Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2011-12-25, niedziela
Tagi:  zen, namysł
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Mamy Xmas time, czas przesilenia, więc podobno dobry czas na pierdoły religijne i para-religijne, a że o tej porze nawet bydło ma głos, to i ja się odezwę, długo, nudno i okołoreligijnie.

Na co dzień, na ocean ignorancji, który jest na zewnątrz, przeważnie mam "meh", albo uśmiech, albo smuteczek, czasem kapeczkę hejtu. Przez całe w miarę dorosłe życie w katolandzie stykam się z mniejszą czy większą ignorancją, czasem złośliwością czy kłamstwami o buddyzmie, i mam jak wyżej. Ale ostatnio ilość bzdur na temat buddyzmu z jaką się stykam, po prostu mnie zdumiewa, bo jednak co innego usłyszeć pytanie "no to co tam popalacie z guru?" od pokolenia moherowych 65 latków, a co innego "ksiądz, lama, jeden ciul" od zglobalizowanego pokolenia rzędu 25 czy 30; i powstaje ogólne wrażenie, jakby ignorancja była odwrotnie proporcjonalna do wieku (czemu ja się dziwię), i coraz większa, pomimo ok 70 lat popularyzacji buddyzmu na Zachodzie, i 30 w Polsce. Stąd niniejszy mikroesej, żebym miał gdzie odsyłać różnych znajomych i nieznajomych, no i może tym pięciu, w porywach, czytelnikom bloga, na coś się przyda.

Uwaga wstępna - produkt esejopodobny będzie o buddyzmie, ale nie dokładnie o zen (to może innym razem), wg. mojego rozumienia buddyzmu, bez przypisów i innych takich powag (ale nie bez pewnego zaplecza historycznego i naukowego, że tak powiem), napisany prosto i od serca, do uprzedzonych laików, głównie o katolickich korzeniach. Polecę trójczłonowo, o Buddzie, o buddyzmie w świecie dawnym, o buddyzmie tu i teraz.

Budda, prawie każdy wie, kto to był i jak wygląda podobizna, taki kurdupel na siedząco, z przymkniętymi oczami (BTW to jest wizerunek hellenistyczny w swoich korzeniach...). Nawet taki fajny film zrobili, "Mały Budda", z boskim Keanu. A na wiki jest całkiem solidny artykuł o Siddartha Gautamie. No więc człowiek kulturny, wie co nieco. Tylko przeważnie, jak przycisnąć okazuje się, że not. Pierwsze i najważniejsze co trzeba o Gautamie wiedzieć - był człowiekiem. Nie Synem, Wybrańcem, Prorokiem, Kochankiem, Szwagrem, czy Potomkiem Dowolnie Wybranej Istoty Najwyższej, tylko zwykłym człowiekiem, który se popylał około 500pne w pn. Indiach. No dobra, niezwykłym, bo mało kto skacze fabularnie, poza słabym fantasy, od roli młodego księcia, który zderzył się z problemem cierpienia, do roli medytującego eremity, próbującego rozwiązać problem cierpienia, po jakimś czasie oświeciło go, rzecz jasna tylko jego zdaniem, co z tym problemem i w ogóle naturą lucka jest nie teges - więc doszedł do roli charyzmatycznego nauczyciela i organizatora, który zaczął nauczać innych, jak sobie z tym problemem można by poradzić, i robił to przez jakieś 40-45 lat, aż do śmierci w wieku lat ok 80 (i co zdumiewające, sporo ludzi jego tezy przyjęło - chyba musiał wygrywać flejmy). Nota bene, co pomijają popularne opowiastki, legendy i popkultura - wcale nie "zasnął" po oświeceniu, tylko nauczał, uwijając się 40 lat, i to dość ostro i skutecznie, w warunkach politycznych dalekich od równowagi, i zabiegając o sponsorów i wpływy dla ugruntowania nowej doktryny i ruchu światopoglądowego; BTW w międzyczasie dogadał się siako-tako z rodziną z "poprzedniego życia". I generalnie, wszelkie cuda wianki nadprzyrodzone jakie zaraz mu dopisali nawróceni hinduiści (znaczy, wedyści, czy pre-bramini, i to raczej szybko, bo zaraz przy stosie pogrzebowym Buddy zaczęła się kłótnia kto będzie papieżem, i dlaczego autorytarny nawiedzony bramin), czy pogięci Chińczycy stulecia później, można spuścić w kanał, no chyba że ktoś bardzo bardzo lubi ezoterykę i paranormalia, to ok, niech się jara. Ale nie w nich buddyzm żyje i oddycha.

