Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

igor - Past perfect
Wed, 17 Apr 2019 18:03
@nostalgia dziedziczona Anecadata: jeden kolega gra...

janek.r - Cel - pal
Sat, 13 Apr 2019 09:26
Wańkowicz tak wspominał: Zaszedłszy do naszego...

Boni - Past perfect
Wed, 10 Apr 2019 20:22
@telemach Ja stoję mniej więcej tam gdzie Aniou,...

janek.r - Past perfect
Wed, 10 Apr 2019 16:25
Jednak nostalgia jest selektywna. Płyty winylowe to...

tyz_Aniou - Past perfect
Wed, 10 Apr 2019 09:58
Nie odróżniałbym specjalnie nostalgii i tęsknoty za...

telemach - Past perfect
Wed, 10 Apr 2019 00:51
Nie mylmy nostalgii i tęsknoty za światem...

Boni - Past perfect
Mon, 8 Apr 2019 20:13
@telemach, nostalgia Coś w tym jest, co mówisz,...

telemach - Past perfect
Mon, 8 Apr 2019 13:43
>>>trudno nie zauważyć, że fejsbuk to nie...

telemach - Cud nie-pamięci
Sun, 24 Feb 2019 01:36
100% zgody. Z wyjątkiem tego, że co "nikogo prawie"...

Boni - Cud nie-pamięci
Sat, 23 Feb 2019 10:22
@telemach O, Telemach jak żywy! ;) Prawda. Ale...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2011-07-08, piątek
Tagi:  fun, szrot, nazakupy
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Po pieczarkach trza się pośmiać z czegoś innego na szrotcie - pogadajmy o zakupach tych śmiesznych samochodzików. I o pozbywaniu się autek też. Czyli, żeby życie miało smaczek, raz maluszek, raz pontiaczek.

Pierwszy maluszek był potrzebny, bo potrzeby były, budowa domku, rodzina, jakieś pomysły handlowe w typie PPHU. A u mnie świeże prawo jazdy (robiłem późno, jako żonaty, dzieciaty, pracowaty), i zero doświadczenia moto, a już szczególnie w zakupach autek, bo w rodzinnym domu nigdy nie było samochodów. Dlatego rozsądnie dałem się namówić na "auto od znajomego", akurat znajomego ojca. Maluszek był 10 letni, w stanie na oko przeciętnym, jeździła nim żona znajomego, i miał iść na giełdę, ale zrobiło mu się coś takiego, że zaczął okrutnie szarpać przy ruszaniu (dużo później doszedłem, że docisk sprzęgła be), i na giełdę raczej nie dało się pojechać, raczej do mechanika. A jak nie do mechanika, to po znajomości i po taniości, dla młodego jelenia - obejrzałem, wzruszyłem ramionami i tyle. Nie narzekałem, bo był sporo poniżej ceny giełdowej, a i tak pożyczono mi na niego rodzinnie szmal (jakieś pół mojej wypłaty wtedy) no i jeździł siako tako. Mineło ze trzy lata znikąd, zajeździłem i obtłukłem go bardzo okrutnie (w "pieczarkach" jest głównym bohaterem wpisów o maluszkach...). Na deser wjechałem nim nieco pod ciężarówkę Jelcz, więc się troszkę pogniótł i zwichrowała mu się nieco podłoga. Postał chwilę i sprzedałem go tak jak stał rozbity, znajomym chłopakom, którzy potrzebowali na cześci. Po następnych trzech latach zaczęło się dochodzenie, bo "znalazł się" maluch na moich papierach, roczny, kradziony jak wół. Po następnych trzech latach udało się zacząć rozprawę, i złożyć zeznania w sądzie, i już nie musiałem świadkować i jeździć przez pół Polski do sądu itp. ("przekręciły" maluszka "karki" o 3-4 właścicieli ode mnie, prokuratura cofnęła się aż do mnie - a sprawa była trudna do rozpoczęcia, bo była dodatkiem do przekrętu szefów tychże karków, na 14 oskarżonych i kupę samochodów, słynny wieśmacki salon firmy R... sprzedający na boku prawie nówki używki firmy R... tyle, że kradzione na zachodzie).

Morał - czasem dość trudno pozbyć się samochodu i jego spraw, nawet jeśli to baaardzo tani złomek.

Kiedy pierwszy maluszek uległ wyraźnej biodegradacji i zaczęły się sypać rzeczy poważne, jak hamulce, przyszedł czas na drugiego. Ale skąd go wziąć, zapytasz czytelniku miły jak ruskie pierogi w sosie teriyaki? Bo ok '94 to internet w PL dopiero pełzał, płatne ogłoszenia gazetowe raczej nie dotyczyły rzęchów maluchów, a giełdy bałem się jak ognia, bo za dużo widziałem za młodu przekrętów przed- w trakcie- i po- giełdowych. Stąd wzięło się moje parcie na komis samochodowy, który nadal wydaje mi się niezłym pomysłem - w przeciwieństwie do giełdy: nie ma ciśnienia, jest czas, można se badać do woli przekręty sprzedających i ich autek. Jedyny problem, że w komisie jest ile? jeśli nawet 100 samochodów, to w wybranym zakresie i przedziale cenowym - 3? 5szt? Więc trzeba wiele ogłoszeń i komisów zwiedzać itd itd. no ale w temacie malucha około '94 nie był to bardzo wielki problem. Tyle, że już po znalezieniu następcy-maluszka i wybraniu się po niego na serio, okazało się, że nieogarnięty jestem w temacie minikredytu na samochód jak Warzecha z parkowaniem prawie, i nie pocieszyło mnie to, że to miał być mój pierwszy w życiu kredyt (bo miałem ok 50%, czyli jedną wypłatę, "w ręku") i że ojciec który się ze mną wybrał "dla bezpieczności", też nie ogarniał niuansów. A sprzedawca w komisie coraz bardziej wybałuszał oczka na naszą ignorancję - "jak to? pan chciał sepulkę... tfu... kredyt? bez żony???". Trochę się wkurzyłem, i pytam starego, ile ma drobnych po kieszeniach. Razem z moimi drobnymi nazbieraliśmy coś koło 90% ceny - i facet machnął na nas ręką. I jeszcze wyrwaliśmy od niego drobną resztę na paliwo, bo bak suchy, a my spłukani do cna. Po czym oddaliliśmy się żwawo w kierunku dalszych przygód.

Morał - zamiast próbować wziąć kredyt na samochód lepiej poszukaj drobnych po kieszeniach, najlepiej po kieszeniach rodziny. Albo poszukaj tańszego samochodu.










Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018