Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze






Autor: Boni
Kiedy: 2017-03-21, wtorek
Tagi:  marynata, rapiery
___________________________________
(notka za długa, dawno planowana, ale jest też niespodziewany i ekstraordynaryjny motyw bieżący – dosłownie parę dni temu ogłoszono, że odkryto kotwicowisko floty greckiej z bitwy pod Salaminą, z kampanii 480pne.)

Dzisiaj zapuszczę się daleko w historię, także wojen morskich, a korzystając, że to blog, a nie – poważna twórczość, zapuszczę się jeszcze dalej w gdybania i zmyślenia.

Czasy kiedy Xerxes najeżdżał starożytną Grecję około 480pne. zawsze były dosyć popularne wśród fanów historii starożytnej, a nawet wśród fanów wszelkich historii, we wszelkich mediach, ostatnio wraz z komiksem i filmem. Bo mało co z tego okresu przemawiało i przemawia do wyobraźni bardziej niż Termopile, ale też ewakuacja i spalenie Aten, czy Salamina, czy Plateje.

Teoretycznie, mamy trochę źródeł o tych czasach, źródeł prawie-pierwotnych i wtórnych, nieźle potwierdzonych. Ale oczywiście, co do szczegółów historii dziejących się 2500 lat temu, wiemy niewiele, plus musimy być krytyczni wobec niektórych bajek opowiadanych przez „historyków”. Aczkolwiek ostatnio (w skali dekad) tak jakby następuje rehabilitacja wielu kawałków i historyjek, które pół wieku temu brano za mity, bajki i zmyślenia.

O jeszcze starszej, archaicznej Helladzie, czy poprzedzających ją kulturach, wiemy, oczywiście, jeszcze mniej. Co nie przeszkadza mi snuć opowieść i wypełniać luki konfabulacją – zostaliście ostrzeżeni.

Ad rem: Xerxes miał zamiar dosyć prosty – zawalcować Helladę, rzucić cały świat grecki na kolana. Z odrobiny megalomanii, z zemsty za Maraton i swoich przodków, z potrzeb polityczno-ekonomicznych. Ponieważ już było wiadomo, że Hellada zawalcować się łatwo nie daje, zebrał naprawdę pokaźną armię i flotę. Oczywiście, źródła opowiadają najróżniejsze wersje, wtórne źródła jeszcze co innego, a ich krytyka, to już w ogóle, lata od Annasza do Kajfasza, i przeważnie poddaje w wątpliwość „olbrzymie” liczby; jednak wydaje się, że flota perska rzeczywiście mogła mieć około 1200 różnych okrętów. Raczej nie 1200 trirem (czyli ówczesnego ekwiwalentu „najmocniejszego ultymatywnego narzędzia panowania na morzu”, jak powiedzmy krążownika obecnie), rozsądni badacze przyjmują góra 600-800 trójrzędowców - ale nadal była to gigantyczna armada jak na ten czas i miejsce. Dla ustalenia uwagi, program morski Aten pod egidą Temistoklesa, kontrujący spodziewany najazd Xerxesa, zakładał 200 trirem; nieco później, w szczycie ekspansji Ateny były w stanie utrzymać rzędu 300 trirem.

Wbrew popularnym acz anachronicznym mniemaniom niektórych historyków i fanów, w czasie najazdu 480r. to flota perska była lepszej jakości i lepiej wyszkolona, a Ateńczycy i sprzymierzeńcy, o niechętnej morzu Sparcie itp. nie mówiąc, dopiero uczyli się morskiego rzemiosła, szczególniej na taką skalę. W pośpiechu wybudowano okręty, w pośpiechu obsadzono, pośpiesznie dobierano wioślarzy, itd. Jedyne co pomagało, to że kasy Ateny miały jak fasoli (a raczej odwrotnie – właśnie odkryte kopalnie srebra Laurion, stały się założeniem budowy floty, wystarczającej do obrony Grecji).

