Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Premium
Wed, 15 Aug 2018 22:42
@cmos No ja nie mam pojęcia jak bym zareagował na...

cmos - Premium
Wed, 15 Aug 2018 21:13
Jak kupowałem którąś z poprzednich Toyot, to przy...

Boni - Premium
Wed, 15 Aug 2018 20:49
Z ciekawostek około tematu - jak się warunkuje...

Boni - Premium
Tue, 14 Aug 2018 14:38
Coś w tym jest, że gadżety, luksusowe materiały,...

PoGOOD - Premium
Tue, 14 Aug 2018 13:33
W latach 2002-2005 sprzedawałem Volvo - wtedy dopiero...

Boni - Premium
Tue, 14 Aug 2018 09:10
@zz_top 1) silniki > X, ograniczenia "z dołu" -...

zz_top - Premium
Mon, 13 Aug 2018 21:30
Jak się bawić to się bawić :-) Samochód klasy...

Boni - Premium
Mon, 13 Aug 2018 21:24
@igor Ford ma jakiegoś zajoba na grzane przednie...

igor - Premium
Mon, 13 Aug 2018 18:12
Podgrzewaną przednią szybę miałem w Focusie, tak...

RobertP - Epoka wyuczonej bezradności
Mon, 6 Aug 2018 14:09
"15s z mokrą chusteczką niemowlacko-dodupną i się...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2018-01-29, poniedziałek
Tagi:  marynata, rapiery
___________________________________
Po trafieniu pod Kretą Warspite odszedł w połowie 1941r. na zasłużony duży remont do USA, na zachodnie wybrzeże. Nie tylko naprawiono rozwalony bok, ale też wymieniono zużyte działa 381mm, założono nowe radary i dołożono artylerii przeciwlotniczej, itd. Zanim skończył się remont, Japończycy zaatakowali Pearl Harbor - jeszcze w stoczni "Wzgarda" przeszła w stan gotowości, bo niewiele zostało alianckich pancerników "na chodzie" na Pacyfiku, a Amerykanom odwalała panika, że japs zaraz będą gwałcić i rabować Kalifornię.

Okręt w pełni wrócił do służby pod sam koniec 1941r., do lutego dotarł pod Australię. Następne półtora roku spędził w trójkącie Australia - Cejlon - Afryka Wschodnia, głównie robiąc za flagowiec admirała Jamesa Somerville'a, C-in-C Eastern Fleet. Poprzednio Somerville dowodził zespołem z Gibraltaru (często współpracując z opisywanym poprzednio admirałem Cunninghamem z Alexandrii), mając na koncie różne sukcesy, remisy i porażki, jak to na wojnie. No i był "wsławiony" zatopieniem Francuzów w Mers-el-Kebir. Ogólnie, Somerville był solidnym rzemieślnikiem, ale moim zdaniem człowiekiem mniejszego formatu niż ABC - tylko, że nadal, przeciętny admirał Royal Navy z tego pokolenia (zaczynającego na I wojnie), prezentował poziom fachowości i etosu moim zdaniem wyprzedzający inne floty drugiej wojny.

Wojna morska na Oceanie Indyjskim nie miała tej intensywności co na północnym Atlantyku czy na zachodnim Pacyfiku, bo państwom Osi było gdzieś pod Cejlon zdecydowanie "za daleko", nawet jeśli było to oczywiste miękkie podbrzusze Aliantów (guma, ropa, linie komunikacyjne z Indii i Australii, itd.). Jednak ten olbrzymi teatr działań, niby pustawy, też wymagał "doglądania" i trafiały się okazyjne rajdy i bitwy. Jak rajd ciężkiego uderzeniowego zespołu japońskiego w kwietniu 1942, pod dowództwem adm. Nagumo, mający za zadanie zaorać Eastern Fleet i ogólnie zniknąć obecność brytyjską na Oceanie Indyjskim. Co po klęsce Birmy i Singapuru itd. w początku roku wydawało się jak najbardziej możliwe, skądinąd obu stronom tak się wydawało.

Kolosalnemu zespołowi japońskiemu (5 ciężkich lotniskowców, 4 solidne pancerniki, parę "drobniejszych" lotniskowców, ciężkich krążowników, chmara niszczycieli, itd. itp.) Somerville próbował przeciwstawić Eastern Fleet podzieloną na dwa zespoły, szybszy, z jego Warspite i dwoma lotniskowcami, oraz wolniejszy z małym lotniskowcem i czterema zabytkowymi pancernikami typu Revenge (ciekawymi, bo była to nieco młodsza wersja pancerników Queen Elizabeth, tj. takich jak "Wzgarda" - ale tak naprawdę była to wersja budżetowa: mniejsza, wolniejsza, węglowo-mazutowa, tańsza... i niezbyt podatna na sensowne modernizacje, toteż nigdy sensownie nie modernizowana, od 1916r.). Plus przygarść krążowników i niszczycieli.

Na początek weterani Nagumo spod Pearl Harbor z powietrza zaorali, zabronowali i zagrabili okolice Cejlonu, różne angielskie bazy, przy okazji topiąc dwa krążowniki i mały lotniskowiec Hermes (bez samolotów, ergo bezbronny). Somerville, który nieco cofnął się w stronę Afryki, nie był w stanie dotrzeć na czas i na miejsce, żeby choć spróbować kontratakować, ale też Nagumo nie potrafił wykorzystać swoje zasoby (nie był specjalnie błyskotliwym admirałem, szczególniej w "nagle" nadciągającej epoce lotniskowców). Przez dłuższy czas floty ganiały się po Oceanie Indyjskim nie mogąc się odnaleźć (w zasadzie Japończycy nigdy nie znaleźli głównych sił Somerville'a), a kiedy samurajom skończyło się paliwo, odpłynęli do Singapuru.

Zakończyło się taktycznym zwycięstwem Japończyków (zniszczyli i zatopili całkiem sporo, kosztem zaledwie ok. 20 samolotów) ale strategicznym Brytyjczyków (bo pomimo strat nijak nie dało się "zniknąć" z map ciężkiego trzonu Eastern Fleet), ogólnie dobrze dla "Wzgardy" - gdyby floty "znalazły się", tak jak planował Somerville, możliwy byłby kolejny bardzo bohaterski epizod w historii legendarnego okrętu, ale raczej krótki i zakończony na dnie oceanu. Bo przewaga Japończyków była miażdżąca, a Somerville może i nie był super-dowódcą, ale tchórzem czy pełen wątpliwości też nie był, i na pewno poszedłby na całość, jeśliby miał szanse zdybać jakiekolwiek czółno japońskie w zasięgu 15 calówek. Tyle, że wojny na ogromnych przestrzeniach Pacyfiku czy Indyjskiego już nie wygrywały 15", ale samoloty i lotniskowce.

