Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 11:35
@janekr Możesz też wcale nie używać czytnika,...

janek.r - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 08:11
Ja jestem bezradny i nie jest to bezradność wyuczona....

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 18:36
W sumie racja, to nie był najlepszy przykład. Inna...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 17:36
@Boni Ale to nie jest bezradność. Bezradnością...

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 16:38
@Bober Przykład z wczoraj czy dzisiaj - masz fajny...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 10:56
"Oczywiście, można by wypisać tu zylion anegdot w...

Boni - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 18:40
@Gatling Dzięki. Co do sprzęta, powiem tak,...

Gatling - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 12:51
miło się czyta takie radosne notki, dają vicarious...

Boni - Historia jajem się toczy
Wed, 4 Jul 2018 20:18
@charliebravo IMHO może i jest jakaś tam większa...

zz_top - Historia jajem się...
Wed, 4 Jul 2018 08:48
Ależ zasada "zajmujemy się najpierw zabezpieczeniem...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2011-09-11, niedziela
Tagi:  unrealpolitik, namysł
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

(długie i nieśmieszne)

Od dawna przymierzałem się do notki, albo i zupełnie poważnych rozważań o pracy/płacy, ale szło mi jak koń pod górę, jak pies do jeża, jak BOFH do odzyskiwania danych.

Bo z jednej strony, tematy około rynku pracy są bardzo bardzo ważne, generują olbrzymie obszary ekonomii, gospodarki, zaszłości politycznych i społecznych, w tym - niesprawiedliwości, ale z drugiej strony, są przeklęcie skomplikowane, rynek pracy zawiera w sobie nie tylko ekonomię (której nie znamy), socjologię (której nie znamy) ale po prostu systemy systemów i jest grą milionów ludzi przeciwko sobie nawzajem, i to zmienną w czasie. Więc mi po prostu ręce i klawiatura opada kiedy chcę o tym mówić, bo nie lubię mówić o lesie, kiedy go nie widzę zza drzew, i kiedy nawet w żartach i przekomarzaniach czy flejmach nie czuję, że wiemy o czym rozmawiamy, że jesteśmy choćby w pobliżu nauki, w miejsce czystej fanatycznej ideologii.

Ale z trudem klecę te, słowa pod wpływem szumu o śmieciowych umowach o pracę, co przyniosło dyskusję u WO, i pod wpływem wcześniejszych zaszłości, jak rewolty w krajach arabskich, czy zamieszki w UK - bo moim skromnym zdaniem wszystko to wiąże się w głębszej warstwie z etosem pracy i rynkiem pracy/płacy.

Żeby liznąć temat, trzeba go ograniczyć, bo to nie książka, ale blog, więc pobieżnie przelecę po tym, co ścinam i o jakich podzbiorach będę pisał dalej anecdata czy pomroczne przemyślenia, a o jakich nie.

Po pierwsze - odkładam na bok kwestię czy praca najemna była, jest, będzie immanentną cechą socjologii ludzkiej - IMHO odpowiedź brzmi "nie", ale tu i teraz, dla większości ludzi - tak, stała się immanentą cechą ich bytu (tzn. nawet ci którzy nie pracują czy nie muszą czy coś tam - odnoszą swój los i byt do pracy/płacy, racjonalizują w tym kierunku itd itd). Więc nie rozmawiam tym razem o autarkii, czy automatyzacji, czy o nanobotach.

Po drugie - ścinam kwestie ekonomii w sensie, czy kapitalizm był, jest, będzie tym najlepszym i końcowym ustrojem dla ludzi - IMHO odpowiedź brzmi "nie", ale tu i teraz, dla większości ludzi - tak, daje największą ilość szczęścia i dobrobytu per capita, i nie, nie chcę rozmawiać o rewolucji, najwyżej delikatnie o ewolucji. A ponieważ naukowej ekonomii i tak nie mamy, o ile mi wiadomo, tym bardziej nie warto sobie strzępić klawiszków.

Czyli będzie o strukturach pracy najemnej czy semi-najemnej w rozwiniętym kapitalizmie, a nie o zbieractwie i łowiectwie czy innych mnichach żebrzących.

Zacznijmy od tego, że, niestety i jednak, moim zdaniem najważniejsze rzeczy o pracy/płacy w kapitalizmie powiedziano w XIXw. Z pewnym bólem przyznam, że idee marksistowskie (nie w sensie marksizmu-leninizmu, ale w sensie - I Międzynarodówki, myśli Marksa et co., czy nawet to, co pożyczył od Davida Ricardo), są nadal w dużej mierze w mocy, pomimo, że świat się oczywiście zmienił, i zmienia dalej, i że można wytykać marksizmowi wiele dziur (ale przeważnie trzeba wyjść poza rozwinięty kapitalizm i jego cywilizację, co ścinam jw.). Praca najemna, nie ważne, sprzątaczki, młotkowego, czy wysoko kwalifikowanego specjalisty, managera, wolnego zawodu, jest wyzyskiem w sensie marksowskim - punkt równowagi płacy/pracy rynek kapitalistyczny ustali zawsze gdzieś między stawką "minimum socjalnego" a maksimum zysku jaki wydusza kapitalista czy "kapitalista" który płaci za pracę, o szczebelek wyżej nad najemnym. I praca taka nadal potrafi alienować w sensie marksowskim jak jasna cholera. I nadal można przykładać te wszystkie rozważania do własności środków pracy, bo ustrój własności czy gospodarczy zmienił się tak naprawdę w swoim rdzeniu niewiele.