Ale jak widać z powyższej dysproporcji, Persja miała 3x tyle kasy i zasobów, i to czasem lepszej jakości. Między innymi dlatego, że w jej szeregach i szykach okrętów, walczyło sporo Greków - najemników albo poddanych Xerxesa, niczym nie ustępujących militarnie, technologicznie czy kulturowo itd. pobratymcom broniącym Hellady. I wcale nie wszyscy byli świeżo podbici czy niepewnej lojalności. Najemnicy na ogół walczyli lojalnie dopóki im płacono, a wiele mniejszych kolonii greckich z Anatolii czy wysp, stawało po stronie perskiej bez większych oporów – w świecie miast-państw i zyliona wysepek i półwyspów, po powiedzmy 500 latach wspólnej historii, zawsze znalazł się jakiś pretekst czy żal, wystarczający, żeby się pobić bez większych wyrzutów sumienia.

Wśród kilkuset trójrzędowców perskich była malutka flota wystawiona przez prowincję Karię (Caria), wtedy satrapię perską, kiedyś niezależną kolonię dorycką. Karia leżała na południowo-zachodnim krańcu Anatolii (obecnej Turcji), składała się z kilku miast państw z przyległościami, ze stolicą w Halikarnasie – z Aten płyniecie prosto na wschód jak w mordę strzelił i zaraz trafiacie w Karię. Czasem bywała niezależna, z własną polityką i tyranami (nie w sensie nowożytnym, ale w rozumieniu greckim, czyli niezawisłymi nominalnie władcami – demokracja starożytna nie przyjęła się w tych stronach), czasem wpadała w orbitę większego północnego sąsiada – Lykii, a w dyskutowanych czasach, razem z całą Anatolią z przyległościami, wpadła w dominium perskie. Jednak zachowała sporą autonomię i np. choć władcy Karii stali się nominalnie tylko satrapami Achemenidów (władców dosyć absolutnych ergo nieskłonnych do dzielenia się władzą; którzy wszystkich traktowali w praktyce jako wymiennych niewolników) to tyrani Karii potrafili utrzymać własne dynastie, tzn. przekazywać władzę w rodzinie z pokolenia na pokolenia – co w imperium perskim nie było oczywiste nawet w rodzinie króla królów...

Fotomontaż z repliki triremyFlota Karii, przybyła z Halikarnasu, Kos, Kalydny, Nisyros, była malutka, zaledwie 5 trirem (zapewne plus jakieś okręty/statki pomocnicze), za to wyborowych, uważanych za jedne z najlepszych w gigantycznej flocie zebranej do najazdu (wg. Herodota, tylko kontyngent super-zawodowców z fenickiego Sydonu był w większym poważaniu).

Dowodził nimi satrapa i władca Karii, Artemizja. Czyli „dowodziła”, a nie „dowodził”, nie „władca”, ale władczyni i królowa. Jak się odmienia „satrapa” w rodzaju żeńskim (nie – żona satrapy!) nie wiem i nie założę się, że Persowie mieli na to pomysł, bo przeważnie nie mieli potrzeby takiej odmiany. Skądinąd, Artemizja dowodziła okrętami literalnie i de facto, a nie tytularnie, czy de iure.

Jeśli ktoś nie zrozumiał, mówimy o czasach, kiedy grecka kobieta, szlachetniejszego rodu, nie powinna przed małżeństwem zadawać się w ogóle z obcymi mężczyznami, w małżeństwie powinna być Penelopą, a jako wdowa prędziutko znaleźć sobie męża. Ogólniej mogła być piękną córką, stateczną żoną, kapłanką, łupem wojennym albo niewolnicą, ale raczej nie suwerenną królową; co najwyżej mogła być królową-żoną, rodzącą królewskich synów. Ale raczej nie amazonką. A już na pewno nie dowódcą zbrojnych mężów czy jawną siłą polityczną.