Dlaczego napisałem "doktryny i ruchu światopoglądowego" a nie religii? Bo tak jest rozsądniej i uczciwiej, a że teologom czy historykom religii nie przechodzi to czasem przez klawiatury, i wymyślają potworki jak "religia nie-teistyczna", no to generalnie ich problem. Bo tak ogólnie, Budda nie wypowiadał się o Bogu, bogach, i w ogóle takich pierdołach, co najwyżej używał ich w przypowieściach. O duszy, śmiertelnej czy nie, też w zasadzie się nie wypowiadał. Generalnie, oscylował między ateizmem a agnostycyzmem, a jeśli używał pojęć z zakresu ówczesnej teologii, to głównie dlatego, że tylko taki język (warto pamiętać, że już wtedy bogaty i nieźle umocowany) miał do dyspozycji. Zresztą, większość transcendencji i teologii, także w zakresie języka, zmyślili mu od razu następcy skażeni Wedami i poszukiwaniem Ducha, Dharmy, czy innej Nirwany, a wieki później Chińczycy dołożyli swoje. Ale jeśli poukładać kanon palijski nie według założeń zwariowanych na punkcie dharmy mnichów, ale w miarę chronologicznie i tematycznie, to ukazuje się prostota i pragmatyzm, połączony z ateizmem. (Dygresja - co nie jest w sumie dziwne, w warunkach kiedy starej religii, tu wedyzmu, już wszyscy mają trochę dosyć, a gospodarczo i politycznie następuje coś na kształt europejskiego późnego średniowiecza, zawsze się znajdzie jakiś Budda czy inny Luter i przybije nowe tezy do starych drzwi)

Gdyż albowiem centralny problem buddyzmu jest problemem pragmatycznym, a nie teologicznym, a w ogóle nie daj boże, transcendentalnym. Problem i rozwiązanie Budda wyłożył w pierwszym kazaniu, w Czterech Szlachetnych Prawdach, i co jak co, ale to akceptują wszystkie buddyzmy, nawet te bardzo oldskulowe i bardzo zakręcone. I miedzy nami mówiąc, ten Budda to nie był zbyt cwany, jeśli wg. bajki zajęło mu 7 lat dojście do tak prostych prawd. No ale z drugiej strony jakoś mało kto do nich doszedł przed nim i po nim, szczególniej - bez wycierania sobie gęby Mzimu czy innym Panbukiem. W skrócie - I prawda: świadome życie boli i jest w nim od cholery cierpienia, w szerokim rozumieniu; II prawda: cierpienie wynika z pragnienia, z pożądania różnych różności, od chleba powszedniego, przez wszelkie bogactwa i uczucia, itd itd. po sam instynkt samozachowawczy jako pragnienie życia; III prawda: pragnienia nie można całkowicie zwalczyć czy zaspokoić, można tylko "zapomnieć", puścić, wyrzec się go, olać - a jak już nie ma pragnienia, to nie ma cierpienia; IV prawda: wskazówkami praktycznymi i roboczymi, for dummies, w temacie pozbywania się pożądań i cierpień jest Ośmioraka Ścieżka, zestaw w miarę rozsądnych reguł i zasad do "dobrego" życia i szukania oświecenia, czyli ustania pragnień i cierpień.

Cała reszta, jest cokolwiek nadmiarowa i zbędna. Łącznie z doktrynami reinkarnacji, karmy, światów itd itd. - są buddyzmy które to, w najlepszym duchu Buddy, olewają, i są badacze, którzy dość rozsądnie uzasadniają, że jak się mówiło językiem hinduizmu i Wed, to się nie dało mówić inaczej, niż wczesny buddyzm, nawet jak się miało co nieco wbrew Wedom.

Powtórzę jeszcze raz - gościa oświeciło nietranscendentalnie, tylko jako "Heureka!" i se te podstawy zmyślił 2500 lat temu, nie odwołując się w preambule, treści czy konkluzji do Boga, Bogów, Piekła, grzechu, Fatum, Postępu, Losu, Nieba, kary, Bogini, Narodu, Ducha, nagrody, Cthulhu, i w ogóle nie odwoływał się do niczego poza podstawową moralnością i empatią, jaką ma w miarę normalny homo sapiens do bliskich mu homo sapiens; i do doświadczenia poza zdrowy rozsądek i podstawową medytację. Jaka prostota. Doceńcie. Szczególnie w kontekście jakie pierdololo i ideololo zmyślano w tematach (para)religijnych przez następne 2500 lat, aż po czasy obecne, i różne straszne "Bóg jest z nami", niekoniecznie hitlerowskie, ale G.W.Busha.