Rajd pod Cejlon nie powtórzył się, pomimo brytyjskich obaw - trzon japońskiej floty niebawem popłynął "w druga stronę", zginąć w bitwie pod Midway. Somerville i Warspite pod koniec 1942 brał udział w aneksji Madagaskaru (Japończycy podobno knuli, żeby zrobić sobie na Madagaskarze przyczółek-bazę okrętów podwodnych), ogólnie prowadził zadania raczej dozorowe, potyczki i wypady-dywersje (np. na rzecz Amerykanów) niż jakieś wielkoskalowe operacje morskie II wojny.

H.A.PackerNa początku 1943r. nastąpił miły akcent i zbieg okoliczności - operacyjne dowodzenie Warspite objął kapitan Herbert "Bertie" Annesley Packer. Ten sam, który jako młodziutki podporucznik odznaczył się i został odznaczony na tym samym okręcie, dowodząc wieżą A pod Jutlandią w 1916, bez przerwy waląc z obu luf do germańskich oprawców, 12 salw z celowania lokalnego (no dobra, okej, za krótkich), kiedy "Wzgarda" robiła kółeczka pod ciężkim ogniem i wysiadały jej kolejne systemy. Ekhm, miałem o tym notkę!

Warspite wrócił do Anglii w maju 1943r. z przebiegiem 160 tys. mil (ok 290 tys. km) od początku wojny. Przeszedł błyskawiczny remont (z kolejną próbą "zrobienia porządku" ze sterami okrętu - pogięta jeszcze pod Jutlandią rufa, pomimo zyliona napraw i modernizacji nigdy nie chciała "współpracować" i wielkie stery pancernika zacinały się często i niespodziewanie). Zaraz poszedł z powrotem na Morze Śródziemne, najpierw do Gibraltaru, potem do Alexandrii, gdzie był witany z prawdziwym rozrzewnieniem.

Wojna na Morzu Śródziemnym po półtora roku wysiłków Aliantów (w tym ciągłych wysiłków i zacnego dowodzenia przez znajomego adm. Cunninghama) wyglądała zupełnie inaczej niż kiedy Royal Navy była masakrowana pod Grecją i Kretą, Luftwaffe rządziła jak chciała, a Rommel zagrażał Egiptowi. Teraz, po zawalcowaniu północnej Afryki przez siły amerykańsko-brytyjsko-francuskie z zachodu (czyli dziwna acz ciekawa Operation Torch) i przez Montgomery'ego ze wschodu, i dobiciu cegłówką resztek Afrika Korps, przyszedł czas na przeniesienie wojny do Włoch.

Warspite pod zawadiackim kapitanem Packerem odznaczał się jak zwykle, w osłonie przepraw i desantów na Sycylię i na kontynentalne Włochy, w bombardowaniu pozycji i baterii wroga, pod nadal groźnymi nalotami Luftwaffe. 12 lipca 1943 roku dopłynął na niezniszczalną Maltę, po prostu po paliwo - był pierwszym pancernikiem odwiedzającym znękaną wyspę, od swojej własnej wizyty w grudniu 1940... Teraz znowu pływał "wahadłowo" na Maltę, w stylu "zbombardować Katanię czy coś, biegiem wrócić na Maltę po paliwo i amunicję, skoczyć pod Reggio rozpieprzyć jakieś baterie, znowu pełnym gazem na Maltę" itd.

W tej okolicy przestrzenno-czasowej padł legendarny sygnał admirała Cunninghama, podziwiającego swój były flagowiec, lecący na pełnej k... po pełnym morzu - Operacja przeprowadzona wzorowo. Nie ma wątpliwości, że kiedy Stara Dama zakasze spódnice, jeszcze potrafi biegać. (There is no question when the old lady lifts her skirts she can run).

Vittorio from WarspiteWłosi mieli dosyć, w początku września 1943r. poddali się Aliantom, Niemcy przejęli obronę kontynentalnych Włoch. Żeby nie przejęli całkiem sporych "resztek" włoskiej floty, Alianci naciskali na przejście ciężkich okrętów Regia Marina do internowania na Malcie i w Afryce - "Wzgarda" prowadziła dwa konwoje z byłymi przeciwnikami z początku wojny, w pierwszym Vittorio Veneto oraz nową Italię, w drugim Giulio Cesare.

Większość dużych okrętów aliantów zaraz odpłynęła do Wielkiej Brytanii, szykować się do desantu w Normandii - Warspite i Valiant zostały w okolicy Włoch, wspierać desant pod Salerno i ogólnie dawać popalić Niemcom, gdziekolwiek mogły sięgnąć 15".

16 września po południu, drugiego dnia akcji pod Salerno, "rutynowy" nalot myśliwsko-bombowych Fw-190 nieco odwrócił uwagę od bombardujących z wysokiego pułapu ciężkich Dornierów Do-217, zresztą, jak zwykle mało kto się przejmował, jeśli nie atakowały celne nurkowce, czy coś w podobie; trafienia z wysokościowego bombardowania w poziomie, w ruchomy okręt, nadal były na poziomie trafień w totka.

Niestety, Dorniery (skądinąd ze znajomej elitarnej jednostki KG100, z którą spotkał się Warspite, no i polski Grom pod Narvikiem) właśnie niedawno ogłosiły nową epokę wojny morskiej i wojny w ogóle, bo zaczęły używać pierwszych bomb kierowanych. Prymitywnych i topornych, ale jednak kierowanych; nawet jeśli było to tylko zdalne sterowanie (jak byle modelem lotniczym) nieco stabilizowanym pociskiem, działające tylko na parę km, przy ideolo pogodzie i super wyszkolonym operatorze, no i podatne na zakłócanie - jednak we wrześniu 1943 była to mała rewolucja. A przy tym sama bomba była cholernie dobra; prawie 1400kg ciężkiej bomby przeciwpancernej (np. głowica wybuchowa miała tylko 320kg, reszta to penetrator i "graty"), osiągającej prędkość dźwięku i przebijalność rzędu 130mm stali pancernej, z doskonałym zapalnikiem.

Na Warspite dnia 16 września spadły trzy takie bomby.

Jedna nie trafiła, spadła za rufą po prawej.

Druga trafiła obok prawej burty, od fali uderzeniowej podwodnej eksplozji rozsypało się poszycie na kilku sekcjach, zalało parę przedziałów przeciwtorpedowych i zbiorników. BTW świadkowie oceniali (bo bomby zostawiały wyraźną smugę dymu z flar na ogonie, będących markerami dla operatora, więc w pogodne włoskie popołudnie doskonale było widać ich manewry na przestrzeni tych paru kilometrów), że była najgorzej rzucona i najefektowniej skorygowana, bez operatora spadłaby balistycznie ze 300m od Warspite.

Trzecia trafiła prościutko obok komina, przebiła sześć pokładów, rozniosła w drobny mak kotłownię nr 4 i wyrwała 7 metrową dziurę w podwójnym dnie pancernika. Okręt stracił parę, wszelkie zasilania, zalało prawie wszystkie kotłownie, w sumie nabrał ok. 5000 ton wody.

Czy Stara Dama i jej załoga się poddaje? "Ależ wodzu, co wódz".