Może spróbuję nakreślić wątły rys biograficzny, bo informacji o losach Artemizji sprzed wojny 480pne mamy tyle, co kot napłakał. Była córką tyrana Halikarnasu, Lygdamisa. Jej nieznany z imienia mąż był tyranem Halikarnasu i urodziła mu syna. Ale po śmierci męża, choć syn był dorosły lub prawie, nie ustąpiła mu władzy czy nie bawiła się w regencje czy nowego męża, tylko po prostu nadal działała jako dziedziczny satrapa – autonomiczny tyran Halikarnasu i Karii, "po tatusiu" i po mężu, mając posłuch i poważanie swoich ludzi zupełnie wystarczające do uprawiania skutecznej polityki. Co budziło zdziwienie i niechęć w świecie greckim, „normalne”, na zasadzie „baba? do garów!”, ale w innym sensie dosyć zabawne, bo budziło też oburze „z drugiej strony”, gdyż Artemizja uprawiała politykę dosyć agresywną i nieprzyjemną dla niektórych sąsiadów, acz na niewielką skalę swojej małej satrapii, stąd oskarżano ją o krwiożerczość i piractwo i łamanie praw ludzkich i boskich.

wizja z XVIw.Artemizja, mówiąc w skrócie, olała sikiem prostym zdanie Greków, i nie tylko Greków, co do roli kobiety w społeczeństwie, polityce i wojnie, i robiła to co chciała i tak jak chciała.

Co nie przysporzyło jej fanów w świecie grecko – patriarchalnym, wg. Herodota niechęć doszła do dosyć niezwykłego poziomu, gdyż Ateńczycy tak bardzo się obrazili, że baba podniosła rękę na ich śliczną nowomodną demokrację, że ustanowili nagrodę za żywą Artemizję (żeby móc ją uczciwie sponiewierać, pohańbić i pokazać jej miejsce w szeregu patriarchalnego dziobania) w wysokości 10tys. drachm. Co, dla ustalenia uwagi, było ekwiwalentem mniej więcej 40kg srebra, albo zapewniało spokojne próżniacze życie obywatela Aten, z niedużą rodziną, przez lat 25. Takie nagrody ustalano raczej za poważnych zdrajców, a i to rzadko.

Dla odmiany, wbrew zbudowanemu przez wieki raczej fałszywemu obrazowi krwiożerczo-despotycznej Azji w opozycji do filozoficzno-artystycznej Hellady, znacznie więcej fanów miała Artemizja w kosmopolitycznym świecie perskim. Zaczynając od tego, że król królów, a z nim oczywiście dwór i struktury państwa, nie zgłaszały jakichś większych pretensji o jej panowanie i że chyba zgłupiała, bo chłopa nie ma.

A nawet wprost przeciwnie, Xerxes wydawał się cenić ją „za całokształt” polityczno-społeczny w jej satrapii i okolicy (dygresja - trudno powiedzieć, na ile znali się osobiście i politycznie przed wojną, ale mam silne wrażenie, że poznali się wcześniej; Xerxes miał w 480pne około 40 lat, rządził suwerennie od około 6 lat, był od dziecka wdrażany jako przyszły władca itd. Artemizja też była raczej w średnim wieku i robiła „w polityce” od wielu lat) i za jej osobistą postawę (dowodziła wyborowym kontyngentem Karii in persona, choć miano jej to za złe; jakby postawiła byle parobka, aby męskiego, na czele flotylli, nikt by jej za złe tego nie miał) – cenił ją na tyle, że brała udział w stricte wojskowych naradach ścisłego sztabu Xerxesa. I z tego co przekazuje, zapewne nieco stronniczy Herodot („nasz człowiek z Halikarnasu”), miała posłuch i poważanie znacznie ponad byle dowódcami i tyranami, którzy przyprowadzili jakieś śmieszne 5 trirem.

Dygresja – nawet nie próbujcie oglądać filmów czy komiksów z serii „300”, szukając w nich jakichś śladów prawdy historycznej czy tych fenomenalnych postaci, między innymi Artemizji z Karii (w drugiej części filmu pierwszoplanowa postać, niestety). Po prostu – nope! Cieszcie się wizją autorów jako przerysowanym fantasy, ale proszę, zapomnijcie, że odnosi się to do jakiejkolwiek prawdziwej historii Europy. Albo lepiej – nie cieszcie się, jako ja się nie cieszę, że udało się autorom wypaczyć w zasadzie wszystko, na dowolnym poziomie i w dowolnym zakresie.