I było to solą w oku praktycznie każdej religii teistycznej, z którą buddyzm się zetknął przez wieki, że rdzeń buddyzmu to w zasadzie wysokomoralny ateizm. A już do furii doprowadzało teistów buddyjskie upraszczanie ("trywializowanie", "prostactwo", "nihilizm" itp) tych wszystkich Tajemnic, dogmatów, niewysłowionych prawd wiary, i zyliona teologicznych puzzli, układanych z lubością przez wieki w religiach teistycznych, no bo co może buddysta powiedzieć teiście, poza grzecznym "kondolencje, ziom, do miliona "życiowych" problemów intersubiektywnych (choć i tak IMHO w 99.99% zmyślonych, z czego próbuję uleczyć siebie i innych), ty dołożyłeś następny milion problemów, już zupełnie zmyślonych. To może jednak uprośćmy to wszystko, co nie?".

Skądinąd, przez wieki, po tym poznawało się prawdziwe buddyzmy od fałszywych, że pierwsze upraszczały, aż do absurdu (jak np. zen), skupiały się na centralnym problemie i ew. zmodyfikowanych drogach jego rozwiązania, dla jak największej ilości czujących istot; gdy fałszywe szły w barokowe rozbudowywanie i komplikowanie doktryny, albo typowe teologie, chętnie zamykając się w wieży z kości słoniowej, lub kostniały w strukturach zorganizowanej typowej religii.

Ze wszystkich krytyk uogólnionego buddyzmu, tak naprawdę tylko jedna jest istotna w samym buddyzmie, nie jest jak inne wyłącznie zabawna i nie missuje pointa (jak np. zarzut nihilizmu). Jest to zarzut wbudowanego egoizmu czy braku uzasadnienia miłosierdzia czy miłości wewnątrz doktryn buddyjskich - bo tak w zasadzie, każdy cierpi sam i sam szuka oświecenia. I dokuczało to mocno buddystom, aż wiele z odłamów poszło po transcendencje i inne nadprzyrodzone "przekazy z umysłu" itp. mambo-dżambo, zupełnie jak u teistów. Tyle, że z punktu widzenia innych, może nie tyle lepszych, co właśnie prostszych, i nieco bardziej oświeconych w sensie buddyjskim buddyzmów, problemu nie ma, bo a) jeśli już ktoś się wyzbył cierpienia ergo pożądań, to teoretyzowanie, że może nie życzyć tego wszystkim innym istotom, wymaga założeń, że oświeceni to mocarni socjopaci b) i tak nikt rozsądny nie definiuje miłości czy miłosierdzia inaczej niż wyprowadzone z prostej empatii i oszczędnej etyki, jako "cnoty kardynalne" itp. bo jeśli próbuje je wydefiniować "logicznie", to popada w Mzimu albo w naprawdę pokręcone teologie.

Poza powyższym buddyzm jest uderzająco prosty, spójny, niewywrotny, i w zasadzie do przyjęcia - stąd bywał dość popularny. I stąd serce doktryny gdzieniegdzie obrosło w kultury i cywilizacje całe, łącznie z państwami i strukturami teokratycznymi. I nie wierzcie, że nie było walk buddyjskich, czy że nie było i nie ma naprawdę nieprzyjemnych doktryn. Bywały i bywają - taka natura lucka, że potrafi prawie wszystko zepsuć, od przykazania miłości bliźniego swego po Cztery Szlachetne Prawdy. Ale nawet te teokratyczne i państwowe buddyzmy wydają się względnie niezłe w porównaniu religii, bo serio, bardzo trudno Czterema Prawdami i Ośmioraką Ścieżką uzasadnić mordowanie kogokolwiek, szczególnie masowe, czy odbieranie praw czy mienia. A łatwo tolerancję i sponsorowanie uogólnionego rozwoju duchowego (popularny przykład - Aśoka i jego edykty). Nawet tak skostniałej formie buddyzmu jak lamaizm tybetański czy theravada, pełnymi konserwatyzmu i rytuałów, nie sposób odmówić wydawania względnie dobrych owoców, wystarczy porównać standardy moralne i światopoglądowe z innymi uber-ortodoksami, chrześcijaństwa czy islamu.