Warspite zostaje odholowany na Maltę - nadludzkim wysiłkiem, przez trzy dni rwąc liny holownicze, dryfując bokiem, itd. Kapitan Packer dostaje zaszczytną wzmiankę w rozkazach, za uratowanie okrętu. Nie dziwary, miał wprawę chłopina, już drugi raz wracał do portu na rozwalonej przez Niemce "Wzgardzie". Z innej beczki, legendarne okręty stają się legendarne także dzięki legendarnemu szczęściu - bardzo poważne trafienie kosztowało zaledwie 9 zabitych i 14 rannych. Dla ustalenia uwagi, trafienie taką samą bombą w tej samej okolicy, w płynący na internowanie włoski pancernik - nóweczkę Roma, a nie w zabytek I wojny, kosztowało pancernik i nieco ponad 1300 włoskich marynarzy, po eksplozji magazynów amunicji.

Po prowizorycznym ogarnięciu, po paru tygodniach Warspite zostaje odholowany na Gibraltar. W marcu 1944 dociera do Rosyth w Szkocji i zaczyna błyskawiczny "remont" - dziura w dnie zostaje zabetonowana, tak, BETONEM; rozwalona kotłownia nie jest naprawiona, uszkodzona główna wieża X (trzecia) również pozostaje wyłączona, cała artyleria średnia jest zdjęta, jej kazamaty "zaspawane". Zostaje sprawnych 6 dział 15 cali i trochę artylerii przeciwlotniczej.

Skąd ten pośpiech? Ano w celu wyjścia w morze ponownie 2 czerwca 1944, żeby dotrzeć po dwu dniach pod Plymouth i dołączyć do Eskadry D Wschodniej Grupy Uderzeniowej sił inwazyjnych, które właśnie szykują się do desantu na Normandię.

Nie jestem w stanie tego zweryfikować, ale niektórzy twierdzą, że to właśnie Warspite odpala pierwsze wielkie działa, o piątej rano 6 czerwca. W ciągu dni zużywa kolosalne ilości amunicji (mniej więcej co dwa dni pobiera komplet pocisków 15" w Portsmouth), unikając torped i bomb, rzucany razem z innymi pancernikami i monitorami (wyspecjalizowanymi okrętami artyleryjskimi) wszędzie tam, gdzie jest kiepsko, bo Niemcy umocnieni bardziej niż przewidywano, albo tam gdzie Niemcy kontratakują.

Strefa do nieco ponad 20km od morza staje się dla Niemców strefą śmierci (zresztą podobnie jak wcześniej we Włoszech i na Sycylii, czy jak dla Japończyków na wyspach Pacyfiku) - doskonale zorganizowany i korygowany ogień pancerników i mniejszych okrętów jest nieoceniony. Bo jeśli zamówisz bombowiec, to jeśli jest znośna pogoda tu i tam gdzie startuje, może przyleci za parę godzin, ale za parę godzin to te Tygrysy i Pantery już dawno cię rozjadą; jeśli chcesz zamówić myśliwiec czy szturmowiec, to jeśli w ogóle będzie skuteczny, wymaga też wypasionej łączności, naprowadzania i rozpoznania i też ładnej pogody; a do Navy wystarczy "zadzwonić" o dowolnej porze dnia czy nocy, w dowolnej pogodzie, i za parę minut przyleci ćwierćtonowy albo i tonowy pocisk. I jeśli jesteś dobry w korygowaniu ognia kolegów z Navy, to już po paru pociskach, czyli po paru minutach, możesz potwierdzić "w celu" i poprosić, żeby teraz sypali 15" salwami. Powiedzmy, tak długo, aż tobie znudzą się fajerwerki, Niemcom kontratak, albo marynarzom skończy się amunicja.

Dygresja - niektórym znafcom z internetów i z WoT wydaje się, że no może i trafienie 15" itp. jest zabójcze nawet dla najcięższego czołgu, ale przecież nie da się takiego czołgu trafić z 20km inaczej niż przypadkiem, to nie bunkier czy bateria dział, więc o co chodzi i kto by się tym przejmował. A co więksi idioci, to naprawdę dyskutują przebijalności i skuteczności dział okrętowych >200mm vs czołg.

Omaha BeachPolecam przyjrzeć się załączonemu obrazkowi, to są miejscówki w okolicy desantu "Omaha Beach" po ostrzale okrętowym i po 50 latach erozji - nie bez powodu pociski HE pancerników miały ksywkę "pool makers" ("wytwórnie basenów"), typowy dołek po HC/HE miał jakieś 15m średnicy na 6m głębokości. Każdy czołg, nawet Tygrys, w promieniu 15-20m od takiego trafienia był do góry kołami, albo z nagła bezwieżowy. Każdy w promieniu kilkudziesięciu metrów był sperforowany ciężkimi odłamkami, obrany z całego osprzętu i/lub z załogą zabitą/poranioną samym wstrząsem.

Generalnie, Niemcy w Normandii, nawet ci bardzo zmotywowani do kontrataków i żeby zepchnąć Aliantów do morza, w ciągu paru dni nauczyli się, że zepchnąć, to se mogą Aliantów na 10-15km od morza, ale dalej, bez jakiegoś cudownego wyłączenia okrętów z gry, no to jednak niedasię.

Warspite, przerzucany z jednego krytycznego odcinka na inny krytyczny odcinek, zużył w ciągu tygodnia nie tylko hałdę amunicji, ale też lufy 15". Jako pierwszy ciężki okręt brytyjski od początku wojny został odesłany do Rosyth przez kanał i cieśninę Dover, a nie wkoło Wyspy. Przeszedł spoko (pomimo nadal czynnych baterii niemieckich dział), niestety, wpadł na minę na wysokości Harwich. Oczywiście, "Wzgarda" się nie poddaje, dociąga do Rosyth, a uszkodzone wały śrub się naprawi, jeden zbędny wyłączy - i tak bez połowy kotłowni itd. okręt spadł do statusu monitora w zasadzie.

Po naprawie (prędkość max. 15 węzłów...) i skalibrowaniu nowych luf, Warspite już w sierpniu wraca pod Francję, w ciągu kilku miesięcy bierze udział w walkach o Brest, o Le Havre, o (niesławne) podejście do Antwerpii. W bitwie o Walcheren pod Antwerpią 1 listopada 1944 oddaje swoje ostatnie salwy.