Stąd nadal rozważania o klasach i ich walce czy przepychance mają jakiś sens.

Jedyne co się oczywiście zmieniło po ponad 100 latach, dla rozwiniętych społeczeństw kapitalizmu, to jak i gdzie jest umieszczone "minimum socjalne" (nie tylko powszechne, "ustawowe", ale szczegółowe - jakie "minimum socjalne" w danym społeczeństwie jest przyjęte dla dyrektora fabryki - wystarczy mu służbowa toyota, czy wypada mieć mercedesa S klasse?) i na ile udaje się społeczeństwu (przeważnie państwu) okiełznać chciwość kapitalistów. Wiadomo, że wielkim kosztem sporo wywalczono socjalnie "z dołu", mamy wolną sobotę czy płacę minimalną (ale nie czarujmy się - wyzyskiwani i tak jesteśmy, z definicji). Wiadomo, że państwo/demokracja potrafi czasem przyciąć kapitalistom podatkami czy prawem pracy (ale nie czarujmy się - tezy o państwie jako aparacie przymusu na usługach kapitału nadal w sporej części są w mocy).

I teoretycznie można planować i nawoływać dalej w tym kierunku, do zmiękczania kapitalizmu mechanizmami demokracji czy ruchami społecznymi, żeby "minimum socjalne" rosło, a kapitalistów zniechęcać do wyzysku, albo zabierać im to co wycisnęli z cudzej pracy, na potrzeby społeczne. Sporo ludzi ma to za najrozsądniejszy kierunek, i wskazuje na konieczności ciągłego korygowania rynku, bo jego niewidzialna ręka w realiach kapitalizmu ma tendencję do powrotu w ponure realia początku XIXw, i że to wystarczy. Bo jak się tej niewidzialnej łapy nie pilnuje, to zaraz pensje prezesów przebijają kolejne rzędy wielkości wzg. pracowników, Demokraci w USA piszą takie prawo "pod kapitał", jakby historia XXw nie istniała, generując XXIw falę kryzysów, albo, powiedzmy, mamy wysyp śmieciowych umów o pracę w PL. Itd itp.

I z tym podejściem się nie zgadzam, bo to jest leczenie, a nie profilaktyka, bo generuje oscylacje, bo na końcu - ustrój mamy kapitalistyczny nie tylko z nazwy, i nie ma takiej możliwości żeby demokracja ścinała kapitalizm szybciej niż kapitaliści generują wyzysk. Moim zdaniem marksiści XIXw fundamentalnie mieli rację, że centralnym problemem jest w własność środków pracy.

Czyli - powszechnie - rewolucja, odebrać kapitalistom, zrobić Rady Robotnicze itd. itd.? Albo - indywidualnie - wewnętrzna emigracja, autarkia i posiadanie środków pracy i "do życia", itd itd?

Pierwsze nie zdało egzaminu, i nie wydaje się, żeby zdało kiedykolwiek, dopóki "natura lucka" jest jaka jest. Drugie, to jest rozwiązanie dla mnie czy dla paru innych, ale nie dla miliarda wolnych najmitów. Czyli co tak naprawdę można zrobić z własnością środków pracy, żeby było sprawiedliwiej, ale też - lepiej, i to dla rzesz zwykłych ludzi?

Każdy wie, że spektrum pracy w miarę cywilizowanego kapitalizmu zaczyna się gdzieś od głodowych umów na granicy prawa albo i w szarej strefie; od "kopnij go, to twój niewolnik" (jako rzekł prezes, były minister skądinąd, do swojego synka, o robotniku - autentyk z PL około 1993. I patrzcie, jaka jest siła kapitalizmu - prezio nie dostał w łeb łopatą 5s później, i nikt go nie podał do sądu, oczywiście. Czyli dla postronnego obserwatora różnice między rokiem 1993 a 1393 leżą tylko w strojach postaci i w maszynach w tle...), od "Wolnego najmity" 2.0. Ale gdzie się kończy? Jakie są najlepsze możliwe warunki czy firmy, czy gdzie są najbardziej zadowoleni i najmniej wyalienowani pracownicy, a nadal działamy na rynku pracy i w rozwiniętym kapitaliźmie, i nie przy samozatrudnieniu? Otóż, moim zdaniem, w spółdzielniach - które "odbierają" środki pracy kapitalistom, a nie próbują zaorać do fundamentów prawa własności.

Tak, spółdzielnie mają się bardzo dobrze, także w rozwiniętym kapitalizmie, tylko ponieważ ta nazwa kojarzy się dość licho, nazywają się dla niepoznaki inaczej, a to startupami, a to W.L.Gore and Associates, a to Denmark.

Bo większość startupów ma atmosferę i strukturę własności semi-spółdzielni, tudzież NIE MA jeszcze aż takiego kapitału czy środków pracy, na których ktoś może trzymać łapę i wyalienować pracowników. I jeśli trzymacze łapy są fajni, to nawet rosnąc startupy są fajne - albo i nie. Bo jak trzymacze łapy mają nawyki fabrykanta z 1830r, no to mamy niefajny pod dyskutowanymi względami Apple zamiast fajnego SAS (numero uno na liście Fortune).

