Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 12:52
@igor, Lem Może tak - rozumiałem o co mu chodzi i...

igor - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 08:36
Lem o tym pisał w latach 90. A ja (i, w zasadzie,...

Boni - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 21:01
@zz_top IĆ STOND! właśnie się dziś...

zz_top - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 12:52
@Wolałbym, żeby tzw. ludzie rozumieli a nie ślizgali...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 12:21
Koraliki, bigle/zapinki/inne komponenty, dużo metrów...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:23
@Gatling @sroko-chomiki Zdefiniuj "skład...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:18
Oj bo na koralky.cz mają co jakiś czas wyprzedaże...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 10:34
@Gatling "Panie, czy pan mnie usiłujesz obrazić?",...

Gatling - Dialogi
Sun, 9 Sep 2018 17:03
Koraliki japońskie, unless Preciosa wypuściła...

hellk - Top gun
Mon, 3 Sep 2018 16:12
@bibliografia Jakieś 10 lat temu dostałem od...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2011-07-18, poniedziałek
Tagi:  szrot, fun, nazakupy
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Kiedy drugi maluszek pokiereszował się, nieco obił i nieco zardzewiał, wybiła jego godzina - a następcą miało być coś bardziej cywilizowanego, bo nowotworów polskiej i włoskiej myśli motoryzacyjnej miałem już dość. Planowaliśmy coś z 4 drzwi, bo dzieci były już w wieku przedszkolnym, no i z jakimś silnikiem większym niż paczka papierosów. Po niewielkim rozeznaniu chciało się escorta (tia, mogło się chcieć - o wiele za drogie były) a realnie, były kadetty-krappety, no i jakieś nieliczne japończyki (ale japończyk w roku 1997 czy 98 w realiach płacowo-kosztowych Podlasia nieco mnie przerażał). Więc - kadetty. Wybór ogromny, ale klekocików czyli diesli. Co bardzo naocznie i nausznie dawało się we znaki, kiedy łaziliśmy po komisach na początku zimy - każda próba odpalenia takiego, jeśli w ogóle udana, skutkowała czarną chmurą i klekotem, że weź. Więc jednak benzynowe. Ale takich jak na lekarstwo - tak naprawdę, znaleźliśmy jednego, sedan (później to były Daewoo Nexia), czerwony, benzyna, całkiem ok, poza tym, że najarany jakby miłośnik cygar nim jeździł. Ale kiedy wybraliśmy się po niego z kasą, papierami na kredyt i niezbędną kredytodawcy żoną, okazało się, że ktoś go chycił przed nami. Laboga. Więc w smucie zimnego i nieco śnieżnego listopada bodaj, zrobiliśmy ostatnią rundę po białostockich komisach, i wylądowaliśmy na wygwizdowie za miastem, już prawie po ciemaku. I oglądałem okrutnie styrane eskorty i oriony poprzedniej generacji. A żona poszła gdzieś w inną alejkę, ale zaraz wraca, i mówi że tam stoi srebrne Scorpio. No to stoi, i co? Ale w cenie tego kadeta, którego nie dorwaliśmy! O, a to ciekawe.

W skrócie Scorpio był złomek i golec, ale przez to dosyć prosty i z małym silnikiem, z paroma drobnymi usterkami ale nieco ogarnięty blacharsko, więc zapałaliśmy do niego afektem zaraz, bo znaliśmy model. Po krótkich negocjacjach wyraziliśmy chęć zaliczki, załatwienia kredytu 50/50, itd itd. Co uradowało pana kerownika komisu, i pozostała tylko kwestia maluszka w rozliczeniu (bo w ciągu ostatnich 2 tygodni zaczął się jakoś tak lekko rozsypywać, i nie miałem ochoty na dopieszczanie go na sprzedaż). Tu już nie było różowo, no bo pod płotem mieli rządek takich maluchów, i eee, aaa. Ale naciskałem, że nie mam końcówki kasy do zakupu Scorpio, więc albo albo. Na co napatoczył się właściciel czy dyrechtor, i z kierownikiem/sprzedawcą niechętnie zaczęli rozmawiać "A ilo letni" - "Równo 10 latek" - "A z papierami" - "Opłacony, jeździ, przecież przyjechaliśmy 60km, w niedzielę był w Wawie" (no ale w następną chyba już bym się bał, bo tłumik i prądnica zaczęły właśnie strajk ostrzegawczy) - "No dobra, 10 latka na chodzie możemy wziąć" - "Czyli weźmiecie?" (usiłuję powstrzymać brwi, żeby mi nie uciekły na potylicę - zawodowcy i NIE WIDZĄ MALUCHA, przezornie został przy drodze, obok bramy komisu) - "Weźmiemy" - "A za ile?" - "Nooo, giełdowo 10 latki 3tys, jak u nas 2.5tys" - "Aha" (brwi wróciły mi na miejsce, po pełnym obrocie wokół czachy) - "Ale wypadałoby obejrzeć może, państwo nim przyjechali?" - "No" - "A gdzie on?" - "Zaraz podjadę" i podjechałem.