Nie udało się zachować go jako muzeum, poszedł na złom w 1946. Nie żeby bez walki - rozbrojony, holowany w 1947 do Faslane, Warspite zerwał się z kotwicy w czasie sztormu i solidnie wszedł na mieliznę koło Prussia Cove. Przyszło ratować szkieletową załogę, po czym przez parę lat zabawiano gawiedź i telewizję próbami zdjęcia pancernika z mielizny (wydając górę funtów i uszkadzając niezliczone holowniki i statki przy okazji). Potem próbami wepchnięcia go nieco bardziej na ląd, żeby pociąć go na złom "w miejscu". W końcu, przy użyciu hałdy kompresorów do poprawienia wyporności i ze dwu silników odrzutowych do napędu, udało się wepchnąć go "na ląd" na tyle, że można go było ciąć; cała operacja złomowania "Wzgardy" pozostaje bodaj najkosztowniejszą i najbardziej skomplikowaną na Wyspach Brytyjskich, po dziś dzień. Ale - do 1955 udało się zniknąć HMS Warspite 03

Bandera "Wzgardy" została po wojnie uroczyście złożona przez admirała Cunninghama w katedrze św. Idziego w Edynburgu. Trafiła w najzacniejsze miejsce, w którym wiszą sztandary znanych szkockich i brytyjskich regimentów i historycznych jednostek (w teorii, bo praktyce, nie udało mi się jej odszukać, nawet z pomocą personelu katedry-muzeum i katalogu - pewnie leży gdzieś w skrzyni w magazynie).

Okręt, zgodnie ze swoim mottem i nazwą, przez dwie wielkie wojny i trzy dekady gardził wrogiem i tym, co wróg mógł przynieść; przetrwał ciężkie ostrzały, bombardowania, miny, zderzenia i mielizny, no i ciężki pocisk kierowany. Przewinęło się przez niego tysiące marynarzy i oficerów. Cementował etos Royal Navy i był przez tenże etos utrzymywany w okolicznościach, które po prostu się w pale nie mieszczą.

Chwała i sława.

Vittorio from Warspite





red.grzeg
Mon, 29 Jan 2018 12:39:53
Fajne!

Ten kawałek:
Japończycy rzeczywiście knuli, żeby zrobić sobie na Madagaskarze przyczółek-bazę okrętów podwodnych
jest bardzo dyskusyjny.

Do niczego innego nie ma się co doczepić ;-)

Boni avatar Boni
Mon, 29 Jan 2018 13:27:10
@red.grzeg

@Madagaskar

A bo te "rzeczywiście knuli" to jakaś chora zbitka pozostała po 4 przeredagowaniu tego zdania o 3 w nocy, i faktycznie, o wiele za mocne stwierdzenie z tego wyszło. Zmienię.

Codiac
Mon, 29 Jan 2018 19:49:34
Mnie w tej notce uderzyło coś innego. To że cały teatr działań był spory, zwłaszcza na oceanach, to wiadomo. I że okręt czasami uszkodzony w bitwie musiał przepłynąć spory kawałek, że się pływało daleko, też wiadomo.
Ale wysyłanie mocno podniszczonego okrętu na remont przez pół świata? Nie wiem czy wcześniej o tym w ogóle nie słyszałem czy po prostu nie zarejestrowałem.

Po uszkodzeniu pod Kretą Wzgarda dopływa do Aleksandrii i z tą dziurą w boku odsyłają ją, jak rozumiem, przez Kanał Sueski, Ocean Indyjski (ok, tu się jeszcze da trzymać blisko lądu) i Pacyfik do USA, żeby tam ją połatali.
Uszkodzenie pod Salerno, odholowana na Gibraltar - ok, to przez kanał i kawałek na południe. Ale potem do Szkocji, jak rozumiem dookoła Afryki a nie przez Morze Śródziemne, gdzie kolejny patrol pewnie łatwo zatopiłby i ją i holownik. W stanie mocnego zużycia.
BTW ta bomba nie była przy tym jednak za ciężka? Gdyby nie miała takiej masy to może nie przebiłaby się przez dno i walnęła w środku a wtedy już nie byłoby co zbierać?

A znafcy z WoT powinni spokojnie wiedzieć co to jest splash damage u artylerii (bardzo często na to wyklinają ;-) ) oraz że trafienie przez całą mapę w przeciwnika który jedzie może i szybko, ale bez uników, nie jest kwestią szczęścia tylko umiejętności. Co i tak nie ma dużego znaczenia gdy się weźmie pod uwagę że okręt to nie czołg i ma dużo więcej dział no i że jednak jest zbudowany tak, żeby na te 20km strzelać i trafiać, również w ruchome cele takie jak inne okręty. Teraz mają WoWarships to może przynajmniej paru zdołało to ogarnąć wizualnie ;-)

red.grzeg
Mon, 29 Jan 2018 20:19:50
Ale wysyłanie mocno podniszczonego okrętu na remont przez pół świata? Nie wiem czy wcześniej o tym w ogóle nie słyszałem czy po prostu nie zarejestrowałem.

Powiedzmy że dalej trudno ze względów geograficznych, ale nie był sam w sobie przypadek nadzwyczajny. Na drugi brzeg oceanu to się pływało niejako standardowo. Pancerniki potopione w Pearl Harbor były po podniesieniu remontowane w kontynentalnych Stanach, francuskie pancerniki z Afryki po tym jak oberwały w operacji "Torch" podobnie itd. Amerykański "Yorktown" (to akurat lotniskowiec) popłynął po bitwie na Morzu Koralowym na Hawaje itd.

To było złożenie tego że remont wymagał solidnego zaplecza przemysłowego o które nie było łatwo, połączonym z faktem że pancerniki akurat naprawdę dużo wytrzymywały i po prowizorycznych naprawach mogły spokojnie pływać z dużą ilością uszkodzeń. Szczególnie że czym innym połatać kadłub, wypompować wodę itd (ok... to jest bardziej skomplikowane ale idea pozostaje), co innego naprawiać złożoną maszynownię czy wieżę artylerii głównej.

Ale mój ulubiony przypadek to francuski pancernik "Dunkerque". Najpierw oberwał solidnie od 15-calówek, potem został storpedowany, z ekstra atrakcją w postaci wybuchu znaczającej ilości bomb głębinowych tuż obok burty. A potem został prowizorycznie podreperowany i przepłynał co prawda tylko z Algerii do Tulonu.

Muszę przyznać że lubię francuskie okręty :D

Boni avatar Boni
Mon, 29 Jan 2018 20:42:07
@Codiac

@wysyłka do naprawy na drugi koniec świata

Wbrew pozorom trafiało się to wzg. często i miało to sens, szczególniej jeśli a) pod drodze do "normalnej" stoczni był do przejścia rejon wróżący twarde lądowanie na dnie morza, nawet sprawnemu okrętowi a co dopiero uszkodzonemu b) typowa "normalna" stocznia/stocznie danej strony były obłożone superpilną robotą do przyszłej pięciolatki, więc naprawa niedotopionego ogryzka byłaby kosztem czegoś innego (może nowszego i lepszego?), c) nie było innego wyjścia. Np. z ciekawostek IIRC remonty w USA francuskich pancerników itp. przejętych przez Wolnych Francuzów były wtedy niezłą techniczną "pociechą".