I starsze spółdzielnie radzą sobie całkiem nieźle, bo taki Gore od goretexu (numerek 8 na liście jw. za 2011), ma 8000 czy 9000 wspólników worldwide, i tam każdy, od elektryka i mechanika na zmiany, jest tytułowany wspólnikiem, i naprawdę działają w teamie i teamie teamów - i radzi sobie na dość ostrym rynku i poprzez parę kryzysów, od 50 lat... A ponieważ właśnie niedawno zaliczyłem nieudaną rekrutację do ich szkockiej fabryki, naocznie przekonałem się, że istnieją firmy i ludzie, które mają się tak do mojego bardzo fajnego miejsca w pracy w duńskim semi-korpo, jak duńskie semi-korpo do zarządzanej przez wąsacza firmy PPHU Zenex (z ideologią pracy/płacy "Zapierd... albo wypierd..., jaka k... umowa. A wypłata będzie jak będzie"). Na przykład, w luźnych gadkach - nieco dziwiło mnie, jak bez formalnej hierarchii i aparatu przymusu, ustalają prace czy zmiany dla fizycznych "pracowników" utrzymania ruchu, bo tak normalnie, to jednak co innego jak se specjaliści robią flextime czy dispatchują se prace, a co innego jak przychodzi ustalić, kto zapierdala na zmiany w niedzielę - na co było ogólne wzruszenie ramion przez team leadera, i odpowiedź, że to się ustala po prostu w teamie, a co do dispatchowania, to jak on, pracując 10 lat, miałby pouczać mechanika z 20 letnim stażem w Gore, co ma robić i jak? Już nie mówiąc, że w Gore leaderzy teamów powstają emergentnie, a nie z mianowania... A co do atmosfery i pracy w teamie, zgodzili się, że w duńskiej korpo to zapewne mam niezłe pojęcie o teamworku, ale rozłożyli mnie krótkim prawym prostym - u nich teamwork to jest wtedy, jak "pracownik" przychodzi pijany raz czy drugi, no to trzeba się wziąć za temat jako team, i spróbować pomóc człowiekowi, bo przecież jasne, że ma jakiś koszmarny problem z pracą albo poza nią, bo normalnie nie przychodził(by) napruty do roboty; a nie - wywalić za bramę. Co nawet w duńskiej semi-korpo nie przechodzi, więc szczękę miałem gdzieś przy kolanie.

Wracając do tematu - czyli nie tylko kibuce, istnieją rozwiązania znacznie fajniejsze.

Ale czemu nie ma ich powszechnie???

I tutaj sprzeciwię się aksjomatom XIXw myśli, w tym marksizmu, które wdrukowały się paru pokoleniom. Moim zdaniem, w ogólności, świadomość określa byt, a nie odwrotnie.

Dlatego nie ma powszechnie spółdzielni, bo nie ma świadomości, że mogłyby być. Zresztą, zmienianie normalnej hierarchicznej firmy w spółdzielnię jest nierealne (np. w Gore to dyskutowaliśmy) - spółdzielnie przeważnie powstają z kółka innowacyjnych geeków czy podobnego startupu, i tylko pozostaje kwestia, czy zechcą takie pozostać rosnąc/w czasie, czy zostaną zmienione, od wewnątrz czy z zewnątrz, w typowy toksyczny koszmar wyalienowanych pracowników.

Stąd potrzeba debaty i budowania świadomości zarówno w pracownikach jak i pracodawcach, że najlepsze miejsca do pracy i najlepsze firmy to przeważnie spółdzielnie, albo twory pośrednie między spółdzielnią a normalną firmą, że zadowoleni pracownicy to naprawdę gigantyczny kapitał, i że to jest przyszłość - 14 lat temu, kiedy Fortune zaczynało ranking 100 best work for, w czołówce były startupy, IT, i spółdzielnie high tech - teraz są tam sieci handlowe, banki i szpitale. Bo coraz więcej pracodawców, kapitalistów, rozumie, że zadowolony, nieco mniej wyzyskiwany pracownik, to pracownik kreatywny, lojalny, odpowiedzialny, skuteczniejszy. A przy formalnej spółdzielni, np. jak w Gore, zaangażowany maksymalnie w pracę, zaledwie o ułamek niżej niż samozatrudniony - bo w takich warunkach to już nie praca najemna, ale praca prawie "na swoim".

A wszystko to tak naprawdę jest nowoczesną wersją miast robotniczych i socjalu fundowanego przez niektórych kapitalistów w XIXw, z różnych pobudek. I tak jak wtedy, zmniejsza nieco wyzysk i niesprawiedliwości, tudzież podnosi świadomość (!) "minimum socjalnego" w społeczeństwie, no bo skoro tamta sieć handlowa daje wczasy na Hawajach pracownikom, a ta nie, to gdzie ciśnienie selekcji pchnie lepszych pracowników?...