Przewijając nieco kampanię perską - kilka historyjek i akcji związanych z Artemizją, zostało przekazane przez Herodota w wersji nieco rozszerzonej.

W trakcie słynnej obrony Termopil, toczyła się nieco „obok” epicka bitwa morska, a raczej kilkudniowy ciąg bitew i potyczek, zwana bitwą pod Artemizjum (podobna nazwa miejscowości do imienia bohaterki notki, ale to zbieg okoliczności), czyli w cieśninie miedzy wyspą Eubeą a kontynentem na wysokości Termopil, wraz z jazdami wkoło Eubei. Rozstrzygały tę bitwę głównie sztormy, które łatwo masakrowały wiosłowe floty lekkich trójrzędowców (nie projektowanych w jakimkolwiek zakresie do wytrzymania choćby średniego stanu morza, czy pływania nocą itd.), ale też walczono dosyć zaciekle, ogólnie powiedzmy, remisowo. Tylko, że przy stanie początkowym jak 3 czy 4 do 1, Xerxes mógł sobie pozwolić na straty (jak np. utrata w sztormie około 200 okrętów wysłanych wkoło Eubei), ale Temistokles i sprzymierzeńcy absolutnie nie mogli zdawać się na „remis” 1:1 w utraconych okrętach i ludziach (np. kontyngent ateński stracił około połowy okrętów zniszczonych lub uszkodzonych).

Wkład Artemizji w te walki nie jest wiarygodnie znany, przynajmniej o ile mi wiadomo.

Po upadku Termopil walka morska na wysokości Termopil-Artemizjum nie miała dla Greków strategicznego sensu, flota grecka fortunnie oderwała się od przeciwnika i popłynęła ewakuować Ateny na Salaminę. Bo było wiadome, że nie da się obronić Attyki i Aten, ostatnią linię oporu tworzono na Przesmyku Korynckim i szykowano się do obrony Peloponezu.

Po zajęciu Attyki, zdobyciu akropolu i spaleniu Aten, Xerxes zwołał naradę sztabową z ogólnym pytaniem „co dalej?”, a szczególniej „co z flotą?”. Bo po Termopilach i Artemizjum atak na Przesmyk Koryncki, broniony nie przez 1000 osobową falangę, ale dziesiątki tysięcy zdesperowanych Greków, z rdzeniem - fanatycznym korpusem Spartiatów broniących wrót własnego domu, z nadal silną grecką flotą pod bokiem, nie wydawał się nikomu, nawet królowi królów, łatwym zadaniem.

Generałowie i dowódcy, w tym naczelny inicjator i dowódca kampanii, Mardoniusz, optowali za rozgromieniem floty greckiej, po czym ataku na Przesmyk, z desantami na Peloponez. Jedyne zdanie odrębne wygłosiła królowa Artemizja, w relacji Herodota po prostu zdroworozsądkowe. Argumentowała jak najbardziej słusznie, że po pierwsze, na ch... wam ta walna bitwa morska? Strategicznie, Ateny zdobyte, Peloponez nie może się obronić przeciwko przeważającej sile lądowej zbyt długo, Grecy nie mają dość zapasów i rozejdą się do domów. Taktycznie, nasza flota nie jest już wiele silniejsza od helleńskiej, jej część jest bezwartościowa lub niepewna. Więc może trzymajmy się brzegu, blokujmy Peloponez i flotę grecką, atakujmy lądem i nie możemy przegrać. A zabawy dużych chłopców w bitwę morską, to niepotrzebne ryzyko.

Xerxes przychylił się do zdania większości nabuzowanych facetów rządnych podboju, zresztą, miał w sobie nieco megalomanii i wierzył, że pod jego okiem flota lepiej się sprawi niż pod Artemizjum; może też miał zupełnie rozsądne a nie testosteronowo-maczomuczaczo powody, jak chęć jak najszybszego zakończenia kampanii, bo każdy dodatkowy dzień w odległej Helladzie odrobinkę destabilizował rdzeń jego olbrzymiego imperium, Babilon, Egipt, itd.

