękawie zawsze o 4 asy więcej niż dowolny żywy gracz, i nie da się z nią bez końca wygrywać. A głupi nie wie, ale też przegra (BTW "ignorance is bliss", tutaj jest całkiem na miejscu). To są trywialne rozważania jętek jednodniówek, nie warte strzępienia klawiatury - a recepty są znane, od stoicyzmu po buddyzm, i tam można odmaszerować po wskazówki w temacie pseudotrwałości i homeostazy niezłego samopoczucia.

Natomiast co jest ważne IMHO o nietrwałości szczęścia - jasne, że szczęściem bywa również zmiana, oczekiwanie zmiany, wszystko co nowe. Czyli moment, który pięknie przywołał Alex. Nowa podróż, nowe miejsce, nowi ludzie, nowa praca, nowa miłość, nowe wyzwania - jeśli tylko nie stresują za bardzo i nie podgryzają niższych pięterek hierarchi Masłowa, dają nam fenomenalne ilości hedów, wylew kreatywności i pozytywnych emocji, a przy tym są "tanie". A przynajmniej tak się wydaje, dopóki człowiek jest młody i naiwny. Bo potem, w miarę jak latka lecą, okazuje się, że z pędu za nowością bywa więcej nieszcześć niż to warte, a stres ze zmiany zabija szczęście ze zmiany. I nic na to się nie poradzi od strony, powiedzmy, socjologicznej, przynajmniej w obecnej kulturze, gdzie dopada nas wielki stres i strach (co z tego, że w większości bezsensowny i indukowany cywilizacyjnie), i gdzie kumulujemy wszelkie dobra, od materialnych przez mentalne po emocjonalne. Można pomyśleć o innych rozwiązaniach, bywały i bywają takie w innych kulturach, i pojedyncze przypadki w obecnej cywilizacji zachodu - ale to jest raz, tu i teraz bardzo trudne, dwa, moim zdaniem, wtórne.

Bo pierwotne jest to, że się starzejemy. Że R. przestał się uśmiechać, że dziewczyny wyrosły z pozowania z mieczami, że depresja dopadła X., że wszyscy mają kolejny krzyżyk na karku, coraz więcej zmarłych, coraz więcej traumy i urazów ciała i ducha, i wokół tego wszystkiego coraz mocniej i mocniej wypalone ścieżki w neuronach; i coraz mniej cieszy ich nowe, a coraz bardziej zamykają się, jeśli Boginii pozwoli, w krypcie stoickiej albo w nirwanie buddyjskiej, i oby nie w powszechnych depresjach i maniakalnych, również maniakalnym cynizmie i wkurwie.

I co ciekawe, zdaje się, że nie da się tego odkręcić trywialnym praniem mózgu czy mechanizmami "wyczyszczenia" pamięci czy osobowości, nawet chemicznie czy elektrowstrząsami - bo jak się zdaje, poczucie straty i ograbienia z osobowości i z życia jest znacznie większe, niż zyski z tego, że świat robi się nowy i świeży, więc nie tędy droga, bo na jej końcu bywa dubeltówka Hemingwaya itp. A zaćpanie się chemią, od koki po THC też kończy się długofalowo niezbyt ciekawie i szczęśliwie.

Więc może trzeba po prostu trenować w sobie nowe ścieżki w mózgu i umyśle, nauczyć się nowego języka, zyskać nowe skille, przeprowadzić się na nowe śmieci. Albo doprowadzać się do umiarkowanej deprywacji, metodami pustelniczymi, żeby odnaleść radość z bieżącej aktywności, której nie sposób porzucić i nie sposób sie od niej "wyprowadzić". Albo jedno i drugie na raz, czyli od czasu do pustelni na chleb i wodę, a po wyjściu, cieszyć się nowym i uczyć się, uczyć. I w ten sposób odnaleść radość z starych-nowych znajomych, aktywności, miejsc, ręko- i neuro- dzieła.

Dla mnie - płodozmian działa nieźle.










Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018