W jeszcze głębszej warstwie, lansowanie "spółdzielczości", i odpowiedzialności za pracę, za aktywność, tworzy przeciwwagę dla permisywizmu i konsumpcjonizmu erodującego nasz świat - co moim zdaniem jest największym wyzwaniem na bliską przyszłość naszej cywilizacji. Bo od pazerności traderów i ich zleceniodawców, po zamieszki jak w UK czy nawet jak w Libii - nie ma już żadnej tradycyjnej, społecznej czy religijnej, tamy dla "I want it all", jak świat długi i szeroki. A warto pamiętać, że obecne topowe "raje na ziemi", jak duński czy japoński, zbudowano nie na "I want it all" tylko na zupełnie innym, protestanckim albo samurajskim, etosie działania i pracy (i "raje" te tracąc dawny etos, istnieją coraz bardziej "na kredyt") - więc może warto pomyśleć, nie tyle jak odbudować dawne etosy pracy i społeczeństwa, co zaproponować ich XXIw wersje. Ale to temat na zupełnie inną notkę.

(PS tysiące słów, a mam wrażenie, że nic nie powiedziałem, i że nawet nie liznąłem jeszcze sedna... uniżenie przepraszam i proszę o wybaczenie)







2011/09/11 08:14:30
Dzięki. Notka fajna i zupełnie zgadzam się z koncepcją propagowania spółdzielni. Potencjalny kłopot widzę w tym, że spółdzielnie wymagają pewnego kapitału społecznego (nie wynosimy wspólnych młotków). Ponieważ obecna ekonomia dąży raczej do alienacji prola, ciężko ten kapitał uciułać.


Boni
2011/09/11 10:02:39
@redezi

To jest jasne. Ale problem jest nawet głębiej IMHO (i na to nie znalazłem już miejsca w notce) - bo "wynoszenie młotka" to jest brak kapitału kulturowego na poziomie N, ale nawyki i świadomości przyniesione z toksycznego kapitalizmu do zarządzania i współpracy "spółdzielni" to jest brak kapitału na poziomie N+1. I 10x szybciej spółdzielnię (jak każdą firmę) rozkładają wady zarządzania i teamworkingu, niż "wynoszenie młotka"; zresztą, to rozłożyło klasyczne ruchy spółdzielcze XIX i XXw. Ale nowożytne, jak z notki, pokazują jak ominąć kilka mielizn, na których rozbiły się te postmarksowskie na początku, na przykład - jak konkurować spółdzielnią wzg. agresywnego kapitalizmu, czy właśnie jak budować i utrzymać kapitał kulturowy przez 50 lat. Tyle że naprawdę nie mam czasu i miejsca by o tym wszystkim pisać.

I ogólnie dlatego że jw. świadomość musi być na starcie, także w Gore ludzie są sceptyczni co do reformowania "starych" firm w duchu Gore; czy np. bardzo bardzo uważnie dobierają associates - na przykład mnie nie dobrali ;)

BTW kradzieże (w sensie materialnym i intelektualnym) to jedna z nielicznych rzeczy za którą można wylecieć z trzaskiem z nowożytnej "spółdzielni", z Gore czy IT startupu też - więc ten kawałek kapitału kulturowego sankcjonuje się całkiem normalnie.


2011/09/11 11:50:51
Nie zgadzam sie, ze marksistowska teoria wyzysku jest czyms sensownym. Ona pomija kluczowe sprawy w ekonomii:
- czasowa wartosc pieniadze i ryzyko inwestycyjne (kapitalista placi ludziom pensje od razu, nawet jesli zysk z inwestycji zobaczy, byc moze, za 2 lata)
- wartosc dodana wnoszona przez kolesia ktory wymyslisl biznes plan, organizuje produkcje, szuka rynkow zbytu itd.

Wyzysk jest, ale jego opis przez Marksa nie jest przestarzaly, on byl kiepski juz w XIX wieku.


Boni
2011/09/11 12:47:49
@ramone a marksizm

@zwrot inwestycji
A jak pracownik musi się bujać na umowach śmieciowych zanim zdobędzie doświadczenie, albo wziąć kredyt na edukację, żeby móc potem dać się wyzyskać, to już nie widzisz problemu, że inwestuje w siebie? Każdy, KAŻDY, musi inwestować i mieć nadzieję, że biznesplan wypali w przyszłości, więc w dyskursie społecznym pracodawca/pracownik takie argumenty, że kapitalista inwestuje a pracownik nie, to niech se kapitalista zwinie w czopek i spada z tym typowym emo-szantażem, że "bez niego nie byłoby miejsc pracy" - nie zainwestuje on, to zainwestuje inny.

@management
Napisałem wprost w notce, że od młotkowego po management, jesteśmy wyzyskiwani (dopiero na szczytach UMC czy w UC jest inaczej) - dopóki facet od biznesplanu czy zarządzania nie ma naprawdę dużego udziału w firmie czy zysku, tylko jedzie na pensji plus prowizji, czy innej drugiej pochodnej po zysku firmy, to IMHO jest pracownikiem najemnym, nawet jeśli sam to wypiera i myśli, że jest już panem kapitalistą.


2011/09/11 12:49:17
@boni_s

"A jak pracownik musi się bujać na umowach śmieciowych zanim zdobędzie doświadczenie, albo wziąć kredyt na edukację, żeby móc potem dać się wyzyskać, to już nie widzisz problemu, że inwestuje w siebie?"

W takim razie mamy albo obustronny wyzysk, albo zaden.


2011/09/11 12:50:40
@boni_s

"nie zainwestuje on, to zainwestuje inny. "

Nie popracuje on, to popracuje inny. Pelna symetria.