Z drugiej strony, Temistokles też wzywał a nawet intrygował do walnej bitwy w cieśninie obok Salaminy, upatrując w tym jedyną realistyczną szansę na obronę Peloponezu (bo bez floty Persowie mieliby znacznie znacznie trudniej) i własnej głowy, jako inicjatora wojny morskiej i kosztownej floty; a taktycznie widząc szanse w walce w cieśninie, jeszcze ciaśniejszej niż pod Artemizjum - w warunkach gdzie przewaga liczebna i sprawności floty perskiej mogła być zniwelowana jej „stłoczeniem”, chaosem i brakiem miejsca do finezyjnych taranowań, za to czyniły ją podatniejszą na abordaż, który jak się wydaje wg. pewnych poszlak, był preferowaną wtedy taktyką niezbyt wyszkolonej i „ociężałej” floty greckiej.

Rezultatem była bitwa jeszcze bardziej epicka niż pod Artemizjum, słynna bitwa morska pod Salaminą.

Tron Xerxesa stał u stóp góry Aigalea, w dobrym punkcie widokowym na cieśninę, i król królów od rana oglądał, z dworem i sztabem, zderzenie własnych około 600-700 trójrzędowców z 310-370 trójrzędowcami greckimi. „Emocje sięgały zenitu” to mało powiedziane; to było tytaniczne wydarzenie, skala była homerycka po prostu, tylko, że to nie były bajędy starych dziadków o bogach i herosach, to się działo na prawdę.

Myślicie, że wyobrażacie sobie bitwę morską 1000 okrętów wielkości 40-50m, stłoczonych na kilku kilometrach morza? Aha, gówno sobie wyobrażacie. Nawet niby zdolni acz zboczeni twórcy drugiej części filmowych „300” nie potrafili sobie tego wyobrazić czy pokazać, musieli jakieś bzdury i cuda wianki nakręcić. Bo nikt by nie uwierzył, w to co widzi, gdyby spróbowali pokazać, jak naprawdę to wyglądało.

Co oczywiste, Xerxes z dworem, część jego wojska i być może jacyś cywile na górkach, byli jedynymi, którzy ogarniali perspektywę całej bitwy – z perspektywy dowódców na okrętach, trierarchów i kybernetosów, był to chaos – okręty taranowały i próbowały abordażu przeciwników w zasięgu wzroku, bez większego planu czy taktyki. Bo cała taktyka polegała na tym, że flota perska próbowała podejścia w trzech liniach, zakładając zmiażdżenie zdemoralizowanej i pognębionej floty greckiej samą masą i przewagą liczebną; a flota grecka, nie bardzo zdemoralizowana, raczej zdesperowana, kontratakowała solidnie, „na rympał”, płynąc w jedną - dwie linie, spychając pierwszą linię perską na pozostałe i mieszając szyki Persom; w końcu po zaciekłej walce, przebijając centrum szyku perskiego i rozcinając flotę barbarzyńców na dwoje. Skądinąd, pechowo dla Persów, na samym początku bitwy zginął głównodowodzący Ariabignes, brat Xerxesa, co nie pomogło w opanowaniu chaosu po stronie perskiej.

W pewnym momencie bitwy, ktoś z otoczenia Xerxesa wskazał triremę Artemizji, która jak wyżej, dowodziła osobiście swoją małą flotą, a głównie swoim trójrzędowcem. I która dawała popis starej piratki, jak się to robi właściwie – „cała na przód”, 180 elitarnych dobrze opłaconych wioślarzy napięło muskuły, i zaraz staranowała i rozjechała grecką triremę, że nie było co zbierać. W uniesieniu Xerxes powiedział coś w deseń „moi mężczyźni stali się kobietami, moje kobiety stały się mężczyznami”. I ogólny aplauz i wiwaty i szampan dla wszystkich.

Ale to nie był jedyny z możliwych punktów widzenia.