No troszeczkę im mordki się wydłużyły, gdzieś tak do pasa... Prawie się śmiałem jak wysiadałem, żona potoczyła się gdzieś między samochody w komisie, żeby nie prychnąć śmiechem. "Paaanie, ej, ale co..." - "Ale weźmiecie, 10 lat i na chodzie!!!" - "No taaaak... Ale nie za 2,5 tysia!!!" - "Jasne, to za ile?" - "Eee, weź kogoś z warsztatu, niech oceni..." - przyciągnieto mechanika i zaczął się festiwal, od tyłu do przodu. "O, a co tu się stało (tylna lampa i błotnik "zrobione", ale byle jak) - "Stłuczka" - (szybkie luknięcie na wewnętrzny błotnik od strony komory silnika) - "Chyba z czołgiem ta stłuczka..." (nie, z dużą furgonetką) - "A ten błotnik to pasowany, aby tylko wlew paliwa trafił?" (jasnowidz? bo rzeczywiście, błotnik-podróbka nijak nie trafiał na miejsce, więc w końcu wsadziłem na wlew, a resztę się "wymyśliło"). Ja ogólnie wzruszam ramionami, bo co mam mówić, widać że złom. Pan fachowo ściągnął uszczelkę drzwi na progu, ale niefachowo musiał blachy palcem policzyć, bo oczom nie wierzył - na łączeniu były 4 warstwy blachy, 2 oryginały, ja kupiłem z już nałożonym "rzemiosłem" no i sam wrzuciłem następne progi, bo komu by się chciało ściągać czy ciąć rudy próg. "Trochę dużo tych blach o_O" - "Solidne rzemiosło ;)". Po czym pan wykonał numer, o którym zapomniałem - pomacał drzwi od dołu, i rączka mu wpadła dość głeboko - "Oj, trochę nie ma tych drzwi..." - "Ale jaja, pokaż pan" - aż przyklęknąłem, żeby zobaczyć, hm, niewielką jaskinię - "Rzeczywiście, patrz pan, nawet nie wiedziałem, że tyle brakuje..." - mechanik: "Ale przez dziury z dołu nie ma rudej na zewnątrz drzwi, bo odpływ jest" - "Racja, w poprzednim były całe z dołu, ale pasy rudej na zewnątrz wyszły". Idziemy na przód - "A co z tym słupkiem się stało?" - "Nic wielkiego, pieszy... nawet szyba nie poszła" - "Aha". I tak ogólnie stanęli w zadumie we trzech i się patrzą. I jeszcze sprzedawca "Ale on jakiś taki krzywy w przednim zawiasie?" - mechanik "Pewnie mocowanie resora wyrwane, wszystkie tak mają" - nie pytali, to nie musiałem im tłumaczyć, że znacznie więcej niż resor (pieszy i po pieszym na końcu tej noci). Dodałem tylko "do tego doliczcie tłumik, bo nieco słychać, i łożysko prądnicy, bo nieco słychać" - "Mhm" - "No to za ile, panowie?" - "Ę, ą, yyyy" - "No powiedzieliście, że weźmiecie, to za ile" - (szepty) - "No, jakieś 1500..." - "I JEST WASZ, idziemy pisać zadatek na Scorpio, maluch w rozliczeniu za 1500" - (teraz oni mają brwi na ciemiączkach) - "Dooobra". Bo 1500 to był max jaki se wcześniej wymyśliłem, że od kogokolwiek, wroga nawet, wziąłbym za tego trupka.

To był piątek czy czwartek, w poniedziałek naginam żeby dograć papiery i bank, już bez żony, która podpisała wszelkie cyrografy wcześniej. I mówię tak sprzedawcy "Wie pan co - piszemy już umowy na oba wózki, to ja wam zostawię malucha" - "Ale pan ma ile, 50 60km do domu?" - "To nic, wolę go zostawić" - (zbystrzał) - "Do środy nie dojeździ???" - "Nie, dojeździ spoko, ale są już przymrozki i lód jak cholera był rano, walnę rowa, i będę musiał skądeś wyjąć na gwałt 1500, co mi nie pasi" - "Ok, jak pan chcesz" i to było na serio, bez ściemy, i zostawiłem im maluszka. Pozałatwialiśmy bank i takie tam, i pojechałem se pociągiem, ale dzwoni ta sierota z komisu, i przeprasza, że przecież nie dał mi tablic rejestracyjnych od Scorpio, tylko papiery, a na same papiery nie zarejestruję, czyli nie wbiję cesji, czyli bank nie da pieniędzy, "bo przeważnie jest ten sam powiat i zapomniałem". Fcuk, naginam we wtorek ponownie do komisu po tablice, i jak tak siedzimy w baraku i gadamy, czekając aż ktoś je odkręci, nagle przelatuje pod oknem coś pomarańczowego, z absurdalną prędkością. Ja "Czy to był mój maluch o_O?" - "No tak, i zaraz będzie wbity w tę celikę jak się chłopaki nie przestaną bawić..." - (warstat jechał driftem po śniegu przez komis) - ja "Nieźle dają" - "Panie, ile oni w nim od wczoraj zrobili!" - "No, jaki on teraz cichy..." - "A jaki on dziurawy!!!". Ale rozeszliśmy się w zgodzie, za dzień czy dwa odebraliśmy Scoprio i sru, tyle nas widzieli.