Ja jestem po stronie pracownika, ofkors, bo sam jestem pracownikiem najemnym, ale Boni -- to jest dyskusja moralna/etyczna/polityczna. A Marks to kamuflowal jako naukowa teorie wyzysku, za co ma u mnie minusa.


2011/09/11 12:54:35
PS (sorry za komciosraczke)

@boni_s

"Każdy, KAŻDY, musi inwestować i mieć nadzieję, że biznesplan wypali w przyszłości"

W XXI wieku masz racje. Kiedy Marks tworzyl swoja teorie pracy, typowy robotnik nie posiadal zadnego kapitalu poza miesniami i nie inwestowal w swoja edukacje, bo takowej nie mial. W szczegolnosci, olbrzymia czesc angielskich robotnikow zyla od wyplaty do wyplaty, i pojecie "czasowej wartosci pieniadza" bylo dla nich abstrakcja. W tamtych czasach kapitalisci faktycznie byli jedyna grupa spoleczna ktora dokonywala inwestycji zwiekszajacych poziom produkcji. Dlatego napisalem, ze teoria Marksa byla dead on arrival. Teraz jest, paradoksalnie, mniej bledna (bo jak napisales, pracownicy tez inwestuja), ale nadal jest slabiutka.


2011/09/11 12:57:45
@ramone.alcin "Nie zgadzam sie, ze marksistowska teoria wyzysku jest czyms sensownym. Ona pomija kluczowe sprawy w ekonomii: (...) Wyzysk jest, ale jego opis przez Marksa nie jest przestarzaly, on byl kiepski juz w XIX wieku."

Więc pewnie ktoś już podał lepszy, nieprzestarzały, niekiepski opis. Kto?


2011/09/11 13:46:44
Ja tylko wskoczę tutaj ze scholastycznym 0,03 PLN zwracając uwagę na to, że skoro prawdopodobnie z "Przyczynku do krytyki ekonomii politycznej" znasz zapewne tylko ten fragment zdania, nawet nie do końca umiesz ocenić to, czy się zgadzasz z Marksem czy nie.

Cały kontekst jest mniej więcej taki, że byt Marks definiuje jako całokształt stosunków produkcji wynikający z bieżącego poziomo rozwoju środków produkcji. Pewne pomysły społeczne pasujące do danego poziomu rozwoju "bytu" uważamy więc za "przestarzałe" (np. mający skądinąd wiele uroku pomysł bycia rycerzem-rabusiem, ze swojego zamczyska kontrolującego szlak handlowy biegnący w dolinie), pewne za "bieżące" (praca w korpie), pewne za "zbyt futurystyczne" (utopijne pomysły z science-fiction). Jest jakieś gospodarcze "teraz" pasujące do "teraz", inne w czasach Marksa, inne w naszych i inne niż w XI stuleciu.

Na marginesie tego "teraz" może istnieć wiele form egzotycznych, tak jak (metafora moja, nie Marksa, ale mam nadzieję, że nie będzie mnie za to straszył po nocach) pojawienie się nowego gatunków w niszy ekologicznej nie musi oznaczać natychmiastowej zagłady innych gatunków w tej samej niszy. Tylko że tak jak w przyrodzie przeważnie można pokazać gatunek dominujący w danej niszy, bo po prostu radzi sobie w niej lepiej od innych, podobnie jest w gospodarce.

"Spółdzielnia pracy" to formuła urocza, podobnie jak "mała rodzinna firma", ale jest z natury rzeczy efemeryczna, bo zawsze pojawi się w końcu problem "a co po śmierci założycieli zrobią spadkobiercy?". Megakorpy są na ten problem stosunkowo odporne, kogo w ogóle obchodzą założyciele Coca-Coli. Małe firmy nie bardzo, bo jeśli odniosą sukces, spadkobierca odczuwa zwykle nieodpartą pokusę, by sprzedać to wszystko dużemu graczowi za jednorazową dużą kasiorę. Zresztą wiele małych firm zakładanych jest wyłącznie po to: jeśli odniesiemy sukces, sprzedamy cały ten bajzel Microsoftowi, Apple czy Guglowi i będziemy rentierami.

Z tego oczywiście nie wynika, że nie należy szukać sobie indywidualnej drogi życiowej gdzieś poza formami dominującymi - Marksa po prostu interesowały tylko dominujące, bo uważał je za ciekawsze zagadnienie dla badacza społecznego.


Boni
2011/09/11 14:19:41
@wo

@świadomość a byt
(Może i dawno, ale przeczytałem więcej niż to jedno zdanie).
Ok, może i nie rozumiem doskonale Marksa, ale mam silne wrażenie, że postulował, że byt musi "wyczerpać" materialne "znamiona" czasu i miejsca, żeby nastąpiła (np. rewolucyjna np.) zmiana świadomości/nadbudowy. Bo to, że istnieje pewna kompatybilność bazy i nadbudowy, czy pomysłów społecznych z własnością/strukturą środków produkcji to jest jasne, i nie będziemy się analnie spierać o przecinki. Tyle że, o ile rozumiem, różnimy się oceną przyczyn-skutków - marksiści mówią, że materialne stosunki produkcji uwarunkowują społeczne czy socjologiczne procesy życia ludzi, ja mówię, za paroma filozofami, pisarzami, itd itd, że świadomość i myśl wyprzedza i zmienia nadbudowę, co potem może też ew. zmienić bazę; że "to co pomyślane istnieje już w 99%" by J.Dukaj - a to co nie-pomyślane i nie-opowiedzianie, tego nie ma, choćby nie wiem co.