Przez wieki buddyzm rozlał się szeroko na całą Azję, od Afganistanu po Japonię. A potem ten przypływ katastrofalnie się "cofnął", może nie tyle w liczbie wyznawców (bo nadal są to setki milionów ludzi) co w strukturach społecznych i w "rozumieniu" buddyzmu przez rzesze ludzi. A Indie, skąd buddyzm wyszedł, i gdzie praktycznie zanikł, są najbardziej przykrym przykładem. I jest to moim zdaniem jeden z fundamentalnych dowodów na potrzeby prostego człowieka i naturę lucka, i że również światopoglądowo "pieniądz gorszy wypiera lepszy" - prości ludzie potrzebują prostej religii, z prostym zestawem zasad, kar i nagród, nawet i nadprzyrodzonych, i solidną hierarchią bytów i kapłanów, i WIĘCEJ NIE CHCĄ, a już na pewno nie chcą wysiłku rozwoju duchowego w medytacji, czy życia teraźniejszością, bez lubowania się przeszłością i strachu przyszłości. Stąd nowożytna krytyka religii, od Engelsa po Dawkinsa, jest jak najbardziej na miejscu, i trzeba ludzi edukować i odwracać od ciemnoty i zabobonu, umocowanego teistycznie i transcendentalnie. Tylko, przyjacielu oświecony ateisto czy inny nabuzowany testosteronem feministo, weź mnie zamieć na oddzielną kupkę, bo buddyzmy, przynajmniej głównonurtowe, o chan/zen nie mówiąc, nie leżą nawet w pobliżu "niebezpiecznego nonsensu, który uczy wrogości wobec innych ludzi" czy "dostarczają przedmiotów czci" itp.

I tak przeszedłem do współczesności. Buddyzm importowano nowożytnie na Zachód ok 70 lat temu, bardziej serio 30-40 lat temu. Importowano cały kalejdoskop sekt, odmian, plus natychmiast upichcono własne kuchenne buddyzmy i mieszanki new age. Stąd nie mam za złe przeciętnemu lajkonikowi, szczególniej w PL, że nie odróżnia Hare Kriszna od lamaizmu (no w końcu wszyscy łysi i w pomarańczu/żółci) czy theravady od zen (coś jak nie odróżniać prawosławia od kwakrów), czy uważa, że jak lama ma wykład, to pewnie skok na kasę (no bo proboszcz dobrodziej tak by skoczył) - takie miejsce i czas. Albo że ktoś wyciąga marudzenia Buddy sprzed 2500 lat na charakterki kobiet w sangha (zgromadzeniu mnichów) tak jakoś zupełnie ignorując, że innym religiom zajęło umocowanie religijności kobiet parę wieków minimum, a wspaniałej nowożytności danie im praw zajęło ok 100 lat (i końca nie widać) - kiedy Budda, ten okropny mizogin i szowinistyczna męska świnia, umocował kobiety w sangha jeszcze za swojego życia, w wedyjskich Indiach; co było tylko nieco łatwiejsze niż zrobić od jutra świętych obcowanie i powszechne rozbrojenie. Ale kogo obchodzą szczegóły z historii, kiedy ideologia woła...

Na koniec nieśmiało zauważę, że buddyzm ma jedną ciekawą cechę wartą zapamiętania, szczególnie widoczną w nowożytnym zderzeniu z Zachodem - jest to dziwna elastyczność i ten pragmatyzm, do którego uśmiecha się Budda sprzed 2500 lat. Tak, buddyści też mają sekty i mają głupie kłótnie o hierarchie i linie przekazu ducha, i kto kogo przed 300 laty pogonił z takiej czy owakiej świątyni. Ale, poza zupełnymi ortodoksami, mają też niespotykaną elastyczność, np. uznawano samozwańczych lamów z zachodu (już widzę, jak Watykan uznaje nieumocowanego gościa z Korei, który przychodzi i mówi "hej, nauczam po waszemu, to co, jestem księdzem?"), odrzucano różne regułki i doktryny, jeśli były niezgodne z nauką czy lepszą wiedzą (w tym temacie miszczem jest Dalajlama), a mnóstwo dylematów pierwszego świata zbywano "dzieci Zachodu są bardzo dziwne" co się tłumaczy na "meh".