W szczególe, odesłanie Warspite spod Krety do zachodnich USA miało dobry sens. Pancernik miał rozwalone głównie nadbudówki i potrzebował po prostu remontu kapitalnego; nie stracił nic z wyporności, dzielności czy mocy, a od Morza Czerwonego przez Birmę i Hawaje po USA w praktyce płynął po wodach neutralnych lub w zasadzie pokojowych, bo przecież JP i USA jeszcze nie są na wojnie, także wzg. UK, no to co go tam mogło spotkać, tajfun najwyżej, bo nie Uboot czy Stukas przecież. Stocznie UK są i tak zarobione po uszy, a amerykańskie chętnie zarobią z cichym błogosławieństwem rządu. Więc opływanie Afryki, żeby przejść czy to do domu, czy na wsch. wybrzeże USA nie ma w tym momencie większego sensu.

Po Salerno mam wrażenie że coś ci umknęło - Warspite był z wielki trudem odholowany na Maltę, z Malty na Gibraltar, z Gibraltaru do Szkocji wkoło Wysp Brytyjskich. Ale kurde nie w koło Afryki, panie, Gibraltar to nie Suez ;P I znowu, nie była to może decyzja "najlepsza dla okrętu i żeby mieć Warspite jak nówkę", ale chyba "najlepsza możliwa" tam i wtedy. No bo po takim uszkodzeniu nie dało się go naprawić nigdzie na M.Śródziemnym, więc zostawały stocznie w UK i w USA. Pływanie jak poprzednio do zach. USA, ale na połowie maszynowni, z dziurą w dnie i po wodach pełnych zdesperowanych samurajów, nie wróżyło sukcesu ani przeżycia, sytuacja była inna niż po Krecie. Wyjazd do wsch. USA miał lepszy sens, ale tylko jeśli komukolwiek był potrzebny sprawny Warspite za pół roku - rok. Admiralicja uznała, że jeśli w ogóle jest komukolwiek potrzebny, to zaraz teraz natychmiast na Kanale i M.Północnym, a nie za rok, bo za rok będzie po wojnie. Stąd decyzja tak jw. w notce, o "remoncie" cementowo-palnikowym, że tak powiem, i użyciu Warspite już tylko jako wypasionego monitora. IMHO decyzja bardzo słuszna.

@bomba Fritz X

OIMW bomba wybuchła tak jak powinna, w maszynowni albo w dnie, a nie pod dnem Warspite (miała niezły przeciwpancerny zapalnik opóźniony, IIRC bezwładnościowo-elektroniczny, i zdaje się zadziałał właściwie).

Nie była za ciężka, była w sam raz. Nie chce mi się i nie mam czasu na wykłady, więc powiedzmy, uwierz na słowo, że akurat Fritz X w klasie "tona-półtora przeciwpancerna" była prawie doskonała i nawet dzisiaj byłaby spoko-loko; obecne penetratory, stanowiące "rdzeń" tych różnych kierowanych bunker-busterów i hammerów są zupełnie podobnej klasy i skuteczności, co najwyżej z dokładnością do minimalnie większej siły obecnych materiałów wybuchowych.

Codiac
Mon, 29 Jan 2018 23:06:33
@Podróż przez pół świata
Wiem, że to miało sens. Po prostu dotarła do mnie skala tego. No i może źle sobie wyobraziłem uszkodzenia, zrozumiałem to tak że miał całkiem poważnie zniszczone poszycie na jednym boku. W takim przypadku pływanie po Morzu Śródziemny to jedno, po Oceanie Indyjskim gdzieś blisko brzegu drugie, a płynięcie przez Pacyfik trzecie. Że wojna nie była tam zagrożeniem zrozumiałem, wspomniałeś że to przed Pearl Harbor jeszcze. Chodziło mi o warunki pogodowe i to że o ile na Indyjskim jeszcze miał się gdzie schować, to potem musiał przecież pędzić przez cały Pacyfik, a po drodze raptem trochę wysepek tu i tam.

@Gibraltar
Będziesz się śmiał. Czytam "Gibraltar" a w głowie widzę wschodnie wybrzeże Afryki i Madagaskar :D Możliwe, że pierwsze dwa komentarze przeczytałem zanim przeleciałem przez całą notkę i mi się pokiełbasiło.

@Bomba
No to ja czegoś nie zrozumiem. Wyrwało mu dziurę w dnie czyli ta bomba eksplodowała tak kierunkowo i jej zadaniem było robienie dziury w dnie, tylko Warspite spojrzała się z, nomen omen, wzgardą, strąciła pył z sandałów i udała że nic się nie stało? :)
Zawsze mi się wydawało że w przypadku opancerzonych celów chodzi o to żeby pocisk przebił pancerz i wparował do środka, a potem eksplodował ogólnie, zabijając załogę, niszcząc sprzęt, najlepiej doprowadzając do kolejnej eksplozji czegoś w środku, np. paliwa czy amunicji. Ale może myślę za bardzo "czołgowo" - nie chodzi mi o WoT - i w przypadku okrętów opłaca się dać eksplozję jeszcze bardziej w dół żeby przebić od drugiej strony zamiast robić sito z tego co w środku?
Bo tak mi to trochę zabrzmiało, jakby ta bomba we wnętrzu zrobiła stosunkowo niewiele (stąd i relatywnie małe straty w załodze) a największym problemem była właśnie dziura w dnie, która prowadziła do topienia się okrętu.
Wierzę ci na słowo - znasz sie na tym duuuuuuuużo lepiej niż ja - tylko coś mi najwyraźniej ucieka, zwłaszcza gdy porównuję efekty z tym włoskim. Tu dziura w dnie, tam wybuch amunicji. Czy to jest tak, że tamten miał również dziury tylko amunicja dała bonusowego kopa a Warspite miała masę szczęścia i na dziurach się niemal skończyło? Znaczy wspomniałeś o szczęściu, ale zrozumiałem to właśnie tak, że tam w jakiś sposób bomba spowodowała głównie dziurę, a pozostałe efekty były dość niewielkie względem spodziewanych.

Codiac
Mon, 29 Jan 2018 23:15:25
Aj, przepraszam, to jeszcze ja, Codiac, amator drugiej klasy.

Bo miałem napisać, ale zapomniałem, że ten rejs do Ameryki uderzył mnie tak, bo w tych relacjach marynistycznych które zdarzało mi się czytać zazwyczaj jest jakieś lakoniczne "Odesłany na naprawy do stoczni", czasami że posłano statek do UK (co w przypadku działań w Europie jest bardzo logiczne). Więc przepłynięcie dwóch oceanów na remont jest dla mnie wyczynem innej klasy niż odpłynięcie z rejonu Norwegii czy Tunezji do UK.
Sama logika tego jest dla mnie zrozumiała, powodów jest sporo. Najmocniej trafia mnie chyba ten obraz uszkodzonego okrętu który pcha się przez oceany, żeby dopłynąć dwa kontynenty dalej. Ale pewnie trochę wyobraźnia mi wyolbrzymia jego uszkodzenia. :)

Boni avatar Boni
Tue, 30 Jan 2018 02:21:42
@Codiac

@uszkodzenia Warspite pod Kretą

No aż sprawdziłem, czy napisałem w poprzedniej części, że otwarło mu "burtę", czy "bok". Jednak "bok", w sensie - nad linią wodną, IIRC (bo akurat nie mam nic ze źródeł pod ręką) powyżej pokładu głównego i pasa pancernego. Więc "don't panic".