@spółdzielnia niemożliwa
Akurat Gore czy mój pracodawca falsyfikuje twoje tezy o spółdzielniach i firmach rodzinnych - Gore ma 50 lat i drugie pokolenie "zarządu" czy "właścicieli", i jest to firma globalna hi-tech na coś koło 9000 wspólników; Danfoss po 75 latach, ma trzecie pokolenie rodzinnej właśności i bodaj ponad 20000 ludzi worldwide, i to w branży non-hi-tech, BTW podobnie nasz partner z joint-venture japońskiego, Saginomiya. Więc bez paniki i jęczenia o spadkach, bo to jednak działa - zresztą, a jeśli nie to, to co? Demokratycze zmiękczanie kapitalizmu, jak pisałem w noci, podatkami i prawem? Ktoś w to jeszcze wierzy po ostatnich 40-30 latach?

"Z tego oczywiście nie wynika, że nie należy szukać sobie indywidualnej drogi życiowej gdzieś poza formami dominującymi - Marksa po prostu interesowały tylko dominujące, bo uważał je za ciekawsze zagadnienie dla badacza społecznego."

Firmy dyskutowane w noci może nie są dominujące, ale IMHO mogą kiedyś być, i nie są żadną niszą. Niszową drogą życiową poza formami dominującymi to jest autarkia jak u mnie (że zylion rzeczy potrafię zrobić sam, i mam środki do tego), czy samozatrudnienie na ekogospodarstwie ;)


Boni
2011/09/11 14:23:00
@ramone
"Ja jestem po stronie pracownika, ofkors, bo sam jestem pracownikiem najemnym, ale Boni -- to jest dyskusja moralna/etyczna/polityczna."

No przecież wywaliłem ze dwa akapity disclaimera w noci, że nie da się o tym gadać NAUKOWO czy RACJONALNIE - to chyba oczywiste, że debata może być IMHO tylko ideologiczna. Stąd ta debata nie wydaje mi się bardzo bardzo sensowna, bo nie lubię agitki czy misjonarstwa w miejsce logicznego wywodu, no ale oczywiście, moja ideolo i etyka jest najmojsza ;P


2011/09/11 14:48:34
@boni_s

Wydaje mi się, że przez całe dotychczasowe życie pracowałeś w różnych korpo i stąd twój szok kulturowy. Tymczasem kultura taka, jak opisujesz występuje częściej niż Ci się wydaje i wcale nie jest związana ze spółdzielnią jako formą własności. Daleko nie szukając to ja pracowałem przez poprzednie paręnaście lat w firmie w której pracowano tak jak i w tym Gore. Tak samo bez pionowych struktur, tak samo z zespołowym rozwiązywaniem problemów (również osobistych problemów pracowników) itd.
I jako że obracam się w firmach różnych, również w korpo, to wydaje mi się że łapię skąd ta różnica. Kluczowy jest rodowód firmy - słusznie piszesz o startupie. Firma w której pracowałem powstała ponad 30 lat temu jako spółka ośmiu osób, rozrosła się do ponad 300, ale kultura startupu została. I ta firma wcale nie jest jakaś wyjątkowa, powiedziałbym nawet że to w niemieckim Mittelstandzie dość typowe, a przynajmniej częste.


2011/09/11 19:38:56
@prorock

"Więc pewnie ktoś już podał lepszy, nieprzestarzały, niekiepski opis. Kto?"

Pewnie nikt, bo ekonomisci byli zbyt zajeci zaklepywaniem sobie posadek w koncernach i rzadowych agencjach, zeby pisac o walce klas.

Ale ja bym zaczal od odabsolutyzowania pojecia "wartosc". Nie ma czegos takiego, jak absolutna "wartosc" pracy, towaru, firmy, itd. To jest oczywiste dla kazdego, kto mial do czynienia z praktyka wyceny czegokolwiek.


2011/09/11 19:40:44
@cmoscmos

Kluczowe jest tempo wzrostu firmy. Jezeli firma rosnie za szybko, to starzy pracownicy nie zdaza przekazac kultury nowym, i firma sie nieodwracalnie zmienia.


Boni
2011/09/11 19:58:17
@ramone
@transfer
Pewnie, że na przekazywanie kultury firmy rzutuje wiele czynników, w tym tempo zmian (choć IMHO świadomość "elity" czy "managementu" firmy rzutuje bardziej). Ale jak dla mnie 50 lat i kilka tysięcy ludzi dowodzi, że da się nieźle.

@modele i wartość
Mhm, ale przypomnij mi, gdzie w rozważaniach moich czy paramarksistowskich potrzebna czy używana jest absolutna wartość - bo teraz to kręcisz chochołka.

@cmoscmos
Wiesz, to nie był jakiś szok, tylko ze dwa zdziwienia co najwyżej. Bo, z całym szacunkiem, ja nie pracowałem i nie pracuję w korpo. Piszę czasem "semi-korpo", bo rodzinna firma duńska, ale worldwide na 20tys ludzi, no to już nie jest rodzinna firma, ale jednak do korpo w typie amerykańskich czy niemieckich to ohoho jak daleko w wewnętrznej kulturze i stosunkach pracy. A szczególnie do niemieckich, IMHO. Bo na przykład wracając do twojego doświadczenia, że startup niemiecki rozrasta się przyjemnie na 300 osób nadal z wielka kulturą - a kto i jak ustala u nich płacę szeregowego pracownika, fizycznego czy umysłowego? i czy i kto ustala mu zakres obowiązków tudzież może mu wydać polecenie służbowe?