Ogólnie większość "zachodnich" buddystów jest pragmatyczna, nastawiona na teraźniejszość, pozytywnie asertywna, i poszukująca dobra i piękna w duchowości - stąd jedną z głównych metazasad jest stare "po owocach ich poznacie". I dlatego choć czasem trudno się rozeznać, czy iść za Hardcore Zen (dobrze! ;) ) czy za Big Mind (źle! ;) ), bo za tymi i owymi ludzie idą, fundacje stawiają im granty, ludzie fundują wykłady i tournee; już nawet o tych umocowanych w tradycyjnych szkołach i odłamach nie mówiąc - wystarczy przyjąć podstawowe prawdy i zasady buddyzmu, i pomedytować i wyciszyć się trochę, a owoce same przyjdą. Trafienie na dobrego lamę czy senseia pomaga oczywiście, ale nie szkodzi jeśli trafi się na słabego, czy w ogóle nie trafi się na żadnego. Gdyż, jak mało kto pamięta, to sam Budda powiedział, że nie będzie miał następcy, i kazał Anandzie zapamiętać kazania i przekazać je nam - widocznie jego zdaniem właściwe słowa i światopogląd wystarczą.

(kiedyś będzie druga część, o zen i bardziej konkretna, ale to bardzo kiedyś)







2011/12/25 17:21:41
Wrzucę sobie cytat z SF, a co mi tam:

"- A co to za człowiek ten Thero, z którym, mam się zobaczyć? - spytał, patrząc na przepływające w dole żyzne wzgórza.
- Thero to jego tytuł, odpowiadający z grubsza arcybiskupowi. W rzeczywistości nazywa się Aleksander Boyce i urodził się sześćdziesiąt lat temu w Szkocji.
- W Szkocji?
- Tak, jest pierwszym Europejczykiem, który doszedł do najwyższego stanowiska w buddyjskiej hierarchii i musiał po drodze pokonać niemałe przeszkody. Znajomy bhikku... to znaczy mnich, skarżył mi się, że Maha Thero jest typowym duchownym dawnego Kościoła Szkockiego, który urodził się o kilka stuleci za późno i dlatego zreformował buddyzm, a nie Kościół Szkocji.
- A skąd on się wziął na Cejlonie?
- Możesz wierzyć lub nie, ale przyjechał tu jako młody technik wytwórni filmowej. Miał wtedy około dwudziestu lat. Opowiadają, że pojechał filmować posąg umierającego Buddy w skalnej świątyni w Dambulla i tam się nawrócił. W ciągu dwudziestu lat doszedł do najwyższej godności i większość reform, jakie wprowadzono w tym okresie, jest jego dziełem. Religie też psują się po kilku tysiącach lat i wymagają generalnego remontu. Maha Thero przeprowadził taki remont w cejlońskim buddyzmie, usuwając ze świątyń hinduskich bogów, którzy się tam wśliznęli."


Boni
2011/12/25 20:08:55
@janekr

A tak, ładny kawałek "Kowbojów". No, Clarke miał wtedy mocny epizod cejloński, od tamtych czasów zamieszkał na Sri Lance, więc nie dziwne w sumie.


2011/12/25 20:25:36
"rdzeń buddyzmu to w zasadzie wysokomoralny ateizm"

Paczpan, a jak taki sam wniosek wygłosił pewien chrześcijański filozof, to straszny rwetes się podniósł :sarkazm:

Y.


Boni
2011/12/25 20:45:09
@yzek

Podobnie jak kiedy muzułmanie wygłaszają poglądy o proroku Jezusie, albo kiedy buddyści, hinduiści, Sikhowie i muzułmanie podyskutują o Kabirze (taki poeta-święty), itd itd. Przeciętni ludzie w razie czego zawsze znajdą w sobie ducha kibola, i podniosą rwetes, w ogóle - duch kibola, oto jest religia świata tego.


2011/12/26 02:28:39

2011/12/26 08:59:49
No to jeszcze o tym, jak Wells chciał zbuddyzować Jezusa:

" Czy i na tym świecie umarł On na krzyżu? krzyknął ojciec Amerton. Czy umarł na krzyżu?
Powiedziano mu, że ten prorok Utopii umarł wśród wielkich cierpień, ale nie na krzyżu. Został poddany jakimś torturom, ale ani Utopianie, ani nasi Ziemianie nie mieli dostatecznego wyobrażenia o technicznej stronie tortur, żeby zdać sobie z tego należycie sprawę. Zdaje się, że ów mądry nauczyciel został następnie przymocowany do wolno obracającego się koła i tak pozostał aż do śmierci. Była to hańbiąca kara panującej wtedy okrutnej rasy i w danym wypadku została zastosowana dlatego, że doktryna powszechnej służby dla dobra ludzkości, głoszona przez winowajcę, zagrażała możnym i bogatym, którzy nie chcieli niczemu służyć. Przed oczami pana Barnstaplea mignęła przelotna wizja powykręcanych członków, rozciągniętych na kole tortury i wystawionych na żar słonecznych promieni. I o cudowny triumfie życia nad śmiercią! na tym oto świecie, który był w stanie dopuścić się takiego czynu, narodził się ten wielki pokój i otaczające go zewsząd piękno!
Ale ojciec Amerton nie miał jeszcze dosyć.
Ale czyście nie pojęli, kim był ten człowiek? Czyż ten świat niczego się nie domyślił?
Bardzo wielu ludzi myślało, że ten człowiek był Bogiem. On wszakże zwykł był siebie nazywać po prostu synem Boga lub synem człowieczym.
Ojciec Amerton nie ustępował.
Ale teraz go czcicie?
Stosujemy się do jego nauk, bo są wspaniałe i prawdziwe odrzekł Urthred.
Ale go czcicie?
Nie.
Ale czyż nikt tego nie czyni? Byli przecież tacy, co go czcili?
Byli tacy, co go czcili. Byli tacy, co drżeli przed jego nauką, przed surową wspaniałością jego nauki, a przecież nie mogli się pozbyć dręczącego uczucia, że w jej słowach tkwiła głęboka prawda. Oszukiwali wiec swoje niespokojne sumienia, traktując go nie jako światło swoich dusz, ale jako jakiegoś magicznego Boga. Dzieje jego męki spletli ze starożytnymi tradycjami królówofiarników i zamiast przyjąć go szczerze i otwarcie i uczynić częścią swego intelektu i woli, udawali, że go spożywają w mistyczny sposób i czynią częścią swego ciała. Koło jego uczynili cudownym symbolem i pomieszali je z równikiem, ze słońcem i ekliptyką właściwie ze wszystkimi przedmiotami o kształcie koła. Wierzono, że w razie niepowodzeń, chorób lub nieurodzajów zakreślenie w powietrzu kółka palcem wierzącego było bardzo pomocne i skuteczne.
Z tego, że pamięć nauczyciela była bardzo droga sercom ciemnych tłumów z powodu jego dobroci i miłosierdzia, skorzystały przebiegłe i interesowne typy, które, ogłosiwszy się bojownikami i kapłanami koła i zdobywszy w jego imię bogactwa i władzę, poprowadziły ludy na wielkie wojny dla chwały mistrza i jego symbolu użyły jako pokrywki i usprawiedliwienia dla zawiści, tyranii, nienawiści i strasznych pożądań. W końcu ludzie powiedzieli, że gdyby prorok po raz drugi zstąpił na Utopię, jego własne triumfujące koło zgniotłoby go i zabiło tak jak poprzednio"

Zdaje się, że współcześni turboateiści by się z Wellsem nie zgodzili.
A ja obdarzyłem społeczeństwo opisane przez Wellsa aż czterema czczonymi Nauczycielami, z których ostatni był dyktatorem powiewającym flagą z siedemnastokątem.


2011/12/26 17:57:25
A mi sie buddyzm jak opisany przez Ciebie nie podoba:

"pragnienia nie można całkowicie zwalczyć czy zaspokoić, można tylko "zapomnieć", puścić, wyrzec się go, olać - a jak już nie ma pragnienia, to nie ma cierpienia"

Czyli "the best way to win the game is not to play" albo jakos tak. Gdyby to zrealizowac na 100%, to staniemy sie warzywkiem pozbawionym wszelkich pragnien. Pewnie, ze nie bedziemy cierpiec. Ale nie bedziemy tez w stanie docenic faktu, ze nie cierpimy. To ja wole miec pragnienia i cierpiec, z pragnien i cierpienia rodzi sie postep cywilizacji.

W tym zreszta tkwi paradoks: zeby wyrzec sie czegos, trzeba *chciec* sie wyrzec. Wyrzeczenie sie jest aktem woli, czyli: realizacja pragnienia. Trzeba pragnac nie pragnac, tak wiec tak czy inaczej, skazani jestesmy na cierpienie ("czy jestem dobrym buddysta, ojej ojej"). IMHO Twoja doktryna jest obludna, bo obiecuje swiat bez cierpienia, ktory jest mozliwy tylko po otworzeniu sobie czerepu i wylupaniu z niego mozgu. Kazda istota myslaca cierpi. Moze jestem jakims technokratycznym cynikiem, ale dla mnie wszystko, co golywmi slowami, ktore nie przeszly peer-review w naukowym zurnalu, chce ludziom poprawic byt, to snake oil.

"wymaga założeń, że oświeceni to mocarni socjopaci"

Patrz: Japonczycy podczas II. w.sw.

