Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:24
@zz_top A to faktycznie porażka. Powiedzmy, dalsze...

zz_top - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:07
Nawet mnie zaciekawiłeś tą germańską trójcą i...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 19:47
@zz_top Zapewne masz rację, tyle że z merolami ze...

zz_top - Premium
Mon, 12 Nov 2018 16:29
Na fali oglądania nowego nabytku znajomego (Mercedes E...

Boni - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 09:32
@Gammon Pewnie tak, gdzieś tam były używane....

Gammon No.82 - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 06:11
Czy mi się śni, czy morskie armaty z brązu bywały w...

Boni - Zakazane piosenki
Tue, 23 Oct 2018 00:06
@Hellk Ok, to jest nawet fajna muza (IIRC kiedyś to...

Fumiko - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:52
Z ładujących bateryjki to ja tylko to tutaj...

Codiac - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:44
@Punjabi Boni, jak znajdziesz więcej to podziel się...

Hellk - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 14:52
Jak juz wymysla auto ruszajace na trietyloboranie, to...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2018-06-27, środa
Tagi:  Alba, triptrop
___________________________________
HighlandsParodniowa wycieczka wkoło Szkocji była typowa dla nas, czyli planowana-nieplanowana. "Planowana", bo znajomi zaplanowali dawno temu dużą wycieczkę motocyklową wkoło Szkocji, a nawet wkoło północy UK (powiedzmy, ich główna pętla rusza i wraca do Yorkshire, a jeden kolega to nawet rusza z i wraca do Polski...). Stąd znaliśmy termin kiedy będą nocować w naszej okolicy i można było się spotkać, pokazać im Trossachs itp. Z drugiej strony, przyszło mi do głowy, że skoro spotykamy się w środę wieczorem, to lepiej dla nas wziąć dwa dni wolnego plus weekend i też zrobić jakieś kółko; niekoniecznie ze znajomymi, bo im to na plaster a logistykę i noclegi mieli poustalane miesiące wcześniej, i ich trasa była "normalna", tj. objechaliśmy większość tych miejsc w Szkocji lata temu.

Stąd powstała nasza idea czegoś na kształt trzydniowego legitnego "scottish lap", no może chociaż połówki fachowego "okrążenia Szkocji" (mapka jest dokładna na ile gugiel pozwolił, nie chce mi się szukać lepszych narzędzi).

Lap MapDopieściliśmy szczegóły z tydzień temu, zabukowaliśmy dwa noclegi, zatankowaliśmy "lepszego" lexusa. Spotkaliśmy się planowo ze znajomymi wieczorem w naszej okolicy, pokazaliśmy im naszą wieś, wypiliśmy pifko w miejscowym pubie. Również ze spotkania ze znajomymi wzięła się mała pętelka na południu mapki, bo następnego dnia rano przejechaliśmy się z nimi przez okolicę Trossachs i Duke's Pass, zjedliśmy śniadanko w genialnym zagubionym między lochami Trossachs pubie, a potem polecieliśmy wkoło Loch Lomond, oni na zachód do Inveraray i potem od zachodu wkoło masywów Glencoe, a my wprost na północ, znajomą piękną trasą przez Trossachs - Rannoch Moor - Glencoe do Fort William.

W Fort William wpadliśmy (w końcu) do gorzelni Ben Nevis, pod najwyższą górką UK, zwaną Ben Nevis. Gorzelnia i jej sklepokawiarnia, szczególniej obsługa, nie zrobiły wrażenia, więc zaraz sobie poszliśmy. Pognaliśmy dalej na północ, piękną trasą przez Great Glen i nad Loch Garry i okolicą, do głównej drogi na zachód, w stronę Isle of Skye (filmik).

Wpadliśmy na moment pod znajomy zamek Eilean Donan, gdzie przewalały się dzikie tłumy autokarowe a wiatr urywał dupę, więc tyle co zjedliśmy, oporządziliśmy się informatycznie i pognaliśmy dalej, w rejony nam nieznane, na północ wkoło Loch Carron do Applecross. Plan był, żeby dotrzeć przynajmniej do punktów widokowych od zachodniej strony masywów nad Applecross i lecieć dalej na północ; niestety upadł, kiedy na początku łącznika do Applecross minęliśmy ekipę i oznaczenia mówiące, że za 20 minut zamykają spory odcinek drogi. Przyszło zawrócić, bo możliwy objazd na północ pamiętałem z rozważań trasy parę dni wcześniej, ale nie wydawał mi się ani słuszny, ani zbawienny (i miałem rację).

HighlandsZaraz zresztą i tak wypadliśmy na trudne wąskie drogi z mijankami, za to w przepięknej okolicy i poprawiającej się pogodzie. Dociągnęliśmy wzg. wolno, przez dzikie acz śliczne zadupia, do większej drogi i polecieliśmy "łatwą" trasą (a nie "właściwą" nadmorską) w zachodzącym słońcu, piękną acz łagodniejszą okolicą, do Ullapool (na mapce duże poziome V poniżej Ullapool).