@bomba Fritz X

Niedobry człowieku, przez ciebie przewaliłem stertę cyber-zakurzonych pdfów w zakamarkach mojej cyberprzestrzeni, żeby dokładniej sprawdzić co też za zapalnik miały Fritz X i nie opowiadać bajek z zawodnej pamięci. Otóż wg. towarzyszy amerykańskich (tj. amerykańskiego podręcznika saperskiego o wszelkim niemieckim złomie lotniczo-wybuchowym z IIWW), bomba kierowana Fritz X miała, co akurat dość oczywiste, część bojową zmontowaną z typowej (i jw. doskonałej) bomby przeciwpancernej PC1400, z typowym gniazdem zapalnika poprzecznie w połowie korpusu, "napędzającym" dwa inicjatory ("pręty" z tetrylu wzdłuż całej głowicy), gwarantujące równomierne odpalenie 270-320kg (różnie mam w źródłach) amatolu, typowo 50/50 (TNT i saletra pół na pół - taniej niż TNT, nominalnie nieco słabiej niż TNT, ale nieco mocniej pod wodą i w zamkniętych małych celach, bo saletra utleniaczem dla TNT, no ale mniejsza).

To tyle o zgrubnej konstrukcji. Zapalniki w IIWW Niemcy mieli powszechnie elektryczne, a nawet elektroniczne, bardzo wypasione, bardzo skuteczne. Do Fritza X szły typowo El.A.Z 38B, czyli elektryczny uderzeniowy z bardzo krótką zwłoką (nastawialną!), albo podobne, czyli ogólnie mamy typowy niemiecki zestawik przeciwpancerny, powszechny w ich wszelkich bombach przeciwokrętowych.

Działa to tak - zapalnik uzbraja się po jakimś tam czasie od zrzutu, rzędu 8-14 sekund zależnie od baterii i nieważnych szczegółów (ogólnie 38B zmodyfikowano, żeby uzbrajał się wzg. wolno w porównaniu z podobnymi). Po uzbrojeniu, żeby bomba odpaliła, musi uderzyć w odpowiednio twardy cel, powodujący przerzucenie jednego z dwu typowych wyłączników inercyjnych zapalnika. Nie chce mi się szukać dokładnie dla 38B, ale możemy przyjąć, że Niemcy liczyli i testowali mniej więcej jak wszyscy, czyli decelerację dla trafienia przy prędkości terminalnej i kącie 90 stopni w blachę rzędu 25mm, albo mocniej. Po wyzwoleniu zapalnik "odlicza" elektroniczno (obwodami RC) - pirotechnicznie 0.05s albo 0.2s, zależnie od nastawy przed zrzutem. JEBUDU!

Dla Warspite pod Salerno na bank nastawiono "dłuższy" czas (krótszy był dedykowany niszczycielom, krążownikom itp.). Bomba 1400kg trafiła w śródokręcie (idealnie w połowie okrętu, nieco na lewą burtę) z prędkością okołodźwiękową. Przeszła ew. przez jakieś nadbudówki, obudowy wentylatorów, pomosty, jak przez masełko. Na przebiciu przez któryś z 6 solidniejszych pokładów zadziałał włącznik inercyjny. Bomba zwalniała na kolejnych pokładach, rurach i kotłach, ale w ok. 0.2s przeleciała jeszcze te 15m czy coś koło, na dno kotłowni nr 4. Może wybuchła nieco nad dnem, może wbiła się w dno - nigdzie nie widziałem zdjęć, ale wszelkie znane mi opisy mówią o wybuchu w kotłowni nr 4, nie pod dnem. IMVVHO gdyby wywaliła pod dnem, to szkody byłyby WIĘKSZE...

Generalnie, bomba zadziałała IMHO jak planowano i jak niemiecki zegareczek, w końcu dosyć trwale wyłączyła z walki pancernik, nespa? Że nie poszedł na dno? No solidny był, jakby urwała mu dziób czy rufę, też może by nie poszedł na dno - ale też nie nadawałby się do niczego przez rok. Ale jakby trafiła w okolicę magazynów, to Warspite zniknąłby jak Barham, Hood, Roma itp. pechowcy.

Z ciekawostek, Frit X, jak każda zaawansowana niemiecka bomba kierowana czy rakieta, miał dodatkowy mały ładunek niszczący elektronikę i mechatronikę, w deseń: pół kilo pentrytu obok żyroskopów i radia, plus niezależny zapalnik VZ(80), mechaniczny uderzeniowy (inercyjny) w rodzaju "Jak Się Uzbroję To Się Już Nie Rozbroję"

Codiac
Tue, 30 Jan 2018 14:21:41
Wychodzi moja amatorszczyzna jeśli chodzi o klimaty morskie. Dla mnie pocisk przeciwpancerny ma za zadanie a) przebić pancerz b) zrobić w środku piekło. Przy małych celach jak czołg nie jest istotne czy zrobi jeszcze jakiekolwiek inne dziury w pancerzu już od środka, bo wystarczy że zabije załogę albo spali/pokiereszuje część sprzętu i pojazd jest bezużyteczny.
Okręt do co innego, jak napisałeś, ta bomba i wybita przez nią dziura spełniły swoje zadanie i wyeliminowały go z walki mimo bardzo niskich strat w ludziach. Po prostu to dużo bardziej zaawansowany system, częściowe straty są tam wliczone w koszt walki i muszą być kompensowane.
A trafienia w magazyny amunicyjne czy eksplozje paliwa to coś od czego trafiający się cieszy, ale nie może na to za każdym razem liczyć, tak? BTW, czy mi się tylko zdaje, czy kotłownia to też jest jedno z mocno krytycznych miejsc i może nieźle eksplodować powodując całkiem niemałe wtórne uszkodzenia?

@Bomba
Zaraz tam niedobry. Przerzuciłeś coś co i tak lubisz :P
No to w najlepszym prfsffowym stylu pójdę w offtopic :D Zastanawia mnie coś. Tu mamy Dorniery, lecące (zakładam) na stałym pułapie o ile coś ich nie zmusi, z dedykowanym bombardierem który już trochę bomb zrzucił i jakoś się na swojej robocie zna. Jest więc w stanie dostosować zapalnik do celu i warunków zrzutu.
A jak to wygląda przy takim Stukasie? Gdzie bomby zrzucane są z zewnątrz, nie ma dedykowanej osoby do ich obsługi tylko wszystko i tak robi pilot a do tego pułap mu się znacząco zmienia w trakcie ataku? Zakładam, że wtedy po prostu zapalnika nikt nie reguluje tylko ma jakieś uniwersalne nastawienie. A pilot co, szuka celów według jakichś priorytetów? Na zasadzie - twoje bomby najlepiej przywalą pancernikowi, ale jak nie ma w okolicy a widzisz niszczyciel to też się nie przejmuj?