"bo serio, bardzo trudno Czterema Prawdami i Ośmioraką Ścieżką uzasadnić mordowanie kogokolwiek, szczególnie masowe, czy odbieranie praw czy mienia"

Zgoda, buddyzm nie ma takiego parcia na nawracanie i kontrolowanie innych ludzi jak chrzescijanstwo, ale nawet w Twoich nociach i komciach przebija poczucie wyzszosci wobec biednych, zablakanycn cierpiacych nie-buddystow. Teraz rozszerz to na caly narod, pomnoz przez Fudge Factor i czemu mialbys nie dostac masowych mordow?





Boni
2011/12/27 00:34:34
@ramone.alcin
"A mi sie buddyzm jak opisany przez Ciebie nie podoba:"
Taki lajf.

@pożądanie, pragnienie
"Czyli "the best way to win the game is not to play" albo jakos tak. Gdyby to zrealizowac na 100%, to staniemy sie warzywkiem pozbawionym wszelkich pragnien. Pewnie, ze nie bedziemy cierpiec. Ale nie bedziemy tez w stanie docenic faktu, ze nie cierpimy."

Spróbowałeś, czy tak tylko teoretyzujesz z zassania kciuka, o warzywkach, niedocenianiu i w ogóle nieszczęściu oświeconych buddystów?

"To ja wole miec pragnienia i cierpiec, z pragnien i cierpienia rodzi sie postep cywilizacji."

Skądinąd, nie jesteśmy cywilizacją, tylko osobami, zamiast postępem cywilizacji warto czasem zająć się postępem osób, w tym - swoim własnym postępem.
A piękno buddyzmu też w tym, że nie stoi w sprzeczności z tym co napisałeś, z nauką czy z "poprawianiem świata". Jak w tym w oryginalnie chrześcijańskim wezwaniu - zaspokajaj pragnienie które możesz etycznie zaspokoić, pozbądź się pragnień, których etycznie zaspokoić nie możesz, i uważaj/módl się/medytuj żeby ci się jedno z drugim nie popierdoliło. BTW nawet ortodoksyjny lamaizm Dalajlamy jest właśnie taki, po prostu dostosowuje się do stanu świata, wiedzy i cywilizacji - a pożądania i cierpienia jeszcze na długo "starczy".

"W tym zreszta tkwi paradoks: zeby wyrzec sie czegos, trzeba *chciec* sie wyrzec. Wyrzeczenie sie jest aktem woli, czyli: realizacja pragnienia. Trzeba pragnac nie pragnac, tak wiec tak czy inaczej, skazani jestesmy na cierpienie ("czy jestem dobrym buddysta, ojej ojej")."

Tu się głęboko mylisz, jak prawie każdy wykształcony człowiek zachodu - z wielkiej woli wyrzeczenia biorą się tylko fałszywe zasługi i fałszywe oświecenia. Point jest w aktywności bez skierowanej i osobowej woli, w tym, żeby rzeczy, w tym codzienne i niecodzienne aktywności osób, "się" działy. Ale to najlepiej doświadczać bezpośrednio i samodzielnie, bo wytłumaczyć dosyć trudno. Zresztą, niezłym opisem tego zjawiska jest "Zen w sztuce łucznictwa", polecam.

"IMHO Twoja doktryna jest obludna, bo obiecuje swiat bez cierpienia,"

Ej, czegoś fundamentalnie nie zrozumiałeś - buddyzm nie obiecuje "świata bez cierpienia", tylko co najwyżej "życie bez cierpienia".

"ktory jest mozliwy tylko po otworzeniu sobie czerepu i wylupaniu z niego mozgu. Kazda istota myslaca cierpi."

Równie dobrze: "myślenie powoduje cierpienie u istot"; OIMW stanowisko buddyzmu jest takie, że olbrzymia masa tego cierpienia wynika z myślenia, więc może warto te myślenie zmienić. Co akurat współczesna neurologia, psychologia i kognitywistyki raczej potwierdzają, niż zaprzeczają.

"Moze jestem jakims technokratycznym cynikiem, ale dla mnie wszystko, co golywmi slowami, ktore nie przeszly peer-review w naukowym zurnalu, chce ludziom poprawic byt, to snake oil."

Tyle że mi i buddyzmowi twoje stanowisko ani przeszkadza, ani cokolwiek (oczywiście dopóki jesteś w miarę etyczny, bo wiesz, rasizmy czy eugeniki też miały naukowy peer review i miały poprawić byt). Skądinąd naukowcy bawili się z lamami itp. w tomografach i w solidnych testach neurologicznych i psychologicznych, nawet zabawne rezultaty wychodziły, ale nie pamiętam czy przeszło to porządne "peer-review w naukowych żurnalach", i nie chce mi się tego szukać czy dyskutować. Bo jak wyżej, niewiele z tego wynika dla mojego światopoglądu.