W Ullapool mieliśmy nocleg, hotel Harbour House był nieco droższy niż nasza przeciętna, za to okazał się wszechstronnie fenomenalny (serio, w życiu trafialiśmy hotele droższe, bardziej luksusowe, lepiej położone, nowocześniejsze - ale ten miał wszystko idealnie wyważone, było super). Wieczorem obeszliśmy niewielkie Ullapool, bardzo ładne miasteczko i port; wrażenie, że jest tam wystarczająco turystów i monety, żeby miasteczko żyło i miało się dobrze.

Rano nalaliśmy do szrotwagena bodaj najdroższego LPG w UK w bardzo lokalnej stacji-garażu, i polecieliśmy dalej na północ w coraz dziksze krainy. Mieliśmy rezerwę czasową, więc wpadliśmy aż do Lochinver ("kreska" na zachód na mapce, na samej górze) drogą nad pięknym Loch Assynt (filmik) i nawet można było dalej pętelką drogi North Coast 500, ale nie chciało nam się ryzykować kolejnych zadupi i straty czasu, więc wróciliśmy na główną drogę na północ. Niestety, tu nastąpiła największa chyba skucha wycieczki, bo komu by się chciało ustawiać którąkolwiek z 3 nawigacji, więc po "drobnych" 40km bardzo trudnej drogi zorientowaliśmy się, że źle skręciliśmy i jedziemy raczej na pd-wsch niż na północ (silne zachmurzenie i brak słońca nie pomogło w orientacji...). Dojechaliśmy tak daleko na wschód, że mogliśmy "ściąć" znaczny kawał pętli, ale zdecydowaliśmy się wrócić na północ, i słusznie i warto było.

Heli BetonPrzejazd do Unapool i Kylesku był bardzo przyjemny (filmik), most Kylesku i cała okolica że proszę wstać. Po "zawróceniu" na północy, okazało się, że droga na południe, wzdłuż szeregu lochów we wspólnej "osi" (szczególniej Loch Stack i duży Loch Shin) w długiej dolinie prowadzącej do Lairg, jest raczej wąska i z mijankami (filmik), nie sprawdziłem tego wcześniej. BTW po drodze widzieliśmy jak się buduje i betonuje różności, jak np. stację telefonii komórkowej, na tych ślicznych górkach - przy pomocy "śmigłowca - dźwigu - do - betonu" (zdjęcie słabe, bo "na szybkiego" z kamerki pokładowej).

Od Lairg zaczęła się znowu cywilizacja, przejazd do Tain i Glenmorangie był łatwy i przyjemny w porównaniu. Destylarnia Glenmorangie okazała się imponująca i bardzo malownicza, nad samym "morzem", jej sklepik i obsługa normalne (BTW właśnie się zdziwiłem, kto jest jej właścicielem - koncern LVMH czyli Louis Vuitton i ska). Potem szybciutko polecieliśmy dalej na południe, żeby ominąć popołudniowe korki wkoło Inverness i zdążyć gdziekolwiek, zanim nam pozamykają muzea itp.

Zdążyliśmy nieco na styk do Fort George, sporej twierdzy bastionowej z XVIIIw. mającej trzymać w ryzach Inverness i Szkotów po powstaniach jakobickich i ujście Ness w angielskiej garści. Twierdza nigdy nie była atakowana, za to ciągle była "w użyciu" (nadal jest koszarami piechoty), stąd zachowana jest w fenomenalnym stanie. Spodziewałem się nieco więcej muzeum, mniej sterylnego budownictwa fortecznego, ale tak czy owak, dla każdego fana historii i militariów poleca się; tylko trzeba przeznaczyć ze 2-3h, a nie biegiem w godzinę jak my.

Do zamku Cawdor, tego, którego tanem był Macbeth Szekspira, nie zdążyliśmy przed zamknięciem, ale nie jest to wielki problem, i tak kiedyś musimy w końcu porządnie zwiedzić Inverness z przyległościami, bo przez 5 lat ciągle tylko wpadamy i wypadamy w te okolice.

CarrbridgeOkoło godz. 18 nie zostało wiele do zwiedzania, więc pojechaliśmy do hotelu w Grantown on Spey (okazał się dla odmiany przepłaconym starym badziewiem, być może luksusowym w latach '50, kto wie czy nie w '50 XIXw. ...). Jako, że letnie wieczory są długie a pogoda zdecydowanie się poprawiła, postanowiliśmy wieczorem odhaczyć pozycję przeznaczoną na rano, czyli malownicze ruiny mostu Carrbridge. Ruina mostku okazała się zgodna z zylionem znanych obrazów, obrazków i zdjęć, nadal fajna i widowiskowa.

Rano trzeciego dnia polecieliśmy, w niepewnej pogodzie, w serce gór Cairgorms, ślicznymi okolicami Aviemore i Glenmore, do stacji rangerów parku narodowego i kolejki zębatej (coś jak na Gubałówkę), w kotle 1300m górek. Ogólnie, to są okolice "zakopiańskie" Szkocji, czyli zagłębie turystyki narciarskiej zimą, trekkingowo - rowerowej latem. Widoki bardzo zacne, górki spoko, ale włazić na nie pół dnia nam się nie chciało (kolejka akurat była w remoncie).

