Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 12:52
@igor, Lem Może tak - rozumiałem o co mu chodzi i...

igor - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 08:36
Lem o tym pisał w latach 90. A ja (i, w zasadzie,...

Boni - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 21:01
@zz_top IĆ STOND! właśnie się dziś...

zz_top - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 12:52
@Wolałbym, żeby tzw. ludzie rozumieli a nie ślizgali...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 12:21
Koraliki, bigle/zapinki/inne komponenty, dużo metrów...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:23
@Gatling @sroko-chomiki Zdefiniuj "skład...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:18
Oj bo na koralky.cz mają co jakiś czas wyprzedaże...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 10:34
@Gatling "Panie, czy pan mnie usiłujesz obrazić?",...

Gatling - Dialogi
Sun, 9 Sep 2018 17:03
Koraliki japońskie, unless Preciosa wypuściła...

hellk - Top gun
Mon, 3 Sep 2018 16:12
@bibliografia Jakieś 10 lat temu dostałem od...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2011-06-23, czwartek
Tagi:  fun, pieczarki
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

(ciąg bliższy)

(ToyotaCarina2.0) Wycieczka po Danii służbowym autkiem około 2000-2001, w ramach czasu wolnego - skoczyliśmy z kolegami na wyspę Romo, dosyć efektowną miejscówkę na południu Danii (żwirowa plaża nad Północnym na którą można ładować się samochodami, ciekawa grobla/most łącząca z Jutlandią, itd itd). Pojeździliśmy po Romo, po plaży, połaziliśmy tu i ówdzie, wracamy. Na grobli raczej pustawo, więc nieco dodałem wzg. duńskich limitów. Nagle dogania mnie jakieś mondeło, i to tak dosyć szybko dogania, myślę se, no tylko Niemiec na wakacjach może tu tak popylać, bo nikt normalny tak nie zapieprza; a nawet nienormalni jak ja, aż tak nie jeżdżą. Ale zaraz okazało się, że jakoś nie chce mnie wyprzedzać, ino zrównał się, i starsza surowa pieczarka pokazuje mi lizaczek. O żesz w mordę duńskiego śledzia. Hamuję, i komunikuję kolegom, że będzie ściepa na mandat, bo raczej nas łatwo nie puszczą, a ja chyba nie mam dość gotówki. Po czem robi się jeszcze bardziej niewyraźnie, bo mondeło blokuje mnie z przodu, a pomarańczowa terenówka (widziana wcześnej na plaży, jakiś słoneczny patrol czy inny Falck czy ochrona) blokuje mnie z tyłu. I o ile dziadek-wiking z mondeo podchodzi i robi to, co robią przeważnie pieczarki drogowe, to drugi brodacz, z terenówki, stoi za nami z ręką wyraźnie na kaburze. No jak na Danię jest co najmniej dziwnie. Paszporty zebrane, dokumenty podane, atmosfera raczej duszna. I nagle dziadek dochodzi do kwitów samochodu, robi mu się banan od ucha do ucha, po czym rzuca drugiemu "D...erers!" bo właśnie doliczył się, na podstawie właściciela wpisanego w polski dowód, gdzie pracujemy (jeden z większych pracodawców Danii i chyba największy na południu). A ja mam ochotę strzelić fejspalma nad sytuacją w szczególe (samochód był ostatnim chyba na czarnych tablicach w firmie, i stary podyrektorski, więc z maciupkimi napisem firmowym i znaczkiem PL - stąd byliśmy podejrzani) i nad stosunkami etnicznymi i narodowymi tak w ogóle (bo może i Najwyższa Faza Rozwoju, ale potraktowano nas jak beżowych czy innych Cyganów, z całym szowinizmem jaki był pod ręką). Po ustaleniu, że nie jesteśmy varelse, nie kradniemy duńskich ciasteczek i nie gwałcimy Dunek, tylko jesteśmy prawie-miejscowi, obyło się bez mandatu, i w ogóle wszyscy byliśmy w ułybkach, i przyjaźni polsko-duńskiej.