A nieprawdopodobne post scriptum dopisało życie parę lat później - w innym miejscu Białegostoku, dziewczyny poszły na zakupy, a ja znudzony łaziłem w okolicy Biazetu, i widzę komis. Nie chciało mi się tam włazić, ale przez siatkę widzę coś nieco podobnego do Scorpio, ale nie Scorpio (mercury sable akurat). I polazłem jednak w koło, żeby zobaczyć. I jak tak patrzę, co jest podobne, a co różne, oglądam se mercury, wychodzi do mnie z budy sprzedawca. I tak patrzymy na siebie, patrzymy, i w końcu "Czy ja od pana nie kupiłem parę lat temu podobnego Scorpio, w komisie na wylotówce na W...?" - "Tiaa, a pan nam zostawił takiego katastrofalnego pomarańczowego malucha w rozliczeniu?" - "Tiaa" i zaczęliśmy się śmiać. Pogadaliśmy chwilę o mercury (po znajomości dowiedziałem się, że złom i omijać tę sztukę, bo automat spieprzony), i na koniec pytam "A pamięta pan może, jak się skończyło z maluchem, pewnie w hucie?" - westchnął i mówi tak "Mieliśmy tych maluchów od groma, znajomi blacharze je od nas pobierali "do podszykowania" na giełdę, no ale ten pański, choć młody, nie miał szans. Chłopaki z warsztatu je brali na dojazdy do pracy, żeby nie zastały się i nie zgniły zupełnie. I młody kolega jeździł z Antoniuka (węzeł wiaduktów po drodze), i wie pan, musiał nagle zahamować, i nagle coś mu wjechało w tył, i bardzo przytomnie wjechał w barierę. Cała buda z ubezpieczalni..." - "Tiaa... to ja byłem za słaby kaskader..." I na tym się historia skończyła.







2011/07/18 16:08:38
@offtop

Przepraszam, że się wtryniam nie na temat, ale liczę, że będziesz wiedział: co (i po jaką cholerę) powoduje amerykanami, żeby jeździć samochodami z drewnianą okleiną? NIE ROZUMIEM, MÓZG MI PŁONIE.


Boni
2011/07/18 21:51:23
@eli

Ale idzie ci o drewno we wnętrzu, czy o stare, albo stylizowane na stare "woodies" z zewnętrznymi ramami i panelami z drewna?


2011/07/19 07:58:16
@boni
Co do starych, to po prostu podejrzewam, że z braku stali (wojna i okolice). Ale te nowe, stylizowane? Przecież to jest like najbrzydsze, co w życiu widziałem (i to jeszcze się jakoś dziwnie łączy z "rodzinnym kombi", no po prostu cierpię).


Boni
2011/07/19 08:57:41
@eli
(zakładam że idzie ci o te zewnętrzne drewno, skoro rodzinne kombi)

To jest starsze niż WW2, różne użytkowe "współpracujące" z pociągami/stacjami, pre-dostawczaki i pre-taksówki mały nadwozia szkieletowe/drewniane (tak jak furgony i lory konne itp użytki w tym czasie), bez szyb, itd, bo tak było taniej i sensowniej robić specjalizowane zabudowy, to robiły firmy wyspecjalizowane, na podwoziach od forda itp. potem dopiero sam ford itp. Ale błyskawicznie poszła na to moda, i już chyba w '30 były luksusowe modele woodie. No ale prawdziwe woodie skończyły się chyba gdzieś w latach 50, bo blacha wielostronnie wygrała, i od tego momentu do dziś (bo chyba gdzieś smarta woodie zdjęcia widziałem...) to jest tylko winyl i falami retro i ciągła nostalgia, za samochodem młodości, za samochodem ojca i dziadka. Ale coś kołacze się w świadomości, że to po "użytkach" moda bo jak zauważyłeś, przeważnie kombi i vany, seryjnie to chyba jeszcze w latach 80 było sporo w "drewnie".