Z punktu widzenia Artemizji, usiłował ją dopaść jeden ze zdolniejszych i zajadlejszych trierarchów ateńskich, Ameinias (chociaż raczej nie wiedział, w kogo celuje, bo by nie odpuścił – 10tys. drachm za głowę Artemizji piechotą nie chodzi...) - nie mając miejsca na uniki „uciekła do przodu” i rozjechała sprzymierzeńca, a nawet kolegę-tyrana z własnego kontyngentu, Damasitmosa z Kalyndy. Niektórzy mówią, że nie bez powodu go rozjechała, bo mieli dawne zwady, a nawet spięcie na początku inwazji – więc Artemizja połączyła pożyteczne z przyjemnym. Jedyne co się zgadza z wersją widzianą przez Xerxesa – z trafionej triremy nie było co zbierać, a nawet nikt się nie uratował. No co za pech, choć nie dla Artemizji. A goniący Ameinias odpuścił, przyjmując, że skoro ktoś taranuje „perskiego” trójrzędowca, to zdezerterował albo jakieś nieporozumienie tu zaszło. Zresztą, inna tradycja mówi, że Artemizja nie miała oporów przed posiadaniem kilku kompletów flag itp. znaków i machaniem „właściwą flagą właściwym ludziom”, więc trudno powiedzieć, co w danym momencie widział Ameinias.

Generalnie, założenia Temistoklesa były słuszne a Persowie dali się niepotrzebnie sprowokować jak dzieci; bitwa poszła bardzo źle dla nich, stracili prawdopodobnie około połowy floty i mnóstwo ludzi (jak twierdzi Herodot, większość załóg perskich, w przeciwieństwie do greckich, nie umiała pływać – ale skądinąd i tak śmiertelność w bitwach morskich starożytności była masakrą rzędu 80-90% ludzi na zatapianych okrętach, gdzie w bitwach lądowych padało po przegranej stronie tylko rzędu 20% żołnierzy – ale inna sprawa, co działo się po bitwie lądowej... jak na przykład po Platejach). Odwrót perski oparł się dopiero o Faleron na pd-wsch. od zatoki i Salaminy.

Xerxes się wściekł. Fenickiego dowódcę, który przybył do tronu po rozbiciu swojego okrętu, i narzekał, że to wszystko przez gównianych i tchórzliwych greckich sprzymierzeńców (raczej jońskich, niż dalszych jak Artemizja, no ale) - a narzekał w wyjątkowo źle wybranym momencie, bo akurat w tle joński-perski okręt zdobywał triremę Aeginy - Xerxes ściął podobno na miejscu, za obrażanie walecznych mężów; paru Fenicjanom zrobił sąd doraźny, ogólnie tak się wpienił i zapowiedział represje, że kontyngent fenicki uciekł w nocy po bitwie do domu.

Artemizja wyszła z bitwy cało, zanotowano, że przysłużyła się też królowi królów w dość nietypowy, acz bardzo ważki w tamtych czasach sposób – rozpoznała w setkach pływających ciał po bitwie brata Xerxesa, admirała Ariabignesa, skłutego włóczniami na początku bitwy; dostarczyła ciało królowi królów.

Nie jest jasne, czy wyszło od razu na jaw, że Artemizja w bitwie rozjechała sprzymierzeńca, czy znacznie później, faktem jest, że na jej pijar i opinię ten epizod nie rzutował zbytnio; może nieźle maskował to sam fakt, że była na pewno jedyną kobietą dowodzącą pod Salaminą; a opinię i tak miała spaćkaną.

Po paru niezbyt przytomnych posunieciach w furii po klęsce, ochłonięciu i twardym zderzeniu z rzeczywistocią (jak np. – flota grecka panuje na morzu, perska nie może się pozbierać), Xerxes zwołał kolejną naradę w duchu „icoteras cwaniaczki?”.

Większość dowódców optowała za dalszą kampanią, bo przecież gigantyczna armia lądowa stała gotowa do walki o Peloponez, z flotą czy bez. Głównodowodzący Mardoniusz, wiedząc, że jedzie po bardzo cienkim lodzie na bardzo gorących łyżwach, usiłował zbagatelizować klęskę, i dawał królowi królow opcję walki o Peloponez na maksa zaraz, albo, jeśli Xerxes sobie życzy wracać do centrum imperium, zgodnie z planem jednosezonowej kampani, on, Mardoniusz, zostanie na zimę i rzuci królowi Helladę do stóp jak obiecał, potrzebuje tylko, powiedzmy, wybrane 300tys. wojska.