Potem przycieliśmy poza autostradę, przez okolice miasteczka Newtonmore, które mijaliśmy zylion razy - okolice okazały się urocze oraz trafiliśmy na fajny skansen, Highland Folk Museum, czyli muzeum rolnictwa i "życia wiejskiego" Szkocji, za ostatnie powiedzmy 200 lat. Mają trochę budynków przeniesionych i fajnie utrzymanych czy odrestaurowanych (nie tylko chaty, od klasycznie szkocko-kurnej po "domki letnie" na oko sprzed II wojny, ale też małą szkołę czy przystanek kolejowy), trochę ekspozycji wnętrz i sporo na świeżym powietrzu. Wiele kawałków, szczególnie wyposażenia i wnętrz, przeuroczych i bardzo "w duchu" pokazywanych epok.

DalwhinnieZ Newtonmore raz-dwa przeskoczyliśmy do destylarni Dalwhinnie, która śliczną jest i nie sposób jej nie zauważyć z autostrady Perth-Inverness, ale jak zwykle, nigdy nie było czasu ją porządnie odwiedzić. Tym razem przebadaliśmy ją nieco bardziej, ale poza fenomenalnymi budynkami, utrzymaniem i okolicą, nie było zbyt fajnie. Nawet butelki-miniaturki do kolekcji nie dorwaliśmy, bo polityka właściciela (Diageo) skasowała miniaturki większości "mniejszych" brandów.

Z Dalwinnie mieliśmy generalnie odchylać podróż w stronę domu, tyle, że przez zadupia okolic Crieff, ale przypomnieliśmy sobie o "najmniejszej destylarni Szkocji", czyli Edradour nad miasteczkiem Pitlochry (kiedyś odbiliśmy się od bramy, bo w niedzielę zamknięta). Skoczyliśmy przez zatłoczone turystami Pitlochry, tym razem gorzelnia była otwarta, ale poza prześlicznymi budynkami i okolicą nic ciekawego czy nowego nie zobaczyliśmy (BTW nie dało się nawet podejść do "wnętrza" bez wykupienia full tour z przewodnikiem, co naszym zdaniem głupie jest i pazernym operatorom gorzelni mówimy "nie"). Z ciekawostek, Edradour ogólnie robi marketing niszowy i wypuszcza bardzo dziwne edycje gorzałki, zaskoczyła nas "Tu Bardh" na motywach "Clanadonii".

Dewar's of AberfeldyZ zatłoczonej autostrady i miejscówek turystycznych uciekliśmy w stronę Aberfeldy, na Perthshire Tourist Route, która bardzo niedoceniona jest, a górki i dołki ma bardzo piękne. Oraz parę ciekawych obiektów po drodze, np. efektowną destylarnię Dewar's (of Aberfeldy). Też się od niej, zamkniętej w niedzielę, kiedyś odbiliśmy; tym razem nie tylko przebadaliśmy ją, ale też odkryliśmy chyba najlepszy sklep + restaurację, jakie widzieliśmy w wielu destylarniach. Bo wielu próbuje pozornie prostego chwytu "damy razem i taniej sklep + kawiarnia/restauracja + pub + degustacja singla i będzie git", ale zaskakująco wielu ludziom to jakoś nie wychodzi (jw. np. porażka w Ben Nevis). W Dewar's zjedliśmy, odpoczęliśmy, zrobiliśmy zakupki, było super, porównywalnie jedynie z malutką Clydeside w Glasgow, wszystkie inne (małe kilkadziesiąt?) destylarnie które widzieliśmy, mogłyby się od tych dwu uczyć, jak wygląda porządny wystrój i obsługa, i jak zrobić dobrze klientowi.

Śliczna Perthshire Tourist Route wyprowadziła nas pod Stirling, skąd mamy już rzut kamieniem do domu. Na tym skończył się nasz "50% Scottish Lap", coś około 1200km.

Loch LomondA w niedzielę przejechaliśmy się pooglądać zachód słońca nad Loch Lomond. Z bieda-wnioskiem jak zwykle, że na cholerę nam 3 dniowe wycieczki, kiedy o pół godziny jazdy mamy Trossachs i Grampiany itd. Ale północ Szkocji też była fajna.

(więcej dużych zdjęć z wycieczki stoi tutaj)




Wpisz dane i komentarz:

Autor:

Hasło:

albo CAPTCHA dla niezarejestrowanych:

Jednostka natężenia prądu el. w układzie SI:

Treść:

Formatowanie: [b] pogrubienie [/b], [i] kursywa [/i], [u]podkreślenie[/u], link: URL lub [a="URL"]tekst[/a], nie używać nawiasów {} i tagów HTML. Max długość ok. 3000 znaków.





Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018