Poczytałbym o tym sam, ale nie wiem gdzie. Większość materiałów okołowojennych jakie widziałem to jednak były relacje historyczne i omijające takie technikalia jak praca bombardierów. Przeciętnego odbiorcy nie interesuje to tak bardzo, jak długo dostaje efektowne eksplozje.

igor
Tue, 30 Jan 2018 15:58:23
Ja chyba jestem idealną grupą docelową tych notek. Bo za każdym razem wołam "jeszcze! jeszcze!", ciekawią mnie szczegóły techniczne, jak gdzieś mam okazję zwiedzić zabytkowy okręt, to zwiedzam (no, całe 3 razy jak dotąd, plus kawałek okrętu niezabytkowego, ale oficjalnie to się nie wydarzyło). Ale jakoś nigdy mnie to nie wciągnęło na tyle, by samemu o tym poczytać.

> przy użyciu [...] silników odrzutowych do napędu, udało się wepchnąć go "na ląd"

Że też nie mogli z tym zaczekać pół wieku, byłby chociaż filmik.

Codiac
Tue, 30 Jan 2018 17:43:37
Ja też wołam "Wincyj!", bo nie tylko sama tematyka jest ciekawa, ale i Boni ma talent gawędziarski i potrafi zajmująco rozprawiać. Po prawdzie brakuje mi trochę postbaryłkonów, bo tam się jego jeszcze lepiej słuchało.

U mnie czasami siada wiedza, bo mam bardzo amatorską i niekompletną, więc bywa że różne rzeczy sobie wyobrażam inaczej albo trafiają mnie jakieś (dla innych) oczywistości. No ale zawsze się taki noob trafi ;-)

Boni avatar Boni
Tue, 30 Jan 2018 17:50:01
@Codiac

Zacznijmy od twojej najprostszej mentalnej omyłki - "pocisk przeciwpancerny" a "bomba przeciwpancerna - przeciwokrętowa". Pocisk, owszem, ma zrobić to co mówisz i myślisz, przeciwokrętowy mniej więcej też (zakładając, że rozmawiamy o klasycznych pancerzach i przeciwpancernych, a nie wolframowych strzałach, kumulacyjnych, itd. i kompozytowych pancerzach, itd.). Czyli ma przebić jakiś fest gruby i solidny pancerz stalowy, cholernie twardy powierzchniowo, używając różnych trików technicznych zabezpieczających przed rykoszetami i rozkruszeniem penetratora, itd. po czym zrobić jebudu za pancerzem. Nalot jest z 2-3 Mach, opóźnienia dawano "jakieś", i było to trudno-powtarzalne, bo ogólnie przebicie dużego kalibru przez "duży" pancerz IRL (pod kątami) było zawsze nieco loterią. Szło głównie o to, żeby nie pieprznął "na pancerzu" (jak np. 15" pociski-porażki RN spod Jutlandii itp. sprzed epoki Green Boys), a czy metr czy 5m za pancerzem, czy w ogóle za 10s, to już mniejsza. Samego ładunku i tak miał mikroskopijnie (jakieś 10x mniej niż podobnej wagi bomba AP, 20x mniej niż zwykła bomba HE), liczyły się głównie ciężkie odłamki o wielkiej energii, niszczące/zapalające niepancerne graty i instalacje wewnątrz okrętu.

Bomba przeciwpancerna w stylu przeciwbunkrowej itp. - zupełnie podobnie jw., najwyżej opóźnienia nieco dłuższe, "przegryza się" nieco wolniej, ale jeśli nie mówimy o 16t MOPach, to bez przesady, jest całkiem podobnie.

Natomiast - bomba przeciwpancerna przeciwokrętowa z IIWW w praktyce zawsze spotykała zylion gratów i parę pokładów, a nie jeden fest solidny pancerz. No nie miejsce i czas na wykład dlaczego, ale większość konstruktorów okrętów przez parę dekad niezbyt umiała pogodzić kompromisy i nie ogarniała tego, i mało kto opancerzał pokłady prawidłowo, tj. jednym solidnym pokładem pancernym i resztą z tektury, zamiast "to może damy 2 "pancerne", 2 "prawie pancerne", i może jeszcze jeden symboliczny "przeciwodłamkowy" ze stali wysokiej wytrzymałości, i frytki do tego". Na pewno Iowa i siostry miały pokłady w końcu zrobione całkiem rozsądnie, może też Yamato, ale nie pamiętam aż tak dokładnie, innych w ogóle nie kojarzę sensownych. Ale - nie ważne, dlaczego pokłady były niezbyt mądrze zrobione, przeciwko TAKIM okrętom projektowano zapalniki (bo bomby projektowano jako ogólnie przeciwpancerne). Więc do mniej więcej połowę mniejszej prędkości penetratora przy bombie wzg. pocisku, dochodziło "przeciskanie się" jej przez kisiel 10 arkuszy grubej blachy, może nawet pancernej, plus cała drobnica po drodze - ale nie przez arkusz 200 czy 300mm stali pancernej! Stąd znacznie dłuższe opóźnienia i takie projektowanie jw. notka i komeć, żeby było skuteczniej. Oczywiście, niosło to ryzyko, że się przebije przez słabszy/mniejszy okręt na wylot, np. wiele razy przebijano zbyt ciężkim/opóźnionymi bombami niszczyciele czy krążowniki na dziobach na linii "pokład-skos dziobu i wyszła w wodę", albo na wylot przez "płaskie" rufy, no albo transportowce po prostu na wylot. Ale przeważnie nie dało się mieć ciastko i zjeść ciastko.

@ trafienia w magazyny

Loteria ogólnie, OIMW nie liczono na tak konkretne trafienia. Szło o trafienie ogólnie w opancerzone witalia - maszynownie, kotłownie, magazyny, potem wieże główne, mostek, potem nadbudówki (radary, dalmierze). Generalnie trafienie w cokolwiek mogło obezwładnić okręt, wbrew pozorom tam nie ma za wiele redundancji, szczególnie w sytuacji taktycznej, a nie w teorii i na papierze. A trafienie w śródokręcie nieźle gwarantowało "cokolwiek". A tonową bombą bardziej, niż ćwierćtonową... Trafienie jak w Warspite, czyli rozniesienie w mak jednej kotłowni, zalanie prawie wszystkich pozostałych (IIRC jedna została sucha), nabranie przez 30tys okręt 5000 ton wody, no w obliczu wroga to jest jak wyrok śmierci - BTW gigantyczny fuks to było nie tylko zaledwie 9 zabitych, ale że Niemcy go nie dobili od ręki, a potem przez następny dzień nie znaleźli (!!!), jak próbowano go odholować spod Salerno z prędkością 4-6 węzłów...