Na takie opcje, zdaje się, Xerxes wkurzył się i metaforycznie wyrzucił za metaforyczne drzwi cały sztab i nawet straż przyboczną, rozkazując zostać tylko Artemizji – po czym zapytał ją o szczerą radę, bo tylko ona dała sensowną radę przed Salaminą. W wersji Herodota, Artemizja zastrzegła się, że fajnie byłoby zawsze dawać dobre rady i cudów nie ma, no ale skoro król królów pyta – jej rada jest, żeby zostawić Mardoniusza na zimę z tymi 300tys. Podbije Grecję jak obiecuje? Fajnie, bonus. Nie podbije? A kogo to obchodzi, że jakiś niewolnik króla królów został pobity na zadupiu Hellady. Natomiast jeśli, niech ręka boska broni, sam Xerxes utkwiłby na zimę i poniósł klęskę, no to zupełnie inna katastrofa public relations! Oraz imperium wymaga doglądania, to ważniejsze niż jakaś Grecja – Ateny spalone, Maraton pomszczony, starczy. Czyli znowu, jakby zdroworozsądkowe rady starej piratki.

Xerxesowi bardzo się spodobały i zrobił dokładnie jak Artemizja radziła. I dokładnie jak w jej przewidywaniach, Mardoniusz nie dał rady i dostał okrutny łomot pod Platejami, ale nie rzutowało to zbytnio na panowanie Xerxesa w Persji, odpuścił sobie awantury greckie; rządził jeszcze przez 15 lat, aż wykończył go spisek pałacowy.

Jest jeszcze wzmianka, że odesłał po kampanii synów (nieprawych) pod nadzorem Artemizji do Efezu – nie jest jasne, jaki sens i znaczenie to miało, trudno powiedzieć.

Plus najróżniejsze wersje, znacznie późniejsze i mniej wiarygodne, niż średnio wiarygodne opowiastki Herodota, o burzliwym romansie Artemizji z Xerxesem, późniejszych jej romantycznych losach itd. itp.

Może ktoś powiedzieć "e tam, też se wymyśliłeś feministkę przedpotopową, zawsze baba na wojnie będzie egzotyką, a bajarze zawsze przesadzą przy egzotyce". Może i tak, ale dobra feministka jest dobra; a co do przesady i opowieści dziwnej treści, jest jedno świadectwo, które nawet najbardziej tępemu patriarchalnemu bucowi może dać do myślenia - nawet po 600 latach od wydarzeń, jeszcze w I-IIw.ne. stał w Sparcie przy rynku bogaty portyk, zwany "perskim", zbudowany z łupów i jako wotum po wojnie 480pne. Wbudowano w niego posągi pokonanych perskich wodzów - Artemizji również. Nie bardzo wyobrażam sobie, jak można to przebić, bo jeśli Sparta honoruje wroga pomnikiem, to wiedz, że działo się.

Po wojnie Artemizja zachowała wysoką polityczną pozycję, jak na satrapę małej prowincji, jej następcą został syn (nie jest jasne, czy przekazała mu władzę czy odziedziczył po jej śmierci); Karia nadal cieszyła się dużą autonomią w imperium perskim i względnym spokojem i dobrobytem i nieco specyficzną kulturą, przez pokolenia – ze zbiegu tego wszystkiego jej imienniczka ponad sto lat później potrafiła zrobić jeden z cudów świata starożytnego; ale Artemizja II i Mauzoleum, to nieco inna historia.

(Część druga kiedyś tam, mniej morska, bardziej ogólna.)





charliebravo
Tue, 21 Mar 2017 08:48:49
Super! I tak, bitwę tysiąca okrętów raczej ciężko sobie wyobrazić.

Boni avatar Boni
Wed, 22 Mar 2017 19:26:31
@charliebravo

Dzięki.

