Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 11:35
@janekr Możesz też wcale nie używać czytnika,...

janek.r - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 08:11
Ja jestem bezradny i nie jest to bezradność wyuczona....

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 18:36
W sumie racja, to nie był najlepszy przykład. Inna...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 17:36
@Boni Ale to nie jest bezradność. Bezradnością...

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 16:38
@Bober Przykład z wczoraj czy dzisiaj - masz fajny...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 10:56
"Oczywiście, można by wypisać tu zylion anegdot w...

Boni - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 18:40
@Gatling Dzięki. Co do sprzęta, powiem tak,...

Gatling - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 12:51
miło się czyta takie radosne notki, dają vicarious...

Boni - Historia jajem się toczy
Wed, 4 Jul 2018 20:18
@charliebravo IMHO może i jest jakaś tam większa...

zz_top - Historia jajem się...
Wed, 4 Jul 2018 08:48
Ależ zasada "zajmujemy się najpierw zabezpieczeniem...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2011-07-08, piątek
Tagi:  fun, szrot, nazakupy
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Po pieczarkach trza się pośmiać z czegoś innego na szrotcie - pogadajmy o zakupach tych śmiesznych samochodzików. I o pozbywaniu się autek też. Czyli, żeby życie miało smaczek, raz maluszek, raz pontiaczek.

Pierwszy maluszek był potrzebny, bo potrzeby były, budowa domku, rodzina, jakieś pomysły handlowe w typie PPHU. A u mnie świeże prawo jazdy (robiłem późno, jako żonaty, dzieciaty, pracowaty), i zero doświadczenia moto, a już szczególnie w zakupach autek, bo w rodzinnym domu nigdy nie było samochodów. Dlatego rozsądnie dałem się namówić na "auto od znajomego", akurat znajomego ojca. Maluszek był 10 letni, w stanie na oko przeciętnym, jeździła nim żona znajomego, i miał iść na giełdę, ale zrobiło mu się coś takiego, że zaczął okrutnie szarpać przy ruszaniu (dużo później doszedłem, że docisk sprzęgła be), i na giełdę raczej nie dało się pojechać, raczej do mechanika. A jak nie do mechanika, to po znajomości i po taniości, dla młodego jelenia - obejrzałem, wzruszyłem ramionami i tyle. Nie narzekałem, bo był sporo poniżej ceny giełdowej, a i tak pożyczono mi na niego rodzinnie szmal (jakieś pół mojej wypłaty wtedy) no i jeździł siako tako. Mineło ze trzy lata znikąd, zajeździłem i obtłukłem go bardzo okrutnie (w "pieczarkach" jest głównym bohaterem wpisów o maluszkach...). Na deser wjechałem nim nieco pod ciężarówkę Jelcz, więc się troszkę pogniótł i zwichrowała mu się nieco podłoga. Postał chwilę i sprzedałem go tak jak stał rozbity, znajomym chłopakom, którzy potrzebowali na cześci. Po następnych trzech latach zaczęło się dochodzenie, bo "znalazł się" maluch na moich papierach, roczny, kradziony jak wół. Po następnych trzech latach udało się zacząć rozprawę, i złożyć zeznania w sądzie, i już nie musiałem świadkować i jeździć przez pół Polski do sądu itp. ("przekręciły" maluszka "karki" o 3-4 właścicieli ode mnie, prokuratura cofnęła się aż do mnie - a sprawa była trudna do rozpoczęcia, bo była dodatkiem do przekrętu szefów tychże karków, na 14 oskarżonych i kupę samochodów, słynny wieśmacki salon firmy R... sprzedający na boku prawie nówki używki firmy R... tyle, że kradzione na zachodzie).

Morał - czasem dość trudno pozbyć się samochodu i jego spraw, nawet jeśli to baaardzo tani złomek.

Kiedy pierwszy maluszek uległ wyraźnej biodegradacji i zaczęły się sypać rzeczy poważne, jak hamulce, przyszedł czas na drugiego. Ale skąd go wziąć, zapytasz czytelniku miły jak ruskie pierogi w sosie teriyaki? Bo ok '94 to internet w PL dopiero pełzał, płatne ogłoszenia gazetowe raczej nie dotyczyły rzęchów maluchów, a giełdy bałem się jak ognia, bo za dużo widziałem za młodu przekrętów przed- w trakcie- i po- giełdowych. Stąd wzięło się moje parcie na komis samochodowy, który nadal wydaje mi się niezłym pomysłem - w przeciwieństwie do giełdy: nie ma ciśnienia, jest czas, można se badać do woli przekręty sprzedających i ich autek. Jedyny problem, że w komisie jest ile? jeśli nawet 100 samochodów, to w wybranym zakresie i przedziale cenowym - 3? 5szt? Więc trzeba wiele ogłoszeń i komisów zwiedzać itd itd. no ale w temacie malucha około '94 nie był to bardzo wielki problem. Tyle, że już po znalezieniu następcy-maluszka i wybraniu się po niego na serio, okazało się, że nieogarnięty jestem w temacie minikredytu na samochód jak Warzecha z parkowaniem prawie, i nie pocieszyło mnie to, że to miał być mój pierwszy w życiu kredyt (bo miałem ok 50%, czyli jedną wypłatę, "w ręku") i że ojciec który się ze mną wybrał "dla bezpieczności", też nie ogarniał niuansów. A sprzedawca w komisie coraz bardziej wybałuszał oczka na naszą ignorancję - "jak to? pan chciał sepulkę... tfu... kredyt? bez żony???". Trochę się wkurzyłem, i pytam starego, ile ma drobnych po kieszeniach. Razem z moimi drobnymi nazbieraliśmy coś koło 90% ceny - i facet machnął na nas ręką. I jeszcze wyrwaliśmy od niego drobną resztę na paliwo, bo bak suchy, a my spłukani do cna. Po czym oddaliliśmy się żwawo w kierunku dalszych przygód.

Morał - zamiast próbować wziąć kredyt na samochód lepiej poszukaj drobnych po kieszeniach, najlepiej po kieszeniach rodziny. Albo poszukaj tańszego samochodu.










Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018