@ "programowanie" bombardowania

Niemcy mieli duży wybór dobrych i doskonale zunifikowanych zapalników i dobierali je dokładnie do zadania tj. celu, bomby, rodzaju nalotu itp. Np. niemodyfikowany uniwersalny morski 38 uzbrajał się szybciej niż 38B żeby dało się rzucać bomby z lotu "niskiego-płaskiego" czy nurkowego, a nie z km jak Do217, i miał trzy nastawiane opóźnienia, 0.05, 0.2 i 5s. IIRC trzecia nastawa była dla ew. użycia zwykłej bomby jako quasi-głębinowej, były tabelki mówiące jak głęboko schodzi na 3 nastawie bomba rzucona z jakiego pułapu, zanim dupnie.

OIMW zapalniki uzbrajało się wstępnie, ustawiało, wybierało wyrzutniki itd. Bombenabwurfgerätem czyli takim pulpitem w kabinie, IIRC Stuka też miał, w wersji nurkowo-horyzontalnej bodaj. Ale na samolotach to ja się nie znam aż tak. Ogólnie, było to max wypasione bo IIRC to pokłosie niemieckiego programu badawczego z lat 20-30, dla "programowanych" mechanicznie/automatycznie zapalników artyleryjskich, nie udało się im za bardzo, ale wypączkował z tego już przed wojną zylion b. dobrych zapalników i rozwiązań bombowych.

Gdzie o tym poczytać? Z internetu ;) Jest trochę stron solidnych, np. http://www.navweaps.com jest do rzeczy i w sam raz dla średniozaawansowanych. Oraz zbieram źródła, jakieś manuale, raporty i rozważania, najlepiej skany; potem nie wiem skąd je mam. Np. przy okazji wygrzebania tego ładnego manuala saperskiego w tym samym zakątku dysku znalazłem zapomnianą solidną pracę o najnowszych kotłach parowych i ich trendach, cywilnych i wojskowych, praca z 1934. Nie mam pojęcia skąd to ściągnąłem, choćbyście mi paznokcie rwa

Fabrykant z Fotodino
Tue, 30 Jan 2018 21:17:32
Strasznie to ciekawe, panie Boni. W połączeniu z Pańskim potoczystym językiem i porównaniami stanowi mieszankę równie wybuchową jak to co wsadzali do bomb przeciwpancernych.
Pozdrawiam

Boni avatar Boni
Tue, 30 Jan 2018 22:13:45
Dzięki wszystkim za dobre słowo.

BTW przyjrzałem się dokładniej panelom kontrolnym itp, od tych zdalnie ustawianych i wypasionych zapalników z niemieckich bombowców i Stuka (w internecie jest wszystko, a najbardziej na http://www.germanluftwaffe.com ). Mniej więcej dobrze pamiętałem, tylko bombenabwurfgerat to tak jakby potoczna nazwa, oficjalnie to były panele Abwurfschaltkasten, ASK, najróżniejszych rodzajów, zależnie od bombowca, wypasu, itd. Stuka miał specjalny ASK 87, nielicho przekombinowany w porównaniu, bo jak mówiłem, zdaje się operujący nie tylko "w wymiarach" wyrzutniki, salwy, zapalniki, ale też nurkowe-horyzontalne.

Ogólnie, w moim przypadku studiowanie takiej techniki IIWW a nawet IWW straszliwie rozczarowuje co do obecnej techniki, uczy pokory, no i generalnie wkurza. Bo jeśli TAKIE rzeczy wyprawiano w 1943, bez tranzystora, cyfrówki czy komputera, to jednak fakt, że po 60 latach szczytem techniki popularnej jest j... komórka a militarnej bomba praktycznie skopiowana z 1943 tylko z dołożonym GPSem, odziera ze złudzeń co do obecnego poziomu nauki i techniki, oraz tzw. postępu i tzw. społeczeństwa.

BTW a techniki czasów Skunk Works czy wyścigu balistycznego/kosmicznego itp. to lepiej w ogóle nie studiować, bo naprawdę k..wica może trafić na obecny poziom inżynierii i "sukcesy" jak muskopodobne.

Boni avatar Boni
Wed, 31 Jan 2018 13:45:31
Dorzuciłem do notki parę zdań i smacznych szczegółów o nalocie i trafieniu pod Salerno i związanych z Cunninghamem. BTW kolejność 3 bomb była tak naprawdę nieco inna niż w notce, ale to ja mam lepszą dramaturgię ;) (tak naprawdę spadły prawa burta - maszynownia - za rufą)

igor
Wed, 31 Jan 2018 15:47:10
Mnie tak kiedyś naszło: czy jeszcze potrafimy sterować bardziej skomplikowanymi rzeczami jak 50-100 lat temu, mechanicznie lub prostą elektroniką? Bo gdy mikrokontoler w hurcie kosztuje w przybliżeniu 0, to się po prostu wszystkim steruje software'owo.

Boni avatar Boni
Wed, 31 Jan 2018 15:56:51
@igor

My potrafimy ;) ale ci tutaj wkoło mnie, to jednak nie. BTW właśnie klecę maszynę specjalną, jedna ośka, full servo i cyferka, czyli sterownik PLC dedykowany do pozycjonowania i mały serwofalownik; silnik i mechatronika z górnej półki. Można by to zrobić jakieś 5 razy taniej "analogowo" i byłoby nawet lepsze, tj. znacznie lepiej dopasowane do zagadnienia, ale a) komu to potrzebne b) nie byłoby cyfrowo-"elastycznie" c) lepiej zarabia się na rozwiązaniu 5x droższym.

korba
Thu, 1 Feb 2018 09:15:46
Marynata, jak zwykle zresztą, bardzo smakowita. Ale naszło mnie pytanie: kiedy i ile Ty Boni śpisz?

Bo jak się uwzględni wszystkie zajęcia, o których wspominasz na blogu i dołoży narzut na to, o czym nie piszesz, to doba i standardowy tydzień robią się przykrótkie.

A może Was jest więcej? Jeden studiuje konstrukcje zabytkowych zapalników bombowych, drugi zapewnia funkcjonowanie szkockiego gorzelnictwa, trzeci buduje sobie nagłośnienie, czwarty...

Boni avatar Boni
Thu, 1 Feb 2018 10:35:19
@korba

Spanie jest dla mięczaków. A bardziej serio, przeważnie jadę w trybie snu 2-2.5h po południu, 3-3.5h nad ranem. Albo tylko 3.5 nad ranem ;) No dostaje się po jakimś czasie zombie mode (np. jestem dzielny, bo dopiero dzisiaj, tj. w lutym, pierwszy raz w 2018r. zapomniałem rano obu komórek...), potem psychozy, potem trzeba odespać jakieś 2x 12h. Ale "na co dzień" jest więcej czasu na gry i zabawy i doba ma dwa dni.


Wpisz dane i komentarz:

Autor:

Hasło:

albo CAPTCHA dla niezarejestrowanych:

Czwarta planeta Układu Słonecznego:

Treść:

Formatowanie: [b] pogrubienie [/b], [i] kursywa [/i], [u]podkreślenie[/u], link: URL lub [a="URL"]tekst[/a], nie używać nawiasów {} i tagów HTML. Max długość ok. 3000 znaków.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018