""wymaga założeń, że oświeceni to mocarni socjopaci""
"Patrz: Japonczycy podczas II. w.sw."

Oświeceni? Którzy? "A po czym wnosisz?"

"Zgoda, buddyzm nie ma takiego parcia na nawracanie i kontrolowanie innych ludzi jak chrzescijanstwo, ale nawet w Twoich nociach i komciach przebija poczucie wyzszosci wobec biednych, zablakanycn cierpiacych nie-buddystow. Teraz rozszerz to na caly narod, pomnoz przez Fudge Factor i czemu mialbys nie dostac masowych mordow?"

Nie odpowiadam za twoje poczucie twojej niższości, czy mojej wyższości, z mojej strony takich intencji nie było. A co do rozszerzania, wiesz, "może tam kiedyś będzie przedszkole", wszystko można rozszerzyć do absurdu,tylko po co


poszukujacycos
Wed, 23 Jan 2013 03:24:42
@ramone.alcin
"W tym zreszta tkwi paradoks: zeby wyrzec sie czegos, trzeba *chciec* sie wyrzec."
Do Buddy kiedys przyszedł gościu z takim pytaniem jak Twoje, to mu odpowiedział"Jeśli masz pragnienie iść do parku, to gdy już znajdziesz się w parku nadal masz pragnienie iść do parku"
-tak to mniej-wiecej działa.

"tak wiec tak czy inaczej, skazani jestesmy na cierpienie"
Nie.
Gdyby Budda zatrzymał sie na tym etapie nigdy by Buddą nie został, zresztą chcesz to cierp, nikt Cie tego nie chce pozbawiać, wolna wola, tylko nie płacz, gdy jest źle, głowa do góry, takie wybrałeś życie.
Wiesz to nie jest tak, żeby wyrzec sie wszystkiego, zastanów sie czym jest pragnienie. Dam Ci przykład, płyniesz łódką, rwącą rzeką, bez steru, bez wioseł, nurt robi z Tobą co chce, miota Tobą jak chce. Możesz uznać ten stan za naturalny, no bo jak sobie z tym poradzić, lub wręcz za wskazany, wkońcu ryzyko rozbicia sie o każdą napotkaną skałę daje dreszczyk emocji. Budda tego nie zaakceptował, rozejzał się, trwało to pare lat i okazało się, że na dnie łodzi leżą wiosła a za plecami ma ster. Teraz mógł płynac tam gdzie chciał, czy dobić do bezpiecznego brzegu. Postanowił jednak zostać jeszcze jakiś czas na rzece, dając przykład innym, że można inaczej.

Biorac do ręki ster zyskujesz kontrole nad tym co robisz, czyli pragnieniami/uczuciami, one nie znikną, nic nie tracisz, rwąca rzeka będzie nadal, ale teraz to Ty decydujesz dokąd chcesz się udac.

W Buddyźmie nie ma hipokryzji, niepotrzebnego strzepienia jezyka, Budda tylko nauczał o drodze do Przebudzenia(środkowa ścieżka), a nie jak żyć. Gdy Je osiągniesz nie bedziesz potrzebował żadnych wytycznych, gdy śpisz nie jesteś w stanie ich zobaczyć.






Licencja:

Creative Commons License

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

rozie - Elektrycerze
Fri, 19 Jan 2018 07:31
@Boni Hint - rozmawiasz na blogu człowieka,...

red.grzeg - Wielki brat paczy
Mon, 15 Jan 2018 08:24
Tak, teraz (od 2 lat?) da się założyć firmę bez...

charliebravo - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 20:33
@księgowy DG (księgowy jest za 3-4 stówki, widzę...

Boni - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 19:46
@charliebravo Primo, dlatego nawiązałem do...

Codiac - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 19:36
'Tutejsze banki, tak, śmierdzą na milę XIXw' ...

janek.r - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 18:56
@czyli czego, 206sw? skoda fabia kombi. ...

charliebravo - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 18:14
@Janek Ok, chodziło mi o „uogólniony za duży...

janek.r - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 17:42
@ilu ludzi wozi kombiakiem bądź SUVem jedno dziecko....

charliebravo - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 15:49
@Prowadzenie firmy w PL No wiec ja mam wrażenie (DG...

charliebravo - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 15:35
@„Hint - rozmawiasz na blogu człowieka, który...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.84   BS 2012-2017