(FordScorpio2.0) - doganiam na górce pustawej "gierkówki/katowickiej" jakiegoś busa, który nagle nieprzytomnie hamuje, więc na poły awaryjnie wyprzedzam go, żeby nie przywalić. Okazuje się, że za górką czyhają pieczarki z radarem, i wyskakują z lizaczkiem nie zważając, że pod koła busa. Fcuk. Po wstępnym certoleniu okazuje mi pan w kapelutku radar, ale coś mi tu śmierdzi - raz, że trochę jakby duża ta prędkość, dwa, czas pomiaru jakiś taki nieświeży. Podnoszę z umiarem (bo na jeżdżenie do Rawy Maz. do sądu nie mam ochoty) obiekcje w powyższych kwestiach, i uprzejmie zapytowywuję, czy to mój wynik, czy tej hondy, która właśnie odjeżdża z kopyta? Pieczarka bardzo się zmieszała, i usiłuje zniknąć radar i w ogóle, a przy tym kontratakuje "Ale pan na przejściu dla pieszych wyprzedzał!" - (robi mi się "bezczel mode on") "Jakie tam przejście, no dobra, ale pusta droga, a wyprzedzałem, bo ten bus przede mną dęba na hamulcach stanął, diabli wiedzą po co..." - "On hamował, bo nas widział" - uśmiecha się pieczarka. "A przyjmie pan mandat gotówkowy?" - (wtedy jeszcze brali kasiorkę z ręki do ręki i to legalnie) - "No może i przyjmę, ale bez przesady bo i ten radar nie teges, i to przejście śmieszne..." - "To co, 100zł?" - "Panie, idź pan. 100 to ja mam na paliwo do domu, a nie dla was" - "No to ile?" - (megabezczel mode on) "10zł moge dać" - "Ok" i poszedł pisać kwitek! Ogólnie zwątpiłem w swoje zdrowie i moce umysłowe, bo za przejście w niedozwolonym miejscu było wtedy już 20-30zł. A ten mi przynosi mandat za dyszkę, i jak daję mu 20 z "reszty nie trzeba", to uparcie daje mi 10 reszty... I do dziś dnia nie wiem co to było - prawie na pewno mandat dali mi "lewy" (pewnie lewy bloczek mieli), ale może to w ogóle jacyś przebierańcy byli???

(FordThunderbird5.0) - wyciągnięty z naftaliny po zimie, tego dnia zrobiony przegląd, pierwszy dzień wiosny, wyskok na Wawę, z powrotem jakiś zmęczony byłem, zagapienie, zonk, pieczarka zaatakowała radarem, i to prawie pod domem. Coś tam marudzę, że co za peszek, i w ogóle, takie kijowe otwarcie sezonu, a tylko co wyjęliśmy kupetę, i od razu tak grubo wykroczyliśmy. Pieczarka trochę się śmieje, na co żona dorzuca "a wie pan, w tym wozie zupełnie nie czuć prędkości, super się leci". Oj, nie jestem pewien, czy to pomoże, bo pieczarka przewraca dowód i bardzo uważnie wczytuje się w dane wozu. Po czym pogodnie kiwa kapelutkiem "Rzeczywiście. V8? ładnie musi jeździć" - (chóralne) "Nooo" - "Państwo są zabawni i wporzo, to zrobimy coś tańszego... telefon komórkowy zrobimy?" - "Nooo". I tak oto wpisano do akt.

Na tym cykl się na razie zakończy - myślę, że wykazałem, że z pieczarkami da się po dobroci i z humorem przejść drogę, a nawet drogę przez mękę. Oczywiście drugie tyle, albo i trochę więcej, mógłbym wypisać normalnych kontroli czy spraw, zrobionych na sucho i służbowo, ale i tak zawartość tych paru noci daje świadectwo, że nie jest tak źle, jak niektórzy twierdzą. Z innej beczki - w większości opisane były akcje sprzed minimum 8-9 lat, więc albo ja się zestarzałem i sporządniałem, albo zmniejszono i/lub zdepersonifikowano nadzór nad ruchem drogowym (fotoradary...), i stąd ostatnie parę lat, pomimo mnóstwa posiadanych samochodów i różniastych okazji, było pozbawione ciekawych kontaktów z pieczarkami...



(a jednak się nie zakończył...)