A moment kiedy moda przeskoczyła w latach 30 z topornych użytków na wyższe segmenty i na powszechną świadomość, to jest rzeczywiście ciekawy, i z tego co wiem i czytałem, to tłumaczę go sobie tak: za american dream tak naprawdę stoi gigantyczna nietzcheańska wola na moc i władzę, i strach przed kastracją mocy i władzy (nad innymi i nad sobą) ogromnych rzesz społeczeństwa USA, IMHO to są "prawdziwe" memy pod tym całym pierdololo - że jak będziesz twardy i twardo pracował, to będziesz kimś (nadczłowiekiem). Stąd mają wielkie parcie i chcicę na wzmacniacze osobowości, dające przynajmniej kawałek poczucia, że jesteś twardym sukinsynem, pionierem, kowbojem, ziomem. IMHO dlatego wtedy woodie przeskoczyły tak, jak dużo później przeskoczyły pickupy (i w mniejszym stopniu SUVy) z użytków na fashion statement - "mam woodie (teraz - pickupa) więc jestem twardzielem, przedsiębiorczy, mam twardzielski samochód w ultra super heavy duty wykonaniu, zajebię każdego na drodze w i życiu, mam fiuta jak boa, I AM WINNER".
Ale to w pierwszej fali mody w latach '30 - na pewno od 50-60 do dziś to już tylko retro i nostalgia.


2011/07/19 19:40:28
Mały fiat kulturowo jest odpowiednikiem francuskiego 2CV, chociaż był raczej gorszy. Zresztą nie wiem, 2CV nie jeździłem nawet jako pasażer.
Ostatnie we francuskiej TV5 widziałem dokument o historii 2CV.
No cóż, czegoś takiego w żadnym z naszych programów nie było... Francuzi odnaleźli nawet kadry, w których cytrynka była holowana przez słonia.

Kaszlakowi też się różne rzeczy przytrafiały, kto wie, może i słoń... Tylko filmów o tym zrobić nie idzie.


Boni
2011/07/19 22:17:11
@janekr

Idzie, idzie - obejrzyj uważnie "Nic śmiesznego", to bardzo przypomina naszego pierwszego malucha. No, z poprawką, że miałem 20 parę lat, więc byłem znacznie mniej sfrustrowany i miałem dużo, może nie cierpliwości, ale samozaparcia do złoma, niż miewam teraz #po40 czy ma Adaś w "Nic śmiesznego".

Na 2CV nie wyznaję się, jak zresztą na większości francuzów, tyle co mi jakieś wpadły na warstat (np w kontekście silnika, bo skądinąd Ford używał diesli PSA) czy w oko, ale tak normalnie, to nie istnieją. Ale od tych bardzo starych 2CV to chyba jednak maluch był lepszy? Bo jednak miał coś na kształt zawieszenia, a nie coś od samochodu na pedały, no i full metal budę, a nie dyktę?


2011/07/20 14:56:06
"Idzie, idzie - obejrzyj uważnie "Nic śmiesznego", to bardzo przypomina naszego pierwszego malucha."

Nie widziałem. Ale słonia tam chyba nie ma?

"Bo jednak miał coś na kształt zawieszenia, a nie coś od samochodu na pedały, no i full metal budę, a nie dyktę?"

No nie - 2CV miał jednak zawieszenie - w końcu potrafił przejechać po bezdrożach nie tłukąc jajek w koszyku. To było jedno z założeń taktyczno-technicznych.
I chyba był z metalu - pomijając oczywiście rolowany dach. Przedwojenne prototypy miały maskę z blachy falistej i wyglądały odlotowo.
upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/96/Citroen2CV_prototype.JPG


Boni
2011/07/20 22:20:31
@janekr
"No nie - 2CV miał jednak zawieszenie - w końcu potrafił przejechać po bezdrożach nie tłukąc jajek w koszyku. To było jedno z założeń taktyczno-technicznych."

Aha, pamiętam, ale wiesz, to nie jest dobre założenie i dobre zawieszenie, bo IIRC to było założenie i zawieszenie pontona, z tymi zależnymi tył-przód. Maluch z niezależnym tyłem i stabilizującym poprzecznym resorem z przodu, jeździł jednak znacznie lepiej, chyba.

"I chyba był z metalu - pomijając oczywiście rolowany dach. Przedwojenne prototypy miały maskę z blachy falistej i wyglądały odlotowo.
upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/96/Citroen2CV_prototype.JPG"

Tia, pamiętam, zawsze się śmiałem, że ukradli z fokkera blachy. Ale mam wrażenie, że poza żałosnym dachem, to i drzwi były tylko płaskimi arkuszami na drewnie, a na samym początku to i kawały ramy budy i nawet dołu, były drewniane. Ale mniejsza.





Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018