2011/09/11 20:06:58
@boni_s

"Pewnie, że na przekazywanie kultury firmy rzutuje wiele czynników, w tym tempo zmian (choć IMHO świadomość "elity" czy "managementu" firmy rzutuje bardziej). Ale jak dla mnie 50 lat i kilka tysięcy ludzi dowodzi, że da się nieźle."

Wiem. Ja widzialem firme ktora urosla od 10 do 2000 osob w 10 lat, i to bylo troche zalosne.

"Mhm, ale przypomnij mi, gdzie w rozważaniach moich czy paramarksistowskich potrzebna czy używana jest absolutna wartość - bo teraz to kręcisz chochołka."

Wartosc pracy i produktu jest potrzebna do definicji wyzysku (zagarniecie wartosci dodanej).


2011/09/11 20:32:34
@boni_s
"Bo na przykład wracając do twojego doświadczenia, że startup niemiecki rozrasta się przyjemnie na 300 osób nadal z wielka kulturą - a kto i jak ustala u nich płacę szeregowego pracownika, fizycznego czy umysłowego? i czy i kto ustala mu zakres obowiązków tudzież może mu wydać polecenie służbowe?"

Tak po pierwsze to to było IT, bez pracowników fizycznych, co oczywiście upraszcza sprawę. W tej firmie formalnie rzecz biorąc to była funkcja kierownika oddziału i teoretycznie mógł on wydawać polecenia służbowe, ale praktyka była taka że wszystko, odbywało się w drodze wspólnego dochodzenia do rozwiązań. Poza tym jednym stanowiskiem nie było tam więcej struktury, kierownik projektu to była tylko funkcja w konkretnym projekcie, a nie stanowisko na wieczność. A co do płac to w tej branży nie obowiązywały taryfy i płace były indywidualnie negocjowane.


2011/09/11 21:55:11
@spółdzielnie

Coraz bardziej wydaje mi się, że to bardzo dobry pomysł. Oczywiście spółdzielnie spółdzielnie, a nie to, co w PRL nazywało się spółdzielnią.

Pragnę jednak przypomnieć, że przynajmniej teoretycznie gospodarka socjalistycznej Jugosławii była spółdzielcza - i przejechali się na tym. (albo na socjalizmie, którego i spółdzielczość nie mogła uratować)


Boni
2011/09/12 09:05:02
@cmoscmos "Tak po pierwsze to to było IT, bez pracowników fizycznych, co oczywiście upraszcza sprawę. W tej firmie formalnie rzecz biorąc to była funkcja kierownika oddziału i teoretycznie mógł on wydawać polecenia służbowe, ale praktyka była taka że wszystko, odbywało się w drodze wspólnego dochodzenia do rozwiązań. Poza tym jednym stanowiskiem nie było tam więcej struktury, kierownik projektu to była tylko funkcja w konkretnym projekcie, a nie stanowisko na wieczność. A co do płac to w tej branży nie obowiązywały taryfy i płace były indywidualnie negocjowane."

Tak to ja mam i ma, jak zauważasz, wiele firm z lepszej półki, albo hi-tech, albo IT, albo duńskich ;), że team, że kierownik łagodnie kieruje, że płace negocjowalne - ale w Gore itp. to jest raczej tak: nikt nikomu NIE MOŻE wydać polecenia, bo WSZYSTKO jest negocjowalne - associate ma sam ze sobą i z teamem ustalić swoje commitments i ich dotrzymywać, jak wszyscy. A płacówkę ustala się grupową ewaluacją w teamie i w teamach współpracujących i "wyższych" w strukturze. No jednak nie powiesz mi, że to nie ma różnicy dla kultury w firmie, czy ja se negocjuję podwyżkę z szefem w cztery oczy, czy ustala mi ją punktacją w ankiecie 15 osób, powiedzmy 5 koworkerów, 5 ludzi z produkcji i 5 z innych działów supportu. I tam jest tak dla KAŻDEGO, od operatora maszyny, elektryka czy mechanika maintenance, po "górę".

Podczas rekrutacji miałem na końcu języka pytanie jak sie kogoś zwalnia w takim razie, ale się ugryzłem (myślę, że i tak przepadłem przez rozgadanie ;) ) - domniemywam, że mają tak ustawioną strukture wynagrodzeń i jej wagi (stała pensja+z oceny+z udziałów), że jak jesteś źle oceniany przez tych 15-20 ludzi raz czy drugi, to nie opłaca ci się ta robota i sam spłyniesz...