2011/06/24 09:18:35
A teraz dawaj cykl "Dzwony" albo "Double digit".


2011/06/24 10:25:52
Pamiętam niektóre Twoje pieczarkowe anegdoty jeszcze z Baryłki, kiedy sam byłem niezmotoryzowany, ale nawet po zrobieniu własnego prawka i kupieniu szrotwagena(*) traktuje je tak, jakbym słuchał opowieści ludzi co się w surwiwal bawią.

Nie mój charakter: mi się w podobnych sytuacjach (pieczarka, kanar) włacza rispekt przed autorytetem połączony z ogólną niechęcią do utrudniania ludziom pracy - jeśli nawaliłem, to potulnie płacę -- no chyba że nie, bo wtedy twardo odmawiam i już niedawno miałem rozmowę z sądem (zobaczymy jak się skończy, a skończyć może się różnie, bo sytuacja idiotyczna). No nie potrafię zagadać, wziąć na lep przez litość czy inny "dryf".

Y.

(*) jako pechowiec, mogę służyć za modelowy przykład wszystkim zwolennikom nówek we flejmach szrotwagenowych: po półtora roku silnik nawalił paskudnie i obecnie rdzewieje w garażu (silnik, nie szrotwagen) a ja jeżdzę, odpukać, na wymienionym.


2011/06/24 14:05:35
A gdy juz sie zmierzchac mialo, to sie wtedy okazalo, ze to nie sa milicjanci, ze to byli przebierancy :

Dzieki za pieczarkowe anegdoty. Faktycznie jakby przerzedzilo ich szeregi, bo przez ostatnie poltora roku wariowania moim japonskim szrotwagenem [ktory jest najukochanszy, slicznie jezdzacy i znacznie bardziej bezawaryjny od o polowy mlodszego VW kumpla] mialem wylacznie zatrzymania losowe typu szukamy nietrzezwych.

Przylaczam sie do postulatu o kolejny cykl wspominek.


Boni
2011/06/24 23:33:44
@all

Dzienks za uwagę i pomyślimy, ale na razie, to daję w garażu, a nie w literaturze - jak tego ch... nie pomaluję do poniedziałku, to bardzo możliwe, że flota się zmniejszy, bo go porąbię. Jak was kiedyś, drogie dzieci, najdzie sentyment na szrota własnoręczny remont blachy i malowanie po całości plus przeróbka sporych kawałków pod jakieś chore wizje, to znajdźcie najbliższą maskę samochodu, i walcie jej z dyńki, do utraty przytomności albo zobaczenia negatywu własnej twarzy. To może wam się rozjaśni we łbie, i nie popełnicie mojego błędu.

@yzek

Ja już dawno dawno temu, jakieś pół życia temu, ustaliłem se, że ma być, kurwa, zen. Stąd mało przejmują mnie rzeczy drobne i ulotne, jak spotkanie z byle pieczarką, czy innym drobnym urzędnikiem; czy jakiś tam samochód jeden czy drugi. Zresztą, dlatego odruchowo kupuję i używam aż takie szrotów - jakbym miał nawet fajną używkę, ale w cenie półrocznego dochodu, to byłoby trudno być zen, i człowiek by się martwił i przejmował. A tak, przy szrotach wartych mniej niż średnia krajowa brutto, mam na nie wyjebane - jakby mi strzelił silnik czy automat w którymś scorpio, to bym se kupił drugi za 500 i włożył w któryś weekend, albo do zsypu z nim; jak w dodge, to bym spuścił dodge do zsypu, zresztą on i tak już na krawędzi zsypu stoi... jak w pontiaku, to byłby pretekst zapodać większy silnik ;) a jak w vitarce żony, no to może bym nawet naprawiał... jednak #samaniewiem, jak drugi raz strzelił automat w jej Explorerze, to jednak pojechał do ludzi, za pół ceny (bo miał biegi w jednym, i to wstecznym, kierunku - ale naprawdę pojechał o_O )


2011/06/28 12:28:57
To co, w nastepnej serii wrzucisz fotorelacje z odnowy szrotwagena? Chce miec +- wizje, co mnie czeka, kiedy skoncze juz plakac nad stanem progow i czesci pod listwami mojej Fanaberii...





Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018