Wygładziłem parę miejsc, dopisałem przedostatni akapit, który zaplątał się do 2 części, na więcej ilustracji nie mam siły (BTW te triremy, to fotmontaż ze zdjęcia repliki "Olympias", zbudowanej i testowanej w latach '90, jeśli ktoś się interesuje flotą starożytną a przeoczył, polecam poguglać i poczytać, bardzo pouczające).

red.grzeg
Wed, 22 Mar 2017 21:22:00
Skąd właściwie wiemy jak brzmiała treść rozmowy Artemizji z Xerxesem, skoro była w 4-oczy?

Boni avatar Boni
Thu, 23 Mar 2017 00:38:41
@red.grzeg

Od Herodota ;) Jest kilka możliwości, mogli jedno czy oboje o tym opowiadać po fakcie, mogła zostać służba, niewolnicy itp. nie jest powiedziane, że rozmawiali w 4 oczy, tylko, że wezwał Artemizję, a odesłał wodzów i gwardzistów. Co do szczegółów rozmowy, oczywiście, nie założyłbym się, ale co do samej sytuacji, pasuje mi do różnych szczegółów okoliczności i postaci (np. że Xerxes nie chce konfrontować Artemizji, która na pewno zarobiła sporo minusów u Mardoniusza i dowódców za poprzednie prawidłowe zdanie odrębne, z całym sztabem zestresowanych muczaczos, itd).

Z Herodotem jest problem w temacie, bo z jednej strony był w opisie najazdu fanem Artemizji i Karii (choć to jej wnuk pognał go z Halikarnasu, lokalny patriotyzm nadal miał spory), więc mógł tu wymyślać nieco więcej niż zwykle; ale z drugiej strony, wiadomo, że robił dosyć rzetelnie wywiady i przepytywał ludzi, którzy brali udział w wydarzeniach, lub pokolenie ich dzieci, najoczywiściej - głównie z własnej ojczyzny i najprawdopodobniej ktoś, kto miał w miarę solidną legitymację do wiedzy tym, co działo się pod Salaminą (szczególniej w kontekście kontyngentu z Karii czy otoczenia Artemizji), to też mu opowiedział.

W ogóle, krytyka starych źródeł, jak Herodota czy Tukidydesa, czy nawet kawałków z Homera, to jest temat rzeka. I jw. ostatnimi czasy jakby rehabilituje się nieco "ojców historii", bo sporo kawałków, które miano za konfabulacje czy bajki, potwierdziły a to inskrypcje, a to nagrobek, a to monetka, a to wykopalisko itd. itp.




Licencja:
Creative Commons License

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

charliebravo - Jak zrobić...
Fri, 24 Mar 2017 11:13
@Boni Racja, przepraszam - wydawało mi się, że to...

Boni - Jak zrobić sobie dobrze
Thu, 23 Mar 2017 20:25
@tannoy Nie tyle synonim "głośnika", co...

charliebravo - Jak zrobić...
Thu, 23 Mar 2017 15:41
@Tannoy Przeczytałem sobie ostatnio "They gave me a...

Boni - Despoina (1)
Thu, 23 Mar 2017 00:38
@red.grzeg Od Herodota ;) Jest kilka możliwości,...

red.grzeg - Despoina (1)
Wed, 22 Mar 2017 21:22
Skąd właściwie wiemy jak brzmiała treść rozmowy...

Boni - Despoina (1)
Wed, 22 Mar 2017 19:26
@charliebravo Dzięki. Wygładziłem parę miejsc,...

charliebravo - Despoina (1)
Tue, 21 Mar 2017 08:48
Super! I tak, bitwę tysiąca okrętów raczej ciężko...

Boni - Niespodzianka 3.0
Fri, 17 Mar 2017 01:55
@PoGOOD Zdefiniujmy najpierw personal luxury na jakie...

PoGOOD - Niespodzianka 3.0
Thu, 16 Mar 2017 22:33
Szkoda, że na Wyspach jeździ się "po złej" stronie,...

Boni - Niespodzianka 3.0
Thu, 16 Mar 2017 13:29
@zz_top @LS400 Jak ostatnio śliniłem się do 1999...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Jetlag (pattern recognition)
Ogólna teoria
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Szrot nasz codzienny
Modelarnia
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.70   BS 2012-2015