Boni
2011/09/12 09:13:24
@janekr
"Pragnę jednak przypomnieć, że przynajmniej teoretycznie gospodarka socjalistycznej Jugosławii była spółdzielcza - i przejechali się na tym. (albo na socjalizmie, którego i spółdzielczość nie mogła uratować)"

Myślę, że bardziej przejechali się na socjaliźmie. Te różne ruchy spółdzielcze XIXw, przed-socjalistyczne rozłozyły OIMW właśnie braki kapitału kulturowego w zarządzaniu i w szeregowym działaniu, tudzież nie do końca sensowne działanie "na zewnątrz" - bo taka spółdzielnia jak Gore konkuruje i współdziała z jak najbardziej normalnymi rekinami rynku kapitalistycznego i radzą sobie (po prostu na zewnątrz działają jako normalna agresywna firma w branży), czego dawne spółdzielnie jakby nie potrafiły.
BTW są fajne anegdoty o "Gore na styku ze światem" - niby działają ostro i "normalnie", ale np. nie mają na wizytówkach stanowisk, każdy jest associates poza najwyższymi formalnoprawnymi CEO, co konfuduje kontrahentów w kulturach gdzie tytuł określa człowieka. Pamiętam że jakas dziewczyna nagabywana przez kontrahenta poraz eNty "co ona je" tak naprawdę, zamówiła wizytówki "Jane Smith, Supreme Commander", co tak bardzo spodobało się Billowi czy Bobowi Gore, że propagował ideę.


Boni
2011/09/12 09:16:38
@ramone
""Mhm, ale przypomnij mi, gdzie w rozważaniach moich czy paramarksistowskich potrzebna czy używana jest absolutna wartość - bo teraz to kręcisz chochołka."
Wartosc pracy i produktu jest potrzebna do definicji wyzysku (zagarniecie wartosci dodanej)."

Wartość ABSOLUTNA??? No co ty. Już broszury i ulotki z czasów I Międzynarodówki tłumaczyły, że wartość do obliczeń są względne (nie ważne ile kosztuje absulutnie dniówka robotnika, albo ile zysku absolutnie wyciąga fabrykant z fabryki), ale wyzysk ma się zawsze doskonale.


2011/09/12 09:54:49
@boni_s

"Już broszury i ulotki z czasów I Międzynarodówki tłumaczyły, że wartość do obliczeń są względne (nie ważne ile kosztuje absulutnie dniówka robotnika, albo ile zysku absolutnie wyciąga fabrykant z fabryki), ale wyzysk ma się zawsze doskonale."

Czyli w skrocie "nie jestesmy w stanie powiedziec ile, ale jestesmy pewni, ze jest". Powiedz mi, jak to sie ma do rzekomej naukowej naukowosci marksizmu? Glebokie Przekonanie (tm) ze mnie firma wyzyskuje, to ja tez mam ;-)


Boni
2011/09/12 11:01:08
@ramone

A masz tu popularny wykład "z czasu i miejsca"
www.nowakrytyka.pl/IMG/pdf_Mlot_Kto_z_czego_zyje.pdf
i rozkmiń sam, gdzie niby "opis [...] byl kiepski juz w XIX wieku"


2011/09/12 21:34:46
Parę przypisów do tematu:

1. Argolandia
2. "Spółdzielnia praca im. Alana Turinga" (wiadomo kto)
3. Mój ulubiony cytat z książki "Fajna robota".
Otóż Robyn jest lewicową doktor literatury angielskiej i bierze udziała w wydumanym przez ministerstwo oświaty programie zbliżania uniwersytetów i przemysłu.
"Do tej pory Robyn myślała, że brak pracy jest wyniku spisku konserwatystów przeciwko klasie robotniczej. Teraz, gdy zobaczyła praće [w odlewni] z bliska, zaczęła myśleć, że może to i lepiej, że takiej pracy brakuje"


Boni
2011/09/13 07:08:58
@janekr
"Teraz, gdy zobaczyła praće [w odlewni] z bliska, zaczęła myśleć, że może to i lepiej, że takiej pracy brakuje"

A święta racja, mnusfo gniewnych, z lewa i prawa, szczególnie młodych, nie kuma, że na danym etapie rozwoju zawsze są prace, których lepiej żeby nie było, i których nikt nie chce robić. Tylko ci z lewa krzyczą o bezrobociu i że nie ma pracy dla ludzi, a ci z prawa, że po co nam Turek czy inny Polak, nie wpuszczać ich.


2011/09/15 08:30:34
wyborcza.pl/1,115412,10260148,_Ksiazki__Magazyn_do_czytania___odslona_druga.html?as=2&startsz=x

W najnowszym magazynie "Książka" Witold Orłowski (ekonomista) proponuje rozszerzyć kulturę korporacyjną o techniki wypracowane przez jezuitów. I tak chce pokonać kryzys...


Boni
2011/09/19 14:16:57
@janekr

O ile znam się na jezuitach z lektury, niewielkiej praktyki, i pewnych względów rodzinno-osobistych, to powiem tak - może i 300 lat temu to było coś, ale teraz jest zylion nowocześnie zarządzanych organizacji, ze skonkretyzowaną wizją, jasnym celem, przejrzystymi strukturami, dobrze zdefiniowanymi procedurami i ścieżkami awansu, jak to napisał o SJ Orłowski, i nie, wcale nie wszystkie mają super efekty czy odnoszą sukces, więc IMHO kula w płot. Aha, i wcale nie jestem pewien czy SJ mieli od zawsze i zawsze te dobrze zdefiniowane procedury i ścieżki awansu, ale nie chce mi się sprawdzać.


2011/09/19 20:23:16
Ten artykuł o jezuitach był w istocie długą recenzją z książki e.wydawnictwowam.pl/tyt,48111,Heroiczne-przywodztwo.htm





Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018