Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 11:35
@janekr Możesz też wcale nie używać czytnika,...

janek.r - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 08:11
Ja jestem bezradny i nie jest to bezradność wyuczona....

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 18:36
W sumie racja, to nie był najlepszy przykład. Inna...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 17:36
@Boni Ale to nie jest bezradność. Bezradnością...

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 16:38
@Bober Przykład z wczoraj czy dzisiaj - masz fajny...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 10:56
"Oczywiście, można by wypisać tu zylion anegdot w...

Boni - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 18:40
@Gatling Dzięki. Co do sprzęta, powiem tak,...

Gatling - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 12:51
miło się czyta takie radosne notki, dają vicarious...

Boni - Historia jajem się toczy
Wed, 4 Jul 2018 20:18
@charliebravo IMHO może i jest jakaś tam większa...

zz_top - Historia jajem się...
Wed, 4 Jul 2018 08:48
Ależ zasada "zajmujemy się najpierw zabezpieczeniem...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2012-04-16, poniedziałek
Tagi:  namysł
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Naczytałem się ostatnio sporych ilości, jak na mnie, głupot z psychologii, neurologii i podobnych, a nawet z trendów socjologicznych i dotyczących prawa. A jak się naczytałem, to oczywiście miałem zaraz wielką ochotę wypisać na blogu Małą Teorię Wszystkiego, szczególniej o równości i sprawiedliwości, w kontekście zmian społecznych ogólnie, a zmiany paradygmatu prawa i zagadnień społecznych z terrorism-as-war w terrorism-as-crime szczególniej.

Ale rozchodziłem to, z niejakim trudem.

Potem dopadła mnie chęć na Wielki Wykład Felicytologii Ogólnej, ale udało mi się zdusić chcicę w zarodku, skasowałem szkice notki, i byłem szczęśliwy z powodu, że nie próbuję innym opowiadać o szczęściu.

Ale potem trafiam na notkę Alexa, która jest o trzecim-czwartym poziomie Masłowa, i o nieszczęściu starzenia się nawet najfajniejszych umysłów. No to jak mam nie bredzić, kiedy trzeba bredzić, bo jak nie o szczęściu, to o czym. Więc zamiast Wielkiego Wykładu będzie króciutki wykładzik o pewnych spektach (nie)szczęścia (i z góry przepraszam, czytelniku, że na ciebie to padło, ale cóż, na kogoś widocznie musiało).

Definicję szczęścia każdy ma jak dupę, czyli własną, i nie są one zbytnio intersubiektywne, no ale powiedzmy, że Tatarkiewicz miał w większości rację. Gdzie racji, moim zdaniem, zupełnie nie miał, to kiedy wpisał w definicje w rodzaju "szczęściem jest trwałe, pełne i uzasadnione zadowolenie z życia" (lub w odwrotną, że takie właśnie życie daje szczęście) - "trwałość". Trwałe szczęście to mogą mieć byty na granicy samoświadomości, ale raczej nie ludzie, tudzież co cwańsze naczelne - no chyba, że kogoś wielostronnie stać na ciężkie prochy, mniej czy bardziej legalne, to ok, wtedy można być dość trwale "szczęśliwym".

Nie będę snuł truizmów o nietrwałości kondycji ludzkiej, jej uwarunkowań, i jej szczęścia, w sensie, jak być szczęśliwym przez dziesiątki lat, bo każdy mądry wie, że Pani Entropia ma w rękawie zawsze o 4 asy więcej niż dowolny żywy gracz, i nie da się z nią bez końca wygrywać. A głupi nie wie, ale też przegra (BTW "ignorance is bliss", tutaj jest całkiem na miejscu). To są trywialne rozważania jętek jednodniówek, nie warte strzępienia klawiatury - a recepty są znane, od stoicyzmu po buddyzm, i tam można odmaszerować po wskazówki w temacie pseudotrwałości i homeostazy niezłego samopoczucia.

Natomiast co jest ważne IMHO o nietrwałości szczęścia - jasne, że szczęściem bywa również zmiana, oczekiwanie zmiany, wszystko co nowe. Czyli moment, który pięknie przywołał Alex. Nowa podróż, nowe miejsce, nowi ludzie, nowa praca, nowa miłość, nowe wyzwania - jeśli tylko nie stresują za bardzo i nie podgryzają niższych pięterek hierarchi Masłowa, dają nam fenomenalne ilości hedów, wylew kreatywności i pozytywnych emocji, a przy tym są "tanie". A przynajmniej tak się wydaje, dopóki człowiek jest młody i naiwny. Bo potem, w miarę jak latka lecą, okazuje się, że z pędu za nowością bywa więcej nieszcześć niż to warte, a stres ze zmiany zabija szczęście ze zmiany. I nic na to się nie poradzi od strony, powiedzmy, socjologicznej, przynajmniej w obecnej kulturze, gdzie dopada nas wielki stres i strach (co z tego, że w większości bezsensowny i indukowany cywilizacyjnie), i gdzie kumulujemy wszelkie dobra, od materialnych przez mentalne po emocjonalne. Można pomyśleć o innych rozwiązaniach, bywały i bywają takie w innych kulturach, i pojedyncze przypadki w obecnej cywilizacji zachodu - ale to jest raz, tu i teraz bardzo trudne, dwa, moim zdaniem, wtórne.

Bo pierwotne jest to, że się starzejemy. Że R. przestał się uśmiechać, że dziewczyny wyrosły z pozowania z mieczami, że depresja dopadła X., że wszyscy mają kolejny krzyżyk na karku, coraz więcej zmarłych, coraz więcej traumy i urazów ciała i ducha, i wokół tego wszystkiego coraz mocniej i mocniej wypalone ścieżki w neuronach; i coraz mniej cieszy ich nowe, a coraz bardziej zamykają się, jeśli Boginii pozwoli, w krypcie stoickiej albo w nirwanie buddyjskiej, i oby nie w powszechnych depresjach i maniakalnych, również maniakalnym cynizmie i wkurwie.

I co ciekawe, zdaje się, że nie da się tego odkręcić trywialnym praniem mózgu czy mechanizmami "wyczyszczenia" pamięci czy osobowości, nawet chemicznie czy elektrowstrząsami - bo jak się zdaje, poczucie straty i ograbienia z osobowości i z życia jest znacznie większe, niż zyski z tego, że świat robi się nowy i świeży, więc nie tędy droga, bo na jej końcu bywa dubeltówka Hemingwaya itp. A zaćpanie się chemią, od koki po THC też kończy się długofalowo niezbyt ciekawie i szczęśliwie.

Więc może trzeba po prostu trenować w sobie nowe ścieżki w mózgu i umyśle, nauczyć się nowego języka, zyskać nowe skille, przeprowadzić się na nowe śmieci. Albo doprowadzać się do umiarkowanej deprywacji, metodami pustelniczymi, żeby odnaleść radość z bieżącej aktywności, której nie sposób porzucić i nie sposób sie od niej "wyprowadzić". Albo jedno i drugie na raz, czyli od czasu do pustelni na chleb i wodę, a po wyjściu, cieszyć się nowym i uczyć się, uczyć. I w ten sposób odnaleść radość z starych-nowych znajomych, aktywności, miejsc, ręko- i neuro- dzieła.

Dla mnie - płodozmian działa nieźle.










Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018